0:000:00

0:00

Jako pierwszy zaczął Patryk Jaki, który w piątek 15 marca 2024 spotkał się z wyborcami w Pabianicach. Całe wystąpienie pełniącego obowiązki lidera Suwerennej Polski dotyczyło rządu Donalda Tuska, ludzie na sali zdawali się być jednak bardziej zainteresowani rozliczaniem poprzedniej władzy. Pytano o to, dlaczego prawica nie dała rady wpłynąć na preferencje polityczne młodych ludzi, którzy są „pod wpływem ideologii i Owsiaka” oraz czy jeśli znowu wygrają, to tym razem „ukrócą TVN, żeby była narracja dla Polaków”.

Jaki przyznawał, że jego obóz polityczny popełnił błędy. I były nimi według niego m.in. zawetowanie Lex Czarnek, Lex TVN, czy ustaw sądowych przez Andrzeja Dudę. Mocniej dostało się jednak Mateuszowi Morawieckiemu:

„Proszę państwa, ktoś te wszystkie dziadostwa w Unii Europejskiej podpisywał (…) Powiem państwu raz jeszcze: jeżeli będzie kolejny raz Morawiecki premierem, to ja państwu gwarancji żadnej nie daję, że nie będzie tak samo” – mówił.

Wzywał ludzi do przyglądania się temu, kto jest na listach wyborczych. „Wybierajcie tych, których znacie i wiecie, że jak trzeba będzie, to nie cofną nogi, jak to się mówi w piłkarskim języku”.

Krzykacze w krótkich spodenkach

W weekend wypowiedź Jakiego zaczęła krążyć w mediach społecznościowych i doczekała się licznych komentarzy ze strony byłych ministrów w rządzie PiS związanych z Mateuszem Morawieckim.

Paweł Jabłoński nazwał polityka SP „chłopczykiem w krótkich spodenkach z frakcji krzykaczy-radykałów”.

"Za nic nie odpowiada, na nic nie ma wpływu, wszystko krytykuje. Reformę sądownictwa zepsuł – ale co pokrzyczał, to jego. I dalej poucza. Mądrzejszy od Premiera, Prezydenta i Prezesa.

Nie pierwszy raz opowiada te bzdury i daje tlen naszym przeciwnikom. Zero odpowiedzialności za obóz Zjednoczonej Prawicy – wyłącznie gra na siebie" – dodawał.

Kolejne osoby z otoczenia Morawieckiego publikowały wpisy, w których zarzucały Jakiemu:

  • „chęć ponownego wyboru do europarlamentu kosztem całego obozu” (Waldemar Buda),
  • „próbę destabilizacji jedności ZP przed wyborami samorządowymi i europejskimi” (Michał Dworczyk),
  • „grę o swoje wymarzone 10 proc. kosztem całego obozu” (Marcin Horała).

W dyskusji przewijały się także oskarżenia pod adresem Suwerennej Polski o to, że to radykalizm ich formacji zniechęcił do PiS-u centrowych wyborców.

"Liczby nie kłamią: w wyborach Konfederacja dostała 7 proc., w zasadzie tyle, co 4 lata temu. A PSL/Hołownia, obóz, który kłamliwie, ale umiejętnie przedstawiał się jako umiarkowane centrum – wzrósł skokowo do 14 proc. To tam trafiła istotna część naszych wyborców z 2019.

I chyba się zgodzisz, że nie byli to ludzie, którzy zrazili się do PiS przez to, że nie słuchaliśmy genialnych recept SolPolu, by iść na wojnę z UE i umierać za nieudaną reformę sądownictwa" – pisał do Jakiego Paweł Jabłoński.

Ziobryści obronieni przez Kaczyńskiego

Ziobryści nie pozostawali im dłużni. Sebastian Kaleta odpowiadał Jabłońskiemu, że to jego towarzystwo zakładało krótkie spodenki na negocjacje z UE i „zgadzało się na kolejne konkluzje, KPO, warunkowości, kamienie milowe, zielone łady”. Jeszcze inaczej pretensje te wyraził Dariusz Matecki, nazywając frakcję Morawieckiego „dziewczynką z obitymi w Brukseli kolanami”.

Spór między tymi dwiema frakcjami Zjednoczonej Prawicy toczy się od lat. Zbigniew Ziobro nazywał Morawieckiego „miękiszonem”, Morawiecki Ziobrę „krową, która dużo muczy, ale daje mało mleka”. Dziś to Patryk Jaki pomstuje, że Morawiecki w grudniu 2020 zagłosował za pakietem kierunkowym „Fit for 55”, a Piotr Müller zarzuca Jakiemu, że ten nie rozumie, że większość decyzji i tak zapada w Radzie UE większością kwalifikowaną.

We wtorek 19 marca Michał Dworczyk z frakcji Morawieckiego stwierdził w wywiadzie, że koalicja PiS-Suwerenna Polska to układ pasożytniczy, w którym żywicielem jest oczywiście PiS udostępniający niewdzięcznym ziobrystom miejsca na listach wyborczych. Były szef KPRM dodał, że ma już tego dość i że nie jest w tym odczuciu osamotniony.

„Jeśli ktokolwiek zechce wyrzucić ze Zjednoczonej Prawicy Suwerenną Polskę, to pójdę razem z nimi. Powtarzam, jeśli ktoś zdecyduje się ich wyrzucić (...) nie wolno rozwalać Zjednoczonej Prawicy” – twardo ogłaszał w środę 20 marca Przemysław Czarnek.

Tymczasem już w czwartek podczas Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości, według doniesień Onetu, Mateusz Morawiecki miał domagać się usunięcia posłów Suwerennej Polski z klubu PiS. Pomysł nie spodobał się jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu, który stwierdził, że krytyka, której dopuścili się ziobryści, dotyczy personalnie byłego premiera, a nie partii. W dyskusji pojawiły się też obawy, że Suwerenna Polska połączy się z Konfederacją, tworząc silną frakcję na prawo od PiS. A Zjednoczona Prawica, wraz z utratą tak wyrazistych postaci jak Patryk Jaki zniszczy kolejne kanały kontaktu z wyborcami (chodzi o zasięgi w mediach społecznościowych).

Przeczytaj także:

Zajmij się pan pracą

Ale Jaki w swoim wystąpieniu zaczepiał nie tylko Mateusza Morawieckiego. Prezydent, skrytykowany i wyśmiany niemal równie ostro, milczał. W niedzielę 17 marca odezwał się szef jego gabinetu Marcin Mastalerek, który dość nieoczekiwanie wymierzył cios Mariuszowi Błaszczakowi. Były szef MON od tygodnia oskarżał rząd Tuska o to, że polskie firmy zbrojeniowe dostały tylko 2,1 mln euro z unijnego programu dofinansowania produkcji amunicji. Termin składania wniosków przypadał jeszcze na czas sprawowania rządów przez PiS.

„Czasem trzeba uderzyć się w piersi i nie opowiadać o Niemcach” – mówił Mastalerek. „Wnioskowano o 11 mln euro, a teraz się dziwimy, że Niemcy dostali 100. To trzeba było zawnioskować o 300 mln”.

Tego samego dnia dziennikarze Radia ZET poinformowali o pogłoskach, według których Mateusz Morawiecki planuje z poparciem Andrzeja Dudy stworzyć po eurowyborach nową, bardziej proeuropejską i centrową prawicową partię. Szczegóły mieli w ich imieniu dogadywać Marcin Mastalerek, Mariusz Chłopik i Adam Bielan. Wymienieni politycy publicznie wyśmiali te doniesienia. Zrobił to także Mariusz Błaszczak w poniedziałkowej rozmowie z Radiem ZET.

