"Sama tylko zmiana typowej zachodniej diety na bardziej zrównoważoną (zmniejszenie ilości produktów zwierzęcych o co najmniej połowę lub wykluczenie wołowiny) pozwala obniżyć emisje związane z żywnością nawet o 50 proc., a w przypadku przejścia na dietę roślinną nawet o ok. 90 proc." - pisze autorka raportu portalu naukaoklimacie.pl

„Jednak naukowcy wskazują zgodnie, że rozwiązanie problemu nadmiernej konsumpcji mięsa wymaga zmian politycznych. Na przykład w Unii Europejskiej promuje się produkcję mięsa i mleka poprzez subsydia, bez uwzględniania negatywnych efektów klimatycznych czy zdrowotnych tych działań” – pisze Anna Sierpińska z portalu nauka o klimacie w świetnie udokumentowanej analizie skutków obecnej diety mięsnej na poglębianie kryzysu klimatycznego.

Oto raport o wszystkich złych skutkach produkcji i zjadania mięsa.


Badania naukowe pokazują, że zmiany w diecie mogą jednocześnie pomóc redukować emisje gazów cieplarnianych, poprawiać jakość środowiska naturalnego i nasze zdrowie.

Takie wnioski płyną z raportów przygotowanych m.in. przez zespół czasopisma „Lancet”, UNEP, IPBES i IPCC, a także z szeregu badań i metaanaliz przedstawionych w publikacjach naukowych.

Mimo przyjęcia różnych metodyk obliczeń okazuje się, że diety zawierające dużo mięsa są najbardziej obciążające dla środowiska, w tym mają największy ślad węglowy, a powszechne przyjęcie na świecie modelu żywienia znanego na przykład z USA nie pozwoliłoby na spełnienie celów Porozumienia Paryskiego.

Rys. 1. Ekstensywna hodowla bydła mlecznego. Fot. A. Sierpińska

Krowy i spółka

Produkcja żywności jest jednym z głównych czynników globalnych zmian środowiskowych. Wlicza się w to zarówno udział w zmianie klimatu (21-37 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych, z czego ok. 80% pochodzi z rolnictwa, reszta zaś związana jest z przetwórstwem, stratami itp.) jak i użycie wody słodkiej (rolnictwo odpowiada globalnie za ok. jej 70 proc. poboru).

Produkcja żywności prowadzi także do wylesiania, utraty bioróżnorodności, zakłócania globalnego cyklu fosforowego i azotowego (ok. 30 proc. udział w zakwaszaniu gleb i ok. 80 proc. udział w eutrofizacji wód).

Mniej więcej 40 proc. powierzchni Ziemi wolnej od lodu zajmują pola i pastwiska, z czego prawie 90 proc. wykorzystuje się do produkcji żywności, resztę zaś do uprawy roślin na biopaliwa i tkaniny (Raport WRI, 2013Aleksandrowicz i in., 2016P. Behrens i in., 2017J. Poore i T. Nemecek, 2018V. Sandström i in., 2018raport Food in the Anthropocene, 2019, raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Negatywne skutki środowiskowe nie rozkładają się równomiernie na cały system żywnościowy. Hodowla zwierząt zużywa na jednostkę masy pozyskanego produktu o wiele więcej zasobów (terenu, wody, nawozów) niż uprawa roślin. Inwentarz żywy konsumuje rocznie 4,6 Gt węgla pierwiastkowego jako pasze (1,2 Gt to produkty zbożowe, 0,7 Gt pozostałości po produkcji roślinnej, a 2,7 Gt siano i trawa), z czego główne produkty wynikowe, czyli mięso i mleko, zawierają tylko 0,12 Gt węgla rocznie – 2,6 proc. tego, co zostało zjedzone przez zwierzęta.

Efektywność całego procesu jest więc bardzo niska – potrzebujemy ogromnej ilości pastwisk i pól, żeby otrzymać stosunkowo niedużą ilość białka zwierzęcego – większość składników pokarmowych paszy zwierzęta wykorzystują bowiem do utrzymywania swoich procesów życiowych.

Z tego powodu z 1 ha pola można rocznie otrzymać średnio globalnie 250 kg białka z pszenicy, a z 1 ha pastwiska jedynie 10 kg białka z wołowiny czy baraniny.

Więc

chociaż około 80 proc. światowej ziemi rolnej przeznaczone jest pod produkcję mięsa, ryb i skorupiaków z akwakultury, jajek oraz mleka, to dostarczają one jedynie niecałe 40 proc. białka i 20 proc. spożywanych przez ludzi kalorii.

(B. Bajželj i in., 2014J. Poore i T. Nemecek, 2018, raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Same emisje gazów cieplarnianych z sektora hodowlanego to szacunkowo 14-22%* emisji globalnych – ok. 44% antropogenicznych emisji CH4, 53 proc. N2O i 5 proc. CO2 (M. Rojas-Downing i in., 2017).

Wlicza się w to zarówno emisje z uprawy roślin na pasze (w tym użycie nawozów), jak i zmiany użytkowania terenów oraz np. metan z fermentacji jelitowej u przeżuwaczy. Ogólnie

bydło mięsne i mleczne, w dużej mierze ze względu właśnie na wydalany metan, odpowiada za mniej więcej 2/3 emisji z hodowli zwierząt.

Jeśli pod uwagę weźmiemy emisje z całego systemu produkcji żywności (nie tylko rolnictwo, ale także przetwórstwo i straty), to produkty pochodzenia zwierzęcego mają w nich prawie 60-procentowy udział.

Co więcej, emisje związane z produkcją rolniczą w latach 1961-2016 prawie się podwoiły, za który to wzrost w głównej mierze odpowiada sektor hodowlany (ponadto użycie nawozów i uprawa ryżu).

W tym samym czasie dostępna na osobę ilość kalorii wzrosła globalnie o 1/3, a ilość spożywanego mięsa podwoiła się. Spowodowało to ok. 50% wzrost emisji z hodowli zwierząt (P. J. Gerber i in., 2013L. D. Edjabou i S. Smed, 2013, B. Bajželj i in., 2014A. Leip i in., 2015M. Herrero i in., 2016 ,P. Behrens i in., 2017, , J. Poore i T. Nemecek, 2018raport IPCC 1,5 stopnia, raport IPBES 2019raport UNEP GEO6, 2019raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Rysunek 2: Udział poszczególnych gazów cieplarnianych w różnych obszarach związanych z produkcją zwierzęcą: energia (CO2), pasza (CO2, CH4, N2O), obornik (CH4, N2O), fermentacja jelitowa (CH4). Źródło M. M. Rojas-Downing i in., 2017.

Prowadzi to do wniosku, że diety bezmięsne powinny być lepsze dla klimatu. O ile co do tego, że faktycznie mają one mniejszy ślad węglowy naukowcy nie mają wątpliwości, to diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Żeby je określić badacze zajęli się zarówno analizami jadłospisów poszczególnych osób jak i danych grup żywnościowych, a nawet sprawdzali jakie znaczenie mają eksport i import żywności.

Gazy cieplarniane na talerzu

Typowa dla krajów rozwiniętych (USA, Europa) wysokomięsna dieta jest mniej więcej 2-2,5 razy bardziej emisyjna niż dieta roślinna. Ślad węglowy weganina to około 2,5 kg CO2e (równoważnika CO2) dziennie, wegetarianina 3,2 kg CO2e, a osób spożywających mięso – w zależności od jego rodzaju i ilości – ok. 7 kg CO2e w przypadku spożycia 100 g mięsa dziennie (dla porównania, statystyczny Polak konsumuje 200 g mięsa dziennie).

W przypadku diet roślinnych, tym co zwiększa ich ślad węglowy są wysoko przetworzone produkty takie jak kotlety sojowe czy seitan oraz egzotyczne owoce (P. Scarborough i in., 2014A. Rosi i in., 2017raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Nie ma zasadniczo wątpliwości co do tego, że najbardziej „emisyjnym” rodzajem żywności jest mięso przeżuwaczy – na przykład

w USA wołowina stanowi tylko 4 proc. detalicznego handlu spożywczego, odpowiada jednak aż za 36 proc. emisji gazów cieplarnianych związanych z amerykańską dietą.

(M. C. Heller i G. A. Keoleian, 2014).

W dalszej kolejności jest mięso innych zwierząt oraz nabiał, a na samym końcu produkty roślinne.

Dla porównania: 1 kg rosnących na polu warzyw to emisje 0,4 kg CO2e, 1 kg mięsa ryb lub kurczaków to emisje ok. 3,5 kg CO2e, a 1 kg wołowiny bez kości to co najmniej 26 kg CO2e.

Zróżnicowanie (często spore) w wynikach otrzymywanych dla poszczególnych grup produktów w różnych analizach to efekt różnic w metodyce.

Na przykład badania, które liczą wielkość emisji na kalorię, dają wyższy wpływ środowiskowy niskokalorycznych warzyw w porównaniu do badań, w których liczy się emisje na porcję (S. Biesbroek i in., 2014Aleksandrowicz i in., 2016C. Sjörs i in., 2016Q. Yue i in., 2017S. Clune, E. Crossin i K. Verghese, 2017M. Clark i D. Tilman, 2017J. Poore i T. Nemecek, 2018raport Food in the Anthropocene, 2019).

Rysunek 3: Globalne szacunki emisji gazów cieplarnianych z podziałem na kategorie zwierząt hodowlanych. Wlicza się w to emisje przypisywane do żywności, ale także innych produktów takich jak wełna, źródło: FAO, model GLEAM, 2018

Obliczenia emisji „spożywczych” można przeprowadzić też z bardziej ogólnej perspektywy – nie indywidualnych diet, ale całych państw. Okazuje się, że podejście skupiające się raczej na konsumpcji, a nie samej produkcji żywności, lepiej pokazuje jaki tak naprawdę ślad węglowy mają bogatsze narody.

Europejczycy dużą część emisji „importują” razem z paszami spożywanymi przez zwierzęta hodowlane. Wliczenie emisji z uprawy tych roślin paszowych w kraju ich producenta zaniża emisje z systemu żywnościowego w Europie.

Mięso, jaja i mleko są odpowiedzialne za ok. 80 proc. śladu węglowego europejskiej diety, z czego ok. 1/3 to emisje związane z paszami dla zwierząt (w tym wylesianie i transport).

Sama tylko soja (paszowa) jest odpowiedzialna za prawię połowę wylesiania „zawartego” w towarach importowanych do Unii Europejskiej w latach 1990-2008 (czytaj też: Nakarmić świat: czy możemy zachować lasy, uprawiać rolnictwo ekologiczne i jeść mięso?).

Rysunek 4: Plantacja soi w Kolumbii, zdjęcie Neil Palmer (CIAT), za Wikimedia (licencja CC BY-SA 2.0).

Według zespołu Vilmy Sandström uwzględnienie importu pasz daje średni ślad węglowy diety Europejczyka w wysokości 1070 kg CO2e rocznie (równowartość przejechania ok. 6 tys. km samochodem osobowym), czyli 1/3 więcej niż szacunki oparte tylko na produkcji rolnej w Europie.

Im bardziej dane państwo zależy od importu żywności (jak np. Malta czy Luksemburg) tym wyniki są bardziej zniekształcone.

W przypadku Wielkiej Brytanii wyliczenia oparte na konsumpcji pokazują, że żywność (produkowana lokalnie i importowana) odpowiedzialna jest ogółem za ok. 1/5 emisji gazów cieplarnianych tego państwa.

Jeśli do emisji gazów cieplarnianych związanych z produkcją żywności dodamy ponadto utratę możliwości magazynowania węgla przez naturalne ekosystemy po przekształceniu ich w uprawy, wyniki robią się jeszcze gorsze.

Dieta przeciętnego Europejczyka okazuje się w takiej sytuacji emitować tyle gazów cieplarnianych (prawie 9000 kgCO2e) ile zakłada się, że wynoszą jego emisje na głowę z całej konsumpcji, łączenie z energią.

Wynika to m.in. z faktu, że

wśród głównych przyczyn wylesiania (w tym wycinki cennych ekosystemów, takich jak lasy tropikalne) jest powiększanie upraw soi, której 70-75 proc. przetwarza się na pasze dla kurcząt, świń, krów i ryb hodowlanych.

W samej Amazonii w latach 2006-2017 uprawy soi zastąpiły ok. 4000 km2 lasów deszczowych.

Innym problemem, który może znacząco podwyższać emisyjność pewnych chętnie konsumowanych w Europie produktów spożywczych, jest uprawa gleb organicznych, w tym osuszanie torfowisk pod pastwiska (D. Brack, A. Glover i L. Wellesley, 2016M. M. Rojas-Downing i in., 2017T. D. Searchinger i in., 2018J. Poore i T. Nemecek, 2018V. Sandström i in., 2018).

Rysunek 5: Ślad węglowy różnych diet oszacowany na podstawie „indeksu utraty korzyści węglowych” (ang. carbon opportunity cost, COC). Zakres niepewności odzwierciedla niepewności w literaturze względem wielkości magazynów węgla w glebie i roślinności, które zostały użyte częściowo do oszacowania. COC jest obliczany jako koszt utraty „korzyści węglowych” (strata węgla z gleb i roślinności związana z produkcją żywności) albo jako utrata możliwości magazynowania węgla, który mógłby zostać zmagazynowany w ekosystemie, gdyby dany obszar rolny został zalesiony (metodologia – patrz źródło). Źródło: T. D. Searchinger i in., 2018.

Emisje ukryte w żywności

Emisje z diety zależą także np.: od praktyk rolniczych w kraju producenta – zarówno paszy jak i gotowej żywności. Szczególnie widoczne jest to w przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego, gdzie producenci „niskoemisyjni” mogą emitować ponad 10 razy mniej gazów cieplarnianych niż „wysokoemisyjni”.

Metody produkcji (rolnictwo zmechanizowane), transport i to co dalej dzieje się z żywnością (przetwórstwo, pakowanie) wpływają na zużycie energii – w krajach o wysokich dochodach może to odpowiadać nawet za połowę emisji gazów cieplarnianych z konsumpcji żywności.

Przykładami pokazującymi jak to działa są

  • uprawy szklarniowe warzyw, które emitują prawie 3 razy więcej gazów cieplarnianych niż uprawy gruntowe
  • czy połowy ryb z użyciem trału dennego (większe zużycie paliwa) – mniej więcej 3-krotnie bardziej emisyjne niż rybołówstwo bez użycia trału.

Nawet to, w co pakowana jest żywność albo czy jemy posiłek w domu (mniejszy ślad węglowy) czy restauracji, ma wpływ na całkowite emisje z diety. Ważnym elementem systemu żywnościowego, który o kilka punktów procentowych podnosi jego emisje, są straty.

Około 1/3 produkowanej na świecie żywności nie jest konsumowana. Obliczenia przeprowadzone w USA pokazują, że marnotrawstwo jedzenia stanowi ok. 30% śladu węglowego przeciętnej diety amerykańskiej.

(P. Scarborough i in., 2014M. C. Heller i G. A. Keoleian, 2014A. Leip i in., 2015D. Brack, A. Glover i L. Wellesley, 2016Q. Yue i in., 2017M. Clark i D. Tilman, 2017E. Röös i in., 2017J. Poore i T. Nemecek, 2018V. Sandström i in., 2018., Z. Karaczun, 2018raport IPCC 1,5 stopnia).

Rysunek 6: Uprawa pomidorów szklarniowych. Zdjęcie davehan2016 (licencja Pixabay).

Wszystko to powoduje, że trudno jest bardzo precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie o wielkość śladu węglowego poszczególnych diet. Na pewno na jego zmniejszenie bardzo duży wpływ ma ograniczenie konsumpcji produktów zwierzęcych, ale także korzystanie z produktów lokalnych i sezonowych oraz zwracanie uwagi na to, jak produkowana jest żywność.

Lepsze praktyki upraw, np. chroniące węgiel glebowy i zmniejszające ilość używanych nawozów, przyczyniają się do mniejszego śladu węglowego żywności.

Szacunki wskazują, że sama tylko zmiana typowej zachodniej diety na bardziej zrównoważoną (zmniejszenie ilości produktów zwierzęcych o co najmniej połowę lub wykluczenie wołowiny) pozwala obniżyć emisje związane z żywnością nawet o 50 proc., a w przypadku przejścia na dietę roślinną nawet o ok. 90 proc. (szczególnie przy ograniczeniu strat z systemu żywnościowego).

Wynika to w szczególności z redukcji emisji metanu z fermentacji jelitowej i odchodów, N2O i amoniaku z powodu zmniejszenia zużycia nawozów, a także mniejszych emisji CO2 z przekształcania terenów – samo tylko pustynnienie powodowane złymi praktykami wypasu prowadzi globalnie do emisji ok. 100 mln ton CO2 rocznie.

W skali całego świata taka zmiana dietetyczna ma według IPCC potencjał mitygacyjny w wysokości 0,7–8 GtCO2e rocznie (wyższe szacunki dotyczą diet bezmięsnych), a ograniczenie marnotrawstwa i strat: 0,8–4,5 GtCO2e rocznie, co stanowi odpowiednio ok. 1,3-15 proc. i 1,5-8,5 proc. całkowitych emisji gazów cieplarnianych w roku 2017 (ok. 53 GtCO2e) (Aleksandrowicz i in., 2016 , E.Hallström A.Carlsson-Kanyama i P.Börjesson, 2015 , M. Springmann i in., 2016E. Röös i in., 2017, E. Röös i in., 2017M. M. Rojas-Downing i in., 2017, raport EASAC, 2017M. Springmann i in., 2018 , T. D. Searchinger i in., 2018, J. Poore i T. Nemecek, 2018, raport Food in the Anthropocene, 2019, raport UNEP GEO6, 2019raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Rysunek 7: Techniczny potencjał mitygacyjny zmian dietetycznych do 2050 roku. Szacunki wliczają dodatkowy efekt wiązania (sekwestracji) węgla w glebach uwolnionych spod upraw. Dane bez zakresów błędu pochodzą z jednego badania. Dodatkowe objaśnienia: dieta fleksitariańska: 75 proc. mięsa i nabiału zastąpione przez rośliny strączkowe i zboża, co najmniej 500 g warzyw i owoców dziennie, jedna porcja czerwonego mięsa tygodniowo; zdrowa: oparta na globalnych wytycznych dotyczących spożycia czerwonego mięsa, cukru, warzyw i owoców, „prosta”: 2800 kcal na osobę dziennie (globalnie) + małe spożycie produktów odzwierzęcych, „rybożerca”: produkty takie jak w diecie wegetariańskiej, ale dodatkowo owoce morza i ryby, „klimatyczny mięsożerca”: 75 proc. mięsa przeżuwaczy i mleka zastąpione innym mięsem. Źródło: raport IPCC Climate Change and Land, 2019.

Ile ziemi uprawnej potrzebujemy?

Diety ubogie w mięso mają nie tylko niższy ślad węglowy, ale także „wodny” i „środowiskowy” – zmniejszają się bowiem: ilość wody słodkiej potrzebnej do produkcji rolniczej i presja wywierana na ekosystemy.

Wdrożenie zdrowszych wzorców żywnościowych (dieta fleksitariańska) w państwach o średnich i wysokich dochodach pozwala na zmniejszenie

  • zużycia nawozów azotowych i fosforowych o ok. 30 proc.,
  • ziemi uprawnej ok. 20 proc.,
  • a poboru wody o ok. 15 proc. (M. Springmann i in., 2018).

W przypadku Europy Zachodniej diety roślinne pozwalają na redukcję areału ziem rolnych aż o 80 proc., szczególnie przy ograniczeniu marnotrawstwa i poprawie plonów (E. Röös i in., 2017).

Te spadki wynikają z faktu, że

globalnie prawie 2/3 całej produkowanej soi, kukurydzy i jęczmienia (w sumie około 1/3 produkcji zbóż) jest wykorzystywanych na paszę dla zwierząt, a ok. 1/4 wolnej od lodu powierzchni Ziemi zajmują pastwiska i tereny przeznaczane pod wypas.

Zmiany dietetyczne mogą więc uwolnić ziemię uprawną na inne cele: zalesianie, uprawy energetyczne albo chociażby w celu zmniejszenia intensywności produkcji (co przekłada się np.: na lepszy stan gleb i zwiększenie bioróżnorodności).

Wraz z ograniczeniem marnotrawstwa żywności według szacunków IPCC można by zaprzestać upraw na aż 6 milionach km2 (blisko 2-krotność powierzchni Indii). Są też szacunki mówiące nawet o ok. 20 mln km2 (dodatkowe uwzględnienie zmian praktyk producenckich) i aż 30 mln km2 przy przejściu na diety roślinne (J. Poore i T. Nemecek, 2018).

Już samo powstrzymanie ekspansji rolnictwa ma spory potencjał mitygacyjny wynikający z utrzymania węgla w naturalnych ekosystemach. Zespół Searchingera szacuje, że nawet 20-25 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych może pochodzić z uwalniania węgla zgromadzonego w naturalnych rezerwuarach (gleby, roślinność), co stanowi 2-krotność oszacowań IPCC emisji ze zmian użytkowania terenu (S. Biesbroek i in., 2014E.Hallström A.Carlsson-Kanyama i P.Börjesson, 2015M. Tyszler, G. Kramer i H. Blonk, 2015M. Springmann i in., 2016Aleksandrowicz i in., 2016, K.-H. Erb i in., 2016E. Röös i in., 2017, A. Rosi i in., 2017raport EASAC, 2017, T. D. Searchinger i in., 2018, raport IPCC 1,5 stopnia, raport UNEP 2018raport Food in the Anthropocene, 2019raport UNEP GEO6, 2019, raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Rysunek 8: Wpływ na środowisko wyprodukowanej żywności w przeliczeniu na porcję. Brak niektórych wyliczeń wynika z braku danych (np.: dla ryb brak informacji o ilości ziemi uprawnej potrzebnej do produkcji pasz używanych w akwakulturze). Źródło: raport Food in the Anthropocene, 2019Kliknij aby powiększyć.

Jeśli obecne trendy – wzrost populacji i rosnąca konsumpcja produktów zwierzęcych – byłyby utrzymane, mogłoby to oznaczać duże trudności – o ile niewykonalność – skutecznej ochrony klimatu.

Gdyby wszystkie państwa na świecie wprowadziły przeciętną dietę brytyjską (łącznie z ilością spożywanego mięsa), to 95 proc. nadającej się do zasiedlenia ziemi trzeba by było przeznaczyć na cele rolnicze, zaś w przypadku diety amerykańskiej – 178 proc.

Zespół Lanceta obliczył, że dla scenariusza „biznes-jak-zwykle” („nic się nie zmienia”) produkcja żywności może doprowadzić do wzrostu emisji gazów cieplarnianych, użycia ziemi uprawnej, słodkiej wody i nawozów o 50-90 proc. do 2050 w porównaniu z rokiem 2010, powodując wypchnięcie procesów biofizycznych regulujących stan Ziemi poza bezpieczne granice pozwalające utrzymać tą produkcję.

W przypadku emisji wzrost ten oznacza de facto, że w okolicy roku 2050 same gazy cieplarniane z rolnictwa mogą wyczerpywać roczny budżet węglowy oszacowany dla celu utrzymania ocieplenia poniżej 2 stopni.

Część badaczy uważa wręcz, że bez zmian dietetycznych osiągnięcie celów Porozumienia Paryskiego może być po prostu niemożliwe. IPCC uznaje redukcję emisji metanu (której duża część pochodzi z rolnictwa, w tym w dużej mierze z hodowli) za warunek konieczny  dla utrzymania ocieplenia Ziemi poniżej 1,5 stopnia.

