0:00
0:00

0:00

Podczas spotkania z aktywem PiS w Stalowej Woli w niedzielę 4 września 2022, Jarosław Kaczyński snuł jedną za drugą refleksje na różne tematy. Pochylił się m.in. nad problemem różnic kulturowych Polski na wschód i na zachód od Wisły, podkreślając, że są one "na korzyść Polski wschodniej". Większy szacunek dla rodziny, mniej rozwodów, "no, dzietność nie jest jeszcze dostatecznie wysoka", ale będzie lepiej.

Rozwinął wątek dzietności skupiając się na Warszawie, którą opisał jako miasto bogatsze na głowę mieszkańca niż wiele stolic europejskich (raczej niewiele, ale zostawmy to na inną okazję). Bogactwo zapatrzonej na Zachód i liberalnej Warszawy skojarzyło się Kaczyńskiemu z młodymi ludźmi skupionymi na karierze, a nie rodzinie i lekceważącymi wartości rodzinne, a więc unikającymi dzieci.

Ten konserwatywny sposób myślenia, który odpowiada za porażkę demograficznego aspektu programu 500 plus, w Stalowej Woli doprowadził lidera PiS do czołowego zderzenia z Rocznikiem Statystycznym.

Przeczytaj także:

Warszawianki nie rodzą dzieci?

Warszawa jest miastem bogatszym niż wiele stolic europejskich, ale dzieci z tego nie ma, dzietność jest mniejsza niż we wschodniej Polsce

Spotkanie wyborcze w Stalowej Woli,04 września 2022

Sprawdziliśmy

Warszawa ma współczynnik dzietności 1,578, znacznie większy niż średnia krajowa 1,378 (dane za 2020 rok), wśród dużych miast wyprzedza ją tylko Opole i Gdańsk. Dzietność w Polsce wschodniej jest niższa i w odróżnieniu od zachodniej spada

Stwierdzenie Kaczyńskiego jest odwróceniem stanu faktycznego. Warszawa na kiepskim tle dzietności w Polsce wypada dobrze.

Według definicji GUS dzietność oznacza „liczbę dzieci, które urodziłaby przeciętnie kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego (15-49 lat) przy założeniu, że w poszczególnych fazach tego okresu rodziłaby z intensywnością obserwowaną w badanym roku".

O prostej zastępowalności pokoleń – gdy urodzeń i zgonów jest tyle samo, a liczba ludności się nie zmienia – możemy mówić, gdy współczynnik dzietności wynosi minimum 2,1 (więcej niż 2 ze względu na przedwczesne zgony dzieci). To oznacza, że 1000 kobiet w wieku rozrodczym powinno urodzić minimum 2100 dzieci. A w 2021 rodzi 1320.

Według najnowszych danych dzietność w Polsce spadła w 2021 roku do poziomu 1,32 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym, znacznie poniżej średniej w UE (1,5). Oznaczałoby to szybkie kurczenie się populacji europejskiej, gdyby nie imigracja, i jeszcze szybsze - polskiej.

Bardziej szczegółowe dane zaczerpnęliśmy z rocznika statystycznego 2021 roku, który zbiera informacje z roku 2020.

Dzietność w Polsce w 2020 roku wyniosła 1,378. W 100 największych miastach (ponad 100 tys. mieszkańców) była nieco większa - średnio 1,428. Czołowa piątka dużych miast wygląda tak:

  1. Opole - 1,634 dziecka na statystyczną kobietę w wieku rozrodczym;
  2. Gdańsk - 1,586;
  3. Warszawa - 1,578;
  4. Poznań - 1,534
  5. Kraków - 1,499.

To oznacza, że stolica wyróżnia się pozytywnie z polskiego tła, choć daleko jej do europejskich liderów (krajowych), takich jak Francja (1,8), Rumunia (1,8) czy Czechy (1,71).

Polska wschodnia rodzi więcej dzieci? Nie

Czy województwa wschodnie, gdzie wartości rodzinne są - zdaniem Kaczyńskiego - tak cenione, mają wyższą dzietność niż zachodnie, które - wg Kaczyńskiego - są kulturowo gorsze?

Ranking dzietności województw (na podstawie tego samego Rocznika Statystycznego) pokazuje coś zupełnie innego.

Na sześć województw położonych na wschód od Wisły (zaznaczonych wytłuszczonym drukiem) tylko małopolskie jest w czołówce dzietności (4 miejsce), a wygrywa ex aequo gdańskie oraz mazowieckie z Warszawą na czele. Ostatnie miejsce zajmuje świętokrzyskie.

  1. mazowieckie - 1,53 dziecka na statystyczną kobietę w wieku rozrodczym;
  2. pomorskie - 1,53
  3. wielkopolskie - 1,51
  4. małopolskie - 1,45
  5. łódzkie - 1,34
  6. dolnośląskie - 1,33
  7. śląskie - 1,32
  8. kujawsko-pomorskie - 1,31
  9. podlaskie - 1,31
  10. lubuskie - 1,31
  11. podkarpackie - 1,30
  12. lubelskie - 1,27
  13. warmińsko-mazurskie - 1,27
  14. zachodnio-pomorskie - 1,25
  15. opolskie - 1,23
  16. świętokrzyskie - 1,18.

W dodatku na wschód od Wisły dzietność spada

Zestawienie opracowane przez forsal.pl na podstawie wciąż tych samych danych GUS porównuje dzietność z 2020 roku z rekordowo niskim rokiem 2002 (1,25). Jak już wiemy, w 2020 (1,378) wskaźnik był wyższy o 0,128. Ten przyrost był jednak nierównomierny: wystąpił w 10 województwach, w sześciu go nie było.

Okazuje się, że wśród 10 województw, gdzie dzieci rodzi się (na statystyczną kobietę) więcej niż w 2002 roku jest tylko jedno na wschód od Wisły (małopolskie). Oto ranking wzrostu wskaźnika dzietności:

  • mazowieckie + 0,29
  • wielkopolskie + 0,22
  • dolnośląskie + o ,20
  • śląskie + 0,20
  • opolskie + 0,18
  • pomorskie + 0.18
  • łódzkie + 0,16
  • małopolskie + 0,11
  • kujawsko-pomorskie + 0,02
  • zachodniopomorskie + 0,01.

Wzrostu nie było w 6 województwach, w tym aż pięciu na wschód od Wisły:

  • podlaskie - 0,0 (bez zmian)
  • lubelskie minus 0,06
  • podkarpackie minus 0,06
  • lubuskie minus 0,08
  • warmińsko-mazurskie minus 0,09
  • świętokrzyskie minus 0,11.

Kaczyński więcej wie o rozwodach

Różnic kulturowe Polski na wschód i na zachód od Wisły są na korzyść Polski wschodniej. Większy szacunek dla rodziny, mniej rozwodów

Spotkanie wyborcze w Stalowej Woli,04 września 2022

Sprawdziliśmy

Wschodnie województwa, a zwłaszcza świętokrzyskie, małopolskie i podkarpackie mają niższe wskaźniki rozwodów niż zachodnie, ale wielkopolskie i lubuskie są za podlaskim. Czy to wynika z "szacunku dla rodziny" - nie wiadomo

Rocznik Statystyczny z 2021 roku potwierdza natomiast to, co Kaczyński mówi o mniejszej liczbie rozwodów we wschodniej Polsce, choć nie bez wyjątków.

W całej Polsce w 2020 roku rozwiodły się 51 164 pary, co oznacza 13,3 rozwodu na 10 000 mieszkańców.

W rankingu rozwodników i rozwodniczek w pierwszej piątce są wyłącznie województwa na zachód od Wisły, ale - niepokojąco wysokie dla polskiego konserwatysty - miejsce zajmują lubelskie i podlaskie. Z kolei opolskie przedzieliło mateczniki PiS z małą liczbą rozwodów.

  1. dolnośląskie - 17,2 rozwodów na 10 000 mieszkańców;
  2. kujawsko-pomorskie 16,5
  3. mazowieckie 14,9
  4. zachodniopomorskie 14,1
  5. śląskie 13,6
  6. warmińsko-mazurskie 13,3
  7. łódzkie 12,8
  8. lubelskie 12,7
  9. pomorskie 12,5
  10. podlaskie 11.9
  11. wielkopolskie 11,7
  12. lubuskie 11,3
  13. świętokrzyskie 11,1
  14. małopolskie 11,2
  15. opolskie 11,1
  16. podkarpackie 9,5

Niższe wskaźniki we wschodniej Polsce oznaczają większą trwałość instytucjonalnego małżeństwa; inna rzecz, czy oznacza większy szacunek dla wartości rodziny i wyższą jakość życia rodzinnego. Zwłaszcza, że jak widzieliśmy mniej rozwodów nie przekłada się na więcej dzieci, co może oznaczać, że kobiety tkwią w związkach, ale nie czują się w nich na tyle dobrze i bezpiecznie, żeby decydować się na dzieci.

Krótko mówiąc, Kaczyński lepiej zna się na rozwodach niż na dzieciach, czy na życiu rodzinnym.

Na koniec opracowana przez OKO.press ilustracja, która tłumaczy, dlaczego Polki (czy w ogóle kobiety) we współczesnym świecie decydują się na dzieci.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze