Nie tylko Mariusz Muszyński i prokuratorzy podlegli Ziobrze chcą być w nowym SN. OKO.press znalazło na liście też prezesów sądów z nominacji ministra Ziobry i sędziów pracujących w ministerstwie sprawiedliwości. Ale do SN kandydują też niezależni prawnicy, czy osoby mające kontakty z bezpieką w PRL-u

Listę 205 kandydatów do Sądu Najwyższego wybrana przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa (na zdjęciu jej rzecznik, Maciej Mitera) opublikowała wczoraj, 2 sierpnia 2018. Sylwetki części kandydatów bliskich obecnej władzy opublikowaliśmy w OKO.press. Dziś przedstawiamy kolejnych kandydatów związanych z PiS.

Do SN kandyduje kilku prezesów sądów, którzy nominację na to stanowisko dostali od ministerstwa Zbigniewa Ziobry:

Piotr Niedzielak, prezes Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, wcześniej pracował w ministerstwie sprawiedliwości na delegacji,

Jacek Grela, prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku,

Rafał Dzyrl, prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie,

Konrad Wytrykowski, prezes Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu,

Jolanta Korwin-Piotrowska, prezes Sądu Okręgowego w Białymstoku.

Kolejni kandydaci pracowali lub nadal pracują na delegacji w ministerstwie sprawiedliwości. To sędzia Krzysztof Piaseczny i sędzia Dariusz Cieślik.

Z resortem sprawiedliwości nadal jest związany dr Kamil Zaradkiewicz, który wcześniej pracował w Trybunale Konstytucyjnym gdy kierował nim m.in. Andrzej Rzepliński. Zaradkiewicz zasłynął atakowaniem niezależnego TK w czasie przejmowania Trybunału przez PiS.

Z resortem ministra Ziobry  jest też powiązana Małgorzata Manowska, szefowa Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, w I rządzie PiS zastępczyni ministra Ziobry. To ona jest typowana na nowego prezesa SN.

Wśród kandydatów jest kilku sędziów, którzy zostali nominowani przez obecne kierownictwo resortu sprawiedliwości na rzeczników dyscyplinarnych w sądach powszechnych. Część rzeczników wyznaczył jednak przymusowo resort, bo brakowało kandydatów na to stanowisko.

Kandyduje sędzia Tomasz Uściłko, wizytator w Sądzie Okręgowym w Suwałkach, który nominację dostał od obecnego prezesa tego sądu. Prezesem jest Jacek Sowul, nominat Ziobry. Sowul spotkał się z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem w Wilnie i chciał dyscyplinarki dla sędziego, który uniewinnił działaczy KOD postawionych przed sądem za zakłócenie kampanii wyborczej Anny Anders. W sądzie w Suwałkach są zaskoczeni tą kandydaturą, ale nie krytykują sędziego Uściłko.

Jest sędzia Ewa Stryczyńska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. O Stryczyńskiej było głośno w czasie pierwszych rządów PiS. Została wtedy wicedyrektorką Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Powołał ją minister Ziobro. Jak pisała wtedy „Gazeta Wyborcza”, sędzia była zaufaną Lecha Kaczyńskiego. W 2001 roku była sprawcą wypadku samochodowego, w którym ucierpiały cztery osoby. Nie miała jednak procesu, bo sąd dyscyplinarny nie uchylił jej immunitetu.

„Sposób życia Romów budzi kontrowersje”

Adam Kanafek z Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej jest rzecznikiem dyscyplinarnym powołanym przez ministra Ziobrę. Zasłynął wyrokiem dotyczącym Romów. Sędzia Kanafek umorzył sprawę rasistowskiego wpisu w internecie pod adresem miejscowych Romów. W uzasadnieniu umorzenia napisał m.in. „Nie jest tajemnicą, że sposób życia Romów budzi kontrowersje i nierzadko spotyka się z dezaprobatą społeczną. Oskarżony skrytykował niewłaściwe zachowania, w szczególności dotyczące uchylania się od przyjętych zasad zarobkowania”.

Sąd przekonywał, że Romowie są mniejszością etniczną nieskorą do asymilacji i zdobywania wykształcenia, a ich skłonność do żebrania w miejscach publicznych jest powszechnie znana. – Te spostrzeżenia sąd uważa za niewymagające wiedzy specjalistycznej, są one dostępne w oparciu o potoczne obserwacje – napisał sąd w składzie z sędzią Kanafkiem. Wyrok ten pomógł skasować w SN Rzecznik Praw Obywatelskich.

Oskarżeni o kontakty z bezpieką

Kandydatem jest Zbigniew Luboch z Rzeszowa, którego w 2001 roku sąd lustracyjny uznał go prawomocnie za kłamcę lustracyjnego. Sąd uznał, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, w którym napisał, że nie współpracował w PRL-u z organami bezpieczeństwa. W efekcie tego wyroku pozbawiono go prawa wykonywania zawodu adwokata.

W 2010 Sąd Najwyższy na wniosek adwokata nakazał jednak wznowić proces lustracyjny, bo Luboch wygrał sprawę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Trybunał uznał, że naruszono jego prawo do rzetelnego procesu, bo adwokat z częścią dokumentów mógł się zapoznać tylko w kancelarii tajnej.

W kolejnym procesie lustracyjnym Sąd Okręgowy w Rzeszowie w 2012 roku ponownie jednak stwierdził, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Wyrok jest prawomocny. Sąd orzekł też 5-letni zakaz wykonywania zawodu adwokata, ale Luboch może już go wykonywać, bo sąd na poczet tego zaliczył okres 5 lat, gdy nie mógł wykonywać zawodu po pierwszy wyroku lustracyjnym.

Do SN kandyduje sędzia Robert Pelewicz z Tarnobrzega. Przed wakacjami ubiegał się o stanowisko w KRS, ale odpadł. Mogło mu zaszkodzić to, że w PRL-u SB zarejestrowała go jako Tajnego Współpracownika. Jak pisaliśmy w OKO.press bezpieka zmusiła go do podpisania zobowiązania o współpracy szantażem, po tym jak został on zatrzymany z kolegą. Na I roku studiów w Rzeszowie, w akademiku po pijanemu wdali się w awanturę.

W wolnej Polsce sąd lustracyjny po długim procesie w końcu uznał, że Pelewicz choć podjął w połowie lat 80. współpracę z SB jako TW „Maciek”, to nie była ona tajna (Pelewicz mówił o niej znajomym) oraz nikomu nie zaszkodził.

Pelewicz napisał SB tylko jedną charakterystykę koleżanki z zespołu ludowego, w którym tańczył oraz opisał jeden wyjazd zespołu za granicę. Sąd lustracyjny uznał, że podał on jednak bardzo ogólne informacje. W trakcie procesu lustracyjnego nie udało się ustalić z pewnością, czy Pelewicz był też autorem jeszcze kilku innych ogólnych informacji (sędzia temu zaprzeczał), czy też sfałszował te informacje oficer SB. Nie wykluczano preparowania raportów i wkładania w usta Pelewicza informacji pozyskanych z innych źródeł, bo Pelewicz unikał kontaktów z SB. Pelewicz po dwóch latach sam zrezygnował ze współpracy z SB.

„Wiara, ojczyzna, rodzina”

Mało wiadomo o innych adwokatach i radcach prawnych, którzy kandydują do SN. Adwokat Izabela Lewandowska-Malec w 2015 roku kandydowała do Sejmu z listy Kukiz’15. Była wójtem i radną gminy Świątniki Górne. Z kolei adwokat Grzegorz Górski był związany wcześniej z PiS w Toruniu. Jego motto na stronie internetowej to „Wiara, rodzina, ojczyzna”. W PRL-u należał do NZS, na początku lat 90. tworzył PC w Toruniu. PC to pierwsza partia braci Kaczyńskich. Współpracował z ROP Jana Olszewskiego. Z listy PiS był radnym PiS w Toruniu. Był też w Radzie Nadzorczej Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Do SN kandydują także:

Mariusz Muszyński, wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego,

Lidia Bagińska, wybrana z rekomendacji LPR i Samoobrony do Trybunału Konstytucyjnego za czasu I rządu PiS. Jej zaprzysiężenia odmówił jednak prezydent Lech Kaczyński,

– kilku pracowników naukowych z KUL-u,

– prof. Jan Majchrowski współpracujący z PiS. Z ramienia AWS był wojewodą lubuskim. W 2016 roku Marszałek Sejmu Marek Kuchciński powołał go na koordynatora Zespołu Ekspertów do Spraw Problematyki Trybunału Konstytucyjnego. Zespół miał pomóc rozwiązać rzekomy kryzys wokół TK,

– prof. Janusz Niczyporuk z UMCS (kawaler Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie),

– prof. Aleksander Stępkowski z UW (twórca Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, wiceminister spraw zagranicznych w latach 2015-2016),

Leszek Bosek prezes Prokuratorii Generalnej,

– grupa prokuratorów, w tym z Prokuratury Krajowej.

– prokurator Piotr Stawowy z IPN, który oczyścił z podejrzeń o współpracę z SB ambasadora w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego, męża Juli Przyłębskiej (prezes TK). W swoim oświadczeniu majątkowym wpisał, że posiada akcje pro rządowej TV Republika.

– prokurator Andrzej Witkowski, który prowadził po upadku PRL-u śledztwo w sprawie śmierci ks. Jerzego Popiełuszki,

– prokurator Waldemar Puławski, który był obrońcą prawicowego dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego, a obecnie jest w Prokuraturze Krajowej.

„Bojkot nie jest dobrą drogą”

Do nowego Sądu Najwyższego kandydują także osoby niezależne związane m.in. z Iustitią. Ich celem jest przetestowanie całej procedury i ewentualnie odwołań, jeśli wybrana przez PiS KRS ich kandydatury odrzuci. Po to kandyduje Piotr Gąciarek z warszawskiego oddziału Iustiti.

Kandydują też osoby, które chcą w Sądzie Najwyższym bronić resztek niezależności i praworządności. Po co? Prawnik – kandydat tłumaczy OKO.press :

„Jeżeli zakładamy, że władza wykonawcza chce obsadzić SN swoimi ludźmi, to obowiązkiem jest zrobienie wszystkiego, żeby do tego nie dopuścić. Wydaje się, że przykład KRS pokazuje jedno –

bojkot nie jest dobrą drogą. Po fakcie wiemy, że były realne możliwości umieszczenia w KRS rozsądnych ludzi. Niestety my – jako środowisko – nie skorzystaliśmy z okazji. Trochę na własne życzenie mamy w KRS ludzi, którzy codziennie nas kompromitują.

Nie chcę się w ten sam sposób wstydzić za SN. Poza tym część sędziów SN uzależnia swoje dalsze losy od tego, kto przyjdzie do SN. Jeżeli będą to w większości polityczni nominaci, ci sędziowie, którzy będą mogli odejdą w stan spoczynku. To oznacza dalsze pogorszenie sytuacji.

Jest jeszcze jeden argument. Jeżeli konkurs do SN jest ustawiony (a po części jest), to nie widzę powodu, żeby KRS-owi cokolwiek ułatwiać. Jest kilku doświadczonych kandydatów. Ciężko będzie ich odrzucić i jakoś racjonalnie to uzasadnić. No i na końcu, choć to nie najważniejsze, ktoś musi tą uchwałę [o nie wybraniu do SN – red.] zaskarżyć”.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym