Nowoczesna ogłosiła "Kaczorowe". Pod tym chwytliwym hasłem, które ukuła Kamila Gasiuk-Pihowicz, ukrywa się roczny koszt władzy Prawa i Sprawiedliwości dla każdego obywatela i obywatelki. Koszt jednak policzony tylko do połowy


Za rządy Jarosława Kaczyńskiego i PiS każdy Polak zapłaci "Kaczorowe". To suma długów, jakie w naszym imieniu zaciąga rząd i nowych podatków, które zapłacimy w przyszłym roku. To prawie 1800 zł na każdego Polaka.

Ryszard Petru, Facebook - 21/10/2016

Fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta


półprawda. "Kaczorowe" to pół matematyki. Wszystko dodano, ale zapomniano coś odjąć.


„Kaczorowe” według Nowoczesnej wynosi 1800 złotych rocznie dla każdego Polaka (i – zgadujemy – każdej Polki, bo Ryszard Petru zapewne nie uważa, że w Polsce mieszkają sami mężczyźni – przyp. red.).

Na pierwszy rzut „Oka” liczby wyglądają nieźle. Nowoczesna do „Kaczorowego” wliczyła cały przyrost długu publicznego, czyli – od listopada 2015 r. – 72 mld zł. Dzieląc tę kwotę przez liczbę ludności otrzymuje się 1580 zł. Do tego doliczono, o ile więcej w podatkach i składakach będą musieli płacić Polki i Polacy przez prawo, które przyjął PiS. To szeroka lista, obejmująca m. in. szacunkowe koszty nieobniżenia VAT, wprowadzenia opłaty audiowizualnej, wzrostu opłat bankowych przez obciążenie instytucji finansowych nowym podatkiem, wzrost opłat za wodę oraz podatek pielęgnacyjny. Zaokrąglając przychylnie dla rządu, Nowoczesnej wyszło tu ponad 200 złotych. Razem – 1800.

Kamila Gasiuk-Pihowicz w rozmowie z OKO.press stwierdziła, że według niej kwota “Kaczorowego” jest zaniżona, jednak podane liczby uważa ona za dobrą ilustrację niepokojącego trendu.



Błędy w założeniach

Nowoczesna „Kaczorowe” jednak zapewne przeszacowała, ponieważ choć (w miarę możliwości, jakie daje takie wyliczanie) prawidłowo dodała do siebie koszty, to zapomniała, że od tej kwoty należy jeszcze coś odjąć – przynajmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, według .N każda złotówka wydana przez państwo ponad stan (czyli „na kredyt”) obciąża obywatela. Tymczasem środki publiczne w ponad 20 proc. idą na wydatki i transfery socjalne. W 2015 r. ponad 500 mld zł zostało wydanych w sektorze publicznym na zdrowie, edukację, bezpieczeństwo, kulturę, czy emerytury i renty. Bez zadłużenia państwa Polki i Polacy musieliby albo obejść się bez części tych świadczeń, albo zapłacić za nie z własnej kieszeni.

Po drugie, część zaciągniętego długu kredytów wraca do budżetu centralnego i samorządowych w postaci podatków bezpośrednich i pośrednich. Tak jest nie tylko z bezpośrednimi płatnościami (emerytury, renty, 500 plus), ale także z inwestycjami, np. w szkoły, teatry, muzea, czy w innowacyjność i naukę. Stopa zwrotu z inwestycji publicznych jest wysoka (szacowana nawet na 11:1), ale nie sposób „przeliczyć” stopę zwrotu z państwowych inwestycji tak, aby móc policzyć zysk dla każdego obywatela.

Po trzecie, z długu finansowane są większe potrzeby wynikające z przejęcia przez państwo części wydatków, dotąd ponoszonych przez obywateli – tak dzieje się np. w efekcie obniżenia podatku CIT dla najmniejszych przedsiębiorców, gdzie zmniejszenie dochodów nie oznacza mniejszych wydatków, więc podnosi potrzeby pożyczkowe państwa.

Podsumowując, błędem algorytmu Nowoczesnej jest to, że jako koszt obywatela liczy się w nim każdą złotówkę zadłużenia – choćby w rzeczywistości została przekazana w formie świadczenia emerytalnego, refundacji leku, inwestycji w środki transportu zmniejszające koszty dojazdu do pracy lub oszczędności na podatku.


Współzałożyciel, członek zarządu i analityk Fundacji Kaleckiego. Prawnik i Kulturoznawca, absolwent MISH UW. Współpracownik i doradca ds. międzynarodowych Instytutu Myśli Demokratycznej powołanego przez Roberta Biedronia. Publikował też m.in. w Gazecie Wyborczej, Krytyce Politycznej, Przekroju, Newsweeku, Kulturze Liberalnej, Res Publice Nowej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press