Czy sędzia, która nakazała Wałęsie przeprosić Kaczyńskiego, orzekła tak, bo wystraszyła się represji? A może oddaliła dwa pozostałe roszczenia Kaczyńskiego, bo nosiła koszulkę z konstytucją? Samo pytanie o niezależność sędzi świadczy o trawiącej nas chorobie. Źródłem zakażenia jest PiS i jego kampania defamacyjna wobec sędziów - pisze Ewa Siedlecka

Weronika Klawonn, sędzia, która w koszulce z napisem „KonsTYtucJA” protestowała pod Sądem Najwyższym, wydała 6 grudnia 2018 w Sądzie Okręgowym w Gdańsku wyrok w sprawie o ochronę dóbr osobistych wytoczonej Lechowi Wałęsie przez Jarosława Kaczyńskiego.

Nakazała Wałęsie przeproszenie za wpisy na Facebooku od kwietnia 2015 do maja 2017 sugerujące, że Kaczyński odpowiada za śmierć swojego brata i pozostałych ofiar katastrofy smoleńskiej, bo świadomy fatalnych warunków pogodowych, nalegał na lądowanie.

  • Co sąd nakazał Wałęsie

    „Po rozpoznaniu 22 listopada na rozprawie sprawy z powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciwko Lechowi Wałęsie o ochronę dóbr osobistych i zapłatę, nakazuję złożenie oświadczenia następującej treści: »Przepraszam pana Jarosława Kaczyńskiego za to, że w moich wypowiedziach publicznych w okresie od kwietnia 2015 roku do maja 2017 roku sformułowałem wobec niego zarzuty, że Jarosław Kaczyński mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych, panujących podczas lotu polskiej delegacji do Smoleńska wydał polecenie nakazania lądowania samolotu czym doprowadził do katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku, a swoimi późniejszymi działaniami zmierzał do przerzucenia odpowiedzialności za katastrofę smoleńską na inne osoby. Tymi słowami naruszyłem dobre imię i godność osobistą pana Jarosława Kaczyńskiego. Lech Wałęsa«„.

    Wałęsa ma wydać także drugie oświadczenie o treści:

    „Przepraszam pana Jarosława Kaczyńskiego za to, że w moich wpisach na portalu społecznościowym Facebook w sierpniu 2016 roku sformułowałem zarzuty, że Lech Kaczyński podczas lotu z polską delegacją do Smoleńska mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych nakazał lądowanie, czym doprowadził do katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku i jest smoleńskim mordercą 95 niewinnych osób. Tymi słowami naruszyłem uczucia pana Jarosława Kaczyńskiego związane z osobą jego zmarłego brata”.

    Oświadczenia mają być wydane na portalu społecznościowym na profilu Lecha Wałęsy, w radiu oraz jednym z tygodników.

    Wałęsa ma również wysłać odręcznie napisany lub wydrukowany i odręcznie podpisany list z przeprosinami do Jarosława Kaczyńskiego.

Wcześniej propisowskie media i politycy PiS sugerowali, że sędzia będzie w tej sprawie stronnicza i domagali się odsunięcia jej od sprawy. W tym tonie wypowiedział się nawet rzecznik resortu sprawiedliwości Jan Kanthak.

Stowarzyszenie Sędziów THEMIS, Forum Współpracy Sędziów oraz koalicja organizacji Komitet Obrony Sędziów protestowały przeciw wywieraniu nacisku na sędzię Klawonn.

I mamy wyrok. Salomonowy, zważywszy, że sędzia uwzględniła tylko jedno z trzech roszczeń Jarosława Kaczyńskiego: wypowiedzi dotyczącej katastrofy smoleńskiej.

Oddaliła natomiast żądania przeprosin za sugerowanie, że bracia Kaczyńscy mieli wrobić Wałęsę w zarzuty współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa za czasów komunistycznych, i za słowa Wałęsy o tym, że Jarosław Kaczyński „nie jest zdrowy i zrównoważony psychicznie”. Uznała, że to mieści się w ramach wolności słowa.

Sędzia Weronika Klawonn oddaliła także żądanie, by Wałęsa w ramach zadośćuczynienia wpłacił 30 tys. zł na cel charytatywny. „To zbyt daleko idące żądanie w sprawach dotyczących wolności słowa”.

Sędzia Klawonn: są granice wolności słowa

W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła, że wolność słowa nie jest wolnością absolutną. Oto fragmenty jej wypowiedzi.

„Wolność debaty publicznej stanowi jeden z podstawowych fundamentów demokratycznego państwa prawa. Bez wolności słowa nie ma demokracji, nie ma praw jednostki. Jednak wolność słowa nie jest wolnością absolutną, jedną z jej granic jest ochrona dobrego imienia innych osób i ich godności”. (Tu i dalej cytuję za TVN24.pl)

„W tej sprawie sąd stanął przed niezwykle trudnym zadaniem nieznajdującym precedensu nie tylko w orzecznictwie krajowym, ale także europejskim. Sprawa, w której zapadł przed chwilą ogłoszony wyrok, toczyła się między politykami, którzy należą do najbardziej znanych i wpływowych w ostatnich dziesięcioleciach.

Dotyczyła spraw będących przedmiotem nie tylko gorącej debaty publicznej, ale nawet wyznaczających oś podziału polskiej sceny politycznej, tj. przyczyn katastrofy smoleńskiej, domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa PRL, a także wątpliwości, co do stanu zdrowia psychicznego prezesa rządzącej partii”.

Sąd uwzględnił żądania Jarosława Kaczyńskiego „jedynie w zakresie wypowiedzi [Lecha Wałęsy] dotyczących jego odpowiedzialności za decyzję o lądowaniu samolotu w Smoleńsku”.

„Są to bardzo ciężkie oskarżenia. Sąd ma oczywiście świadomość kontekstu i tła politycznego tych oskarżeń. Nie można nie zauważyć tego, że to właśnie powód i jego ugrupowanie polityczne niemal od samego początku prezentowało stanowisko, że katastrofa smoleńska była bolesnym skutkiem rywalizacji ówczesnego obozu rządzącego z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Kontestując raport komisji badania wypadków lotniczych, aż do usunięcia go z oficjalnych stron internetowych, oraz powołując kolejny zespół do zbadania przyczyn katastrofy, obecnie rządzący podtrzymywali w dyskursie publicznym hipotezę o rzekomym zamachu lub spisku”.

Jednak mimo tych okoliczności, sędzia uznała, że musi ingerować i ograniczyć wolność słowa w tym przypadku.

Czy sędzia orzekła niezawiśle?

Stawianie pytania o niezawisłość sędzi Klawonn świadczy o trawiącej nas chorobie. A źródłem zakażenia jest PiS – jego kampania defamacyjna, którą prowadzi wobec sędziów, i „reforma” podporządkowująca sądownictwo władzy politycznej.

No więc chorzy na tę chorobę rozważamy: czy kazała przeprosić, bo się wystraszyła represji? A może oddaliła dwa pozostałe roszczenia, bo nosiła koszulkę z konstytucją?

Co do samego wyroku, to jest on w duchu orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego sprzed „dobrej zmiany”. Między innymi w sprawach dotyczących odpowiedzialności karnej za zniesławienie czy obowiązku autoryzacji Trybunał stawiał dobre imię jednostki i skuteczność środków jego obrony ponad wolnością słowa, a nawet wolnością mediów w kontekście ich społecznej i konstytucyjnej roli. Choć do wyroków były zdania odrębne.

Sędzia Klawonn, uzasadniając wyrok zauważyła, że Jarosław Kaczyński i jego ugrupowanie zrobili z katastrofy sprawę polityczną, której używają od lat, prezentując kolejne teorie o zamachu i organizując 96 miesięcznic, które „z uroczystości żałobnych przeradzały się w manifestacje polityczne”.

Jednak mimo to sąd uznał, że obwinienie o spowodowanie tej katastrofy Jarosława Kaczyńskiego było zbyt drastyczne i bolesne, i przekroczyło granice wolności słowa.

Można się z tym zgodzić, bo rzeczywiście katastrofa jest dla Jarosława Kaczyńskiego niezwykle głęboką, osobistą tragedią. Ale można też się nie zgodzić, jeśli uznamy, że tragedię wykorzystał jako polityczną broń do zdobycia władzy. I przyczynił się do drastycznych podziałów w społeczeństwie.

Można argumentować – jak Trybunał w Strasburgu – że polityk powinien mieć „grubszą skórę”. Można zauważyć, że on sam używa wobec politycznych przeciwników i niepopierającej PiS części społeczeństwa drastycznego języka.

Można wreszcie ten wyrok pochwalić za to, że zmierza do jakiegoś ucywilizowania języka debaty publicznej.

Jedno jest pewne: wyrok, jaki by nie był, miałby swoich krytyków. I jest nieprawomocny.

Ewa Siedlecka jest publicystką „Polityki”. Ten tekst został opublikowany na jej Blogu Konserwatywnym.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym