Prawa autorskie: Patryk Ogorzałek / Agencja GazetaPatryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
21 grudnia 2021

Już 200 mln zł kary dla Polski za Turów. "Za nieudolność rządu zapłacą podatnicy"

"Za to, co do tej pory straciliśmy przez Turów, moglibyśmy mieć nowe przedszkola, obwodnice, wodociągi, mosty, aquaparki, teatry, czy szpitale" - mówi Maria Wittels z Fundacji „Rozwój TAK-Odkrywki NIE”

Licznik kar za Turów tuż przed świętami pokazuje już ponad 200 mln zł. Rząd wciąż utrzymuje, że kopalni odkrywkowej przy granicy z Czechami nie zamknie i nie planuje płacić kar. „To nawet nie jest szantaż, to jest sędziowski rozbój i kradzież w biały dzień. Nie dostaniecie ani centa” - pisał we wrześniu na Twitterze wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski.

Profesor Sławomir Dudzik, Kierownik Katedry Prawa Europejskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, w rozmowie z OKO.press tłumaczył wtedy, że nie ma możliwości, aby Polska uniknęła zapłacenia kary. Że jeśli nadal rząd będzie odmawiał płacenia, UE odliczy należną kwotę z unijnego budżetu na rzecz naszego państwa. "Nie przypominam sobie oficjalnych stanowisk rządowych innych państw członkowskich, które odmawiałyby płacenia kar nałożonych przez Trybunał" - dodawał ekspert.

Jego przewidywania się sprawdziły: Komisja Europejska potrąci Polsce fundusze z budżetu, z którego nasz kraj korzysta niemal codziennie. Do tego zostaną doliczone odsetki za opóźnienie w płatności - oficjalne wezwanie do zapłaty zostało przekazane Polsce 8 listopada 2021.

Kary za Turów z odsetkami

„Komisja zwróciła się do władz polskich z pytaniem, w jaki sposób zamierzają zastosować się do nakazów Trybunału. Ponieważ Polska nie przedstawiła dowodów na zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów, Komisja wysłała pierwsze wezwanie do zapłaty zgodnie z przepisami rozporządzenia finansowego” - poinformował Komisarz Unii Europejskiej ds. środowiska Virginijus Sinkevičius w odpowiedzi na pytanie parlamentarne w tej sprawie.

Polski rząd ma 45 dni od otrzymania wezwania na uregulowanie kar. Termin minie 23 grudnia. Od tego momentu KE zacznie potrącać należność.

"Tylko w listopadzie Polska skorzystała z blisko 40 unijnych płatności w wysokości około 2 miliardów złotych (400 mln EUR). Według naszych obliczeń pierwszej poważnej »dziury« w polskim budżecie spodziewać możemy się już pod koniec stycznia.

W jaki sposób polski rząd planuje ją załatać? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi"

— mówi Hubert Smoliński, prawnik z Fundacji Frank Bold, zajmującej się ochroną środowiska. To właśnie Smoliński zadał Komisji pytanie dotyczące kar za Turów.

Jak dodaje prawnik, odsetki wyniosą 3,5 proc. za każdy dzień zwłoki. Komisja poinformowała go również, że skoro ma możliwość wyegzekwowania płatności, „nie widzi potrzeby rozważania innych środków na tym etapie”.

Nieudane negocjacje

„Po siedemnastu rundach [negocjacji w sprawie Turowa] zostały dwa nieduże punkty do uzgodnienia. Wydaje się więc, że jedno spotkanie powinno wystarczyć” – mówiła minister klimatu i środowiska Anna Moskwa na początku listopada 2021, przed wyjazdem do Pragi na - jak wtedy zapewniała - ostateczne rozmowy z Czechami. Polska miała być gotowa wypłacić Czechom odszkodowania i zainwestować w działania, które zminimalizują szkodliwe działanie kopalni.

Po kilku godzinach negocjacji okazało się, że do porozumienia wciąż daleko. Anna Moskwa uspokajała, że wystarczy jeszcze kilka dni, żeby dogadać się z Czechami. Którzy - przypomnijmy - zaskarżyli Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej za działania kopalni odkrywkowej Turów w Bogatyni. Mieszkańcy przygranicznych wiosek skarżą się, że kopalnia osusza teren wokół, przez co brakuje im wody w studniach.

Zmiany w czeskim rządzie

W międzyczasie w Czechach odbyły się wybory, został zaprzysiężony nowy premier i ministrowie. 20 grudnia Anna Moskwa napisała na Twitterze: "Pogratulowałam Annie Hubáčkovej objęcia funkcji ministra środowiska Czech. Zaapelowałam o pilne spotkanie i wznowienie rozmów. Nowa czeska minister jeszcze potrzebuje czasu na zapoznanie się z tematem Turowa".

Porozumienia nie ma, a Polsce z każdym dniem rośnie dług wobec Komisji Europejskiej. Czesi, zaskarżając Polskę do TSUE, zawnioskowali również o zastosowanie środka tymczasowego, którym miało być zawieszenie działania kopalni Turów. TSUE do tego wniosku się przychyliło, ale Polska decyzję zignorowała. Dlatego we wrześniu Trybunał nałożył na Polskę 500 tys. euro kary za każdy dzień działania kopalni. I dlatego dziś nasz dług osiąga już setki milionów złotych.

"Katastrofa rządów PiS"

"Rząd wciąż bagatelizuje kary, które zostały nałożone na Polskę. Mydli przy tym podatnikom oczy, twierdząc, że możemy ich nie płacić. Tymczasem konsekwencje finansowe dotkną nas wszystkich" — komentuje Maria Wittels z Fundacji „Rozwój TAK - Odkrywki NIE”.

"Za to co do tej pory straciliśmy przez Turów, moglibyśmy mieć nowe przedszkola, obwodnice, wodociągi, mosty, aquaparki, teatry, czy szpitale" - dodaje.

Aktywiści podkreślają, że Polska za Turów zapłaci jeszcze wyższą cenę. Oprócz 200 mln rosnącej dziennie kary, będzie musiała wypłacić odszkodowanie Czechom (według ostatnich projektów umowy miałoby to być 50 mln euro), a także sfinansować inwestycje przy granicy - barierę wodochronną oraz ekran akustyczny.

Co więcej, KE nie pozostawia złudzeń: jeśli Polska nie przedstawi planu odejścia od węgla w Turowie, cały region zostanie wykluczony z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji UE. Na szali jest aż miliard euro dla samego powiatu zgorzeleckiego. Tymczasem były już minister klimatu Michał Kurtyka przedłużył koncesję kopalni do 2044 roku - pomimo protestów Czechów i aktywistów po obu stronach granicy.

W grudniu 2021 pojawiła się jednak szansa, że koncesja zostanie cofnięta.

Greenpeace kontra koncesja

Tuż przed wakacjami fundacja Greenpeace odwołała się od decyzji Michała Kurtyki, sprzeciwiając się koncesji aż do 2044 roku. Jednak ministerstwo odmówiło organizacji udziału w postępowaniu na prawach strony. Kilka miesięcy później Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał nowej szefowej resortu klimatu dopuścić Greenpeace do postępowania koncesyjnego. Jak wyjaśnia organizacja, to daje im furtkę do skutecznego zaskarżenia koncesji.

"Odkrywka i elektrownia Turów nie mogą działać dłużej niż do 2030 roku. W dobie pogłębiającego się kryzysu klimatycznego decyzja o tym, by wydobywać węgiel do 2044 roku to jak polewanie benzyną płonącego domu. Ministra klimatu i środowiska Anna Moskwa powinna uchylić koncesję na wydobycie węgla w odkrywce Turów. Odejście od węgla do 2030 roku ma szansę uchronić fundusze na sprawiedliwą transformację regionu turoszowskiego" – komentuje Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych z Greenpeace Polska.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne