Marszałek Senatu Stanisław Karczewski w rozmowie z „Wprost” deklaruje, że opinia o braku większości dla PiS w izbie wyższej parlamentu to „pogląd powierzchowny". I sugeruje możliwe transfery polityczne. Trzy lata temu PiS chciał ich zabronić pod sankcją utraty mandatu

Według Karczewskiego wcale nie jest pewne, że PiS nie będzie miał większości w Senacie, mimo że uzyskał w głosowaniu jedynie 48 na 100 mandatów, a wyborcy dali większość opozycji.

„Ostatecznie przekonamy się, jak jest, podczas głosowania nad wyborem marszałka” – zaznaczył polityk PiS. I dodał: – „Transfery są częścią polskiego życia politycznego”.


Transfery są częścią polskiego życia politycznego

Stanisław Karczewski, Tygodnik "Wprost" - 21/10/2019

25.07.2018 Warszawa . Senat . Marszalek Senatu Stanislaw Karczewski podczas prac nad prezydenckim projektem dotyczacym referendum konstytucyjnego , ktore mialoby sie odbyc w dniach 10 - 11 listopada 2018 roku , mimo obchodow setnej rocznicy odzyskania niepodleglosci przez Polske . Fot. Dawid Zuchowiczi / Agencja Gazeta


półprawda. Zmiany barw partyjnych to norma w polskiej demokracji, ale od 1993 r. nie zdarzyło się, by wpłynęły na zmianę wybranej przez wyborców większości w którejkolwiek z izb parlamentu


Karczewski w części ma rację. Zmiana barw partyjnych to norma w polskiej demokracji. W każdej kadencji Sejmu kilkoro parlamentarzystów opuszcza szeregi partii, która delegowała ich na listy wyborcze. I przechodzi do konkurencji lub tworzy nową siłę polityczną.

Tego typu roszady były częste zwłaszcza w niemowlęcych latach III RP.

Poseł PiS Antoni Macierewicz zanim na dobre zakotwiczył w swojej obecnej formacji, zwiedził sześć partii i ruchów politycznych: ZChN, Akcję Polską, ROP, Ruch Katolicko-Narodowy, Ligę Polskich Rodzin i Ruch Patriotyczny.

Senator elekt PSL-UED Michał Kamiński przed założeniem swojej najnowszej partii – Unii Europejskich Demokratów – zrobił slalom między pięcioma organizacjami: Narodowym Odrodzeniem Polski, ZChN, Przymierzem Prawicy, PiS i Platformą Obywatelską.

Podważenie werdyktu wyborców

Ale mimo cyklicznych ruchów tektonicznych na scenie politycznej, od zmiany ordynacji wyborczej w 1993 roku nigdy się jeszcze nie zdarzyło się, by zmiana barw partyjnych wpłynęła na zmianę wybranej większości w którejkolwiek z izb parlamentu.

Gdyby PiS zakulisowymi rozmowami podważył werdykt wyborców w wyborach do Senatu, byłoby to wydarzenie bez precedensu.

Nawet w porównaniu do słynnych rozmów Adama Lipińskiego (PiS) z Renatą Beger (Samoobrona), które TVN nagrał w 2006 roku, a komentatorzy nazwali „korupcją polityczną”. Negocjacje dotyczyły wtedy podtrzymania większości parlamentarnej przez rządzące Prawo i Sprawiedliwość, a nie przejęcia władzy z rąk konkurencyjnej partii z większą liczbą mandatów.

Zmiana większości w Senacie byłaby powtórzeniem na szczeblu krajowym przypadku radnego Kałuży. Wojciech Kałuża z Nowoczesnej w wyborach do sejmiku województwa śląskiego był liderem listy Koalicji Obywatelskiej, ale na pierwszej sesji sejmiku porzucił swoją partię i dał większość Prawu i Sprawiedliwości.

PiS robi to, czego chciał zabronić

Od momentu, kiedy w poniedziałek 14 czerwca okazało się, że PiS stracił w wyborach większość w Senacie, politycy partii Jarosława Kaczyńskiego jak jeden mąż powtarzają, że wynik wyborów to jedno, a zakulisowe rozgrywki – zupełnie coś innego.

Stanisław Karczewski już wcześniej sugerował, że będą próby pozyskania senatorów opozycji.

„Zdarzało się w poprzedniej kadencji, w poprzednich kadencjach, że przechodzili do nas senatorowie z PO, więc być może teraz będą chcieli też przejść”

mówił dziennikarzom 15 października.

Tego samego dnia poseł PiS Łukasz Schreiber stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość… wygrało wybory do Senatu, a więc ma prawo do stanowiska marszałka.

Zaś zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel dzień wcześniej deklarował w RMF FM: „Jeżeli ktoś, nawet w wyniku jakiegoś zbiegu okoliczności, układu gwiazd, został senatorem z listy opozycji, ale uzna, że jednak warto pracować dla Polski z biało-czerwoną drużyną Prawa i Sprawiedliwości, to oczywiście kijem gonić nie będziemy”.

To interesujące wypowiedzi  – gdyby PiS trzy lata temu przeprowadził do końca zapowiadane zmiany w kodeksie wyborczym, byłyby wezwaniami do zachowań zakazanych przez prawo.

PiS proponował mandat związany

Obecne poczynania PiS najlepiej komentują wypowiedzi polityków PiS z 2016 roku.

Poseł Grzegorz Schreiber nazwał wtedy zmianę partii w trakcie kadencji „koniunkturalizmem politycznym”.

Wtórował mu Jacek Sasin, obecnie wicepremier, który również piętnował takie zachowania.

„Wyobraźmy sobie sytuację, w której naród powierza władzę określonej formacji politycznej, a ta ją traci tylko dlatego, że kilku posłów przechodzi do innego ugrupowania”

– uzasadniał.

By ukrócić takie praktyki, PiS chciał w nowym kodeksie wyborczym wprowadzić instytucję tzw. mandatu imperatywnego – związanego. Gdyby te regulacje weszły w życie, zmiana partii wiązałaby się z utratą mandatu poselskiego lub senatorskiego.

Ostatecznie obóz władzy wycofał się z tego rozwiązania – było rażąco niezgodne z konstytucją, która dekretuje, że parlamentarzyści pełnią tzw. mandat wolny. „Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców” – mówi art. 104 ustawy zasadniczej.

To oznacza, że posłowie i senatorowie są przedstawicielami całego narodu, a nie określonej partii politycznej bądź okręgu wyborczego, a więc pozbawienie ich mandatu ze względu na zmianę barw politycznych byłoby niezgodne z konstytucją.

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    To jest gadanie prostackiego chama prezentującego samozadowolenie. Senatorowie obecnej kadencji wiedzą jaka odpowiedzialność na nich spoczywa. Rozumieją też bardzo dobrze, że pisuary wreszcie się skończą i później czeka ich ostracyzm. Namawianie posłów/senatorów do zdrady kluby z którego znaleźli się w parlamencie to nic nowego. Pamiętacie Państwo "Pani by chciała do PiSu? Chciałabym, chciała…"Ta śpiewanka powstała po próbach przekupienia pani Renaty Beger z Samoobrony, w roli kusiciela Adam Lipiński. To był czas rządu koalicji PiS-Samoobrona-Liga Polskich Rodzin.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!