0:00
0:00

0:00

Na konwencji wyborczej w Lublinie 7 września 2019 partia Kaczyńskiego przedstawiła za to podstawowe pomysły, z jakimi idzie do wyborów parlamentarnych, które odbędą się 13 października.

4000 złotych płacy minimalnej

Najgłośniejszym pomysłem jest znaczne podwyższenie płacy minimalnej, która w tym roku wynosi 2250 złotych brutto. W przyszłym będzie to 2600 – to już prezent wyborczy, wcześniej ustalono, że będzie to 2450 złotych.

PiS w Lublinie zapowiedział, że „na koniec 2020 roku” będzie to 3000 złotych, a „na koniec 2023” – 4000 złotych. To sprytna zagrywka – płacę minimalną rząd ustala co rok 1 stycznia i Jarosław Kaczyński miał tu na myśli 2021 i 2024 rok.

Jak będzie w międzyczasie, w latach 2022 i 2023? Nie wiemy. W nowym programie PiS, opublikowanym w sobotę 14 września, też nic więcej na ten temat nie ma.

Pomysł wywołał lawinę komentarzy. W OKO.press obliczyliśmy, że ta propozycja może oznaczać, że płaca minimalna będzie wynosiła między 57 a 65 proc. średniego wynagrodzenia – to niespotykane na świecie.

Przeczytaj także:

Karczewski: lata 90. jak dziś

Politycy PiS mierzą się z zarzutami, że ta propozycja oznacza problemy dla przedsiębiorców, oraz że nie znają konsekwencji swojego planu.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski 13 września rano w TVP powiedział:

Warto przypomnieć, że pod koniec lat 90. były takie podwyżki płacy minimalnej. Proszę spojrzeć, jak było w 1996, 1998, 1999. Co, był armagedon?
Rzeczywiście, procentowo podwyżki płacy minimalnej pod koniec lat 90. były podobne jak te proponowane przez PiS. Ale nominalnie były niższe o rząd wartości.
"Minęła 9", TVP Info,13 września 2019

Marszałek Karczewski odnosi się do lat 90., które są dosyć trudne do porównania z dwóch powodów.

Po pierwsze, to zupełnie inne czasy dla polskiej gospodarki. 1 stycznia 1995 roku ogłoszono denominację. Po latach wysokiej inflacji w pierwszej połowie lat 90. złoty znacznie stracił na wartości. 1 stycznia wprowadzono nową walutę – 1 nowy złoty równał się 10 tys. starych złotych.

Był to też czas bezprecedensowego wzrostu gospodarczego po transformacyjnej recesji lat 1989-1992. Według danych Banku Światowego od 1994 roku Polska zaliczyła 7 lat z corocznego wzrostu gospodarczego powyżej 4 proc. Drugi taki wynik to trzy lata (2006-2008).

Po denominacji płaca minimalna startowała z poziomu niższego o pełny rząd wartości. W momencie denominacji wynosiła ona 260 złotych. Od pierwszego stycznia 2020 ma wynosić 2600 złotych.

Po drugie – podwyżki płacy minimalnej były wówczas nieregularne. W samym 1995 – pierwszym po denominacji – podwyżki były cztery. W kolejnych dwóch latach – po trzy.

PiS nie podał wysokości płacy minimalnej w 2022 i 2023 roku. Zakładamy więc równomierny wzrost między 2021 a 2024 rokiem.

Marszałek Karczewski ma rację co do wartości procentowych - w drugiej połowie lat 90. mieliśmy do czynienia z około 20-procentowymi podwyżkami rok do roku. Jednak wówczas płaca minimalna wzrastała o kilkadziesiąt złotych rocznie. Podwyżki PiS to między 300 a 400 złotych więcej przez pięć lat z rzędu.

78 proc. podwyżki w ciągu sześciu lat

Słowa Karczewskiego – że podwyżka nie jest nietypowa – zdaje się potwierdzać ZUS.

11 września Zakład Ubezpieczeń społecznych opublikował analizę, według której: „Planowane do 2020 roku wzrosty płacy minimalnej będą niższe niż podwyżki w latach 2007-2009”.

To prawda – podwyżka z lat 2018-2020 (23,8 proc.) nie jest najwyższą podwyżką w ciągu dwóch lat. Podwyżki 2007-2009 – realizowane najpierw przez rząd PiS, potem rząd PO-PSL – były znacząco wyższe (36,3).

Jednak w następnych latach nastąpiło spowolnienie wysokości podwyżek m.in. z powodu globalnego kryzysu finansowego. Tymczasem PiS zapowiedział, że zwalniać nie będzie.

Między 2018 a 2024 rokiem, płaca minimalna wzrośnie o 78 proc.

To najwyższa podwyżka w ciągu sześciu lat, odkąd płaca minimalna jest podwyższana co roku 1 stycznia, czyli od 2003 roku.

To bezprecedensowa skala w Polsce XXI wieku, gdy Polska jest znacząco silniejszą gospodarką niż w latach 90. (między 1995 a 2001 rokiem płaca nominalna wzrosła z 260 do 760 złotych).

Karczewski: nasz program wszystkim się podoba

Karczewski w TVP opowiadał też o swoich spotkaniach z wyborcami: „Wszyscy są bardzo zadowoleni i chwalą nasz program. Przedsiębiorcy, z którymi się spotykam, mówią: my już mamy takie pensje”

Trudno będzie zweryfikować, co mówią osoby, które podczas kampanii spotyka Karczewski. Wśród przedsiębiorców, polityków opozycji i ekonomistów odbiór pomysłu jest jednak bardziej wyważony. W TOK FM Dorota Gardias - szefowa Forum Związków Zawodowych i Rady Dialogu Społecznego mówiła:

„To, co się stało na konwencji PiS w kontekście płacy minimalnej, jest niezwykle trudne, szczególnie dla związków zawodowych”.

Mówiła też, że związki zawodowe proponowały rządowi ustalenie pensji minimalnej na poziomie 50 proc. średniego wynagrodzenia: „Jako przewodnicząca rady chciałam podpisać umowę z rządem w tej sprawie, ale nie było takiej możliwości. Ciągle mówili: nie damy, nie mamy, nie ma takiej możliwości, a nagle »buch« i jest taka możliwość”.

Łamanie dotychczasowych norm

To pokazuje z jednej strony doraźność pomysłu PiS, z drugiej – lekceważenie dotychczasowych norm. Według ustawy płaca minimalna ustalana jest w porozumieniu trójstronnym – przy udziale rządu, pracodawców i związkowców.

Na rok 2019 została wcześniej w ten sposób ustalona na 2450 złotych. Rząd te ustalenia przekreślił, podwyższając tę stawkę i prezentując ją, ku zaskoczeniu związków i pracodawców, na konwencji wyborczej.

Ze strony przedsiębiorców głosy są jeszcze bardziej krytyczne. Dla Business Insider wypowiadał się Jan Gogolewski, prezes Związku Rzemiosła Polskiego:

„Reprezentuję jednoosobowe działalności gospodarcze, mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Dla nich tak wysokie podniesienie najniższych pensji będzie oznaczało likwidowanie firm jednej po drugiej. To będzie wielka ludzka tragedia. Jest to bardzo niebezpieczne i nieprzemyślane rozwiązanie”.

Ryszard Szarfenberg, ekonomista, profesor z UW, stara się tonować nastroje: „Większość naszych ekonomistów i dziennikarzy ekonomicznych przewiduje głównie negatywne zjawiska dla rynku pracy (zwiększenie bezrobocia w grupach młodszych i z niższym wykształceniem) i dla gospodarki (zmniejszenie PKB).

Jest to typowa reakcja na każdą informację o podwyżkach płacy minimalnej, a gdy te podwyżki są duże, ton komentarzy staje się alarmistyczny. Cała ta dyskusja wynika z różnicy interesów między właścicielami firm a ich pracownikami. Komentatorzy widzą pracowników jako koszt dla właścicieli firm, więc jeżeli ten koszt rośnie, to właściciele mają problem”.

PiS licytuje wysoko

Podwyżka płacy minimalnej, jaką planuje PiS, jest bezprecedensowa. Jej efekt jest zatem trudny do przewidzenia. Przedsiębiorcy bronią swoich interesów i nie będą zadowoleni z wyższych kosztów pracy. Wielu pracowników natomiast z podwyżki skorzysta. Efekty makroekonomiczne są jednak niewiadomą.

Wiele wskazuje na to, że sam PiS nie wie, co dokładnie przyniesie taka podwyżka. Jeszcze dzień przed konwencją w Lublinie, gdzie zaprezentowano ten pomysł, Mateusz Morawiecki zapowiadał, że płaca minimalna może wzrosnąć o kolejne 50 złotych wobec planowanych wcześniej 2450. Ostatecznie, podwyższono ją o 150 złotych.

Program PiS nie zawiera żadnych szczegółów tego pomysłu, a przedstawiciele PiS w mediach powtarzają, że będzie świetnie.

Można więc podejrzewać, że PiS zaprojektował podwyżkę płacy minimalnej w ostatniej chwili. Chciał przelicytować propozycje Lewicy (60 proc. średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w 2030 roku) i Koalicji Obywatelskiej (50 proc. średniego wynagrodzenia).

Partia Kaczyńskiego postanowiła licytować wysoko. Dlatego politycy PiS, broniąc swojej sztandarowej propozycji, wypadają w mediach niepewnie. I dlatego marszałek Karczewski zbywa wszelką krytykę.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze