0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: materiały Millennium Docs Against Gravitymateriały Millennium...

„Ślady” domykają trylogię ukraińskiej dokumentalistki Alisy Kovalenko, opowiadającą o wojnie w Ukrainie z perspektywy kobiet. W pierwszych dwóch częściach bohaterką i narratorką była sama reżyserka, która z dokumentalistki zmieniła się w aktywistkę i żołnierkę. W filmie „Alisa w krainie wojny” (2016) opowiadała o swoim życiu – od Euromajdanu do wojny w Donbasie w 2014 roku. Był to emocjonalny dziennik młodej kobiety, która próbuje odnaleźć się w straumatyzowanym świecie wojny.

„Mój drogi Theo” (2025) był z kolei intymnym pamiętnikiem wideo z początku pełnoskalowej wojny, kiedy Kovalenko wstąpiła jako ochotniczka do Sił Zbrojnych Ukrainy. W krótkich przerwach między działaniami bojowymi reżyserka nagrywa poetyckie listy do swego pięcioletniego syna, Theo, przebywającego z ojcem we Francji. Listy Kovalenko są jak wiadomości w butelce wysłane w przyszłość, z nadzieją, że dorosły syn kiedyś je odczyta i zrozumie, dlaczego matka podjęła decyzję, aby walczyć w obronie swego kraju za cenę rozłąki z rodziną i życia w ciągłym lęku.

Sen o czereśni

„Ślady” także wyrastają z osobistego doświadczenia reżyserki, która w 2014 roku, dokumentując rosyjską agresję na Donbas, trafiła do niewoli separatystów i padła ofiarą gwałtu. Mówiła o tym w pierwszym z filmów trylogii, choć nie wprost. Potrzeba było 10 lat, aby przepracowała traumę i odważyła się opowiedzieć o swoim doświadczeniu otwarcie.

Jednak to nie ona jest narratorką i główną bohaterką filmu, ale Iryna Dowhan – pochodząca z Doniecka aktywistka, właścicielka salonu kosmetycznego. Po rosyjskim najeździe została aresztowana przez wojska separatystów pod zarzutem szpiegostwa i poddana torturom: grożono jej gwałtem zbiorowym, strzelano obok uszu, w wyniku czego doznała uszkodzenia słuchu. Wreszcie separatyści przywiązali ją do słupa w centrum Doniecka i zawiesili na szyi tekturową tabliczkę z napisem: „Ona zabija nasze dzieci i jest agentką”, a na głowę nałożyli wieniec z ukraińskimi flagami. Przez kilka godzin była bita i wyzywana przez przechodniów.

Zdjęcia Iryny wykonane przez fotoreportera „New York Timesa” Mauricio Limę obiegły światowe media, wywołując skojarzenia z ofiarami nazizmu wystawianymi na publiczne upokorzenie. Jak mówi bohaterka, prawdopodobnie uratowały jej życie: kiedy na świecie podniosła się fala oburzenia, separatyści uwolnili ją.

Film otwiera poruszająca sekwencja, przedstawiająca płonące drzewo gdzieś na linii frontu. Z offu dobiega głos Iryny, która wspomina swój sad w Doniecku. Mówi o powtarzającym się śnie, w którym wraca do sadu i dotyka liści swego ulubionego drzewa – czereśni. Sen jest tak realistyczny, że kiedy budzi się, czuje nadal liście w swoich dłoniach.

„Nie wiem, czy czereśnia jeszcze rośnie i czy mój sad w ogóle istnieje. Ale wciąż wracam pamięcią do miejsca, w którym byłam szczęśliwa, do czegoś bardzo bliskiego, kochanego, co zabrała mi wojna” – mówi Iryna w filmie.

Cały film Kovalenko jest jak ta pierwsza sekwencja: zderza poezję, tkliwość, intymność kobiet-bohaterek z brutalną machiną wojenną, w której przemoc seksualna jest jednym z rodzajów broni.

„Zabiję cię, jeśli powiesz”

Dla Iryny pierwszym przełomem w drodze do odzyskania siebie było sadzenie drzew i pielęgnowanie ogrodu. Drugim było powołanie do życia w 2019 roku organizacji SEMA – skupiającej kobiety, które tak jak ona doświadczyły przemocy seksualnej na wojnie. W filmie Iryna odnajduje inne straumatyzowane kobiety i cierpliwie przekonuje, by opowiedziały swoje historie przed kamerą. To pierwszy krok, aby odbudowały życie po gwałtach i torturach zadanych przez rosyjskie wojska.

Poznajemy je wszystkie z imienia i nazwiska. To w większości starsze kobiety z okupowanych terytoriów, które przeszły przez doświadczenie gwałtu. Ich historie obnażają prawdę o przemocy seksualnej: gwałt nie wynika z niekontrolowanego popędu, jest elementem zaplanowanej na zimno brutalnej przemocy, która ma złamać ukraińskie społeczeństwo.

60-letnia Tetiana nie chce wracać pamięcią do nocy, kiedy do jej domu wdarli się Buriaci z rosyjskiego oddziału i rozdzielili ją od męża. Chciała uciekać, ale kiedy zaczęli ją dusić do nieprzytomności, zrozumiała, że musi się poddać.

Ludmiła jest prababcią – kiedy rosyjski żołnierz stanął nad jej łóżkiem, powiedziała, że mógłby być jej wnukiem. Żołnierz zagroził jej śmiercią, po czym zgwałcił. Na odchodne rzucił w jej stronę nabój do karabinu, grożąc, że jeśli powie o nim komuś, wróci i zabije ją tą kulą. Kobieta pokazuje nabój do kamery – ma go do dzisiaj.

Halynie żołnierze wybili zęby kolbą karabinu, kiedy otworzyła drzwi. Bili ją i ranili, a potem brutalnie zgwałcili. Jej także kazano milczeć.

Olha przekazywała ukraińskim wojskom informacje o rosyjskich oddziałach. Zdradził ją sąsiad. Żołnierze w pokoju obok torturowali jej 19-letniego syna i zmuszali ją, aby słuchała jego krzyków. Potem razili ją prądem.

Drzewo marzeń

Podobnych świadectw SEMA zgromadziła w swoich archiwach tysiące. „Ślady” opowiadają jednak nie tylko o traumie wojennej przemocy seksualnej, ale także o solidarności i wzajemnym wsparciu kobiet, które pomagają sobie odzyskać godność i wrócić do życia. Kiedy Iryna wyjeżdża do Irlandii, by leczyć chorobę nowotworową wywołaną wieloletnim stresem, jej rolę przejmują inne członkinie organizacji. Dzięki wspólnocie odzyskują siłę i sprawczość.

Film kończy nagranie jednego ze spotkań. Te, które przetrwały, opowiadają o swoim doświadczeniu tym, które jeszcze milczą. Na ścianie widać rysunek drzewa, na którym umieszczono marzenia zapisane na kwiatach z papieru: „Wrócić do domu”, „Mieć basen”, „Żeby wojna się skończyła”.

Dzięki kobietom z SEMA dzisiaj to nie ofiary przemocy seksualnej są napiętnowane wstydem, ale oprawcy.

„Ślady”, reż. Alisa Kovalenko, Marysia Nikitiuk, produkcja: 2Brave Productions, Message Film (Ukraina, Polska). Film można zobaczyć do 17 maja na festiwalu Millennium Docs Against Gravity, odbywającym się jednocześnie w siedmiu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy oraz Łodzi, a od 19 maja do 1 czerwca – online.

Na zdjęciu Roman Pawłowski-Felberg
Roman Pawłowski-Felberg

Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.

Komentarze