Na wspólnej konferencji prasowej z wicepremierem i ministrem nauki Jarosławem Gowinem prezes PiS Jarosław Kaczyński poparł jego projekt zmian w polskiej nauce. Opozycja wobec projektu Gowina jest jednak bardzo silna, także w samym PiS. Wyjaśniamy, o co chodzi w sporze wokół ustawy oraz kto jest za, a kto przeciw i dlaczego

“Chciałem złożyć bardzo ważną deklarację odnoszącą się do bardzo ważnej sprawy” – mówił Jarosław Kaczyński na wspólnej konferencji z wicepremierem i ministrem nauki Jarosławem Gowinem 28 marca 2018.

“Sprawa tej ustawy była przedmiotem różnych kontrowersji, zresztą w dalszym ciągu jest przedmiotem różnych kontrowersji. Chciałem państwu bardzo jasno i wyraźnie powiedzieć, że ja tę ustawę popieram i uczynię wszystko, żeby ta ustawa przeszła”.

Kaczyński opowiedział się w ten sposób jednoznacznie po stronie Gowina w sporze o kształt ustawy zmieniającej polską naukę. Prezes podkreślił, że nie zagraża ona – jego zdaniem – autonomii uczelni ani pozycji mniejszych polskich szkół wyższych.

O ostateczny kształt ustawy spór będzie się toczył teraz w komisjach sejmowych i w Sejmie, gdzie jej przeciwnicy – a ich w PiS nie brakuje – będą mogli zgłaszać do niej poprawki.

O co chodzi w tym konflikcie?

Dziwny sojusz – PiS i Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej

Kiedy wicepremier Gowin prezentował projekt ustawy o reformie nauki – nazywanej nieco na wyrost „Konstytucją dla nauki” albo „Ustawą 2.0” – mówił o nim, a przy okazji także o sobie, w samych superlatywach. „To ustawa inna niż wszystkie (…) Stawiana jest przez gremia europejskie za wzór do naśladowania przy wszelkiego typu zmianach systemowych. W taki właśnie sposób powinno się reformować państwo”, mówił 22 stycznia.

27 stycznia Gowin ocenił, że projekt ustawy spotkał się z „bardzo dobrym przyjęciem” wśród polskich naukowców.

To dobre samopoczucie ministra było bardzo na wyrost. Ustawa powstała na podstawie projektu wyłonionego w ramach konkursu. Konsultacje trwały dwa lata. Nie znaczy to jednak, że uwzględniono wszystkie (albo chociaż większość) postulatów środowiska akademickiego. W praktyce opór przeciwko ustawie płynie ze strony dwóch środowisk:

* konserwatywnej profesury związanej z PiS, często pracującej na niewielkich, prowincjonalnych uczelniach, które obawiają się po reformie utraty prestiżu i pieniędzy;

* oddolnych grup wyłonionych przez naukowców, w tym zwłaszcza Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, powstałego jeszcze w protestach przeciwko zmianom w nauce wprowadzanym przez rząd PO-PSL. KKHP jest apolityczny, ale nie ma w nim wielu sympatyków PiS. Więcej tam zwolenników lewicy (OKO.press nie sprawdzało sympatii politycznych członków KKHP, możemy więc w tym miejscu tylko powołać się na nasze wrażenia).

W efekcie sprzeciw wokół reformy Gowina połączył dwa środowiska położone na przeciwległych krańcach politycznego spektrum: starą profesurę z PiS i młodych aktywistów z KKHP.

Lider KKHP, doktorant na Uniwersytecie Warszawskim, Aleksander Temkin, doczekał się zresztą bardzo brutalnego potraktowania ze strony dbałego zwykle o zachowanie kulturalnych form wicepremiera. W wywiadzie dla TVN24 8 marca Gowin powiedział, że „nie przywiązuję wagi do tej szczególnej postaci i szczególnego reprezentanta środowiska akademickiego”, a sam Temkin „reprezentuje specyficzną grupę wiecznych doktorantów” i jego głos „nie jest poważny”.

Temkina jednak śmiertelnie poważnie potraktowały media bliskie zazwyczaj PiS. W „Gazecie Polskiej” ukazał się z nim wywiad, podobnie jak i w portalu wPolityce.pl, w którym wybrzmiewa zwykle głos „twardego jądra” PiS.

Naukowcy z KKHP wykonali w ostatnich miesiącach ogromną pracę – rozmawiając z politykami zarówno partii rządzących, jak i opozycji, przekonując ich do odrzucenia projektu Gowina (albo do wprowadzenia w nim radykalnych zmian). Opozycja parlamentarna, co ciekawe, nie podjęła zupełnie sprawy.

Głos przeciw Gowinowi zabierało jednak wielokrotnie dwóch wpływowych polityków PiS, a zarazem też profesorów: Ryszard Terlecki (wicemarszałek Sejmu) oraz Włodzimierz Bernacki.

„Projekt jest w znacznej części niezgodny z punktem widzenia PiS” – mówił prof. Bernacki 25 stycznia. Miesiąc później ponad 150 naukowców bliskich PiS – w tym wielu częstych gości prorządowych mediów oraz „Radia Maryja” – napisało list protestacyjny, ostrzegając przed „nieobliczalnymi konsekwencjami” reformy. Gowin odniósł się do niego lekceważąco, sugerując m.in., że sygnatariusze nie przeczytali ustawy i nie zabierali głosu w czasie konsultacji.

W wywiadzie 1 marca prof. Bernacki zareagował na tę sugestię tak, jak gdyby poczuł się dotknięty i podkreślił, że sygnatariusze zabierali głos w czasie konsultacji, ale ich uwag nikt nie uwzględnił. W telewizji braci Karnowskich mówił, że zgłaszanie uwag było jak „rzucanie grochem o ścianę”. Przypomniał też Gowinowi: „Projekt ustawy nie jest jeszcze rządowy, będzie dyskutowany na komitecie stałym Rady Ministrów, a później trafi do komisji sejmowych. W sensie formalnym, konstytucyjnym prace nad projektem ustawy dopiero się rozpoczynają”.

22 marca projekt został zaakceptowany przez rząd.

O co chodzi krytykom ustawy Gowina? Kluczowe są cztery punkty:

* wprowadza Radę Uczelni złożoną z ludzi spoza uczelni, o nadzorczym charakterze, co może godzić w jej autonomię;

* bardzo wzmacnia pozycję rektora – prof. Bernacki nazwał to nawet „dyktaturą”. Faktycznie też przedstawiciele rektorów popierają projekt Gowina (Aleksander Temkin z KKHP nazwał to nawet „brudnym dealem” zawartym przez wicepremiera z tym małym, ale bardzo wpływowym gronem).

* projekt przewiduje dobrowolność habilitacji – profesorem uczelnianym będzie mógł zostać nawet naukowiec po doktoracie; dotychczas ustawa nakładała na naukowca obowiązek zrobienia habilitacji w ciągu 8 lat od zatrudnienia na stanowisku adiunkta;

* ustawa odbiera uczelniom ocenianym niżej prawo do nadawania habilitacji; wiele mniejszych ośrodków obawia się marginalizacji.

Jak zwykle, zadecydował prezes. 22 lutego na Nowogrodzkiej doszło do spotkania Kaczyńskiego, Gowina i Terleckiego. Jak można wnosić z relacji w zaprzyjaźnionych z władzą mediach, Kaczyński poparł Gowina. Do zgody jednak nie doszło, sporządzono „protokół rozbieżności”. Źródła OKO.press mówią, że prezes liczy się z głosami swojej starej gwardii (zwłaszcza Terleckiego, któremu ufa) i nie chce oraz nie może całkowicie zignorować jej zastrzeżeń. Wie również, że w środowiskach akademickich ma niewielkie poparcie, a to, które ma, jest dla PiS cenne. PiS nie może pozwolić sobie także na utratę głosów w miastach, których uczelnie wpadną w kłopoty z powodu ustawy Gowina.

Gowin dostanie więc ustawę, będzie miał swój sukces, ale najpierw usiądą nad nią profesorowie Terlecki z Bernackim, wezmą czerwony długopis i pokreślą ją tak, że autorzy jej nie poznają – twierdzi nasze źródło. W ten sposób obie strony sporu będą mogły bez utraty twarzy ogłosić polityczne zwycięstwo.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym