PiS łamie obietnicę pomocy frankowiczom, którą tak często powtarzał w kampanii. Jarosław Kaczyński dał jasno do zrozumienia, że na pomoc państwa w walce z bankami nie mają szans. Radzi dopominać się o swoje prawa indywidualnie, przed sądem. A jeszcze w kwietniu ubiegłego roku twierdził, że kredyty frankowe są "formą nowoczesnego niewolnictwa"

Gdy 15 stycznia 2015 r. bank centralny Szwajcarii zdecydował się na uwolnienie kursu franka, jego wartość względem złotówki gwałtownie wystrzeliła w górę. Oznaczało to tarapaty dla tych ludzi w Polsce, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny w tej walucie. Kurs względem złotówki wzrósł wówczas o kilkadziesiąt procent w ciągu jednego dnia – dla kredytobiorców oznaczało to, że wartość ich zadłużenia w kilkanaście godzin wzrosła wprost proporcjonalnie. Tymczasem od kilku lat popularność takich kredytów rosła niesłychanie szybko (na początku 2015 r. szacowało się, że to nawet 600 tys. osób). Banki i ekonomiści reklamowali je jako najstabilniejsze i najtańsze na rynku. Zawzięcie chwalił je np. lider Nowoczesnej Ryszard Petru, wówczas jeszcze główny ekonomista banku BPH.



W obu kampaniach wyborczych (prezydenckiej i parlamentarnej) PiS wykorzystał nośny wówczas temat kredytów frankowych, by wyjść naprzeciw potrzebom klasy średniej. Naobiecywał dużo. Długo nie wiadomo było, co konkretnie proponuje, ale zapewniał, że jeśli wygra wybory, będzie dążył do systemowego rozwiązania, które obejmie pomocą wszystkich dotkniętych problemem kredytów frankowych.

Złożę w Sejmie projekt ustawy, która rozwiąże ten palący problem milionów Polaków, którzy znaleźli się w rozpaczliwej sytuacji z winy banków i z powodu kompletnej bezczynności państwa.

Andrzej Duda, Prawo i Sprawiedliwość spotkanie z frankowiczami - 15/05/2015

fot. TV Republika / YouTube


Obietnica złamana. Kaczyński mówi, że PiS nawet nie kiwnie palcem, a frankowiczom pozostały sądy.


Od wygranych przez PiS wyborów minęło już niemal półtora roku, a właściwie w sprawie kredytów frankowych nie drgnęło. Prezydent Andrzej Duda po zwycięstwie w wyborach powołał  zespół do pracy nad ustawą, który stworzył m.in. projekt zakładający przewalutowanie po kredytów na złotówki po kosztach zaciągnięcia. Ustawa miała kosztować banki (wg. KNF) od 45 do 66 mld zł. Prezydent ostatecznie się z niej wycofał.

Po wielu zmianach kierunków ostatecznie złożono w Sejmie projekt, który zakładał już tylko zwrot części pieniędzy zarobionych przez banki na tzw. spreadzie (czyli przelicznikom walutowym stosowanym przez banki). W październiku 2016 r. po pierwszym czytaniu trafił do komisji i od tamtej pory ślad po niej zaginął (podobnie jak po dwóch projektach opozycji – Kukiz’15 i PO).

Dziś rano nadzieje frankowiczów kompletnie pogrzebał Jarosław Kaczyński. Zapowiedział, że nie mają co liczyć na pomoc państwa.

Jego zdaniem frankowicze „powinni wziąć sprawy we własne ręce i zacząć walczyć w sądach. Nie dlatego, żeby nie ufać prezydentowi czy rządowi, tylko dlatego, że prezydent i rząd są w sytuacji, która jest zdeterminowana w wielkiej mierze uwarunkowaniami ekonomicznymi. (…) Rząd nie może podejmować działań, które doprowadzą do zachwiania systemu bankowego”.

Innymi słowy prezes PiS powiedział, to, co już wiedzieliśmy, ale co do tej pory PiS bał się powiedzieć. Pomocy dla frankowiczów nie będzie, bo może zaszkodzić interesom banków.

A jeszcze 18 kwietnia 2016 r. Kaczyński mówił „wSieci” : „To [ratowanie kredytobiorców] będzie poważna operacja, która musi brać pod uwagę kondycję banków, ale całkowicie możliwa do wykonania. Będzie musiał się w to zaangażować Narodowy Bank Polski. I żeby było jasne: nie mówię tylko o tzw. kredytach frankowych, w które złapano dziesiątki tysięcy rodzin i które stały się formą nowoczesnego niewolnictwa. Rozwiązać trzeba też kwestię polisolokat, które dotknęły  5 mln Polaków i które wyciągnęły z ich kieszeni prawie 50 mld zł”.

A jest wiele przesłanek, by kwestię kredytów frankowych rozwiązać ustawowo. Zwłaszcza, że wielu komentatorów i instytucji wyrażało wątpliwości, co do zasad funkcjonowania walutowych kredytów hipotecznych. Raport Rzecznika Finansowego (urząd powołany do ochrony praw klientów instytucji finansowych) stwierdzał jasno, że miały one bardziej charakter instrumentów finansowych, niż kredytów i były „wciskane” klientom nieświadomym ryzyka. W przypadku wielu klientów, ich zadłużenie znacznie przekracza jego wysokość w dniu zaciągnięcia kredytu, mimo, że spłacają kredyt od kilku lat.


Setki protestów. Tysiące tekstów. Jedne wybory.
Byliśmy i będziemy z Wami.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press