Była najpierw szeregową działaczką Platformy Obywatelskiej, dopiero po przejściu do Prawa i Sprawiedliwości jej kariera poszybowała. Jest ulubienicą Kaczyńskiego, "słucha biskupów" i chce uleczyć Łódź. Jako rzeczniczka rządu Morawieckiego stanie się bardzo rozpoznawalna i PiS może ją wystawić w wyborach na prezydenta Łodzi

Joanna Kopcińska cieszy się względami Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś na konwencji w Łodzi prezes mówił, że należy jej się szacunek, bo podjęła trudną decyzję przejścia z PO do PiS. A ona sama mówiła: „Poznałam także ludzi PiS i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To człowiek, który chce służyć ludziom, słuchać Polaków. Ja chcę go w tej służbie wspomóc”.

W 2010 roku Joanna Kopcińska, lekarz epidemiolog, pracująca w Sanepidzie, weszła do rady miejskiej. Objęła mandat po radnym Tomaszu Sadzyńskim, który odszedł na posadę prezesa Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Jako radna niczym szczególnym się nie wyróżniała.

Z grupy Krzysztofa Kwiatkowskiego

W 2013 roku doszło do przewrotu w radzie miejskiej. Większość w radzie miał klub PO, który stanowił zaplecze Hanny Zdanowskiej, prezydent Łodzi. W klubie PO była siedmioosobowa grupa radnych – była w niej Joanna Kopcińska – na których prezydent Zdanowska nie mogła liczyć. Głosowali odmiennie niż cały klub.

To grupa związana z ówczesnym posłem PO Krzysztofem Kwiatkowskim (obecnie prezes NIK). A Kwiatkowski był w łódzkiej partii w innym obozie niż Hanna Zdanowska. Konflikt zaostrzył się, gdy sąd koleżeński PO zawiesił w prawach członków siedmioro radnych PO z grupy Kwiatkowskiego. Ukarano ich w ten sposób za złamanie dyscypliny partyjnej w czasie głosowania w sprawie przedłużenia pracy doraźnej komisji ds. Nowego Centrum Łodzi.

Urażeni radni dogadali się potajemnie z klubami SLD i PiS, by usunąć Tomasza Kacprzaka (PO) z funkcji przewodniczącego rady miejskiej i zgłosili na przewodniczącą rady Joannę Kopcińską. Zepchnięci do narożnika radni klubu PO demonstracyjnie opuścili salę obrad w czasie głosowania i w ten sposób Kopcińska została przewodniczącą rady miejskiej.

Jeszcze tego samego dnia Donald Tusk wyrzucił grupkę wywrotowców, wraz z Kopcińską, z Platformy. Założyli w radzie miejskiej klub Łódź 2020. Klub głosował przeważnie tak jak PiS m.in. w sprawie nadania imienia Lecha Kaczyńskiego skwerowi w centrum miasta, na którym miał stanąć pomnik prezydenta RP.

Kaczyński w ogrodzie Kopcińskiej

W maju 2014 roku Jarosław Kaczyński przyjechał niespodziewanie do Łodzi, by przedstawić kandydatkę na prezydenta miasta w jesiennych wyborach. Została nią Joanna Kopcińska. Było to niespełna tydzień przed wyborami do Parlament Europejskiego, kiedy wszyscy żyli zupełnie innymi kandydatami, a o wyborach samorządowych jeszcze nikt nie myślał.

Prezentacji dokonano w przydomowym ogrodzie Joanny Kopcińskiej na łódzkim osiedlu Złotno. W czasie wizyty prezesa PiS zebrała się rodzina Joanny Kopcińskiej – mąż, syn, wówczas maturzysta, dalsi krewni, a po ogrodzie hasały dzieci. Jarosław Kaczyński podkreślał, jak ważna jest polska rodzina, o którą rząd PO nie dba, tylko ją eksploatuje.

Namaszczona przez Kaczyńskiego Joanna Kopcińska podkreślała, że jest lekarzem (często to zaznacza w wypowiedziach publicznych), wie jak pomagać innym, angażuje się w pomoc starszym i słabszym.

„Byłam członkiem PO. Niestety, Platforma opuściła nas wszystkich. W Łodzi pani prezydent Hanna Zdanowska, szefowa PO nie zadbała o godne życie seniorów, edukację dzieci, a zajęła się przepychankami politycznymi, marnowaniem setek milionów publicznych pieniędzy.

Pani prezydent z PO inwestuje w beton, my chcemy inwestować w człowieka, w rodzinę.

Poznałam ludzi PO. Nie mogłam z nimi realizować dobrych dla miasta projektów. Ludzie ci zajęci byli przede wszystkim konfliktami, przepychankami politycznymi i przejadaniem owoców władzy. Poznałam także ludzi PiS i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To człowiek, który chce służyć ludziom, słuchać Polaków. Ja chcę go w tej służbie wspomóc. Mam nadzieję, że razem uda nam się zmienić nasze miasto i że łódzka rodzina stanie wreszcie na nogi” – mówiła Joanna Kopcińska.

Tę kandydaturę wymyślił Marcin Mastalerek, wówczas szef PiS w regionie łódzkim. I to on zaaranżował konferencję w ogrodzie. Kopcińska miała być przeciwwagą dla ubiegającej się o reelekcję Hanny Zdanowskiej z PO w wyborach samorządowych w 2014 roku. Smaku rywalizacji dodawał fakt, że Hanna Zdanowska i Joanna Kopcińska były kiedyś koleżankami w Platformie.

Straciła stanowisko, bo broniła skweru Lecha Kaczyńskiego

Minęły dwa dni od konferencji prasowej w ogrodzie, a Joanna Kopcińska straciła stanowisko przewodniczącej rady miejskiej. Poszło o skwer Lecha Kaczyńskiego. Twój Ruch przygotował obywatelski projekt uchwały, by odebrać skwerowi patrona. Podpisało go 7 tysięcy łodzian. Kopcińska, jako przewodnicząca rady, nie chciała dopuścić do wprowadzenia uchwały na posiedzenie rady miejskiej. Wyszukiwała kruczki prawne, by zablokować projekt obywatelski. Radni odwołali Kopcińską. Nie pomogła nagła wizyta w Łodzi posłów Witolda Waszczykowskiego i Marcina Mastalerka, którzy przekonywali radnych SLD (bo od nich zależał wynik głosowania), by jednak jej nie odwoływali.

Kopcińska przegrała ze Zdanowską

W czasie kampanii wyborczej w 2014 roku Kopcińska odcinała się od PiS twierdząc, że jest bezpartyjną i apolityczną kandydatką na prezydenta Łodzi, nie należy do PiS, ani nie będzie należeć. Często wypowiadała się w stylistyce medycznej: że jest lekarzem, że będzie diagnozować problemy miasta, pomagać starszym, biednym, potrzebującym. Mówiła też, że łódzkie rodziny są najważniejsze, że chce inwestować w człowieka, a nie jak prezydent Zdanowska w beton (obecna prezydent przeprowadza wielkie inwestycje drogowe, rewitalizuje stare kamienice).

Zdanowska pokonała ją już w pierwszej turze. Kopcińską poparło 22,84 proc. wyborców, Zdanowską – 54,1 proc.

Joanna Kopcińska zdobyła mandat do Sejmiku Wojewódzkiego, ale już rok później wystartowała w wyborach do Sejmu. Dostała trzecie miejsce na łódzkiej liście PiS za prof. Piotrem Glińskim i za Piotrem Pszczółkowskim, adwokatem rodzin smoleńskich, w tym Jarosława Kaczyńskiego (obecnie sędzią Trybunału Konstytucyjnego). Zdobyła prawie 18 tysięcy głosów.

„Słucham biskupów”

Joanna Kopcińska zawsze ubierała się na czarno. Taki ma styl. To się zmieniło w czasie „Czarnych Marszów” i protestów kobiet przeciw zaostrzaniu ustawy. Zapewne żeby nie być posądzoną o sprzyjanie protestującym kobietom, zaczęła nosić kolorowe stroje. Pytana o jej stosunek, jako kobiety, polityka i lekarza, do prób zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, udzielała wymijających odpowiedzi.

„Największym ekspertem jest dla mnie Jan Paweł II. Jestem katoliczką. Kieruję się zasadami mojej religii. Słucham biskupów, ale posłucham oczywiście lekarzy i kobiet. I wtedy podejmę decyzję. Nie dam się sprowokować, by podejmować ją wcześniej” – mówiła wiosną 2016 roku. W ogóle odkąd związała się z PiS zaczęła demonstrować swoją religijność.

Joannę Kopcińską PiS wskazał do prac w sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Wtedy zaczęto spekulować, że będzie kandydatką PiS w wyborach na prezydenta Łodzi w 2018 roku. Miałby to być rewanż na Zdanowskiej za wybory w 2014. Wśród potencjalnych kandydatów PiS wymienia się także Waldemara Budę, posła PiS z Łodzi, prawnika.

Jednak wybór Joanny Kopcińskiej na rzecznika prasowego partii to znak, że Kopcińska znów może stanąć w wyborach przeciwko Hannie Zdanowskiej. Jako rzecznik stanie się znacznie lepiej rozpoznawalna. A prace komisji śledczej ds. Amber Gold mają potrwać ok. dwóch lat, czyli zakończą się akurat przed wyborami samorządowymi w 2018 roku.

Jesienią 2016 roku została przewodniczącą PiS w Łodzi. Dziś rozpoczyna pracę rzecznika prasowego rządu Mateusza Morawieckiego.



Masz cynk?