Pora powstrzymać entuzjazm po zwycięstwie Zuzany Čaputovej w wyborach prezydenckich na Słowacji? Sondaż przed wyborami do europarlamentu nie napawa optymizmem: najsilniejszy jest Smer, który poparł głównego kontrkandydata nowej prezydentki, dalej są neofaszyści

Kandydatka partii Progresywna Słowacja Zuzana Čaputová, która podczas kampanii prezentowała się jako kandydatka liberalna – m.in. zwolenniczka prawa do aborcji, małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci – została tydzień temu, w sobotę 30 marca 2019, wybrana prezydentką Słowacji.

Najnowsze sondaże pokazują jednak, że Słowaków przede wszystkim pociągnęła charyzma 45-letniej prawniczki. Jej zwycięstwo, mimo ogromnych oczekiwań, zasadniczo nie zmieniło układu sił na słowackiej scenie politycznej, nie jest też pewnie, czy ziści się zmiana, której uosobieniem była i jest Čaputová.

We wtorek 2 kwietnia opublikowano pierwszy sondaż przed eurowyborami, który agencja Focus zrobiła na zlecenie Katedry Politologii Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie. Dla zwolenników politycznej zmiany na Słowacji jego wyniki były z pewnością rozczarowujące.

Słowacy w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które zaplanowano na sobotę 25 maja wybiorą 14 przedstawicieli. Według sondażu, z wynikiem 21,6 proc. zwyciężyłby Smer, który w wyborach prezydenckich wystawił Maroša Šefčoviča, kontrkandydata Čaputovej z drugiej tury.

Smer jednak żyje

Smer (partia deklarująca się socjaldemokraci narodowi, w europarlamencie należy do frakcji socjalistów) mógłby liczyć na trzech europosłów i choć partia od roku wydawała się być w głębokim kryzysie po morderstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej, jej poparcie w stosunku do wyborów sprzed 5 lat (24,09 proc.) tylko nieznacznie spadło.

Smer rządzi obecnie na Słowacji w koalicji ze Słowacką Partią Narodową i partiami centrystów i konserwatystów.

W wyborach do europarlamentu drugie miejsce z wynikiem 12,9 proc zajęłaby Ludowa Partia Nasza Słowacja neofaszysty Mariana Kotleby. Dziś mogłaby liczyć na dwóch europosłów, w wyborach w 2014 roku zdobyła jedynie 1,73 proc. głosów. Trzecia jest opozycyjna partia SaS (Wolność i Solidarność) z 11,3 proc.

Kolejne cztery ugrupowania mogą liczyć na poparcie między 11 proc. a 8 proc.  – OĽaNO, Sme rodina, chadecka KDH i partia Zuzany Čaputovej Progresywna Słowacja z koalicjantem. Próg 5 proc. przekroczyłaby jeszcze tylko Słowacka Partia Narodowa.

Sondaż przeprowadzono na próbie 1590 osób między 1 a 15 marca (zatem jeszcze przed zwycięstwem Čaputovej w pierwszej turze wyborów prezydenckich, która odbyła się 16 marca). Komentatorzy zwracają uwagę, że sondaż robiono w czasie, kiedy nie toczyła się kampania do wyborów europarlamentarnych.

Te na Słowacji nie cieszą się zainteresowaniem. W 2014 roku do urn poszło jedynie 13,05 proc., co było najgorszym wynikiem w całej UE. Średnia frekwencja we wszystkich państwach wspólnoty wyniosła 42,61 proc., a np. w Polsce głosował niemal co czwarty uprawniony (23,83 proc.).

Neofaszyści gonią partię Čaputovej

Za to agencja AKO opublikowała wyniki sondażu dla partii politycznych, który na grupie 1000 respondentów przeprowadzono 1-2 kwietnia, czyli już po zwycięstwie Čaputovej. Ten także nie napawa optymizmem zwolenników politycznej zmiany.

I tutaj największym poparciem cieszy się Smer, na który chce głosować niemal co piąty Słowak. To najgorszy wynik partii Roberta Ficy od lat, ale jego ugrupowanie, choć w ogromnym kryzysie, stale jest na czele stawki.

Smer ma nieznacznie większe poparcie niż ich kandydat w pierwszej turze wyborów prezydenckich (18,7 proc.). Druga jest Progresywna Słowacja Čaputovej z poparciem 14,4 proc. Mimo premii za zwycięstwo partia, która wystawiła Čaputovą ma ponad 2,5 raza mniejsze poparcie niż mogła liczyć prawniczka w  pierwszej turze wyborów (40,55 proc.).

Warto odnotować, że od lutego Progresywna Słowacja niemal podwoiła swoje poparcie. Na trzecim miejscu jest opozycyjny SaS (12,9 proc.), który od lutego zgubił nieco wyborców. Czwarta z wynikiem 11,5 proc. (wzrost o dwa punkty procentowe od lutego) jest partia neofaszysty Mariana Kotleby.

Okazuje się, że w 150-osobowym jednoizbowym słowackim parlamencie neofaszyści mogliby liczyć tylko na cztery krzesła mniej niż Progresywna Słowacja. „Denník N” wyliczył, że proeuropejskiej koalicji z udziałem PS zabrakłoby dwóch głosów do większości parlamentarnej.

Za to zdolność powołania rządu miałaby koalicja Smeru, Słowackiej Partii Narodowej, Sme rodina (Jesteśmy Rodziną) i partii Kotleby. Wszystkie cztery ugrupowania wspólnie głosowały ostatnio np. przeciwko ratyfikacji przez Słowację konwencji stambulskiej (konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie  rodzinie).

Kiška wraca do gry

Sytuację na słowackiej scenie politycznej dodatkowo komplikuje fakt, że powstanie nowej partii ogłosił odchodzący prezydent Andrej Kiška.

W wyborach poparł Zuzanę Čaputovą i wydawał się już politycznym emerytem, który po końcu kadencji dołączy do małżonki w Popradzie. Ta przez całą jego kadencję wzbraniała się przed przeprowadzką do Bratysławy, a Kiška w weekendy odwiedzał rodzinę wzbudzając zainteresowanie mediów porównywane z podróżami premier Beaty Szydło do Przecieszyna czy premiera Donalda Tuska do Gdańska.

Andrej Kiška uchodził za najpopularniejszego słowackiego polityka i najgroźniejszego rywala przewodniczącego Smeru Roberta Ficy, którego niespodziewanie pokonał w wyborach prezydenckich w 2014 roku.

Były biznesmen i działacz charytatywny przed pięcioma laty rozbudził słowackie nadzieje na polityczną zmianę. Pod Tatrami wyczekiwano, że założy ugrupowanie polityczne. Aż do tego tygodnia, kiedy wielu Słowaków już przestało mieć nadzieję.

„Potrzebujemy zmienić kraj, potrzebujemy przejąć władzę, potrzebujemy ją wydrzeć z rąk Smeru” – powiedział w materiale wideo, który opublikował na Facebooku. Kiśka zapowiedział powstanie centrowej partii, które będzie walczyła o ludzi. Na początku chce finansować ją sam.

Agencja AKO 27-28 marca – jeszcze przed zwycięstwem Zuzany Čaputovej przeprowadziła sondaż na próbie 1000 osób. Respondenci odpowiadali na pytanie: „Przeczytam wam teraz nazwiska niektórych polityków a pan/pani, proszę przy każdym z nich powie, czy jest dla was wiarygodny albo nie”.

Liderem tego rankingu zaufania jest Andrej Kiška z wiarygodnością u 57 proc., tuż za nim uplasował się obecny premier Peter Pellegrini ze Smeru z wiarygodnością na poziomie 52 proc. Zuzany Čaputovej w badaniu nie uwzględniono.

Andrej Kiška tłumaczy, że nie chce promować swojej partii politycznej pełniąc jeszcze funkcję słowackiego prezydenta. Zapowiada, że szczegóły w sprawie swojego ugrupowania zdradzi dopiero 17 czerwca.



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press