Kamera OKO.press w trasie z Szymonem Hołownią

Kamera OKO.press w trasie z Szymonem Hołownią

„Partie wlazły wszędzie tam, gdzie nie powinny. Do Orlenów, do sądów, do kościoła. To naprawdę już za dużo. Prezydent powinien być sędzią na boisku, a nie napastnikiem jednej z drużyn. Co myśmy dali ze sobą zrobić?” – pyta Szymon Hołownia i obiecuje Polskę solidarną, zieloną i bezpieczną. Kamera OKO.press towarzyszyła mu na spotkaniach wyborczych na północnym Mazowszu. Materiał Roberta Kowalskiego


Komentarze

  1. Michał Słonimski

    Pompowanie kandydatury pana Szymona przez antyklerykalne Oko to świetna metoda, by skutecznie wyleczyć z niej osoby wierzące, które dały się nabrać na jego "ministrancki" entourage. Brakuje jeszcze tylko poparcia pana Wałęsy.

    • Aleksander P.

      Zawsze możesz się przenieść tam, gdzie pompują kandydaturę podnóżka Kaczafiego,z korzyścią oczywiście dla wszystkich tutaj. I weź ze sobą swojego psa ferdynanda.

    • Mariusz Ciesielski

      Kiedyś mówiono, że w Polsce jest dużo wierzących i niepraktykujących. Moim zdaniem w naszym kraju osób praktykujących, lecz niewierzących jest nawet więcej. Ale taki katolicyzm jest promowany – trzeba się wystroić, pokazać; pan prezydent musi na Jasną Górę pojechać w towarzystwie telewizji, fotoreporterów. Hołownia nie neguje wiary, ale właśnie tę obłudę. A że dla bardzo wielu właśnie ta obłuda to definicja katolicyzmu…

      • Michał Słonimski

        Myślę, że może mieć Pan rację. Sprawa wymagałaby jednak rzetelnej i obiektywnej analizy badawczej. Kwestie kościelne interesują jednak niestety tylko skrajne nurty akademickie – albo "wojujących ateistów", albo gorliwych obrońców wiary.
        .
        Proszę jednak zauważyć, że katolicki rytualizm – to całe "strojenie się" i "pokazywanie" to ważny element konstytuujący wspólnotę. Dzięki temu myślimy i mówimy o sobie "my", a w konsekwencji jesteśmy społecznie silniejsi. Myślę, że to mocny argument za tym, by pielęgnować wspólną wiarę, która nas właśnie umacnia. Totalnie abstrahując od kwestii teologicznych.
        .
        Co do Hołowni – w moim mniemaniu neguje on zarówno chrześcijańską doktrynę jak i wspomnianą "obłudę". Postrzegam go niestety jako element destrukcyjny w Kościele. Nie bez znaczenia jest również jego bardzo niejasna proweniencja.
        .
        Pozdrawiam

        • Mariusz Ciesielski

          Dziękuję za tę odpowiedź.
          Być może źle odczytałem Pana wypowiedź – jeśli tak, to serdecznie przepraszam. Mam jednak wrażenie, że stawia Pan znak równości między wiarą a rytuałem. Rytuał ma umacniać wiarę, być jej częścią, scalać wspólnotę (jak Pan słusznie zauważył). Ale na tym nie może się kończyć.

          Jestem katolikiem i staram się wierzyć. Świadomie piszę staram, bo wiara jest wymagająca. Nie chodzi mi o samo uwierzenie w istnienie i działanie Boga, ale płynące z tego konsekwencje: jak odnoszę się do innych oraz samego siebie, co mogę zrobić dla dobra ludzi wokół mnie. To jest moja (i jak rozumiem również katolicka) definicja wiary.

          Co do destrukcyjnego działania Hołowni – zgadzam się z tym częściowo. Jeżeli Hołownia neguje obłudę, to wyklucza z Kościoła część osób definiujących siebie jako wierząca. Można powiedzieć, że przez to dzieli ludzi, rozbija jedność Kościoła. Pytanie tylko, co jest większą wartością – jedność, czy prawdziwość?

          • Strongusek S.

            I na to ostatnie pytanie widać, nie dostanie pan już odpowiedzi. Hołownia mówi prosto i wyraźnie – krzyż to się nosi w sercu, a nie na ścianie i wszystko w temacie.
            Ps.
            A proweniencja nie ma tu żadnego znaczenia i sam fakt jej przywołania świadczy o obawach wyssanych z pewnych kręgów, o których nie przystoi publicznie pisać.

          • Michał Słonimski

            Również dziękuję za odpowiedź.
            Świetne podejście. Oczywiście totalnie uprościłem temat i zredukowałem wiarę do rytualnego cementu społecznego, a Pan wchodzi w temat głębiej. Chrześcijaństwo to przede wszystkim mądry i spójny system moralny, który mówi swoim wyznawcom "bądź dobry". Zresztą mówi o wiele więcej – ja osobiście jestem wielkim fanem genialnej idei nadstawiania drugiego policzka, która pacyfikuje wojenno-odwetową rysę na ludzkiej naturze.
            .
            Tak, czy inaczej – wydaje mi się, że o prawdziwość wiary można walczyć bez burzenia jedności całej wspólnoty. Zgniłych jabłek, które należy wyłapać i wysłać na pokutę jest tak naprawdę niewiele, a ci wszyscy praktykujący niewierzący to jedynie jabłka niedojrzałe. Swoją drogą to pewnie efekt skostniałego programu katechetycznego i zasiedzenia na biskupich stanowiskach dziadków nie do końca rozumiejących XXI wiek.
            .
            Pozdrawiam

          • Michał Słonimski

            Panie Stongusek, piszę o tym, że krzyż na ścianie jest równie ważny jak ten w sercu. To symboliczna rytualna sfera, która cementuje wspólnotę i z markoperspektywy silnego społeczeństwa jest kluczowa. Oczywiście chrześcijański "mikrokosmos" w sercu jest również bardzo ważny (a nawet ważniejszy) ale to oddzielna kwestia.
            .
            Proweniencja kandydatów "z kapelusza" zawsze powinna budzić naszą czujność. To numer grany w polskiej polityce od lat.
            .
            Pozdrawiam

        • Teofil Leopold

          Co komu po tym rytualiźmie, jeśli nie żyje się wedle zasad religii? Dużo łatwiej jest chodzić do kościoła i klepać pacierze, niż kierować się w życiu dobrem innych i przykazaniami, przede wszystkim tym najważniejszym mówiącym o miłowaniu swoich bliźnich bardziej niż siebie samych.

          • Michał Słonimski

            Ma Pan rację ale patrzy Pan na tę kwestię z perspektywy moralno-teologicznej. Ja zwracam jedynie uwagę na – pozornie płytszą – warstwę społeczną, w której sam "pusty" rytualizm wystarcza by budować/cementować wspólnotę.
            .
            Pozdrawiam

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press