Sąd Najwyższy wytknął błąd prorządowym mediom. Według portalu wpolityce.pl sędzia SN Józef Szewczyk miał skazywać opozycjonistów w stanie wojennym. Nazwisko się zgadza, ale człowiek nie. Inny sędzia SN wydał oświadczenie, w którym tłumaczy, dlaczego orzekanie w stanie wojennym mogło być mniejszym złem niż wycofanie się z zawodu

„W Sądzie Najwyższym wciąż zasiadają sędziowie, którzy byli zaangażowani w ferowanie surowych, politycznie umotywowanych wyroków, w czasie stanu wojennego w latach 80” – taką informację premier Mateusz Morawiecki przekazał zagranicznym dziennikarzom 10 stycznia 2018 w Brukseli. Jest to tylko jedno ze zdań z pełnej fałszów i manipulacji ujawnionej przez „Wyborczą” notatki, która miała być odpowiedzią na zarzuty Komisji Europejskiej wobec stanu praworządności w Polsce. Ale właśnie ono wywołało najwięcej kontrowersji.

Na ten zarzut Sąd Najwyższy odpowiedział oświadczeniem, że „w SN zasiadają wprawdzie sędziowie, którzy orzekali w czasie stanu wojennego, ale nieprawdą jest, że wydawali wówczas politycznie umotywowane wyroki”. Premier Morawiecki nie wycofał się ze swojego stanowiska, przeciwnie, rozbudował je. Na konferencji prasowej 23 stycznia stwierdził, że „jest niestety co najmniej dziesięciu, a raczej parunastu sędziów ze stanu wojennego, sędziów, którzy wydawali wyroki przede wszystkim na działaczy Solidarności„.

24 stycznia poprosiliśmy kancelarię premiera o wskazanie źródeł, na których opierał się Mateusz Morawiecki. Nie dostaliśmy dotąd odpowiedzi.

Próbę potwierdzenia doniesień premiera podjął w międzyczasie prorządowy portal wpolityce.pl. Opublikował listę sześciu orzekających obecnie w SN sędziów, którzy w czasie stanu wojennego skazywali opozycjonistów. Według wpolityce.pl mieli to być m.in. Józef Szewczyk i Andrzej Siuchniński, obaj z Izby Karnej SN.

Szewczykowi portal wytknął skazanie (w roli starszego kaprala i ławnika warszawskiego sądu) opozycjonisty na osiem miesięcy więzienia za rozdawanie ulotek studentom Uniwersytetu Warszawskiego. Siuchniński z kolei miał m.in. skazać na rok więzienia organizatora strajku w Bydgoskim Kombinacie Budowlanym Wschód.

26 stycznia na zarzuty wobec tych dwóch sędziów odpowiedział Sąd Najwyższy. Okazało się, że jeden z nich, Józef Szewczyk, znalazł się na liście wpolityce.pl przez przypadek. Nie mógł orzekać w stanie wojennym i osiągnąć stopnia starszego kaprala, bo, jak pisze rzecznik SN: „sędzia Szewczyk nigdy nie był w wojsku. Józef Szewczyk miał orzeczoną kategorię E, która oznaczała trwałą i całkowitą niezdolność do czynnej służby wojskowej zarówno w czasie pokoju, jak i w czasie mobilizacji oraz w czasie wojny.

Józef Szewczyk nigdy też nie był ławnikiem w składzie sądu Okręgu Wojskowego – Warszawa. Sędzią zaś jest od 16 grudnia 1990 roku”.

Ławnika Józefa Szewczyka ze stanu wojennego z Józefem Szewczykiem z Sądu Najwyższego łączy tylko wspólne imię i nazwisko.

Sędzia Siuchniński: nie mam sobie nic do zarzucenia

Sąd Najwyższy opublikował też oświadczenie Andrzeja Siuchnińskiego, kolejnego sędziego z listy wpolityce.pl. Sędzia Siuchniński tłumaczy w nim, że z faktu orzekania w stanie wojennym nie można nikomu czynić zarzutu bez znajomości szczegółów sprawy: wysokości kary, której domagał się prokurator, zachowań innych sędziów w składzie orzekającym, nacisków ze strony przełożonych. Sędziowie orzekający w sprawach karnych stanęli wtedy przed wyborem: zostać i starać się łagodzić wyroki na opozycjonistów czy odejść ze świadomością, że zastąpią ich funkcjonariusze posłuszni władzy.

Sędzia Siuchniński, jak wyznaje, swoją decyzję o pozostaniu na stanowisku konsultował z sędziowską „Solidarnością”, a wyroki wydawane przez składy sędziowskie, w których zasiadał, nie były surowe.

Jak sprawdziliśmy, strona Instytutu Pamięci Narodowej informuje, że sędzia Siuchniński w stanie wojennym orzekał w czterech sprawach. Zasiadał w składach sędziowskich, które skazały czworo opozycjonistów, jednego uniewinniły.

Najwyższy wyrok, w którego wydaniu brał udział, to rok pozbawienia wolności za organizowanie strajku. Na podstawie dekretu o stanie wojennym groziło za to do pięciu lat więzienia. Sprawa rozpoczęła się 15 grudnia 1981 roku, czyli tuż po wprowadzeniu stanu wojennego. Prokurator wniósł o rewizję tego wyroku, domagając się „znacznie surowszej kary” (strona IPN nie podaje, jak wysokiej), a obrońca oskarżonego domagał się jego uniewinnienia. Sąd Najwyższy w 1982 roku odrzucił obie rewizje i utrzymał wyrok.

A co z pozostałym czworgiem sędziów orzekających w stanie wojennym, których wymienił wpolityce.pl? Rzecznik SN, sędzia Michał Laskowski powiedział OKO.press, że prawdopodobnie wkrótce opublikują własne oświadczenia.

Poniżej publikujemy oświadczenie sędziego Siuchnińskiego w całości (śródtytuły i wyróżnienia od redakcji).

OŚWIADCZENIE

Warszawa, dnia 26 stycznia 2018 r.

W związku z licznymi informacjami medialnymi, w tym w programach publicznej TVP, dotyczącymi sędziów orzekających w sprawach karnych w okresie stanu wojennego, skazujących – jak to się ujmuje – opozycjonistów na podstawie przepisów dekretu o stanie wojennym, które w założeniu propagandowym mają prowadzić do podważenia moralnego tytułu do pełnienia funkcji sędziowskich, uważam za konieczne wskazanie na nierzetelność i propagandowy charakter tych zabiegów. Wynika to przede wszystkim z przedstawienia jedynie „suchych” informacji o treści zapadłych orzeczeń, co u nieprzygotowanego odbiorcy może wywołać efekt szkalujący, a to wobec niewskazania na kontekst historyczny i ustrojowy sytuacji, w jakiej po wprowadzeniu stanu wojennego znaleźli się przede wszystkim sędziowie orzekający w wydziałach karnych.

Stanęli oni bowiem w większości przed wyborem; pozostać w sądownictwie starając się maksymalnie możliwie stępić ostrze represji stanu wojennego, przy świadomości, że na ich miejsce przyjść mogą inni bardziej podatni na oczekiwania ówczesnej władzy, lub odejść.

Wybór ten nie był w ówczesnych realiach oczywisty i nie wolno komukolwiek, kto wybrał pozostanie w sądownictwie czynić z samego tylko tego faktu zarzutu. Zresztą,

w moim przypadku decyzja była przedyskutowana także w gronie kolegów z Solidarności sądowej.

Powrót do tego problemu po blisko 40 latach, mimo zmieniających się rządzących opcji politycznych, i to wyłącznie w kontekście kilku osób zasiadających aktualnie w Sądzie Najwyższym, w sposób oczywisty ukazuje, że idzie tylko o „zohydzenie” społeczeństwu „nieposłusznego” przecież Sądu Najwyższego i to dla doraźnych celów politycznych i propagandowych.

Cichy bojkot

Tymczasem istotne jest nie to, że ktoś orzekał, ale jak orzekał w stanie wojennym na podstawie przepisów dekretu o stanie wojennym. Mam powody by uznać, że próby postawienia mnie w sytuacji moralnie dwuznacznej przez czynniki propagandowe (tzw. media publiczne czy prasa prawicowa) z racji orzekania w stanie wojennym (to, że orzekałem akurat w sprawach karnych było tylko kwestią podziału czynności w sądzie) odnoszą się także przynajmniej do niektórych sędziów orzekających w tych samych składach, w których ja zasiadałem. Zasiadałem bowiem wyłącznie w składach kolegialnych. Mam zatem prawo powiedzieć, że w ogóle orzecznictwo karne Sądu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, w stanie wojennym jak i po jego zawieszeniu (chodzi tu o głośną w Bydgoszczy sprawę zajść pod bydgoską Bazyliką, gdzie nastąpiły uniewinnienia) było co najmniej przyzwoite. Więcej, było ono wyrazem „cichego bojkotu” stanu wojennego mającego w swoim założeniu maksymalnie możliwie stępić ostrze założonej przez władze stanu wojennego represji, która przecież spodziewała się, że sądownictwo posłusznie
będzie realizowało założone cele stanu wojennego, wymierzając surowe, zgodne z bardzo surowymi żądaniami prokuratorów kary, licząc na efekt szokowy i szybkie zdławienie wszelkiego oporu społecznego.

Nierzetelność stosowanych np. wobec mnie propagandowych zabiegów polega na tym, że wskazuje się wyłącznie na fakt orzekania w stanie wojennym i skazywania „opozycjonistów”, ale bez wskazania na wysokość orzeczonych kar i bez ukazania kontekstu historycznego i procesowego. A przecież uświadomienie społeczeństwu, odnośnie do spraw, w których orzekałem, że sędzia orzekający w składzie kolegialnym nie może bronić się, wskazując na przebieg narady nad orzeczeniem bez narażenia się na odpowiedzialność dyscyplinarną, że wymierzona została np. kara roku lub 10 miesięcy pozbawienia wolności po odstąpieniu od stosowania trybu doraźnego (co samo w sobie już było wyrazem demonstracyjnej wobec stanu wojennego postawy), bez wskazania na wnioski prokuratorów żądających wymierzenia drakońskich, wieloletnich kar pozbawienia wolności, bez wskazania, że w tych sprawach zdanie odrębne składał sędzia przewodniczący składowi orzekającemu, domagając się wymierzenia co
najmniej jeszcze raz tak surowej kary, bez wskazania na atmosfery niepewności co do dalszego biegu wydarzeń wytworzonego stanem wojennym i konieczności liczenia się nawet z konsekwencjami służbowymi nierealizowania oczekiwań odnośnie do surowego karania – musiałoby rzutować na ocenę mojej postawy z okresu stanu wojennego.

Nie mam w tej mierze sobie nic do zarzucenia.

Osłanianie przez skazywanie na niskie wyroki

Jedynie pełne i rzetelne przedstawienie procesów z tamtego okresu, z wykorzystaniem całości materiału znajdującego się w aktach sądowych, a nie wyłącznie wybranych, pasujących do tezy zakładającej podważenie moralnego tytułu do sprawowania funkcji sędziowskich, uprawnia do oceny postaw sędziów orzekających w stanie wojennym, a społeczeństwu pozwoli zrozumieć, że

poprzez „skazywanie” faktycznie osłaniali oni działaczy opozycji przed drakońskimi, wieloletnimi karami, których żądali komunistyczni prokuratorzy.

Wypada w tym miejscu podziękować za bardzo dla mnie ważne wsparcie i zrozumienie wyrażone przez byłego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego prof. Adama Strzembosza w jego wystąpieniach publicznych, zwłaszcza w audycji TVN24 w programie „Tak Jest” w dniu 24 stycznia 2018 roku.

W 1990 roku zostałem, przy aprobacie regionalnej Solidarności, Komisarzem Wyborczym, którą to funkcję pełniłem łącznie przez ponad 16 lat współpracując, z wzajemnym szacunkiem, z wszystkimi ugrupowaniami politycznymi. W Sądzie Najwyższym zasiadam od kwietnia 1998, kiedy to, po ośmiu latach ciężkiej pracy w Sądzie Apelacyjnym, o zostałem zaakceptowany na to stanowisko przez Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego składające się w przeważającej mierze – jak to wykazał trafnie były pierwszy Prezes Sądu Najwyższego – w większości z sędziów powołanych w latach wcześniejszych, po 1990 roku, ze znakomitą przeszłością opozycyjną czy solidarnościową, zaś przebieg mojej drogi zawodowej był całkowicie jawny. W kontekście tego wszystkiego widać jak nieuczciwe i krzywdzące jest posługiwanie się uogólnieniami, bez przeanalizowania wszystkich okoliczności zawiązanych ze sprawami, które stają się podstawą piętnowania postawy w stanie wojennym. W bliskim już czasie kończę prace w Sądzie Najwyższym i można by powiedzieć, że wdawanie się w dyskusje z ludźmi, których jedynym celem jest służenie niskiego lotu propagandzie nie ma sensu, jednak uznałem, że to oświadczenie winien jestem przede wszystkim najbliższej i dalszej rodzinie.

SSN Andrzej Siuchniński


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press