„Często nie daje się otwierać okien w domach czy przebywać na powietrzu w promieniu wielu kilometrów od ferm. W okolicy rozmnażają się w dodatku gryzonie i muchy. Zagrożone mogą być ujęcia wody” - pisze RPO Adam Bodnar o życiu ludzi obok ferm. PiS przepycha przepisy ograniczające Polakom prawo do zabierania głosu w sprawie uciążliwych inwestycji

„Ciągnęło nas na wymioty. Do pierwszej w nocy zaklejaliśmy wentylację. Ale smród i tak wszedł do środka. Poduszki i kołdra przesiąkły. Kiedy się rano obudziłam, czułam w ustach norczą kupę”.

„Nie idzie wytrzymać. Dorosłego ciągnie na wymioty, a co dopiero dzieci. Oczy łzawią. Mamy alergię. Podejrzewam, że to przez gazy w smrodzie. […] Jemy śniadanie – wali norką, jemy obiad – wali norką, jemy kolację – wali norką, zasypiamy – wali norką” – tak mówili w lutym 2019 roku reporterowi „Wyborczej” mieszkańcy wsi Kawęczyn i Marzenin (woj. wielkopolskie), nieopodal których fermy norek zbudował Rajmund Gąsiorek, największy polski hodowca tych zwierząt.

Podobnych historii jest w Polsce wiele. O części z nich mówi raport „Uciążliwe inwestycje – działania Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie ochrony środowiska” przygotowany przez Biuro RPO.

„Rzecznikowi od lat skarżą się ludzie mieszkający w pobliżu zakładów przemysłowych, ferm trzody chlewnej, drobiu, czy zwierząt futerkowych, wysypisk, składowisk oraz spalarni odpadów, ubojni i innych obiektów, które powodują uciążliwe zapachy” – czytamy w raporcie.

„Często nie daje się otwierać okien w domach czy przebywać na powietrzu w promieniu wielu kilometrów od ferm. W okolicy rozmnażają się zaś gryzonie i muchy. Zagrożone mogą być ujęcia wody. Ponadto spada wartość nieruchomości”.

Niestety, teraz taką inwestycję będzie można łatwiej zrealizować. A to dzięki nowelizacji ustawy o ocenach oddziaływania na środowisko (OOŚ) – zwanej potocznie „środowiskową” – która w piątek 19 lipca 2019 przeszła przez Sejm.

„Projekt dotyczy kilkudziesięciu typów uciążliwych inwestycji – od ferm kur czy norek po składowiska odpadów, garbarnie, maszty telekomunikacyjne czy azbestownie” – pisze RPO.

We wtorek 30 lipca zajmie się nią senacka komisja, a w tym samym tygodniu Senat ma ją przyjąć lub odrzucić. Biorąc pod uwagę to, że w Sejmie poszło gładko, to w Senacie scenariusz raczej nie będzie inny.

Pracowania na rzecz Wszystkich Istot przygotowała apel do senatorów, by odrzucili jednak proponowane zmiany NIE dla antyspołecznego i antyprzyrodniczego Lex Investor”Apel można wciąż podpisać.



Powyżej 100 metrów nie podskoczysz

Niszczące komfort codziennego życia przedsiębiorstwa działają w całej Polsce. To nie tylko ferma norek obok Kawęczyna i Marzenina w Wielkopolsce, ale np. też (mowa o nich w raporcie RPO)

  • „zagłębie” kurzych ferm w powiatach żuromińskim i mławskim na Mazowszu,
  • zakłady przetwórstwa mięsnego w gminie Kaczory (woj. wielkopolskie),
  • zakłady utylizacji szczątków zwierzęcych i padliny w Śmiłowie (woj. wielkopolskie).

A planowane są następne, jak choćby fermy drobiu w Kruszynianach  i Kundziczach (woj. podlaskie). Spodziewając się korzyści gospodarczych dla regionu, samorządy często się na takie inwestycje godzą. Nawet wbrew woli własnych mieszkańców.

Przed rozpoczęciem tego rodzaju inwestycji musi zostać wydana tzw. decyzja środowiskowa, ponieważ mają one duży wpływ na otoczenie przyrodnicze  i społeczne. Na razie jest tak, że stroną w postępowaniu administracyjnym dotyczącym wydania takiej decyzji może być każdy, kto jest właścicielem działki przylegającej do tej, na której ma powstać np. ferma kur czy spalarnia śmieci.

Ale Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (GDOŚ) – bo to ona, jak na ironię, jest inicjatorem noweli – ma inny pomysł: chce, by za bezpieczną granicę oddziaływania uciążliwej inwestycji uznać odległość 100 m. I to nie od granicy działki, na której może ona zostać ulokowana, ale od miejsca, na którym zostanie faktycznie postawiona.

Oznacza to, że osoby mieszkające w odległości większej niż 100 m, nie będą mogły włączyć się w postępowanie administracyjne, które mogłoby zatrzymać budowę takiej inwestycji.

A przecież fermy czy inne hodowle cuchną nawet na odległość kilku kilometrów. Nie wspominając o innych konsekwencjach środowiskowych, jak choćby produkcja ścieków. Ten problem dotknie głównie mieszkańców wsi i mniejszych miejscowości, bo to przede wszystkim tam lokalizuje się takie uciążliwe obiekty.

Zdrowe środowisko to wartość chroniona przez konstytucję

„Zdrowe środowisko jest niezbędne dla dobrostanu człowieka. Jako takie, należy ono do nadrzędnych wartości konstytucyjnych i zasługuje na szczególną ochronę ze strony władz publicznych – o czym wprost stanowi art. 74 ust. 2 Konstytucji RP” – przypomniał niedawno RPO Adam Bodnar w wywiadzie dla portalu „Teraz Środowisko”.

  • Ochrona środowiska w Konstytucji

    Art. 74. Ochrona środowiska jako obowiązek władz publicznych


    Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.
    1. Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom.
    2. Ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych.
    3. Każdy ma prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska.
    4. Władze publiczne wspierają działania obywateli na rzecz ochrony i poprawy stanu środowiska.

Rzecznik wskazuje również na inne problemy, jakie stworzy nowelizacja:

  • mieszkańcom trudniej będzie zdobywać informacje o toczącej się sprawie, w której są stroną;
  • prawo do uczestniczenia w postępowaniach dotyczących miejsca zamieszkania stracą ci, którzy nie zadbali wcześniej o to, by ich dane były wpisane do księgi wieczystej;
  • prawo uczestnictwa w postępowaniach stracą też ci, którzy teraz są ich stronami (w przypadku spraw, które nie zakończą się przed wejściem zmian w życie).

Ale jeśli ta ustawa ostatecznie przejdzie – zaakceptuje ją Senat i podpisze prezydent – to może się skończyć skargą do Komisji Europejskiej, o czym już się nieoficjalnie mówi. A to dlatego, że

procedowane przepisy noweli ustawy środowiskowej wchodzą w kolizję z przepisami unijnymi.

Zdaniem Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, która pierwsza informowała o niebezpieczeństwach płynących z nowelizacji, chodzi o:

  • Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/92/UE z dnia 13 grudnia 2011 roku w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko.
  • A także Konwencję o Dostępie do Informacji, Udziale Społeczeństwa w Podejmowaniu Decyzji oraz Dostępie do Sprawiedliwości w Sprawach Dotyczących Środowiska (tzw. Konwencją z Aarhus).

Z tego względu, że planowane przepisy ograniczają społeczeństwu dostęp do procedury odwoławczej.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press