Dodatkowo już teraz zmiana klimatu zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu poprzez m.in. zmiany miejsc i rytmu występowania opadów, wyższe temperatury i większą częstotliwość ekstremów pogodowych. Brak działań ograniczających emisje gazów cieplarnianych będzie tylko nasilał te problemy (P. Scarborough i in., 2014B. Bajželj i in., 2014D. Tilman i M. Clark, 2014K.-H. Erb i in., 2016raport IPCC 1,5 stopnia, 2018, raport Food in the Anthropocene, 2019raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Rysunek 9: Kombinacja i względny udział środków mitygacyjnych, które użyte jednocześnie zmniejszają wpływ na środowisko poniżej granic planetarnych. Środki mitygacyjne obejmują środki techniczne (tech), obniżenie marnotrawstwa żywności o połowę (waste/2), zmianę w kierunku diety fleksitariańskiej (FLX) oraz optymistyczny scenariusz rozwoju społecznoekonomicznego (zakładający m.in. mniejszy wzrost populacji, wzrost dochodów, SSP1), źródło: M. Sprigmann i in, 2018

Gorszy stan środowiska, gorszy stan zdrowia

Rodzi to pytanie, jak wyżywić rosnącą populację i zachować bezpieczeństwo żywnościowe. Według profesora Johana Rockströma z Potsdam Institute for Climate Impact Research:

wyżywienie 10 miliardów ludzi na świecie jest możliwe, ale tylko jeśli zmienimy sposób w jaki jemy i produkujemy żywność.

W menu mamy 2 rzeczy: „zazielenianie” sektora spożywczego albo przejedzenie naszej planety. […] Aby utrzymać produkcję żywności w ramach granic planetarnych […] możemy zrobić 3 rzeczy:

  • stosować zdrowsze, oparte w większym stopniu na roślinach diety,
  • systematycznie redukować straty żywności i marnotrawstwo
  • oraz poprawiać techniki rolnicze takie jak orka czy wykorzystywanie nawozów.

Takie zmiany przyniosłyby korzyści na wielu polach, także dla naszego zdrowia. O ile bowiem w państwach o niskich dochodach produkty zwierzęce, szczególnie tam, gdzie uprawa zbóż jest trudna, mogą stanowić ważne uzupełnienie diety, to w państwach bogatszych spożycie mięsa i nabiału staje się przyczyną chorób.

Problem jest naprawdę poważny:

Niezdrowe diety [tj. wysokokaloryczne, z dużą ilością produktów przetworzonych i pochodzenia zwierzęcego – red.] stwarzają większe zagrożenie zdrowotne niż seks bez zabezpieczeń, alkohol, narkotyki i tytoń razem wzięte

– wylicza raport Lanceta.

Rysunek 10: Szaszłyki warzywne, zdjęcie RitaE (licencja Pixabay).

Opracowania wskazują, że zmiany diet w kierunku bardziej zgodnym z wytycznymi zdrowotnymi, ze zmniejszoną ilością mięsa, mogą globalnie zredukować śmiertelność o ok. 10 proc., szczególnie jeśli chodzi o raka jelita grubego i choroby układu krążenia.

Dla państw, gdzie spożycie mięsa jest szczególnie duże, ten spadek byłby wyższy – w USA redukcja zachorowania na cukrzycę typu 2, raka jelita grubego i choroby układu krążenia może wynieść 20-45 proc., podobne liczby wskazują badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Dodatkową korzyścią ze zmniejszenia ryzyka zdrowotnego jest obniżenie emisji gazów cieplarnianych z systemu opieki zdrowotnej. Z tego powodu naukowcy w raporcie Lanceta podkreślają, że

dane są wystarczające i wystarczająco mocne by upoważniać do działania [tj. zmiany systemu żywnościowego -red.], a opóźnianie działań zwiększy prawdopodobieństwo poważnych, a nawet katastrofalnych konsekwencji,

Postulują także, by ceny żywności odzwierciadlały jej prawdziwy koszt – w tym środowiskowy i dotyczący zdrowia społecznego.

Rysunek 11: Różnica pomiędzy dietą modelową (zdrową) a rzeczywistą w spożyciu poszczególnych grup żywności w 2016, źródło: raport Food in the Anthropocene, 2019.

Przerzucenie się ze steków na fasolkę i buraki, czy choćby przestrzeganie zaleceń dietetycznych (z wytycznych WHO czy polskiego Instytutu Żywności i Żywienia) na pewno będzie więc korzystne dla zdrowia i poprawi indywidualny, „żywnościowy” ślad węglowy.

Jednak naukowcy wskazują zgodnie, że rozwiązanie problemu nadmiernej konsumpcji mięsa wymaga zmian politycznych. Na przykład w Unii Europejskiej promuje się produkcję mięsa i mleka poprzez subsydia, bez uwzględniania negatywnych efektów klimatycznych czy zdrowotnych tych działań.

Rewizja całego systemu jest więc nieodzowna, a zmiany w systemie żywnościowym, oparte na bardziej zrównoważonych praktykach i lepiej zbilansowanych dietach mogą być korzystne zarówno z punktu widzenia mitygacji jak i adaptacji do zmiany klimatu oraz dla celów zrównoważonego rozwoju, a także pozwolić zachować bezpieczeństwo żywnościowe w świecie nadchodzących zmian (B. Bajželj i in., 2014S. Biesbroek i in., 2014J. Milner i in., 2015M. Springmann i in., 2016raport EASAC, 2017raport Food in the Anthropocene, 2019raport IPCC Climate Change and Land, 2019).

Jeśli chcesz sprawdzić jak to co jesz wpływa na klimat: możesz użyc tego kalkulatora

Autorka – Anna Sierpińska, konsultacja merytoryczna: prof. Zbigniew M. Karaczun.

————————

* wyższe szacunki wliczają emisje z transportu związanego z hodowlą zwierząt, ogrzewaniem, przemysłem (np. przetwórczym) itp., a nie tylko emisje zaliczane do rolnictwa według metodologii przyjętej przez IPCC takie jak zmiana użytkowania terenu, nawozy, metan itp.

OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Komentarze

    • Jan Helak

      Niedawno był film dokumentalny na ten temat na kanale Planete+. Rzeczywiście są prowadzone prace nad hodowaniem mięsa in vitro z pojedynczych komórek pobranych od zwierząt metoda biopsji – tyle że koszt 1 kilograma tak uzyskanego mięsa jest kosmiczny (nie pamiętam dokładnie ile, ale o rząd wielkości większy niż tradycyjnego mięsa najwyższej jakości). Oczywiście to będzie maleć w miarę wdrażania procesu na skalę przemysłową, ale zapewne jeszcze poczekamy. Poza tym mięso in vitro smakowo ponoć trochę też odstaje…

  1. Remigiusz Mikuta

    "Niezdrowe diety, stwarzają większe zagrożenie zdrowotne niż seks bez zabezpieczeń, alkohol, narkotyki i tytoń razem wzięte". Ha, ha, ha, hi, hi, hi, czyli zdrowiej pić, palić, ćpać i ruchać bez prezerwatywy, niż żreć mięsa.

  2. Rafał Pacut

    Złożony temat. Nie da się go opisać jednym akapitem.
    Cieszę się, że nie próbowaliście. W środowisku naukowym fakty te są oczywiste (co widać chociażby po tym skąd pochodzą przypisy) — problemem jest przepchnięcie ich do świadomości społeczeństwa i dlatego potrzebujemy takich artykułów, dzięki!

  3. Janusz Janczewski

    Wszystko pięknie tylko… czy ci naukowcy na badaniach i wyliczeniach których oparta jest teza, że aby uchronić ziemię, jaką znamy, powinniśmy stać się wszyscy weganami a w najlepszym razie wegetarianami bierze poprawkę na to, że spożywając tylko "zielone" sami staniemy się "przeżuwaczami" i będziemy wydalać z siebie więcej metanu który i tak wydalamy tyle, że w mniejszych ilościach? Ja widzę tak na prawdę jedno rozwiązanie: ograniczenie przyrostu naturalnego do ZERA. Niech nikt mnie nie posądza o to że uważam iż powinno się "mordować" ludzi. Wystarczy, że przestanie nas przybywać. Ekspansja Homo Sapiens Sapiens jest na prostej ścieżce do samounicestwienia. Potrzeby energetyczne, żywność, miejsce zamieszkiwania, mobilność sprawiają że produkujemy wokół siebie tyle gazów cieplarnianych że za chwilę ugotujemy się w produktach ubocznych naszego istnienia. I nie pomoże nam przejście na wegetarianizm. No chyba, że genetycy tak nas "poprawią" że będziemy mieli w skórze chlorofil i zaczniemy się żywić TYLKO dwutlenkiem węgla, światłem słonecznym i wodą. Aby w obrazowy sposób uświadomić co nas czeka posłużę się drożdżami. W środowisku wodnym przy zapewnieniu cukrów drożdże namnażają się żywiąc się cukrami. Produktem ubocznym jest alkohol. Istnieje granica (stężenia alkoholu w ograniczonej objętości)po osiągnięciu której drożdże zamierają i przestają się namnażać. Dla nas Ziemia jest tym balonem wypełnionym wodą i cukrami. Ma określoną pojemność.
    cdn.

  4. Janusz Janczewski

    Produktem ubocznym naszej egzystencji są w dużym uproszczeniu gazy cieplarniane. Gdy będziemy się bez końca namnażać doprowadzimy do sytuacji, że Ziemia przestanie być środowiskiem w którym my będziemy w stanie żyć. Nie zabijemy życia na Ziemi. Przeżyją nas chociażby bakterie czy wirusy. Jeśli tego pryncypialnego problemu nie zrozumiemy, nie dotrą do naszych umysłów tak oczywiste mechanizmy ewolucyjne nigdy nie staniemy się Homo Sapiens Sapiens Sapiens. Jeśli udało by się zatrzymać populację ziemian na poziomie nie przekraczającym 10 miliardów (ilość wzięta z sufitu bo nie jestem władny obliczyć, określi maksymalnego poziomu zaludnienia tej planety, ale przyjmijmy tą wartość za bezpieczną) do tego przejdziemy na odnawialne źródła energii, powrócimy do rolnictwa bazującego na nawozach naturalnych (produkty uboczne ludzkiej egzystencji – łajno, zwierząt hodowlanych, produkty stałe oczyszczalni ścieków), zmienimy mentalność ludzką w odniesieniu do stanu posiadania… mamy szansę przetrwać i rozwijać naszą cywilizację.
    cdn.

  5. Janusz Janczewski

    Dużo się mówi o śladzie węglowym jaki każdy z nas zostawia każdego dnia. Pracuję na mediolańskim lotnisku Malpensa. Co dzień obserwuję tysiące ludzi podróżujących samolotami przewoźników nisko kosztowych. Jest listopad i w 90% nie są to turyści. To ludzie podróżujący w interesach, do pracy. Sam miesięcznie pokonuję samolotami ponad 7000 km. Ja i ci wszyscy ludzie podróżujący w celu zapewnienia sobie warunków ekonomicznych do jako takiego życia żeby przestali jeść cokolwiek nie zniwelują swojego śladu węglowego spowodowanego podróżami. Takie mamy czasy. Ludzie łatwo przemieszczają się za pracą ale nie zmieniają już tak łatwo miejsca zamieszkania.
    Reasumując: ROBI SIĘ NAS PO PROSTU ZA DUŻO!!!. Mniej ludzi – miej energii do wyprodukowania w celu zaspokojenia elementarnych potrzeb, mniej żywności do wyprodukowania (tak pochodzenia zwierzęcego jak i roślinnego), mniej wydalanych przez nasze organizmy gazów cieplarnianych… swoją drogą czy ktoś pokusił się o choćby szacunkowe wyliczenia ile 7 miliardów ludzi wydycha dwutlenku węgla i wydala metanu każdego roku. Bardzo chciałbym znać te dane a to dla Fachowców nie powinno być problemem.

  6. Andrzej Rokosz

    Przesadzanie jest dobre tylko w ogrodzie. To co jest bezsprzecznie szkodliwe, to przemysłowe farmy zwierząt oraz niestety przemysłowa uprawa roślin. Jedno i drugie jest źródłem szeregu zanieczyszczeń, a przede wszystkim poprzez swoją monokulturowość zabija różnorodność i naturalną równowagę w przyrodzie, a wszystkich wyznawców wegetarianizmu chciałbym poprosić o próbę wyobrażenia sobie jakby się czuli gdyby byli organizmem roślinnym.

  7. Agata Stachowska

    Na początek warto zajrzeć do książek "Czyste mięso" (Paul Shapiro), "Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka" (Marta Zaraska), "Wyzwolenie zwierząt" (Peter Singer), a także obejrzeć filmy dokumentalne, takie jak "Cowspiracy", "What the health", “Dominion”, "Game changers", "Forks Over Knives"…

    • Andrzej Rokosz

      Te wszystkie książki opisują tylko jak szkodliwym jest nadmierne rozmnażanie się człowieka, natomiast gadanie o tym, że człowiek powinien jeść roślinki jest tyle samo warte co namawianie do tego typu zachowań, np. wilka

        • Andrzej Rokosz

          Nie widzę. Drapieżniki też jedzą roślinki, nie wiedzą o tym tylko nawiedzeni ideolodzy z ograniczoną wiedzą przyrodniczą, którzy się dziwią i są oburzeni gdy się dowiadują, że bocian zjada małe zajączki, a wiewiórka wybiera pisklęta z gniazd.

          • Agnieszka Orzech

            co to ma za znaczenie? Sama widziałam bociana zjadającego zajączka, tak w ogóle. Nadal jestem weganką, bo jednak nie jestem bocianem. Ludzie się chwalą tym, że są na szczycie łańcucha ewolucji, lepsi od innych zwierząt.. a jednak nie potwierdzają tego swoim zachowaniem. Ja nie chcę się dokładać do zbiorowej akcji znęcania się nad słabszymi.
            Skoro nie widzisz różnicy między wilkiem a człowiekiem, to… no nie wiem, może pójdź do podstawówki wieczorowej na zajęcia z biologii?

  8. Andrzej Rokosz

    Jak będziesz mieszać ideologię z biologią to się nie dogadamy. Dla środowiska, a w konsekwencji dla człowieka szkodliwa jest przede wszystkim przemysłowa produkcja żywności, niezależnie czy zwierzęca czy roślinna. Monokultura, również w myśleniu, prowadzi do zachwiania równowagi. Nie mam tutaj czasu i miejsca na rozwijanie tego tematu. Dla równowagi w Twojej bogatej znajomości literatury, gorąco polecam na początek, takie pozycje jak pierwsze z brzegu: Stefano Mancuso, "Rewolucyjny geniusz roślin" czy Stefano Mancuso, Alessandra Viola, "Błyskotliwa zieleń"

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press