Podczas “miesięcznicy smoleńskiej” 10 września Jarosław Kaczyński powiedział, że “pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii”. Sprawdzamy, jak to naprawdę z tolerancją było w polskiej historii

Prezes PiS w wystąpieniu złożył w niedzielę wieczorem, podczas “miesięcznicy smoleńskiej”, ważną i powszechnie przytaczaną w mediach deklarację: PiS nie zrezygnuje ze swoich pomysłów zmian ustroju RP i nie ustąpi również pod presją zza granicy. Kaczyński mówił:

„Nikt nam nie narzuci woli z zewnątrz. Nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii”.

Kaczyński przekonywał także zwolenników, że “zwycięstwo jest blisko” i powinni “cierpliwie, z determinacją iść do przodu”.

Wyspa tolerancji i wolności? Fałsz

Martwi nas deklaracja Kaczyńskiego, że mamy być „wyspą” w Europie – co oznacza, że jeszcze bardziej oddalimy się od Unii Europejskiej. W OKO.press cieszymy się jednak, że prezes obiecuje, że Polska będzie “wyspą wolności i tolerancji” – chociaż trudno nam w to uwierzyć, bowiem Polska pod rządami PiS zmierza w kierunku, który z tolerancją i wolnością nie ma wiele wspólnego.

Od wygranych przez partię Kaczyńskiego wyborów nastąpiło:

  • Pogorszenie sytuacji lesbijek, gejów i osób transpłciowych, w tym ataki na Kampanię przeciw Homofobii.
  • Pogorszenie sytuacji kobiet na rynku pracy.
  • Tolerancja dla ONR i radykalnej prawicy.
  • Tolerancja dla ataków słownych i fizycznych na cudzoziemców. Tych ataków przybywa z miesiąca na miesiąc.
  • Próby ograniczenia wolności organizacji pozarządowych i poddania ich państwowej kontroli.
  • Ograniczanie wolności zgromadzeń.
  • Przejęcie mediów publicznych.
  • Cenzura w kulturze.
  • Zamach na Trybunał Konstytucyjny i system sądownictwa.

Deklaracji Kaczyńskiego o Polsce jako „wyspie tolerancji i wolności” nie możemy jednak sprawdzić, bowiem wybiega ona w przyszłość. Bardzo możliwe, że kiedy prezes mówi „wolność i tolerancja”, rozumie przez to coś zupełnie przeciwnego. Na przykład rząd PiS jest w trakcie powoływania Instytutu Wolności, który ma ograniczyć wolność organizacji pozarządowych, szczególnie tych krytycznych wobec władzy. To nazewnictwo rodem z Orwella.

Możemy jednak sprawdzić opinię prezesa o przeszłości Polski – że “wolność i tolerancja” była tak silnie obecna w polskiej historii.


Pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii.

Jarosław Kaczyński, Wystąpienie na miesięcznicy smoleńskiej - 10/09/2017


Bardzo różnie i z wolnością, i z tolerancją w Polsce bywało.


W skrócie: wolność w polskiej historii była obecna, ale tylko dla wybranych. Tolerancja zaś – na tle Europy – cechowała polskie społeczeństwo przez krótki czas i w dość odległej epoce. Później już ani z wolnością, ani z tolerancją nie było zbyt dobrze. Twierdzenie Kaczyńskiego kwalifikujemy więc jako półprawdę.

Wolność w dawnej Rzeczypospolitej miała tylko szlachta (ok. 10 proc. ludności), która faktycznie cieszyła się licznymi i unikalnymi w ówczesnej Europie przywilejami, takimi jak prawo wyboru króla w czasie wolnej elekcji. Szlachta miała także od XV w. nadany przez Władysława Jagiełłę przywilej zakazujący monarsze uwięzienia szlachcica (i tylko szlachcica) bez wyroku sądowego.

Były to wolności cenne, z czego szlachta doskonale sobie zdawała sprawę. „Polsce żadne państwa wolnością nierówne” – pisał w jednym ze swoich dialogów szlachecki publicysta Stanisław Orzechowski w 1563 roku. „Przeciwko rzeczy naszey pospolitey ine Państwa y Krółestwa tyrannides i niewolstwa jawne są: o czym bym wiele mógł mówić (…) Ale to jednak na koniec wiedz, że

Królestwa żadnego na Świecie nie masz, któreby te dwie rzeczy w sobie miało, które Polska ma: Pierwsza rzecz jest, że samo tylko Polskie Królestwo jest, któremu się Król nie rodzi. Druga rzecz jest, że w samey tylko Polsce Prawo tak Królowi, jako poddanemu rozkazuje”.

Całość dialogu można przeczytać tutaj (cytat pochodzi ze s. 27).

Równocześnie jednak Rzeczypospolita słynęła w Europie – zwłaszcza w XVII i XVIII w. – z surowości poddaństwa, niewiele różniącym się od niewolnictwa, w którym żyła przytłaczająca większość chłopów (stanowiących 85-90 proc. populacji).

Chłop nie mógł opuścić ziemi, był sprzedawany wraz z gospodarstwem (a niekiedy także i bez niego) oraz poddany był sądownictwu pana. Musiał także pracować na jego rzecz. W XVIII w. wielu obserwatorów z Zachodu traktowało to już jako anachronizm i coś sprzecznego z elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Wolność więc jest w polskiej tradycji historycznej – ale przez wieki była to wolność nie dla wszystkich, a tylko dla wybranych.

Tolerancja w dawnej Polsce przeżywała złoty okres w XVI w. Historycy za jej szczytowy moment uznają akt konfederacji warszawskiej z 1573 roku, która gwarantowała pokój wyznaniowy i równe traktowanie ludziom (ale tylko wolnym) niezależnie od wyznania. W tym samym czasie Niemcy i Francję rozdzierały konflikty religijne, których Rzeczypospolitej udało się uniknąć.

Znakomity historyk Janusz Tazbir tolerancję nazwał w jednym z wywiadów „cnotą silnych”. Warto także przypomnieć, że historycy – tacy jak Norman Davies – przypisują ją także słabości państwa polskiego.

„Polska „anarchia” i „złota wolność” stały się w tej samej mierze przeszkodą dla skutecznych rządów, co dla fanatyzmu religijnego”

pisał Davies w „Bożym Igrzysku”, swojej wizji historii Polski.

W miarę upadku dawnej Rzeczypospolitej ginęła także tradycja tolerancji. Na początku XVIII w. zakazano różnowiercom sprawowania urzędów. W oświeceniowej Europie szerokim echem rozszedł się „tumult toruński” – zamieszki pomiędzy protestantami i katolikami w Toruniu w 1724 roku, za które represjonowano wyłącznie protestantów (dwóch burmistrzów miasta skazano na śmierć). Na tle ówczesnej Europy, coraz bardziej tolerancyjnej, Rzeczpospolita zmierzała w przeciwnym kierunku.

Znacznie trudniej znaleźć przykłady tolerancji w Polsce w XIX i XX wieku: antysemityzm był kluczowym elementem programu jednego z najważniejszych polskich ugrupowań politycznych, czyli Narodowej Demokracji, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego także innych ugrupowań nacjonalistycznych (takich jak ONR “Falanga”). II Rzeczpospolita ograniczała m.in. prawa mniejszości narodowych, a opozycję zamykała bez wyroku sądu w Berezie Kartuskiej.

Do pogromu na Żydach – z udziałem polskiej skrajnej prawicy – doszło w Warszawie nawet w czasie okupacji niemieckiej, na Wielkanoc 1940 roku. Historia pogromów w Jedwabnem w 1941 czy w Kielcach w 1946 roku jest doskonale znana badaczom – chociaż niekoniecznie politykom i polityczkom PiS, którym zdarza się kwestionować prawdę historyczną na ten temat (jak np. zdarzyło się to minister edukacji Annie Zalewskiej we wrześniu 2016).

To miłe i zaskakujące, że prezes Kaczyński powołuje się na tradycje tolerancji i wolności, ale są one zdecydowanie bardziej dwuznaczne, niż może mu się wydawać.


Dobry tekst. Dorzucam się do prawdy

lub wybierz tradycyjny przelew

Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym