Można mieć zastrzeżenia do Trybunału. Można dążyć do zmiany ustawy o Trybunale. Ale bez zmiany Konstytucji nie można legalnie zmienić roli Trybunału w polskim ustroju


Nie można widzieć zapisów art. 190 o tym, bez zapisów art. 7, który mówi, że organy władzy publicznej działają na podstawie, i art. 197 który mówi, że organizację i tryb postępowania przed TK określa ustawa. Nie ma to nic wspólnego z konstytucją.

Jarosław Kaczyński, Wywiad dla tygodnika “W sieci” z 30 maja 2016. - 30/05/2016

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Fałsz - Kaczyński może mieć rację, ale się myli


O konflikcie wokół TK napisano już bardzo wiele, sprawa nie jest rozstrzygnięta. Oceniając wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego „Oko”, chce zwrócić uwagę jedynie na kluczowy punkt sporu, który dotyczy roli Trybunału Konstytucyjnego w porządku ustrojowym Rzeczpospolitej.

Kaczyński nawiązał do orzeczenia TK z 9 marca, w którym Trybunał uznał, że – przyjęta przez parlament głosami PiS-u i podpisana przez prezydenta Dudę  – ustawa z 22 grudnia 2015 r. jest w kilkunastu punktach niezgodna z konstytucją. Kaczyński podważył prawomocność tego orzeczenia, zarzucając Trybunałowi, że posłużył się nieaktualną już ustawą o TK sprzed grudniowej nowelizacji. Według Kaczyńskiego sędziowie „złamali prawo” i dlatego marcowe orzeczenie (według Prezesa: „opinia”) Trybunału nie obowiązuje i nie podlega obowiązkowi publikacji. O to chodziło Kaczyńskiemu, gdy mówił, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.

Sędziowie faktycznie orzekali na podstawie starej ustawy. Zgodnie z art. 197 konstytucji „organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”.  Argument Kaczyńskiego, że podstawą orzekania powinna być nowa ustawa, z punktu widzenia teorii prawa nie jest bezzasadny (choć np. to, że ustawa ta weszła w życie bez vacatio legis musi budzić sprzeciw każdego prawnika). Co więcej, można nawet poważnie dyskutować o tym, czy ustawa PiS-u (lub jej elementy) jest lepsza, czy gorsza niż poprzednia. Komisja Europejska, Komisja Wenecka, Rzecznik Praw Obywatelskich czy Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego też mogą się mylić.

Problem w tym, że w świetle konstytucji RP nie ma takiego organu państwowego, który może stwierdzić ewentualną niezgodność orzeczenia Trybunału z ustawą zasadniczą. Artykuł 190 mówi, że „orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne” ma „większą moc” niż wspomniany przez Kaczyńskiego art. 197. Wynika to z opisanych w art. 188 Konstytucji uprawnień TK – orzekania o zgodności z ustawą zasadniczą ustaw i umów międzynarodowych, rozporządzeń itd.  Innymi słowy, w obowiązującym od 1997 ustroju w Polsce ostatnie słowo w zakresie oceniania prawa – rozpatrując sprawy zaskarżone przez innych, nie z własnej inicjatywy – ma Trybunał. Także we własnej sprawie. Taki mamy ustrój.

To, czy argumenty i pomysły partii Kaczyńskiego są merytorycznie zasadne, nie ma tu znaczenia. Nawet gdyby intencje stojące za kwestionowaniem uprawnień Trybunału były jak najszlachetniejsze, a cele bezwzględnie słuszne. To, co większość sędziów TK uzna za orzeczenie, orzeczeniem w świetle konstytucji po prostu jest.


Oko” nie przesądza, czy model ustrojowy z tak silną pozycją Trybunału Konstytucyjnego jest najlepszym z możliwych. Jednak aby go zmienić zgodnie z prawem, trzeba zastosować procedurę opisaną w rozdziale XII (o ironio!) konstytucji.


Powiązane:

Komentarze użytkowników OKO.press

Dodawanie komentarzy jest możliwe tylko dla autorów oraz osób, które wykupiły subskrypcję. Zaloguj się

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym