Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Jażdżewski: Nie daj się prawicy zagonić krzyżem do zagrody. Nie bój się „czarnoksiężników” władzy

Kościół i władza

Jażdżewski: Nie daj się prawicy zagonić krzyżem do zagrody. Nie bój się „czarnoksiężników” władzy

"Nie zaskakuje mnie reakcja Episkopatu. Dla nich największym problemem jest podważenie prawa Kościoła do szafowania moralnością i Ewangelią. A opozycja daje się szantażować PiS i jego akolitom, nie rozumiejąc, że Polacy, do których się zwracają, także wierzący, czekają na inne przywództwo" - mówi Leszek Jażdżewski, który wystąpił przed Tuskiem 3 maja

Leszek Jażdżewski*, suport Tuska przed wykładem w Uniwersytecie Warszawskim 3 maja 2019, nazwał po imieniu grzechy Kościoła (pedofilia zamiatana pod dywan, przywileje, sojusz ołtarza z tronem). Opisał Kościół jako instytucję polityczną wrogą nowoczesności. Jego diagnozy są bliskie tekstom OKO.press.

Redaktor naczelny społeczno-politycznego e-miesięcznika „Liberté!” mówił mocno, nie żałując ostrych metafor. Według polityków i publicystów opozycyjnego mainstreamu spadł prawicy z nieba (czy raczej wyskoczył z liberalnego „piekła”), bo zamiast reagować na wykład Tuska, ruszyła z krucjatą w obronie „katolickiej Polski”. Z drugiej strony, jego wystąpienie dopełniło obraz nowoczesności, bo w wykładzie Tuska wątek Kościoła i praw kobiet się nie pojawił.

Jarosław Kaczyński woła, że „Kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę”. Słowa Jażdżewskiego mogą potwierdzać PiS-owską narrację strachu, że jeśli opozycja wygra wybory, „będzie ofensywa lewactwa, przeciwko tradycyjnym wartościowym”.

  • Zobacz całą czarną piątkę Kaczyńskiego

    Na spotkaniu z emerytami w Krakowie Jarosław Kaczyński zarysował czarną wizję przyszłości Polski, gdyby wybory wygrała opozycja:

    Zabiorą [500 plus itp.] Nasi konkurenci zabiorą to, co my daliśmy.

    Będą grabić. Wszyscy, którzy ograbiali, będą mieli poczucie, że znów można, że znów sytuacja wróciła do tego, co było przedtem. Musicie sobie z tego państwo zdawać sprawę, że oni nawet gdyby chcieli, to nie potrafią tego wszystkiego opanować, są związani z różnymi grupami nacisku, po prostu, powtarzam, nie są w stanie.

    Będą łamać prawa człowieka. To nie jest tak, szanowni państwo, że będzie tak jak było, bo będzie znacznie gorzej. W czasach rządów PO-PSL było wiele nadużyć. Były akty łamania praw człowieka.

    Zniszczą demokrację. Tym razem jeśli oni odzyskają władzę, to nie tylko zabiorą [to co PiS dał – red.], ale tych aktów łamania praw obywatelskich będzie nieporównywalnie więcej. Oni już dzisiaj zapowiadają, że zniszczą demokrację.

    Ofensywa lewactwa. Będzie łamanie demokracji, będzie jej niszczenie, ale będzie też ofensywa lewactwa, którą dzisiaj już widać w wielu samorządach, także w Krakowie. To ofensywa przeciwko tradycyjnym wartościowym i zdrowemu rozsądkowi.

Największe emocje budzi fragment wystąpienia Jażdżewskiego o  „czarnoksiężnikach” i „świniach”:

„Dziś agendę tematów dnia układają nam cyniczni wrogowie nowoczesności, czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków.

Rywalizacja na inwektywy i startowanie w konkurencji na wyścig do dna nie ma sensu, bo albo przegra się z ludźmi, którzy nie mają żadnych moralnych hamulców, albo trzeba się do nich całkowicie upodobnić.

Po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry”.

Tę metaforę-inwektywę „świń taplających się w błocie” politycy i publicyści narodowej prawicy odczytują jako atak na Kościół, a nawet na katolików. Oto tylko jedna próbka z Salonu 24:

„Wiadomości z Niemiec. W Monachium odkryto groby czterech świń taplających się w błocie, skandalicznie przez świński chlew zwany potocznie KK uznanych za męczenników. Nazwiska tych świń to Narcyz Turchan, Michał Woźniak, Stefan Grelewski i Ludwik Roch Gietyngier”.

Leszka Jażdżewskiego* zapytaliśmy nie tylko o te metafory. Dalej pełen tekst wystąpienia Jażdżewskiego z 3 maja.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Czy twoja wypowiedź przed wykładem Donalda Tuska była z nim uzgodniona?

Leszek Jażdżewski: Nie wymieniliśmy między sobą tekstów wystąpień. Miałem swoją kwestię spisaną [patrz – poniżej – red.], parę rzeczy skróciłem, ale kluczowe wątki przeczytałem, starałem się być precyzyjny.

Ciekawe, jaka była reakcja Tuska?

Nie komentował, o ile wiem, ani prywatnie, ani publicznie.

Największe emocje budzi metafora „czarnoksiężników, cynicznych wrogów nowoczesności”. Czy miałeś na myśli Kościół, czy rządzącą prawicę? Spieranie się z nimi porównujesz do taplania się ze świnią w błocie. Pada brutalne określenie, że „świnia to lubi”. Episkopat odczytał to jako „przejaw nienawiści i piętnowania ludzi wierzących”.

Przypisywanie mi intencji obrażania ludzi wierzących to absurd. Kiedy mówię o Kościele mam na myśli instytucję Kościoła katolickiego, która pełni funkcje polityczne, a więc Episkopat i całą hierarchię. Mówiłem też do członków Kościoła, którzy z pewnością byli na sali, wielu moich kolegów i koleżanek.

Mówiłem do nich, a nie o nich.

Nie zaskakuje mnie reakcja Episkopatu. Z ich punktu widzenia największym problemem jest podważenie prawa Kościoła do szafowania moralnością i Ewangelią. Tymczasem ludzie coraz bardziej czują, że tu chodzi raczej o władzę i pieniądze.

Jest wielu przyzwoitych księży, ale nie mają oni niestety wpływu na całość tej czysto hierarchicznej instytucji. Ideologia i praktyka działania Kościoła katolickiego w Polsce nie ma nic wspólnego z ewangelicznym przesłaniem Chrystusa. Idzie też w poprzek nauczania papieża Franciszka.

Faktycznie komisja majątkowa przyznała Kościołowi wielomiliardowy majątek, często z naruszaniem prawa. Ustawa z 2016 roku ograniczająca obrót ziemią wyłączyła Kościół, który może kupować i sprzedawać na starych zasadach. 

Wierni nic z tego nie mają, raczej na tym tracą, bo to podważa autorytet ich religii. Tak jak „nie mają” nic z krycia pedofilii, o czym m.in. w OKO.press można sporo przeczytać. Myślę, że wielu wierzących jest tym przerażonych i oburzonych, i sami już nie wiedzą, czy posyłać dzieci na katechezę.

Moja krytyka nie jest odosobniona, wyróżnia ją tylko to, że padła w prominentnych okolicznościach i przebiła się do mainstreamu.

To jaka jest definicja „czarnoksiężników”?

Ludzie, którzy tworzą hejt, żywią się nienawiścią, gwiazdy internetu i mediów społecznościowych, niektórzy publicyści i politycy. Odliczyli się w komplecie po moim wystąpieniu.

„Forma tego wystąpienia jest nie do przyjęcia. O kryzysie w Kościele, który jest sprawą dużej wagi, nie należy mówić w sposób, który nie jest poważny i odpowiedni do okoliczności” – komentuje Platforma Obywatelska. Dawny Tusk mógłby się pod tym podpisać. Ciekawe, jak ocenia to dzisiejszy, zeuropeizowany.

Sam jestem ciekaw.

Koalicja Europejska i wielu z popierających ją publicystów, cierpi na rodzaj syndromu sztokholmskiego. Pomimo że Kościół wspiera ich przeciwników, pomimo że elektoraty Platformy, SLD i Nowoczesnej w ogromnej większości nie są odbiorcami „Wiadomości” czy prawicowej prasy, oni wciąż chowają głowę w piasek.

Dają się szantażować PiS-owi i jego akolitom, nie rozumiejąc, że Polacy, do których się zwracają, także ci, którzy chodzą do Kościoła, czekają dziś na zupełnie inne przywództwo. Które nie boi się mówić trudnej, ale potrzebnej prawdy.

Odpowiedź opozycji na narrację władzy nie może być równie prymitywna i nienawistna, bo z tymi ludźmi nie da się wygrać tych zapasów w błocie.

Rzecz w tym, że Kościół jest wrogiem nowoczesności i ma sojuszników w tych „czarnoksiężnikach”, którzy manipulują emocjami i produkują hejt. Anglojęzyczne powiedzenie (crawling in the mud with a pig – red.) oznacza mniej więcej tyle, co nasze kopać się z koniem, po prostu w tej walce nie wygramy. Trzeba odnowić politykę, o tym mówiłem też do liderów opozycji. Pytać: o co walczysz, a nie z kim trzymasz.

Czy suport dla Tuska, używając metafory-inwektywy nie wyszedł z roli?

Jeśli metafora została źle odczytana, to dlatego, że prawicowi hejterzy postanowili rozpętać kampanię kłamstw. Pawłowicz, Lisicki, „Wiadomości” TVP zwietrzyli swoją szansę. Mam jednak nadzieję, że ludzie odczytają czy odsłuchają to, co mówiłem i nie dadzą sobie wmówić rzeczy nieprawdziwych.

Liderzy prawicowego internetu potwierdzili tylko moje słowa: muszą taplać się w błocie, bo bez hejtu ich media i ich partie traciłyby czytelników i klikalność.

Brałeś pod uwagę, że zamiast dla Tuska staniesz się „suportem dla prawicy”, która nie musi odpowiadać na finezyjny wykład Tuska, tylko wsiada na te twoje świnie i rusza do boju w obronie katolickiej Polski?

To, co powiedział Donald Tusk, zostało – poza skrajnie PiS-owskimi mediami – dobrze przyjęte, nie było się czego uczepić, bo to była mowa wizjonerska, z przekazem pozytywnym, mądra. Szkoda tylko, że nie ma dziś partii, która byłaby gotowa ją podjąć. Za to cały atak poszedł na mnie.

Z drugiej strony, twierdzenie, że pani Pawłowicz czy Jackowi Kurskiemu trzeba dostarczyć okazji, by mogli hejtować, to kompletna naiwność. Oni nie potrzebują pretekstu, oni niszczą wszystkich, którzy myślą inaczej od nich, przy pomocy dowolnych argumentów, skojarzeń, insynuacji.

Piątkowe „Wiadomości” TVP zestawiały Tuska z Hitlerem i Stalinem.

Słuchaj, to, że my się dajemy się szantażować PiS i jego mediom, które żyją z nim w symbiozie, to jakiś absurd!

Nie dajmy się tej narodowej prawicy zaganiać do zagrody krzyżem, który używany jest jako pałka. Trzeba rozbroić ten mechanizm, a nie chować głowę w piasek.

W sumie to lepiej, że na mnie, niejako w zastępstwie Tuska, skupił się ten hejt, choć oczywiście miłe to nie jest.

Krytykujesz Kościół z pozycji osoby, która propaguje ideały laickiego państwa, inicjatora, razem z Katarzyną Lubnauer, akcji „Świecka szkoła”. Ale wypowiadasz się też niejako w imieniu wiernych, mówisz o Chrystusie, o transcendencji. „Ten kto szuka strawy duchowej w kościele nie zostanie nakarmiony”. 

Nie uważam, by Jezus Chrystus czy Ewangelia były czyjąkolwiek własnością. Chrystus to postać uniwersalna, mamy wszyscy prawo do tego dziedzictwa się odnosić.

Ludzie wierzący nie muszą automatycznie popierać wszystkiego, co Kościół robi, razem z jego instytucjami i nadużyciami, czy anachroniczną nauką o seksualności. Liczę, że moje wystąpienie ośmieli ich do zabrania głosu.

To tylko przekaz Kościoła i narodowej prawicy jest taki: albo krzyż i Jezus Chrystus z Kościołem w pakiecie, albo jesteś satanistą i nie jesteś Polakiem.

Często cytujemy w OKO.press tezę z programu PiS, że dla społecznej nauki Kościoła jedyną alternatywą jest nihilizm.

A wielu ludzi jest zagubionych, jakoś pomiędzy. Wierzą w Boga, ale nie pasuje im nauczanie Kościoła. Ważne jest też „w jakiego Boga się nie wierzy”. W tym sensie ateiści w Polsce są niewierzącymi chrześcijanami czy katolikami.

Żyjemy w kulturze ukształtowanej przez chrześcijaństwo, z czego narodowa prawica stara się robić młot na nasze głowy. Ale hola, hola, w takim razie my również mamy prawo odnosić się do tej tradycji.

Kościół jest kompletnie niewiarygodny w ewangelicznym przesłaniu i w roli moralnego autorytetu Polek i Polaków, a już szczególnie – Polek.

Z moralnością OK. Ale jak mówisz o transcendencji, to jest to o jeden most za daleko.

Wierzę, że nawet ludzie, którzy nie wierzą mogą mówić o wierze, o transcendencji. Każdy, kto się para pytaniami o istnienie lub nieistnienia Boga czy sens swojego życia, ma prawo do tej rozmowy.

* Leszek Jażdżewskiredaktor naczelny Liberté!, współtwórca Igrzysk Wolności – największego w Polsce festiwalu idei, założyciel Bookme – aplikacji, która tworzy społeczność czytelników. Przed wystąpieniem 3 maja 2019 znany był m.in. z samotnego protestu na marszu narodowców „Idzie antykomuna” i stworzeniem akcji Świecka Szkoła.


Wystąpienie Leszka Jażdżewskiego 3 maja przed wykładem Donalda Tuska

Skok w nowoczesność


Kiedy jesienią 1981 roku Rolling Stonesi grali koncert w Los Angeles Colloseaum, na rozgrzewkę występował przed nimi jeszcze zupełnie wtedy anonimowy Prince. I tak już trudnej sytuacji nie poprawiał fakt, że ubrany był, jak zwykle, w czerwone koronkowe bikini i prochowiec. Jego występ publiczność nagrodziła gradem obelg, za którymi wkrótce poszły warzywa. Prince na scenie wytrzymał 15 minut. Ale trzeba mu oddać, że wrócił na występ kolejnego wieczoru.

Cóż, nie jest łatwo być supportem.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że SOP starannie wszystkich zrewidował przy wejściu.

W niecałe cztery i pół roku po uchwaleniu Konstytucji 3 maja Polska zniknęła z mapy.

Absolutystyczne monarchie, pod rękę z rodzimymi reakcjonistami, powołującymi się na obronę zagrożonych polskich tradycji, zniszczyły próbę odrodzenia Rzeczpospolitej Obojga Narodów w oparciu o oświeconą myśl ustrojową i reformatorskie wysiłki.

Narodzinom nowoczesnego świata przyglądaliśmy się jakby zza szyby, jako zniewolony naród.

Wielkie dylematy – emancypację jednostki, rozwój kapitalistyczny, wreszcie samo pojęcie Boga, przysłoniło pierwsze i najbardziej fundamentalne pytanie: bić się czy nie bić? Ten dylemat ukształtował naszą kulturę po dziś dzień. W dobie Polski niepodległej, stanowi obciążenie, z którym nie potrafimy sobie poradzić.

Nasze myślenie i nasza polityka są głęboko niegotowe stawić czoła nowym wyzwaniom: rewolucji cyfrowej, zmianom ekologicznym i energetycznym, migracjom i skutkom globalizacji. Jak w lunatycznym śnie powtarzamy drogę, która doprowadziła nas poza krawędź upadku.

Tadeusz Konwicki w „Kompleksie polskim” napisał: „W tym nieszczęsnym kraju rządziły duszami ludzkimi przez wieki zdeprawowana religia i sprzedajny kościół. Religia na usługach państwa, religia kierowana przez głowę państwa. A istotą tej religii była zawsze forma, rozdęta, zmitologizowana, zabsolutyzowana forma. A w tej formie najważniejsze było słowo.(…) Słowo stało się krwawym tyranem, słowo stało się okrutnym zabobonem i bezlitosnym Bogiem”.

Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi wciąż skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy stracił moralny mandat do sprawowania funkcji sumienia narodu. Ten kto szuka transcendencji i absolutu w kościele będzie zawiedziony. Ten kto szuka moralności w Kościele nie znajdzie jej. Ten kto szuka strawy duchowej w kościele nie zostanie nakarmiony.

Polski Kościół wyparł się Chrystusa, wyparł się Ewangelii. Gdyby dziś Chrystus pojawił się na świecie zostałby ponownie ukrzyżowany – przez tych, którzy na krzyżu zbudowali sobie trony.

Agendę układają nam dziś cyniczni wrogowie nowoczesności, czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, zdobędą władzę nad duszami Polaków.

Rywalizacja na inwektywy i startowanie w konkurencji na wyścig do dna nie ma sensu, bo albo przegra się z ludźmi, którzy nie mają żadnych moralnych hamulców albo trzeba się do nich całkowicie upodobnić.

Po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry.

Nie może być mowy o odnowie polityki jeśli rozmowę o niej zaczniemy od pytania „z kim trzymasz”?, zamiast „o co walczysz?”. Ci, których „łączy tylko matematyka” będą mieli poważny problem z wyborczym sukcesem.

Walka o władzę i jej zdobywanie jest domeną partii politycznych i ich liderów, to na nich spoczywa pełna odpowiedzialność za wynik. Próba wchodzenia w ich rolę byłaby nieodpowiedzialna nierozsądna, nawet jeśli zwycięstwo strony, z którą sympatyzujemy nie wydaje się przesądzone.

Ale siedzenie z założonymi rękami i krytykowanie z kanapy w oczekiwaniu aż polityka zmieni się sama, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie jest opcją!

Donald Tusk powiedział na Igrzyskach Wolności, gdzie narodził się ten nasz wspólny plan obchodów trzeciomajowych: „nie czekajcie na jeźdźca na białym koniu”. Cytował Jacka Kuronia: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne.” Od siebie już dodam: nie czekajcie na Mesjasza, bo łatwo może się zmienić w czekanie na Godota.

Gdzie bije źródło nadziei? W Polkach.

To bunt kobiet przeciwko nieludzkiemu prawu stał się siłą napędzającą zmiany społeczne w ostatnich latach. Choć jest jeszcze tyle do zrobienia w kwestii równości, to przyznam się wam, że po cichu czekam na nową Joannę Szczepkowską, która powie, że „26 września 2016 (początek czarnego protestu) skończył się w Polsce patriarchat”. Na razie chyba nie będzie to jednak w telewizji publicznej.

Poglądy Polaków na rolę Kościoła katolickiego, małżeństwa homoseksualne, legalizację aborcji ulegają radykalnej liberalizacji. Ci, którzy chcą swój punkt widzenia w tych sprawach wyrażać pokrętnie i niejednoznacznie, byleby nikomu nie podpaść, myślą kategoriami ubiegłej dekady.

Każdy dzień rządów opresyjnej, konserwatywnej ideologii przybliża Polskę do obyczajowej rewolucji. Potrzebna jest nam polityka oparta na fundamentalnych wartościach i moralnych wyborach. Polityka, która pozwala na własnych warunkach zmierzyć się z nowoczesnością.

Jestem niemal pewien, że na tej sali siedzi przyszła prezydentka Polski. Dała nam przykład Zuzana Czaputova jak zwyciężać mamy!

Na koniec, widzę na sali wielu moich znajomych, rówieśników – trzydziesto- i coraz częściej czterdziestolatków -często świeżo upieczonych rodziców. Odwołam się do pewnie znajomego nam wszystkim doświadczenia przestrzeni jaką jest plac zabaw.

Kiedy siedzimy tam z Magdą i naszym Stasiem nie znamy poglądów innych rodziców, może różnić nas wszystko, ale łączy nas miłość do naszych dzieci, troska o ich szczęśliwe i bezpieczne życie. To emocja, która może połączyć nas wszystkich, tak bardzo różnych, a w pewnym sensie tak bardzo podobnych.

„Wyborcy populistów niekoniecznie sami są populistami”, warto zapamiętać tę pozornie oczywistą uwagę Jan Wernera Mullera

Kiedy nasz dwu i półletni synek z ufnością chwyta nas za ręce, kiedy wychodzimy razem na ulicę, chcę wiedzieć, że z równą ufnością może spoglądać w przyszłość, którą mu tworzymy.

Jaka będzie, ta Polska z marzeń naszych dzieci, naszych wnuków? Czy naprawdę jesteśmy gotowi powierzyć ją ludziom, którzy myślą w kategoriach, które już dekadę temu wydawały się mocno anachroniczne? Czy pokolenie wyżu demograficznego i Unii Europejskiej nie dojrzało już do tego, żeby w filmie pod tytułem Polska 2019 przestać grać ogony i role drugoplanowe?

Musimy poszukać nowej opowieści o nas samych, o naszych zbiorowych lękach i aspiracjach. O tym jak nasze indywidualne marzenia wpisać w zbiorową opowieść o Polsce i Europie. Zamiast wciąż fedrować ideowy węgiel trzeba rozejrzeć się za energią odnawialną.

Ten, kto znajdzie siłę do tego, żeby otworzyć polską politykę na zmianę ideową i pokoleniową będzie mógł chodzić w glorii zwycięzcy.

„Oczywiście jesteśmy romantykami – pisał Juliusz Mieroszewski, porte-parole Jerzego Giedroycia, w liście do redaktora paryskiej „Kultury”. – Ludzie, którzy do czegoś dążą, zawsze są romantykami i dopiero gdy dopną swego, nagle stają się realistami . (…) Faceci, którzy do niczego nie dążą, nie są romantykami ani realistami, tylko zgoła zerami”.

Podejrzewam, że facet, o którym myślę pozostał w głębi serca romantykiem, nawet jeśli jest to romantyzm po przejściach.

A już z całą pewnością nie można mu zarzucić, że do niczego nie dąży. Zapraszam na scenę Donalda Tuska.

(tekst za Liberte.pl)

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym