„Zapraszamy do gazu” - usłyszeli od protestujących poznańscy radni, którzy 11 lutego na sesji rady miasta przyjęli Europejską Kartę Równości Kobiet i Mężczyzn. „Politycy PiS celowo podgrzewali emocje, ale sytuacja wymknęła im się spod kontroli” - mówi OKO.press prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak

Europejska Karta Równości to dokument opracowany w 2006 roku przez Radę Gmin i Regionów Europy, który zobowiązuje władze lokalne do dbania o równość kobiet i mężczyzn. Chodzi m.in. o promowanie kobiet na stanowiskach kierowniczych, aktywizację do życia politycznego, wyrównywanie płac, a także walkę ze stereotypami i dyskryminacją.

Poznańscy radni PiS, przy wsparciu m.in. posła Bartłomieja Wróblewskiego, „Ordo Iuris” i lokalnych środowisk katolickich, od miesięcy protestowali przeciwko dokumentowi, uzasadniając, że promuje on „gender” i „ideologię LGBT”. A to ich zdaniem zagraża fundamentom polskości. Do kumulacji doszło 11 lutego 2020 podczas głosowania nad uchwaleniem Karty.

W stronę radnych PO i niezrzeszonych protestujący wykrzykiwali groźby m.in. „zapraszamy do gazu”, „może być jeszcze gorzej niż w Gdańsku”.

Urząd miasta obstawiało osiem wozów TVP. A kilkadziesiąt protestujących modliło się, trzymając w dłoniach krzyże, gromnice i różańce.

OKO.press o sesji Rady Miasta i Europejskiej Karcie Równości rozmawia z prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem.


Anton Ambroziak OKO.press: UchwalaniuEuropejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w życiu lokalnym towarzyszyły dantejskie sceny. Na salę obrad wniesiono różańce, uczestnicy protestu modlili się, a w stronę radnych wykrzykiwali hasła: „precz z ideologią LGBT”, „hańba”, a nawet „do gazu”. Skąd te napięcia?

Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania: Politycy PiS, w tym poseł Bartłomiej Wróblewski, wykorzystali tę Kartę, nie stanowiącą żadnego zagrożenia dla tradycyjnych wartości, obyczajowości czy rodziny, do straszenia i szczucia mieszkańców przeciwko sobie.

Celowo podgrzewali emocje, doprowadzając do sytuacji, która wymknęła im się spod kontroli. Jeden z radnych PiS zapytany przez dziennikarzy po głosowaniu o przebieg obrad, stanowczo dystansował się od części protestujących. Mówił, że to osoby z zaburzeniami psychicznymi, a część z nich określił nawet mianem lumpów.

Cała akcja podżegania na pewno była niepotrzebna, ale jeśli pyta Pan skąd gromnice, różańce, krzyże i zupełnie niechrześcijańskie okrzyki na sali, to właśnie stąd. Z akcji politycznej.

Przeciwnicy Karty na sesji Rady Miasta, 11.02.2020, Poznań / fot. Łukasz Cynalewski, Agencja Gazeta

Czyli nie ma się czego bać? Dokument nie zniszczy „rodziny”, nie będzie „promował ideologii LGBT”, nie jest „zamachem na rodzinę”, jak twierdzą jego przeciwnicy?

W trakcie sesji rady miasta zacytowałem słowa Jana Pawła II, apelując, by do naszych działań podchodzić bez strachu, bez uprzedzeń, bez stereotypów.

I zmiksował pan „nie lękajcie się” ze słowami Olgi Tokarczuk: „patrzmy do przodu, a nie wstecz”.

I adresuję te słowa także do siebie. Europejska Karta Równości to między innymi zobowiązanie do większego wykorzystania potencjału kobiet. To naprawdę niesłychane, że pierwsza kobieta w zarządzie Międzynarodowych Targów Poznańskich pojawiła się dopiero za mojej kadencji. Tak samo w przypadku miejskiej spółki Targowiska, gdzie funkcje kierownicze piastowali wcześniej głównie mężczyźni.

Karta to rodzaj zobowiązania, że samorząd będzie działał na rzecz równości kobiet i mężczyzn w swojej społeczności. Jak pan to rozumie?

Dokument obliguje nas do przeglądu wcześniejszych działań. Musimy sprawdzić, czy sprawiedliwie lokujemy środki w różnych obszarach. Weźmy dla przykładu boiska Orliki. Z jednej strony wszyscy są dumni, że młodzież z nich korzysta.

Pytanie tylko, czy tyle samo inwestujemy w sport dla dziewczynek? Czy nie jest może tak, że nasze inwestycje pogłębiają podziały?

Dzięki Karcie mamy też dostęp do doświadczeń innych miast. Możemy się uczyć i inspirować. Ona zobowiązuje nas też do wypracowania Równościowego Planu Działania, gdzie określimy nasze cele i priorytety.

Nie chcemy tego robić sami, przeprowadzimy szerokie konsultacje społeczne. Zarzucano nam, że nie zrobiliśmy ich przed przyjęciem Karty, ale Poznań nie od dziś jest za równościowym podejściem. Do wszystkich. Gdy Warszawa podpisywała „Deklarację LGBT”, my uznaliśmy, że nie należy wyróżniać jednej grupy społecznej; że trzeba patrzeć szerzej. Stąd dokument taki, jak ten.

I rolą samorządu jest przyjmowanie takich dokumentów? Obok Nysy, Słupska i Gdańska żadne inne władze lokalne w Polsce nie zdecydowały się na uchwalenie Karty, mimo że ta istnieje od 2006 roku. W tym czasie podpisało ją aż 1,7 tys. podmiotów z 35 krajów.

Jesteśmy w Europie Zachodniej i uważamy, że należy robić wszystko, żeby w tym kręgu cywilizacyjnym pozostać. Chcemy, żeby nasze standardy, były standardami zachodnioeuropejskimi. To, czego Polska potrzebuje najbardziej, to oświecenie.

Byłem zdumiony, jak bardzo radni i posłowie PiS boją się tego oświecenia i boją się Europy. Gdy zasłaniali się sloganami o obronie polskich tradycji, mi skojarzyło się to z utworem Jacka Kaczmarskiego „Dobre Rady Pana Ojca”.

Ten paniczny lęk jest najlepszym dowodem na to, że aktywne działania samorządów są potrzebne. Gdyby nie ten dokument, ja sam może nie zastanowiłbym się nad tym, czy nasze inwestycje infrastrukturalne są sprawiedliwe.

W urzędzie będą parytety?

W urzędzie mamy przewagę kobiet, chociaż nie na stanowiskach kierowniczych. Gdy człowiek zaczyna sprawdzać te kwestie, zaczyna się zastanawiać dlaczego tej równości w życiu publicznym de facto nie ma? Dlaczego mężczyźni dominują w zawodach dobrze płatnych? Dlaczego te sfeminizowane, np. nauczycielki czy pielęgniarki, są słabo opłacane? I w końcu dlaczego wciąż mamy do czynienia z nierównościami płacowymi?

Od 5 lat staram się wsłuchiwać w te głosy i proponować rozwiązania, ale nie rewolucyjne, nie za pomocą parytetów. Decydować muszą kompetencje. Staram się więc dostrzegać potencjał kobiet, stawiać na kobiety. Przez ostatnie lata, w spółkach miejskich i na kierowniczych funkcjach doszło w ten sposób do ogromnych zmian.

Skoro parytety nie, to jak zwiększyć – zgodnie z treścią Karty – udział kobiet w procesie decyzyjnym, w życiu politycznym?

Wycofanie kobiet bierze się z tego, że część z nich nie jest zainteresowana życiem politycznym. Ja przyjąłem strategię zachęcania. Już w wyborach samorządowych namawiałem kobiety, które mają potencjał, wyróżniają się pracowitością, zaangażowaniem, do ubiegania się o mandat radnych.

Dzięki temu mamy najwięcej kobiet w Radzie Miasta w historii Poznania i dostaliśmy zastrzyk świeżej krwi.

Podobnie było w wyborach do Sejmu. Nie chodzi o to, żeby ustalić kwotowo, ile kobiet startuje z jedynek, a ile z trójek. Parytety do niczego dobrego nie prowadzą. Płeć nie może być kryterium wyboru. To zaprzeczenie równości. Jestem zwolennikiem zmian ewolucyjnych i po naszych doświadczeniach wiem, że one świetnie się sprawdzają.

Karta wskazuje, by aspekt równościowy doceniać także w relacjach z kontrahentami. Czy powstaną nowe klauzule i regulaminy w zamówieniach publicznych?

To wszystko jest otwarte. Do tej pory zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na formę zatrudnienia – by nie były to umowy śmieciowe, tylko umowy o prace. I w tym sensie wymuszaliśmy na dostawcach i kontrahentach wyższe standardy.

Staraliśmy się też korzystać z doświadczeń tych samorządów, którym udaje się prowadzić w pełni równościową politykę. W trakcie rozmów ze skandynawskimi kolegami pytamy, jak doprowadzili do tego, że zaangażowanie kobiet w polityce i biznesie jest większe.

Po co Poznaniowi i Poznaniakom ten dokument?

Poznań w latach powojennych dzięki działalności Targów był definiowany jako okno na świat, na Europę. Chciałbym, żebyśmy pozostali miastem, które wyznacza standardy; które nie boi się nowych rozwiązań.

Już dziś jesteśmy pionierami m.in. w walce ze smogiem. Nie baliśmy się wprowadzić najwyższych w kraju stawek za parkowanie w strefie śródmiejskiej. Ta karta ma dawać przykład innymi samorządom, które chcą, żeby Polska była bliżej Europy. To szczególnie ważne w czasach, gdy do głosu dochodzą nacjonaliści i coraz głośniej słychać antyzachodnie hasła.

Wybory samorządowe i parlamentarne jasno pokazały, że poznaniacy opowiadają się za europejskimi wartościami, a my je wcielamy w życie. Tu Zjednoczona Prawica, z jej agendą, jest w głębokim kryzysie.

Żeby nie mówić, że Karta to tylko PR i deklaracja unijnych wartości, jakie programy planujecie?

Cokolwiek nie zrobimy, musimy robić zgodnie z prawem. Nie możemy, jak twierdzą przeciwnicy, ingerować w podstawy programowe. Wszystkie zajęcia równościowe, które prowadzimy i będziemy prowadzić, to zajęcia dodatkowe, które nie są w sprzeczności z przepisami oświatowymi. Szczególnie zależy nam na oświacie, bo to tam, kształtowane są nowe pokolenia.

Planujemy m.in. zajęcia z edukacji seksualnej. Będziemy też wspierać kobiety na ich drodze zawodowej, starać się, by ich praca była bardziej doceniona.

Czyli będziecie np. inwestować w płace nauczycielek wypłacając im dodatki?

Nie tylko. Chcemy też promować określone zawody, żeby niwelować nierówności w branżach. Już dziś widać, że kobiety coraz częściej wybierają kierunki techniczne. Trzeba to jeszcze wzmocnić. To samo dotyczy służb mundurowych, gdzie obecność kobiet jest korzystna nie tylko dla nich samych, ale i dla całej formacji. Musimy walczyć ze stereotypami, które jak widać, po naszej sesji rady miasta, wciąż są silne.

Ile pieniędzy przeznaczycie na realizację założeń Karty? Będzie oddzielny budżet?

Wszystko okaże się w ciągu dwóch lat. Wtedy zobaczymy, jakich środków potrzebujemy. Oczywiście, jeśli okaże się w międzyczasie, że na rozwój chłopców przeznaczamy dwa razy więcej pieniędzy niż na rozwój dziewczynek, to na bieżąco będziemy starać się korygować nasze budżety.

OKO pilnuje praw kobiet. Codziennie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli i mogły działać dalej.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Pisowski, albo lepiej polski motłoch nie boi się. Raczej nie rozumie i nie czuję potrzeby. Im wystarczy bełkot zapijaczonego klechy, który właśnie zlazł z córki lub syna ktorejś z protestujących.
    Wśród nich boją się pisowcy. Boją się wzrostu świadomości Polaków, utraty wyborców i koryta.

  2. Zenon Nowak

    Tę falę katolickiego fanatyzmu można potraktować jako zjawisko w ramach masskultury. Jako modę. Takie mody pojawiają się i znikają, krawaty to się zwężają, to poszerzają. Przyszła moda na idiotyczne kolczyki już nie tylko w uszach, ale i w pępkach, cyckach, genitaliach i nosach. Przyszła i poszła. Dlużej się utrzymają dziarganki bo wydziargani muszą wymrzeć a nowe dziary już robione nie będą kiedy dla maładioży się będą kojarzyć z wapniakami. Masskultura faluje w różnych cyklach i każda nowa moda próbuje zaprzeczyć poprzedniej. Po szczytowym 1968 mamy czas obecny gdzie nastroje mass znalazły się jakby na antypodach hipiejskiej kontrkultury, powstała, przez zaprzeczenie, kontrkultura religijnego zacietrzewienia, zza kazdego krzaka strasza różne ordojurisy i opusydei wzmacniane przez demagogów w stylu Trumpa czy starego cioty z Zoliborza. Wydaje się jednak (mnię się odobiście), że szczyt entuzjazmu mamy już za sobą. Publika po jakimś czasie nudzi się i zaczyna się rozglądać za jakimś nowym przegięciem, nowym yoyo, nową fryzurą, nową ideologią która zmieni świat. Czyli nic nowego. Co może być nowe, to to, ze pojawił się internet i długie życie z wielkimi ilościami wolnego czasu, jakiś rodzaj masowego próżniactwa na globalną skalę i to będzie sprawiać, ze Wielkie Lechie, płaskie ziemie, cargo cults i inne massowe rozrywki będą się mnożyć i falowanie od jednej głupiej mody do następnej, równie głupiej, będzie szybsze. A jakaś wąska, znienawidzona przez tłumy, elita nie biorąca udziału w ludowych igrzyskach będzie pchała tzw ludzkość do przodu, krok po kroku i w pocie czoła.

    • Andrzej Maciejewicz

      @Nowak: Czy z równą lekkością potraktowałby pan objaw katolickiego fanatyzmu – palenie na stosie – z modą na krawaty? Nazywanie niszczenia życia w imię ideologicznych absurdów to moda XXI wieku?

  3. Mariusz Sanowski

    Urocze, gdy politycy Platformy mówią teraz coś o nowoczesności, oświeceniu, europejskości, a sami przez 8 lat rządów jedyne co pokazywali, to to że sami również są wrogami tego co reprezentują te pojęcia.

    Za każdym razem gdy padał pomysł przybliżenia nas do Europy, zrobienia czegoś dobrego, PO aktywowało kartę pułapkę pt. "Franca Konserwatywna" i problem z głowy, można było wracać grać w CSa.

    Wykopmy PiS i PO z polskiej polityki. Dość cofania nas w rozwoju i oddalania nas od Europy.

      • Mariusz Sanowski

        I właśnie przez taką mentalność niewolnika mniejszego zła, ten kraj wygląda jak wygląda.

        Jak nie będziemy dawali legitymacji żadnemu złu, to w końcu będzie to bodźcem dla nich do zmian.

        Po co takie tragiczne, wyprane z poglądów (a jak już jakieś ma, to bliskie PiSowi), olewające oczekiwania elektoratu PO ma cokolwiek zmieniać skoro i tak co każde wybory grzecznie głosujecie na tę partię?

        Niech przewalą jedne wybory z kretesem, a zobaczycie, że albo w końcu staną się partią jakąś, która coś sobą reprezentuje, albo padną całkiem, a niedobitki stworzą nowe partie (oby tym razem bez francy konserwatywnej, oni powinni myć podłogi, a nie siedzieć w polityce).

  4. Paweł Zając

    Dzisiejsza Europa ma niewiele wspólnego z tą z którą kumaliśmy się 1000 lat temu. Oświecenie zaś było najgorszym okresem w historii Europy, cięto jak leci, zwykłych ludzi jak i królów. Współczesna Europa to gówno pozbawione wartości, które Polska nie mogłaby przyjąć jak swoje tak jak tysiąc lat temu. Najmądrzejszą rzeczą jaką może zrobić naród taki jak Polska czy inny to pozostanie wiernym swojej tradycji i odrębności. Jest to największa mądrość jaką powinniśmy eksportować innym narodom. Nie dajcie sie tym łajzom!

    • Krzysztof Skladanowski

      Gdyby nie Oświecenie to dziś byś służył panu do nagonki jako nagrodę za odrabianie 6-dniowej pańszczyzny, a twoje dzieci spełniałyby pedofilskie zachcianki biskupów i arystokracji.

  5. Andrzej Maciejewicz

    Rynek polityczny w Polsce został zmonopilizowany przez partie polityczne. W zasadzie przez ich zarządy. Ci ludzie dysponują sporymi pieniędzmi i ogromnymi możliwościami nagradzanie i karania członków partii i zwolenników. Przy prymitywizmie intelektualnym Polaków, braku świadomości politycznej i nędznej edukacji skutki są widoczne. Licytowanie się w opiniach kto gorszy – PO, PiS, SLD nic nie zmieni. Wszyscy są tacy sami. Proponowałbym zacząć dyskusję nad niezbędnymi zmianami, z Konstytucją włącznie. Może uda się zorganizować "internetowy klub dyskusyjny", jak kiedyś kluby inteligencji katolickiej. Zebrać opinie, wypracować wnioski i zażądać wyjaśnień od Parlamentu. Jest jeszcze kilku przyzwoitych posłów i senatorów a wśród internautów osób inteligentnych i dysponujących czasem.
    Na początek proponuję 1. analizę prawa dotyczącego odwołania posła lub senatora i 2. zagadnienia powoływania członków rad nadzorczych w sp sk państwa.

  6. Lech Słomianowski

    >Jestem zdumiony jak bardzo politycy PiS boją się oświecenia….
    Czytając ten wywiad z jedynym polskim politykiem, który mówi do wyborców europejskim językiem jestem ZDUMIONY jak PO strzeliła sobie w nogę nie biorąc Jaśkowiaka na swojego kandydata w wyborach na Prezydenta RP.
    Swoją drogą, nikt jeszcze tak ładnie nie wytknął pisowskiemu ludowi jego ciemnoty.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press