W Rosji rozpoczęła się operacja "utrwalania Putinizmu". Co to znaczy dla Polski? Czego będzie wymagać od polskiej dyplomacji? Komentuje dr Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, dyrektor programu Otwarta Europa w Fundacji Batorego, była ambasador RP w Moskwie, była wiceminister w MSZ

18 marca 2018 Rosjanie po raz piąty zagłosowali tak jak życzył sobie Władimir Putin (4 razy wybrali jego samego, a w 2008 wskazanego przez Putina – Dimitra Miedwiediewa).

Putin nie tylko wygrał kolejne wybory, wygrał je dokładnie tak jak chciał:
1. Uzyskał wysokie poparcie ponad połowy wszystkich dorosłych obywateli Federacji Rosyjskiej (76 proc. poparcia przy 67 proc. frekwencji).
2. Głosowanie było względnie czyste wizerunkowo. Dzięki „skutecznej prewencji” w dniu wyborów nie potrzebne były ostentacyjne fałszerstwa.
3. Wyśmienicie zadziałał kontrolowany odgórnie pluralizm. Żaden z siedmiorga konkurencyjnych kandydatów nie zgromadził kapitału politycznego, który mógłby w najmniejszym stopniu zagrozić wyznaczonym przez reżim ramom gry politycznej.

Na dodatek tzw. liberalna opozycja została podzielona i to bardzo głęboko. Część tej i tak niewielkiej grupy posłuchało niedopuszczonego do wyborów Aleksieja Nawalnego i została w domu. W efekcie, dopuszczeni do elekcji „liberałowie” Ksenia Sobczak i Grigorij Jawlinski dostali wyjątkowo mało głosów.

Operacja specjalna pt. „potwierdzenie przywództwa Putina” udała się więc bardzo dobrze. Aparat władzy dowiódł, że jest w stanie efektywnie wykonać zadanie. Obywatele pokazali zaś sobie na wzajem i rządzącym, że akceptują niedemokratyczny reżim, który wprawdzie ich wyzyskuje, gwarantuje jednak Rosji „wielkość”.

Rosjanie zalegitymizowali też metody stosowane przez ich państwo: korupcję, agresję militarną, manipulacje informacyjne czy cyberataki.

Sukces wyborczy to jednak dopiero uwertura do operacji dużo ważniejszej: a mianowicie utrwalenia „Putinizmu”, w sytuacji gdy obecna kadencja powinna być formalnie ostatnią dla obecnego prezydenta.

Ta operacja może wymagać niestandardowych rozwiązań np. stworzenia nowego stanowiska zaprojektowanego specjalnie dla wodza narodu lub przeprowadzenia kontrolowanej sukcesji.

W każdym przypadku potrzebne będzie nadzwyczajne wsparcie społeczne. Wygenerowanie go zasobami ekonomicznymi nie jest możliwe, te bowiem się kurczą i brak perspektyw na jakąkolwiek poprawę w tej sferze.

Trzy zadania dla Polski

Pozostaje więc wsparcie na bazie nacjonalistycznej, wokół idei wielkiej Rosji i mobilizacji militarnej. Obecnie trudno przewidzieć, co konkretnie może się zdarzyć, należy jednak z dużą dozą pewności założyć, że prędzej czy później COŚ się stanie.

W takiej sytuacji, aby reagować skutecznie Polska będzie potrzebowała:
1. instrumentów oddziaływania na politykę Brukseli i Waszyngtonu,
2. zdolności efektywnego współdziałania w ramach środkowoeuropejskiego regionu,
3. wreszcie, sprawnej dyplomacji i dobrych służb specjalnych.

Te zasoby zawsze były w Polsce deficytowe. W ostatnich dwóch latach nie tylko nie zostały wzmocnione, ale po prostu roztrwonione.

Nie jesteśmy gotowi na wyzwania związane z Rosją. Jeśli się coś stanie, będziemy skazani na rolę petentów lub/i pionków w grze toczonej przez innych ponad naszymi głowami.

Autorka zrezygnowała z honorarium wyrażając w ten sposób wsparcie dla OKO.press


OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Socjolog i politolog, specjalistka w zakresie problematyki wschodnioeuropejskiej. Od 2012 do 2014 podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, od 2014 do 2016 ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej. W 2016 roku została dyrektorem programu Otwarta Europa Fundacji im. Stefana Batorego a następnie dyrektorem forumIdei, think tanku pro publico bono Fundacji Batorego.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press