Lider PiS Jarosław Kaczyński ma złożyć zeznania w procesie, który wytoczył mu Radosław Sikorski. Jeśli przyjdzie do sądu, będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego po katastrofie smoleńskiej oskarżył byłego szefa MSZ o zdradę dyplomatyczną

Decyzję o wezwaniu Jarosława Kaczyńskiego podjął w środę, 28 lutego 2018 roku, Sąd Okręgowy w Warszawie. Prezes PiS ma stawić się na rozprawie 23 maja. Sąd chce go wtedy przesłuchać w sprawie zarzutów, które po katastrofie smoleńskiej postawił publicznie Radosławowi Sikorskiemu, wtedy ministrowi spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL. A to w związku z procesem o ochronę dóbr osobistych, który Sikorski wytoczył Kaczyńskiemu.

Jak pisaliśmy w ubiegłym roku w OKO.press, Radosław Sikorski chce przeprosin w mediach i 30 tys. złotych na cel społeczny, za słowa, które padły w 2016 roku w wywiadach prezesa PiS dla Polskiej Agencji Prasowej i portalu Onet. Mówił on wówczas o sytuacji politycznej w Polsce, pomysłach PiS na rządzenie krajem, ale też o rozliczeniach m.in. za katastrofę smoleńską. Uderzał głównie w byłego premiera Donalda Tuska, ale dostało się też Sikorskiemu.

W rozmowie z PAP Kaczyński mówił: „Jest też sprawa wystąpienia, zgodnie z prawem międzynarodowym, zastępcy ambasadora [polskiego w Moskwie-red.] Piotra Marciniaka do władz rosyjskich o eksterytorialność terenu, gdzie nastąpiła katastrofa. To rutynowa rzecz. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zdecydował się wycofać z tej decyzji. To bardzo poważna sprawa. Trudno sądzić, żeby została podjęta bez wiedzy i zgody premiera Donalda Tuska”.

W Onecie Kaczyński był bardziej dosadny: „Wiceambasador w Moskwie Piotr Marciniak złożył notę w sprawie eksterytorialności miejsca katastrofy. Następnie polecono mu ją wycofać. To było posunięcie wykonane na polecenie Radosława Sikorskiego, ale czy bez wiedzy Tuska?

Tu już jest bardzo poważny przepis kodeksu karnego – zdrada dyplomatyczna”.

Właśnie oskarżenie o zdradę Polski najbardziej zabolało Sikorskiego. Zarzut zdrady dyplomatycznej własnego kraju jest jednym z najcięższych, jakie może usłyszeć polityk, były szef MSZ. Naraża go na utratę zaufania zarówno w Polsce, jak i za granicą. To drugie jest dziś ważne dla Sikorskiego, bo jest on wykładowcą w USA. Uważa, że Kaczyński celowo go zdyskredytował i wiedział, że mówi nieprawdę.

Sikorski przekonuje, że nie mógł cofnąć noty dyplomatycznej, bo wiceambasador w ogóle jej nie wystosował. Nie mógł więc cofnąć czegoś, czego nie było.



Świadek potwierdza wersję Sikorskiego

W środę warszawski sąd przesłuchał świadka Jarosława Bratkiewicza, który w kwietniu 2010 roku był dyrektorem departamentu wschodniego MSZ. Zeznał on, że nie wystosowano noty dotyczącej uznania miejsca katastrofy prezydenckiego samolotu za eksterytorialne, więc też jej nie cofnięto.

Na rozprawie nie było Kaczyńskiego. Nie musiał przychodzić, bo ma swoich prawników – reprezentuje go kancelaria Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy, która od lat pracuje dla PiS.

Radosław Sikorski, który do sądu przyszedł, po rozprawie napisał na Twitterze:

Prezes PiS ma zostać przesłuchany w maju jako strona procesu. Będzie mógł wtedy wyjaśnić, co miał na myśli rzucając pod adresem Sikorskiego tak mocne oskarżenia. Nie musi jednak wcale pojawić w sądzie, bo wysłuchanie strony nie jest obowiązkowe. Sędzia może pominąć dowód z tych zeznań.

Politycy PO są pewni, że Kaczyński nie przyjdzie, bo żeby nie stracić twarzy, musiałby przedstawić dowody na poparcie swoich tez. A wydaje się, że żadnych dowodów na rzekomą zdradę byłego szefa MSZ nie ma. Nie podali ich w odpowiedzi na pozew prawnicy lidera PiS. Tłumaczą za to, że

Kaczyński nie mógł naruszyć dobrego imienia Sikorskiego, bo „naruszać dobre imię może wyłącznie nieprawdziwa informacja, która obiektywnie godzi w dobre imię, a nie wiadomość neutralna. Nawet jeśli była nieprawdziwa, jak twierdzi powód [czyli Sikorski – przyp. red.]”.

Przekonują też, że zarzut zdrady dyplomatycznej dotyczył… Donalda Tuska, który posłużył się Sikorskim do wycofania noty.

Prezes się nie stawia

Prezesa PiS nie było w środę nie tylko w sądzie. Po raz kolejny nie przyszedł też na sejmową komisję etyki poselskiej, która zajmowała się jego zachowaniem podczas sejmowej debaty o sądach, w 2017 roku.

Kaczyński krzyczał wtedy do posłów opozycji: „Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami!”.

O ukaranie prezesa PiS za ten występ wystąpili do komisji etyki Ryszard Petru i osoby prywatne. Komisja ukarała go tylko upomnieniem (choć mogła ostrzej), bo do tej pory nie był on przez komisję karany.

Kaczyński tak skomentował karę w rozmowie z Polską Agencją Prasową: „W komisji etyki poselskiej większość ma opozycja, więc werdykt był więc do przewidzenia. Moją wypowiedź trzeba odbierać w kontekście tego wszystkiego, co od ponad dwóch lat dzieje się w Sejmie, bardzo brutalnych ataków opozycji, również wymierzonych bezpośrednio we mnie”.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]