29 października 2020

Karmią nas kultem powstań i strajków, czego się spodziewali? 5 głosów młodych

"Wiemy, że państwo nie traktuje nas poważnie, odstawia jakieś cyrki, a media reżimowe uprawiają dziką propagandę. A że cyrki częstokroć odbywają się przeciwko nam, to nic dziwnego, że boimy się i jesteśmy wściekli" - mówi M. (17 lat). Czego rząd się spodziewa, jeśli wkurza młodzież?

"Żyjemy w Polsce. Od dziecka karmi się nas kultem powstań, strajków, aktywnego sprzeciwu, nawet jeśli czasem są one tylko romantycznym zrywem czystej desperacji, bez nadziei na rzeczywisty skutek. I czego rząd się spodziewa, jeśli wkurza młodzież?" - M. (17 lat.)

"Protestuję, bo jestem wściekła. Żyłam w szczęśliwej bańce, gdzie wydawało mi się, że wszyscy jesteśmy równi. Decyzja Trybunału dobitnie pokazała, że według partii rządzącej kobiety nie są ludźmi, a inkubatorami" - Z.K. (19 lat)

"Tego dnia, gdy usłyszałam, jaki wyrok zapadł, niemal się popłakałam. Od piątku uczestniczę we wszystkich protestach ze świadomością, że odebrano nam nasze podstawowe prawo o samostanowieniu o sobie. Prawo już ubogie, jednak teraz została nam odebrana nawet jego namiastka" - ZOL (18 lat.)

Pełne komentarze piątki młodych uczestników protestów publikujemy w dalszej części artykułu.

Młodzi i strajk kobiet - jak to się stało?

„Wypierdalać” i „Jebać PiS” – wyrazy, które przed 22 października byłyby wykropkowane i nie trafiły do mainstreamu teraz się w nim rozgościły. 25-latka opowiadająca na facebooku OKO.press w transmisji na żywo z protestu, że się czuje staro i cieszy się, że jest tyle młodych osób, bo Polska ma przyszłość. Masy młodych ludzi, głównie dziewczyn i młodych kobiet, protestujące nawet w niewielkich miasteczkach. Niby po „Czarnym Proteście” z 2016 roku było wiadomo, że protesty będą, ale nie w takiej skali i nie z taką wściekłością. Pytanie jak to się stało?

Laicyzacja

Szukając socjologicznych wytłumaczeń można odwoływać się do przemian społeczno-kulturowych i stopniowej laicyzacji społeczeństwa, w szczególności widocznej wśród ludzi młodych. Osób wychowanych na serialach Netflixa, internecie, spędzających wakacje zagranicą, bardziej kosmopolitycznych i zwesternizowanych. To jednak jest banał, który tłumaczy postawę wobec aborcji, ale nie wyjście na ulicę. Musiało się zatem zadziać coś więcej.

Niepewność

Lepszym, ale wciąż dalekim od ideału wytłumaczeniem może być niepewność przyszłości – bardziej uogólniona, wynikająca z obaw o przyszłość planety, globalne ocieplenie, itp. i ta konkretna związana z prekaryzacją rynku pracy, obawami o przyszłość i stabilne zatrudnienie. Z całą pewnością nie pomaga pandemia, która dokłada się do tej niepewności i – jak było widać w pamiętnikach „Życie codzienne w czasach koronawirusa” – może nie wywraca wszystkim całego świata do góry nogami, ale uwypukla problemy i trudności, jakie ludzie mieli już wcześniej. Prowadzi też do zwiększonego poziomu lęku i niepewności.

Stosunek do "innych"

Wreszcie pora na działania PiS i szerzej władz, w stosunku do osób LGBT i wszystkich „innych”, którzy za tą inność są i mogą być prześladowani. Przemoc szkolna i rówieśnicza to jest trauma, z którą rząd nie tylko sobie nie radzi, ale według wielu młodych osób jest główną przyczyną i przeszkodą w normalnym, codziennym życiu. Normalnym i codziennym w rozumieniu młodzieży, a nieakceptowalnym i chorym, dla władz kraju, poszczególnych samorządów czy Kościoła.

Młodzież jak przedmiot

Dodatkowo, jak pokazał czas pandemii, ale widoczne było to także wcześniej, dla rządu młodzież nie jest i nie była podmiotem polityki, tylko jej przedmiotem.

Decyzje dotyczące młodych ludzi zapadały nie tylko bez ich jakiegokolwiek udziału, ale także nie były komunikowane bezpośrednio do nich. Przykładem tego może być przemawiający minister Piątkowski, który w czasie konferencji, na których ogłaszano przejście szkoły na zdalny tryb nauczania czy też sposób przeprowadzenia matur i egzaminów ósmoklasisty, nie próbował nawet skierować swojego komunikatu do młodzieży.

Przepaść

Wszystko to prowadzi do powstania przepaści pomiędzy rządzącymi a młodymi ludźmi i tworzy fundamenty, na które składa się rozbieżność światopoglądu, brak jasnych perspektyw na przyszłość, a tym samym poczucie, że nie ma się zbyt wiele do stracenia, wreszcie traumatyczne doświadczenia – swoje i najbliższych kolegów i koleżanek.

Dodajmy do tego obawy o zdrowie swoich bliskich i dosyć oczywiste dla osób pragnących założyć w przyszłości rodzinę lęki o zdrowie i życie swoich dzieci. Jednak przede wszystkim brak poczucia, że sami możemy decydować o swoim losie i prowadzić niezależne życie, bez Kościoła, partii i policji, zaglądających nam pod przysłowiową kołdrę.

Prawo do samostanowienia

Wyrok TK uderza we wszystkich, ale bezpośrednio uderza w kobiety. Uczucie odebrania podmiotowości i prawa do samostanowienia, które przez starsze pokolenia kobiet nie zawsze było zauważane, nie zawsze budziło sprzeciw a nawet w niektórych przypadkach po prostu było akceptowane jako element roli kobiety wynikającej z religii i tradycji, dla młodych kobiet jest już nie do zaakceptowania.

W połączeniu z doświadczeniem odbierania podmiotowości z racji na młody wiek, poczuciem przepaści pomiędzy realnym życiowym doświadczeniem a słowami rządzących, to uprzedmiotowienie wzbudziło potężną wściekłość.

Tak to widzimy na poziomie teorii, poniżej część kluczowa artykułu, czyli komentarze nastolatek i nastolatków, jak to widzą i czemu protestują. Jak podkreślają, po części nie zgadzają się z naszą perspektywą. Wskazanie rozbieżności między teorią i poszczególnymi opiniami pozostawiamy czytelnikom. Tekstów nie redagowaliśmy i nie skracaliśmy, by pozostawić bezpośredni opis emocji i motywacji młodych ludzi.

J. (18 lat)

Na początku wspomnę, żeby było jasne - jestem osobą transpłciową, i chociaż używam męskich form osobowych, to problem zakazu aborcji jak najbardziej mnie dotyczy, ponieważ posiadam macicę.

Protestów dziejących się teraz w całej Polsce tak naprawdę można było się spodziewać. Jestem uczniem klasy maturalnej, a właściwie od początku gimnazjum udzielam się jakoś politycznie - chociażby w MSK czy chodząc na Parady Równości. Jednak w tym roku - czy to ze względu na pandemię, czy na ogólne “przejedzenie” społeczeństwa postanowieniami rządu ograniczającymi wolność i niszczącymi młodym ludziom przyszłość - zrobiło się poważniej, niż w poprzednich latach. Rząd pozwala sobie na coraz więcej przez to, że ludzie są w pewnym sensie sparaliżowani pandemią.

Ale w dobie internetu i globalizacji wydawanie pokątnych nakazów i zakazów nie wystarczy, żeby to społeczeństwo przydusić - dużo ludzi, zwłaszcza młodych, edukuje się w tematach społeczno-politycznych samodzielnie, mając łatwy dostęp do właściwie każdego możliwego punktu widzenia.

Zresztą, chyba zawsze to młode pokolenie jest napędem do zmian (chociaż na protestach są ludzie w każdym wieku!).

Osobiście w tym roku nie byłem na żadnym proteście, czy to klimatycznym (miałem pecha i na oba się rozchorowałem), czy to w obronie Margot (byłem na wakacjach, kiedy cała sytuacja miała miejsce), i trochę mnie to frustruje; na te obecne też nie dam rady pójść, bo policja jest wrogo nastawiona do protestujących, gazują, pozwalają na przemoc ze strony nacjonalistów (chociażby na niedzielnym proteście na Krakowskim Przedmieściu), a ja wiem, że w takiej sytuacji zwyczajnie bym spanikował i do niczego się nie przydał. Ale są inne sposoby walki. Razem z M. zamówiliśmy wlepy z numerem do Aborcji Bez Granic i z hasłami pro-LGBT i anty-policyjnymi. Na przykościelnej tablicy nakleiłem plakat Strajku Kobiet (niestety został zerwany). Udostępniam na FB artykuły i transmisje z protestów.

Źle się dzieje w Polsce. I naszym obowiązkiem jest temu zapobiec.

M. (17 lat)

Widzę nastroje wśród moich znajomych. Wszyscy jesteśmy wściekli. Wszyscy się boimy. I mamy ku temu powody. Nastroje nie eskalują, one się teraz po prostu uzewnętrzniają.

Młodzież nie jest głupia, mamy dostęp do niezależnych mediów, sami często aktywnie działamy. Widząc w internecie lub wręcz na żywo, co dzieje się naprawdę, a jaka jest narracja w mediach państwowych, nie mamy szans nie zauważyć, że coś się nie zgadza. Choćby przykład: po “akcie wandalizmu” na budynku MEN-u, niech będzie przeklęty, specjalnie obejrzałam “Wiadomości”. Oczywiście, materiał pojawił się jako “Atak bojówkarzy LGBT”, cały reportaż zrobił absolutnego fikołka retorycznego, ale ani słowa nie wspomniano o tym, że całą akcję zainicjowano, by zwrócić uwagę na homofobię w polskich szkołach. A na murach MEN-u wypisano imiona dzieciaków, które przez nią się zabiły.

Wiemy, że państwo nie traktuje nas poważnie, odstawia jakieś cyrki, a media reżimowe uprawiają dziką propagandę. A że cyrki częstokroć odbywają się przeciwko nam, to nic dziwnego, że boimy się i jesteśmy wściekli.

Żyjemy w Polsce. Od dziecka karmi się nas kultem powstań, strajków, aktywnego sprzeciwu, nawet jeśli czasem są one tylko romantycznym zrywem czystej desperacji, bez nadziei na rzeczywisty skutek. I czego rząd się spodziewa, jeśli wkurza młodzież?

Wszyscy mamy dość. Wszyscy jesteśmy źli, zmęczeni bezsilnością wobec rządzących, ich chamstwem (bo przepychania takich zmian, w taki sposób, w czasie, gdy nie można nawet legalnie wyjść na ulicę inaczej nie da się nazwać). Nie mamy innej drogi. Dlatego działamy.

Jebać pis.

Z.K. (19 lat)

Za mną trzeci dzień protestów w Krakowie, przede mną wiele kolejnych. Chodzą pogłoski o czekającej na nas wrogo nastawionej bojówce kiboli. Wydaje mi się, że z dnia na dzień dołącza do nas coraz więcej ludzi. Najbardziej boję się gazu łzawiącego, bo noszę soczewki – nie chcę, aby moja walka skończyła się na SOR. W piątek puścili gaz, w niedzielę tylko widziałam butle w gotowości, kiedy z tarczami ustawili się wokół grupki ludzi z transparentem i megafonem.

Na transparencie było zdjęcie noworodka, który wyglądał jak zdrowy, choć słaby wcześniak. Podpisane: dziecko poddane aborcji w 24 tygodniu ciąży. Zastanawiam się, czemu na takich banerach nigdy nie ma zdjęć płodów faktycznie poddanych aborcji – zazwyczaj widzę tylko płody poronione. Lub takie, które umarły w łonie i musiały zostać poddane mechanicznemu usunięciu. Ciekawe, czy ci ludzie o tym wiedzą i z pełną tego świadomością umieszczają na swoich plakatach mylące obrazy i fałszywe informacje.

Protestuję, bo jestem wściekła. Żyłam w szczęśliwej bańce, gdzie wydawało mi się, że wszyscy jesteśmy równi. Decyzja Trybunału dobitnie pokazała, że według partii rządzącej kobiety nie są ludźmi, a inkubatorami.

Prawa śmiertelnie chorego płodu są ważniejsze niż prawa kobiet. Jeśli jesteśmy postawieni przed następującym wyborem: dokonać aborcji na płodzie, który nie ma rozwiniętego układu nerwowego lub pozwolić mu się rozwinąć razem z licznymi letalnymi wadami – tak, by potem mógł umrzeć w cierpieniu, skazując już człowieka na niewyobrażalny ból i matkę na traumę, decyzja nie powinna sprawiać problemów. A jednak, niektórzy cenią swoje sumienie bardziej.

Na zakazie aborcji nie zyskują kobiety, zmuszone nosić pod sercem trupa. Nie zyskują też dzieci, które i tak nie mają przed sobą świetlanej przyszłości. Korzyść z decyzji czerpią jedynie sumienia panów w garniturach i koloratkach. Nie boli tak bardzo, jeśli odwróci się wzrok.

Zol (18 lat)

W Trybunale Konstytucyjnym, 22 października zapadła decyzja uznająca kobietę za obywatela trzeciej kategorii. W hierarchii stanęła niżej od płodu. Tego dnia, gdy usłyszałam, jaki wyrok zapadł, niemal się popłakałam. Od piątku uczestniczę we wszystkich protestach ze świadomością, że odebrano nam nasze podstawowe prawo o samostanowieniu. Prawo już ubogie, jednak teraz została nam odebrana nawet jego namiastka.

Widziałam dantejskie sceny wywoływane przez rzekomych obrońców życia, ignorancje policji, szarpaniny wywołane tylko tym, że wszyscy, solidarnie z kobietami wyszli na ulice miast. Aborcja dotyczy nas wszystkich, to zjawisko powszechne.

Może dotknąć mnie, Ciebie, czyjąś córkę, przyjaciółkę, kuzynkę, matkę. Aborcja jest prawem. Jej brak nie doprowadzi do tego, że urodzi się więcej dzieci, tylko do tego, że więcej z nich będzie cierpieć lub ginąć w agonii, a wraz z nimi ich matki i ojcowie. Jeśli osoba nie chce urodzić, jest skłonna uczynić wszystko, by temu zapobiec. Wyrok jaki został na nas wszystkich wydany skazuje, odbiera wybór. Ludzie o różnych poglądach, orientacjach i wyglądzie wyszli na ulice, by temu wszystkiemu się sprzeciwić - temu całemu cierpieniu jakie nam się szykuje.

Może, zamiast zakazywania nam wszystkiego co niechrześcijańskie i nieetyczne w fanatycznych fantazjach panów w garniturach i sutannach, prawo zacznie w końcu być opierane na nauce i zdobytych przez nią informacjach? Ile lat jeszcze ma upłynąć, by do tego doszło.

Mogłabym tu mówić i mówić o tym, jak przebiega ciąża, co czuje kobieta i życie jakie tworzy podczas ciąży, aborcji, poronienia i porodu, jednak powiem tylko tyle: jeśli nie chcesz dokonać aborcji to jej nie rób, lecz nie zabraniaj jej innym. Uczmy się! Nie tylko edukujmy, nabierajmy empatii i szacunku do cudzych potrzeb i poglądów, nie nastawajmy na nie, gdyż każdy ma prawo do całej swojej osoby. I decydowania o sobie.

A. (18 lat)

Od pięciu lat jako społeczeństwo żyjemy niejako w dwóch równoległych światach. Przekaz, który trafia do połowy Polaków opiera się na stworzonej przez TVP surrealnej interpretacji rzeczywistości. Ci, którzy w ostatnich dniach oglądają media publiczne, usłyszą raczej o lewackich bojówkach czy wandalizmie, a nie o walce z opresyjną władzą, która wykorzystując pandemię odbiera kobietom prawa człowieka. To dlatego nie potrafimy i najpewniej się nie dogadamy. Czemu? Bo bazujemy swój ogląd na tę sytuację na dwóch przeciwstawnych przekazach.

Od czwartku, kiedy zaczęły się intensywne protesty przeciwko nieludzkiemu „wyrokowi” Trybunału Konstytucyjnego, podział uwidocznił się jeszcze bardziej. Mamy do czynienia ze zmasowaną akcją propagandową prawicy mającą na celu zdyskredytowanie protestów. Prawdopodobnie wczoraj [we wtorek 27 października - przyp. red.] na placu Trzech Krzyży w Warszawie policja specjalnie nie reagowała na uliczne walki demonstrantów z bojówkami narodowo-kibolskimi. PiS chce mieć dobre usprawiedliwienie do wyprowadzenia wojska na ulicę, a pewnie ostatecznie stanu wyjątkowego.

Prezes Kaczyński bezwzględnie wykorzystuje sytuację, aby wprowadzić w Polsce pełny autorytaryzm, gdzie dozwolone są tylko partie opozycyjne, które w jego mniemaniu nie zagrażają bezpieczeństwu państwa. Najpierw zaostrzą restrykcje tłumacząc wzrost zachorowań protestami „faszystowskiej lewicy”. Potem, jak zobaczą, że ludzie przestali się bać rządowych rozporządzeń i sił policyjnych na ulicach, wprowadzą stan wyjątkowy. To, co stanie się potem, pozostaje w sferze domysłów, ale scenariusze zaczynają się na radykalnych, a kończą na bardzo radykalnych.

PiS otworzył puszkę Pandory i już naprawdę chyba nikt nie wie, co będzie działo się dalej. Nowogrodzka nie zamierza wyhamować ze swoją narodowo-katolicką indoktrynacją, a demonstranci nie zamierzają odpuścić.

Dla mnie osobiście wystąpienia społeczne, które zaczęły się w czwartek, to obowiązek, bo czuję, że jak nie zaczniemy zdecydowanie się sprzeciwiać, to rządzący będą czuli się bezkarnie w swoich kolejnych krokach ograniczania naszej wolności. I dlatego od czwartku, każdego dnia, wychodzę na ulicę pokazać i wykrzyczeć, co myślę.

O autorach analizy:

Magdalena Kocejko - badaczka społeczna, socjolożka, doktorantka w Katedrze Polityki Publicznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Paweł Kubickidr hab., kierownik Katedry Polityki Społecznej w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Śródtytuły od redakcji

Udostępnij:

Magdalena Kocejko

Badaczka społeczna, aktywistka na rzecz praw człowieka, od ponad 18 lat związana z sektorem organizacji społecznych, autorka wielu raportów i opracowań dotyczących sytuacji osób z niepełnosprawnościami w Polsce, doktorantka w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Naukowo zajmuje się polityką wobec niepełnosprawności, a w szczególności wobec kobiet z niepełnosprawnościami. Członkini kolektywu Artykuł 6.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne