Prokuratura w Białymstoku nie ma nowych dowodów na niedopełnienie obowiązków przez Jacka Kapicę, b. wiceministra finansów. "Ale jest inna wizja, inne oczekiwania szefa – w tym wypadku prokuratora generalnego – i wszystko można zupełnie inaczej zrobić " - tak wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki uzasadnia wznowienie umorzonego śledztwa.

Prokuratura i prorządowe media poinformowały w czwartek o „wielkim sukcesie” rządu w walce z szarą strefą. Zatrzymano wiceministra finansów w rządzie PO-PSL Jacka Kapicę i postawiono mu dwa zarzuty. Prokuratura podała „szokującą” informację, że przez niego Skarb Państwa mógł stracić gigantyczne 21 mld zł.

Zatrzymanie budzi jednak sporo pytań i wątpliwości.

Sprawa, w której Kapica dostał zarzuty już rok temu, została umorzona w marcu 2017 r. przez prokuraturę kierowaną przez Zbigniewa Ziobrę. Zrobiła to Prokuratura Regionalna w Poznaniu, która nie znalazła dowodów na winę Kapicy, a co więcej uznała, że gdyby nawet był czemuś winien, to i tak ewentualne zarzuty przedawniły się w 2014 r.

Umorzono też śledztwo wobec wszystkich siedmiu urzędników ministerstwa finansów „wobec braku znamion czynu zabronionego, a w odniesieniu do jednego z czynów wobec niepopełnienia przestępstwa przez podejrzaną”.

Rzecznik poznańskiej prokuratury podkreślał: „Na podstawie całokształtu zebranego materiału dowodowego nie stwierdzono, aby podejrzani, zważywszy na rodzaj stwierdzanych wówczas nieprawidłowości dotyczących działania automatów do gier o niskich wygranych, jak również obowiązujące ówcześnie regulacje prawne wyznaczające zakres ich kompetencji służbowych, dopuścili się jakiegokolwiek niedopełnienia obowiązków, nie prowadząc właściwej, merytorycznej oceny treści dokumentów przedkładanych przez zainteresowanych w związku z rejestracją automatów do gier o niskich wygranych”.

Ale kilka miesięcy później, na polecenie Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego, w grudniu 2017 r. śledztwo wznowiono w Białymstoku. Jest prowadzone na niższym szczeblu niż w Poznaniu, bo w prokuraturze okręgowej. Sprawę przydzielono prokuratorowi Grzegorzowi Masłowskiemu, który prowadził ją już kilka lat temu, zanim przekazano ją do Poznania w 2014 r.. Masłowski chciał wtedy stawiać zarzuty Kapicy, a ówczesne władze prokuratury uznały, że nie ma dowodów i sprawa nie obroniłaby się w sądzie.

OKO.press pisało o tym tu:

Co się zmieniło teraz, że Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski nakazał wznowienie śledztwa?

OKO.press analizuje zarzuty, które postawiono Kapicy, ze znanymi prawnikami specjalizującymi się w prawie karnym. Rozmawialiśmy z mec. Jackiem Dubois i z prawnikiem, który chce pozostać anonimowy.

Wątpliwość pierwsza. Po co zatrzymano a nie wezwano Kapicę

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku zdecydowała o doprowadzeniu pana Jacka Kapicy siłą. Wysłała agentów CBA, którzy weszli do mieszkania przed siódmą rano. Po trzech godzinach przeszukania przewieźli go z Warszawy do Białegostoku.

Po co prokurator to zarządził, skoro po przesłuchaniu wiceministra puścił go wolno, nie wnioskując o areszt?

Adwokat Jacek Dubois, który specjalizuje się w prawie karnym, nie ma wątpliwości, że to nadużycie władzy. „Skoro śledztwo trwa tyle lat, to prokuratura ma już wszystkie dowody. Nie było więc obawy, że zatrzymany będzie mataczył lub się ukrywał”. Jego zdaniem, zatrzymanie było bezprawne, prokuratura mogła wezwać na przesłuchanie Kapicę wysyłając mu wezwanie pocztą.

Jednak drugi prawnik, z którym analizowaliśmy tę sprawę (chciał pozostać anonimowy), ma inne zdanie. „Zatrzymanie nie musi być bezprawne. Art. 247 par. 2 kodeksu postępowania karnego mówi, że zatrzymanie może nastąpić gdy zachodzi potrzeba niezwłocznego zastosowania środka zapobiegawczego. A w tej sprawie prokurator zastosował pół miliona poręczenia majątkowego oraz zabezpieczył jego hipotekę na poczet ewentualnej grzywny. I na ten artykuł się powołano uzasadniając zatrzymanie” – mówi. Choć zgadza się, że nie było ono konieczne.

Wątpliwość druga. Dlaczego zatrzymano Kapicę akurat w czwartek

Pana Jacka Kapicę zatrzymano dzień po opublikowaniu niekorzystnych dla PiS sondaży  i po serii wpadek PiS w związku z nowelizacją ustawy o IPN i nagrodami dla rządu.

Prorządowy portal wpolityce.pl, nie podając źródła, twierdzi, że sondaż z niskim poparciem dla PiS nie miał wpływu na datę zatrzymania. „Wcześniej nie można go było zatrzymać, gdyż przebywał w Brukseli i wrócił do Polski dopiero dziś po północy [czyli ze środy na czwartek]” – napisał portal. Twierdzi, że „gdyby nie ten fakt były wiceminister trafiłby w ręce CBA i stanąłby przed prokuratorem kilka tygodni temu”.

Z informacji OKO.press wynika jednak, że pan Kapica owszem w czwartek w nocy wrócił z Brukseli, ale był tam tylko dwa dni. Wcześniej zaś był kilka dni w Berlinie. Przedtem był stale w Polsce i prokuratura mogła go zatrzymać, gdyby od kilku tygodni miała taki zamiar, jak twierdzi wpolityce.pl.

Wątpliwość trzecia. Zarzut, że chciał przysporzyć nieznanym podmiotom 21 mld zł korzyści.

B. wiceminister finansów otrzymał zarzut z artykułu 231. Paragraf 1 tego artykułu mówi: „Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Ale panu Kapicy – jak ogłoszono – grozi do 10 lat więzienia, więc ma zarzut z par. 2 tego artykułu: Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Według prokuratury, poprzez niedopełnienie obowiązków w latach 2008 – 2015 gdy był wiceministrem finansów chciał przysporzyć korzyści majątkowych innym osobom na kwotę 21 mld zł.

Zyskać mieli właściciele automatów hazardowych, przez to, że odprowadzali do budżetu niższe podatki. Jak Jacek Kapica miał im pomóc? „Nie dopełnił ciążącego na nim obowiązku nadzoru nad realizacją zadań wynikających z ustawy o grach i zakładach wzajemnych, ani nie dopełnił nadzoru nad podległymi mu departamentami i innymi jednostkami, dopuszczając do rejestracji i użytkowania automatów niespełniających warunków ustawowych” – przekonuje w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.

Mec. Jacek Dubois mówi, że to absurdalne. „Mowa jest o jakiś informacjach o nieprawidłowościach, które miały docierać do Kapicy i miał je zlekceważyć. Zasadą prawa karnego jest, że zarzut musi być ściśle określony. Trzeba dokładnie wskazać kiedy i w jaki sposób miał nie dopełnić obowiązków, jaki dokument miał zlekceważyć” – mówi prawnik.

Dodaje:

„Zarzuty tak sformułowane można postawić każdemu urzędnikowi, za wszystko.

Na przykład Prokuratora Generalnego można by oskarżyć o to, że wiedział, że jest przestępczość w Polsce, bo dostawał takie meldunki i z nią nie walczył, lub walczył za słabo”.

Prawnik, który zastrzegł anonimowość, ma podobną ocenę. „Żeby postawić wysoko postawionemu urzędnikowi zarzut niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej trzeba szaleńca. Albo szaleńcem jest podejrzany, bo jeśli nie ma dowodów na jego powiązania z branżą hazardową, to musiał działać na jej rzecz tylko dla sportu. Albo szaleńcem jest ten, kto taki zarzut postawił. Automatów do gry były tysiące, służba celna miała ograniczone możliwości”.

Anonimowy prawnik uważa jednak, że prokuratura mogła sformułować ogólny zarzut, bo szczegóły podaje się w akcie oskarżenia. I wtedy się okaże, kto tym szaleńcem jest – prokurator Grzegorz Masłowski i jego przełożeni, czy pan Jacek Kapica.

Wątpliwości budzi też kwota korzyści, jakie miała odnieść branża hazardowa. „To absurd prawniczy. Komu miał przysporzyć te 21 mld zł? Z zarzutów to nie wynika, a trzeba dokładnie określić, kto zyskał i ile. Zresztą, jeśli zaniedbanie pana Jacka Kapicy miałoby być umyślne, to celowo musiałby działać na czyjąś korzyść. Ale dlaczego miałby to robić, skoro sam nie ma z tego korzyści, bo nie dostał zarzutu korupcyjnego, tylko zarzut tzw. przestępstwa urzędniczego niedopełnienia obowiązków” – wyjaśnia mec. Dubois.

Nie wiadomo też, skąd prokuratura wzięła kwotę 21 mld zł. „Śledczy mogą opierać się na szacunkowych wyliczeniach strat budżetu państwa. Ale na tej podstawie premierowi można postawić zarzut, że czegoś nie zrobił i ileś podatku VAT wyciekło, tylko nie wiadomo, kto te pieniądze ukradł” – mówi mec. Dubois.

Anonimowy prawnik też dziwi się tym wyliczeniom prokuratury. Gdyby przy tak sformułowanym zarzucie miała mocne dowody, to wnioskowałaby o areszt dla pana Kapicy. Ale tego nie zrobiła. „21 mld zł to propaganda. Wynika to z założenia, że było tysiące automatów i wszystkie działały nielegalnie” – mówi prawnik.

Uważa, że Kapicy postawiono taki zarzut tylko z jednego powodu: „Przestępstwo z art. 231 par. 1 przedawnia się po 5 latach [Prokuratura Regionalna w Poznaniu uznała, że zarzuty przedawniły się w 2014r.]. Więc zastosowano kwalifikację z par. 2, tylko po to by móc dalej prowadzić tę sprawę, bo teraz przedawnia się ona po 15 latach”.

Jaki: te same dowody, ale inna wizja

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w radiowej „Trójce” mówił, że „za czasów rządów PO – PSL to śledztwo ukręcono i zabrano prokuratorowi. My pozwoliliśmy to śledztwo prowadzić dokładnie temu samemu prokuratorowi. Dokładnie ta sama sytuacja, te same materiały dowodowe, ten sam prokurator, ale inna wizja, inne oczekiwania szefa – w tym wypadku prokuratora generalnego – i wszystko można zupełnie inaczej zrobić”.

Jacek Kapica podczas przesłuchania w prokuraturze białostockiej nie przyznał się. Na razie nie wypowiada się o sprawie. W czwartek na Twitterze napisał:

W obronę urzędnika swojego rządu wziął także Donald Tusk. Na twitterze napisał:

Jacek Kapica nie był członkiem PO. Jako wiceminister finansów odpowiadał za obszar związany z cłami. Nie był nominatem partyjnym, to urzędnik. Przez wiele lat był celnikiem. Miał opinię uczciwego fachowca, aferoodpornego.

Jego nazwisko nie przewijało się w negatywnym kontekście w podsłuchanych przez CBA rozmowach polityków PO z biznesmenami. Wręcz przeciwnie, z tych rozmów wynikało, że Kapica jest „pisiorem”, którego nie da się kupić i trzeba go skompromitować. Kapica odszedł z ministerstwa, gdy nastał obecny rząd PiS.

Jak napisała w piętek „Wyborcza”, politycy PiS obiecywali po przejęciu władzy, że zrobią porządek z hazardem i państwo zacznie zarabiać na grach. Ale jedyne, co się do tej pory udało, to wczorajsze zatrzymanie Kapicy.

Wciąż nie ma zapowiadanych państwowych jednorękich bandytów. Nie wiadomo, kiedy będzie e-kasyno, bo sprawę nieskutecznie prowadzi Totalizator Sportowy. Wszystko to sprawia, że do budżetu wpływają mniejsze podatki, niż zakładano, a wpływy z hazardu są niższe niż na początku rządów PO – PSL.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym