Political fiction, czyli przekładamy eurowybory 2014 na dzisiejsze koalicje, których wtedy nie było. PO + SLD + PSL + Zieloni w 2014 roku uzbierali aż 48,7 proc., a PiS ze startującymi osobno partiami Ziobry i Gowina miałby w sumie - 39,3 proc.

Dawno, dawno temu, gdy Tusk był premierem, Komorowski – prezydentem, Biedroń – posłem Palikota, a Kukiz po przygodach z PO, narodowcami i Markiem Jurkiem – bezpartyjnym samorządowcem, w wyborach do Parlamentu Europejskiego padł remis PO-PiS.

***

Niemal dokładnie pięć lat temu – 25 maja 2014 – wybraliśmy 51 europosłów z Polski. Były to szóste z rzędu wygrane przez Platformę Obywatelską wybory powszechne. Premier Donald Tusk rządził już siódmy rok i nikt się nie spodziewał, że kilka miesięcy później wyjedzie do Brukseli, aby objąć stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej.

Ostatniego dnia przed ciszą Tusk mówił: „Kampania pokazała, że można spodziewać się remisu. Wciąż liczy się tych dwóch największych graczy”.

Pięć lat później, ostatnie sondaże przed wyborami wskazują, że notowania dwóch największych graczy nie różnią się statystycznie (ze względu na ciszę wyborczą nie wchodzimy w szczegóły).

To samo nie oznacza jednak tego samego. Sytuacja jest zupełnie inna.

A gdyby w 2014 startowały dzisiejsze koalicje…

Wyniki eurowyborów 2014 wyglądały tak:

Wyniki wyborów europejskich 2014 (proc. głosów w skali kraju)

W 2014 roku nikt nie myślał o Koalicji Europejskiej. Ten projekt powstał jako odpowiedź na silną pozycję PiS i dwa podstawowe zagrożenia, jakie niosą rządy narodowej prawicy: dla demokracji i dla pozycji Polski w Europie.

Dzisiejszy obóz PiS również jest inny niż w 2014 roku. Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro są w rządzie PiS, a ich ludzie na wspólnych listach PiS. W 2014 roku startowali osobno: PiS, Polska Razem Gowina i Solidarna Polska Ziobry. Obaj satelici Kaczyńskiego nie przekroczyli progu, ale uzbierali sporo głosów, które jednak nie zamieniły się w mandaty.

Jak wyglądałyby wyniki z 2014 roku, gdyby nałożyć na nie dzisiejsze kryteria politycznego podziału? Dodajemy poparcie PO, PSL, SLD, Zielonych – i uzyskujemy aż 48,7 proc. Dodajemy wynik PiS, Polski Razem i Solidarnej Polski – suma wynosi 39,3 proc.

Wyniki wyborów do PE 2014 według koalicji w 2019

Oczywiście jest to spekulacja, political fiction, takie łączenie może zarówno dawać premię za koalicję, jak oznaczać straty, bo kasuje różnorodność oferty. Ale widać, że od 2014 roku układ sił się zmienił.

Polska konserwatywna prawica ma się dobrze. Suma poparcia dla PiS z satelitami, jest podobna do dzisiejszych notowań sondażowych, ale do tej puli należałoby doliczyć jeszcze wyborców Kukiz’15.

Koalicja Europejska – konglomerat sił centrowych i centroprawicowych z lewicowym i zielonym dodatkiem – straciła poparcie, m.in. dlatego, że część centrolewicowych wyborców przeniosła się do Wiosny. Ale nawet z dodatkiem partii Biedronia trudno byłoby obecnej opozycji liczyć na prawie połowę głosów.

W 2014 roku partie tworzące dziś KE zdobyły – występując osobno – 28 euromandatów:

  • PO – 19;
  • SLD – 5;
  • PSL – 4.

PiS uzyskał 19 miejsc w Parlamencie Europejskim, tracąc na tym, że partie Ziobry i Gowina nie przekroczyły progu. Gdyby powstały dzisiejsze koalicje PiS razem z Solidarną Polską i Polską Razem miałby 21 mandatów, a „Koalicja Europejska” (PO+PSL+SLD+Zieloni) – 26.

Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego – zdobyła cztery mandaty.

Szóste zwycięstwo PO, ale minimalne

Z dzisiejszej perspektywy minimalne zwycięstwo PO w maju 2014 można odczytywać jako pierwszy zwiastun zmiany na prawo w polskiej polityce.

Równo o 21:00 dwie telewizje – TVP i TVN podały wyniki exit poll pracowni IPSOS. Prognoza okazała się niezwykle trafna – największym błędem wśród partii, które przekroczyły próg wyborczy było przeszacowanie o 0,5 pkt proc. wyniku PO. Wynik PiS IPSOS przewidział dokładnie.

Wygrana PO nie była tak przekonująca jak w 2009 roku, kiedy PO zdobyło 44,4 proc. głosów, aż o 17 pkt proc. więcej niż PiS. Platforma tym razem wygrała o włos (0,3 pkt proc.).

To 0,3 proc. – 24 235 głosów – zadecydowało w 2014 roku, że PO wygrała trzecie z kolei wybory europejskie.

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2004-2014. Główne partie

Źródło: Dane PKW

Obie największe partie zdobyły po 19 mandatów europosłów. Dla PO był to spadek o aż sześć mandatów, dla PiS – zysk czterech. Łącznie, dwie główne siły zdobyły 38 miejsc w Brukseli, w porównaniu z 2009 tracąc dwa. Pozycja dwóch gigantów została ledwie lekko nadgryziona.

PiS i PO podzieliły się Polską niemal po połowie. PO wygrało w siedmiu okręgach północno-zachodnich, PiS w sześciu południowo-wschodnich. Polska mapa polityczna jest niezmienna od lat.

Eurowybory – raj eurosceptyków

Największym zaskoczeniem 2014 był wynik Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego. Polityk, który przez lata kojarzył się z porażkami wyborczymi, a jego kolejne projekty polityczne notowały wyniki w okolicach 1-2 proc., zdobył aż 7,15 proc. głosów i wprowadził do Parlamentu Europejskiego czterech deputowanych. Było to możliwe dzięki niskiej frekwencji wyborczej i dużej mobilizacji elektoratu Korwina.

Trzeci raz z rzędu do urn w wyborach do PE poszło mniej niż 25 proc. uprawnionych do głosowania. Tym razem – 23,83 proc.

Był to jeden z najsłabszych wyników w całej Unii. Tylko Czesi i Słowacy odnotowali niższą frekwencję.

7,15 proc. Korwin-Mikkego mniej dziwi z perspektywy sondaży 2019 roku. Łączny wynik partii Korwina i Ruchu Narodowego z 2014 roku jest jednak podobny do notowań Konfederacji KORWIN Braun Liroy Narodowcy w sondażach przed tegorocznymi wyborami. Dla antyunijnych partii wybory europejskie są okazją do zamanifestowania niezadowolenia z Unii i ugrania na tym więcej niż w innych wyborach.

W 2014 roku w Wielkiej Brytanii wygrał UKIP Nigela Farage’a, jego nowa partia Brexit najpewniej wygrała też w tym roku, chociaż poza wyborami europejskimi nigdy nawet nie zbliżył się do pierwszego miejsca. Podobnie jest we Francji z partią Marine le Pen – sondaże dają jej duże szanse na powtórzenie zwycięstwa z 2014 roku.

Kluczowa będzie frekwencja. W 2014 w Polsce była bardzo niska, w tym roku wszystkie badania i analizy wskazują, że będzie inaczej. IPSOS, którego prognozę przedwyborczą opublikowaliśmy w piątek 24 maja, przewiduje, że wyniesie aż 45 proc.

Potwierdzają to też dane PKW.

Na konferencji prasowej 24 maja pełniący obowiązki szefa Państwowej Komisji Wyborczej Wiesław Kozielewicz podał, że wydano ponad dwa razy więcej zaświadczeń o prawie do głosowania (dla osób, które będą głosować poza miejscem zamieszkania) niż w 2014 roku.

Jeżeli Konfederacja powtórzy łączny wynik Nowej Prawicy i Ruchu Narodowego z 2014 roku przy wyższej frekwencji, to będzie mogła mówić o sukcesie. Wyższa frekwencja to silniejszy mandat dla zwycięzców.

Setki protestów. Tysiące tekstów. Jedne wybory.
Byliśmy i będziemy z Wami.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press