„Jak Chłopik z Mastalerkiem mają to robić, to nie wróżę temu przyszłości” – stwierdził Błaszczak. I zastrzegł, że to oczywiście żart, a całą sprawę uważa za fake. W trakcie rozmowy odniósł się także do komentarza na temat zmarnowanych wniosków na produkcję amunicji, mówiąc, że Marcin Mastalerek się nie zna na zbrojeniówce.

„Panie Błaszczak, patrząc na pana »osiągnięcia« w odbudowie przemysłu zbrojeniowego, to ja panu nie wróżę przyszłości. Zajmij się pan wreszcie pracą, a nie fejkami, bo to szkodzi kandydatom PiS w wyborach samorządowych” – odpowiedział mu Mastalerek.

Taniec delfinów

Doniesienia na temat nowej soft-prawicowej partii można podsumować sloganem ukutym kiedyś przez Jacka Wilka – „może i fake, ale jakiż prawdziwy”. Marcin Mastalerek w wywiadach krytykował listy PiS-u w wyborach samorządowych i przepowiadał, że w partii uruchomią się „nieciekawe procesy”. Samego Jarosława Kaczyńskiego wzywał do rezygnacji ze stanowiska prezesa PiS już kilka dni po październikowych wyborach.

Razy Kaczyńskiemu wymierzał także Andrzej Duda. W wywiadzie w Kanale Zero mówił, że prezes PiS go nie lubi, ponieważ nie udało mu się nigdy spełnić własnego marzenia o prezydenturze. A do tego partią rządzi w sposób autorytarny. Z perspektywy obozu Zjednoczonej Prawicy Duda dokonał tego dodatkowo w sposób bluźnierczy, bo zrównał Kaczyńskiego z Tuskiem, prezentując ich jako polityków działających w ten sam sposób. W tej samej rozmowie Duda ogłosił także, że po skończeniu prezydentury zamierza zostać kimś w rodzaju lidera polskiej prawicy.

Mateusz Morawiecki nigdy nie zakwestionował przywództwa Kaczyńskiego

Przeciwnie, mówił o tym, że chciałby, by prezes „spajał obóz Zjednoczonej Prawicy jak najdłużej”. Ale kiedy ta misja się już skończy, to on, Morawiecki, wystartuje „w tym zaszczytnym wyścigu” o przywództwo w partii.

Nie jest w tym wyścigu jedyny. Na jego drodze stoi właśnie Patryk Jaki. Co prawda nie odnosi się wprost do Kaczyńskiego, ale publicznie prezentuje swój program wyborczy w kampanii o prezesurę. W Pabianicach wzywał do rozliczenia Morawieckiego za porażki i do zrobienia wszystkiego, „by nie miał na to wpływu po raz kolejny”. „Jak ja będę miał na to wpływ, to ja tego dopilnuję" – zapowiadał Jaki.

Lider Suwerennej Polski został wskazany jako możliwy następca Jarosława Kaczyńskiego przez prof. Andrzeja Nowaka. Historyk nazywany „guru prawicy” opublikował w lutym tekst, w którym wzywał prezesa PiS do ustąpienia miejsca młodym, obiecującym działaczom. Oprócz Jakiego wymienił także Przemysława Czarnka.

„W życiu! Moim szczytem ambicji jest to, żeby w partii być szefem struktur w województwie lubelskim. I nim jestem od listopada!” – tak na pytania o możliwe przejęcie PiS-u po Kaczyńskim odpowiada były szef MEN. W tym samym wywiadzie przywoływał walczące frakcje do porządku, występując jako rozjemca, ktoś, kto chce „spajać obóz Zjednoczonej Prawicy jak najdłużej”.

Co na to sam Jarosław Kaczyński? Oficjalnie twierdzi, że w 2025 roku ponownie będzie ubiegał się o przewodzenie partii. Ale kampania ruszyła już pełną parą i kłótnia, która obserwowaliśmy w ostatnich dniach, jest tylko przygrywką.

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze