0:00
Prawa autorskie: EU/Etienne AnsotteEU/Etienne Ansotte
27 maja 2020

Komisja Europejska proponuje zawrotne 750 mld euro na odbudowę UE po pandemii. "Historyczny moment"

W ramach funduszu odbudowy, nazwanego "Nowe Pokolenie UE" (ang. "Next Generation EU"), Komisja Europejska chce zmobilizować dodatkowe 750 mld euro, by pomóc krajom najbardziej dotkniętym przez koronakryzys. Polska może liczyć na aż 63,8 mld euro wsparcia. O losach ambitnego projektu zadecydują członkowie Unii w Radzie Europejskiej

Wydrukuj

"Pokolenia przed nami zbudowały Unię pokoju i dobrobytu, bezprecedensowe osiągnięcie, nieporównywalne do żadnego innego na świecie. Dziś my także stajemy przed przełomowym wyzwaniem. Dzięki "Nowemu Pokoleniu UE" możemy zbudować zieloną, cyfrową i bardziej odporną przyszłość dla naszej Wspólnoty" - mówiła w środę 27 maja w Parlamencie Europejskim Ursula von der Leyen.

Jak tłumaczyła przewodnicząca Komisji Europejskiej UE pozyska dodatkowe pieniądze emitując euroobligacje, z czego 500 mld przekaże swoim członkom w ramach bezzwrotnych dotacji, a 250 w ramach pożyczek.

Projekt KE idzie więc o krok dalej niż propozycja Angeli Merkel i Emmanuela Marona, którzy w ubiegłym tygodniu sugerowali "tylko" 500 mld w grantach.

Unia miałaby pożyczyć te pieniądze na rynkach finansowych jako całość, dzięki czemu kredytów nie zaciągałyby państwa członkowskie, a tym samym nie wzrosłoby ich narodowe zadłużenie. UE pożyczki dostałaby na niższy procent niż jej członkowie, zwłaszcza ci, które gospodarczo radzą dziś sobie gorzej.

Z zaciągniętych kredytów Unia 500 mld spłacałaby jako całość, ze wspólnego budżetu, na który składają się wszyscy członkowie. Koszty programu ratunkowego rozłożyłyby się tym samym bardziej równomiernie, a najbardziej poszkodowane kraje nie będą musiały oddawać najwięcej. Pozostałe 250 mld obciążałoby już bezpośrednio budżety państw członkowskich.

Von der Leyen podkreśliła dziś, że "Nowe Pokolenie UE" ma być elementem nowego unijnego budżetu na lata 2021-2027. Dodatkowe środki zasilą zatem już istniejące programy finansowania. Będą pod stałą kontrolą KE, aby uniknąć ryzyka, że zostaną źle spożytkowane.

"Te granty to wspólna inwestycja w naszą przyszłość. Budżet UE zawsze składał się z grantów na inwestycje, to nic nowego. Skoro działał dobrze do tej pory, zadziała i tym razem" - tłumaczyła Von der Leyen w PE.

Część unijnego budżetu

Oprócz "Nowego Pokolenia UE" propozycja Komisji zawiera odświeżony projekt Wieloletnich Ram Finansowych UE na lata 2021-2027. W lutym przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel postulował, by WRF opiewały na 1,095 biliona euro. Nowy pomysł Komisji to 1,1 biliona.

Tym samym nowe WRF byłyby wyższe od dobiegającej końca siedmiolatki na lata 2014-2020.

Komisja podkreśla, że wraz z "Nowym Pokoleniem UE" nowy budżet wyniósłby 1,85 biliona euro. Gdyby wliczyć do niego przyjęty już przez Parlament i Radę pakiet pomocowy w wysokości 540 mld euro, wsparcie UE dla państw członkowskich wyniosłoby zawrotne 2,4 biliona euro.

Von der Leyen wskazała, że Unia będzie musiała tymczasowo podwyższyć pułap zasobów własnych, czyli zdobyć więcej pieniędzy. KE chciałaby, żeby UE pozyskała dodatkowe środki m.in. z podatku węglowego i opodatkowania gigantów branży IT.

Zgodnie z zapowiedzią KE więcej funduszy trafi nie tylko programów bezpośrednio związanych z odbudową gospodarek dotkniętych pandemią. Dodatkowe środki mają wzmocnić np. programy Erasmus+, Horyzont Europa, wsparcie zatrudnienia młodzieży czy Europejski Zielony Ład, w tym Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, co postulowała m.in. Polska.

Zgodnie z projektem Komisji wzrosnąć miałyby także fundusze na spójność i rolnictwo. Komisja proponuje, by było ich o odpowiednio o 55 i 24 mld euro więcej niż w projekcie z maja 2018 roku.

W ramach "Nowego Pokolenia UE" 15 mld euro ma wspomóc rozwój obszarów wiejskich, a 4 mld trafić prosto do rolników w ramach dopłat bezpośrednich. Wciąż jednak proponowane przez Komisję kwoty są wyraźnie niższe niż na lata 2014-2020.

O wzmocnienie budżetu na rolnictwo apelował w połowie maja polski premier Mateusz Morawiecki. Propozycja Komisji to przyjazny gest w jego stronę. Zresztą nie jedyny.

Polska w dobrej sytuacji

Zgodnie z projektem KE największymi beneficjentami 500 mld grantów z "Nowego Pokolenia UE" mają być następujące kraje:

  • Włochy 81,1 miliarda euro;
  • Hiszpania 77,7 mld;
  • Francja 38,8 mld;
  • Polska 37,7 mld;
  • Niemcy 28,8 mld;
  • Grecja 22,5;
  • Portugalia 15,5 mld.

Oprócz 37,7 mld euro bezzwrotnych grantów Polsce ma przypaść prawie dwa razy tyle z puli pożyczek, co w sumie da nam kwotę 63,8 mld euro. To wszystko oprócz pozostałych pieniędzy, które wynegocjujemy nam w ramach unijnego budżetu.

Skąd tak ogromna pomoc dla Polski, która chwali się najmniejszą recesją w całej UE w 2020 roku?

Dane gospodarcze dla państw Unii Europejskiej
źródło: Komisja Europejska, 2020

Przy podziale pieniędzy Komisja uwzględniła, jak koronakryzys uderzył w stan PKB, ale porównała to do prognoz gospodarczych sprzed pandemii. Mimo że polska gospodarka ma się stosunkowo nieźle, to już jej stan w porównaniu z przewidywaniami wzrostu sprzed paru miesięcy wypada słabo.

Nie sprawdził się zatem czarny scenariusz części analityków, wg których Polska miała wręcz dopłacać do funduszu odbudowy. Czy politycy PiS, którzy od kilku tygodni wykorzystują pandemię koronawirusa, by robić z UE kozła ofiarnego, docenią ten gest?

Zadowolenia nie krył na konferencji prasowej 27 maja premier Morawiecki.

"Początkowo wyglądało to różnie, ale dziś widzimy, że nasze postulaty przebiły się również do świadomości naszych partnerów w Europie Zachodniej. To dowód na to, że głos polski w Europie jest uwzględniany, słyszany i doceniany. Ja cieszę się z tego mocno, ponieważ postulowałem Plan Marshalla dla Europy" - mówił.

Krucha równowaga

Zdanie Polski ma znaczenie podobnie jak każdego innego kraju UE. Unijny budżet jest przyjmowany w drodze negocjacji, a zgodzić muszą się wszystkie państwa członkowskie. Ich następne spotkanie w Radzie Europejskiej zaplanowano na 18-19 czerwca.

Ursula von der Leyen, przygotowując swój plan, miała niewielkie pole manewru. Chodziło o to, by większość krajów, które apelowały o "ambitny budżet" i "więcej europejskiej solidarności", ale nie narazić się na weto tzw. "oszczędnej czwórki", czyli rządów Holandii, Danii, Szwecji i Austrii.

Wszystko wskazuje jednak, że nie obejdzie się bez twardych negocjacji. "Oszczędni" jak dotąd torpedowali pomysł, by pieniądze poszkodowanym krajom przekazać w formie grantów. Na propozycję KE chłodno zareagował w środę rząd Danii. "Przyjrzymy się dokładnie planom Komisji" - napisało na Twitterze duńskie przedstawicielstwo w Brukseli.

Spory między państwami członkowskimi ostro skrytykował w ostatnich dniach przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli:

"To nie tak, że mamy kraje oszczędne i rozrzutne. Raczej część państw zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, w której się znaleźliśmy, a cześć nie. Apeluję do decydentów, by w tym historycznym momencie nie zawiedli pokładanych w nich oczekiwań" - napisał na Twitterze.

Projekt Komisji doceniły największe ugrupowania w Parlamencie Europejskim. Większość eurodeputowanych cieszy się także, że KE pod rządami von der Leyen kładzie nacisk na rolę Parlamentu w procesie budżetowym. Szefowa Komisji robi to nie bez przyczyny - potrzebuje sojuszników, by przekonać głowy państw do swojego pomysłu.

Manfred Weber w imieniu Europejskiej Partii Ludowej oświadczył dziś, że "powróciła europejska solidarność i duch Roberta Schumana". Choć EPL nie podoba się pomysł na zwiększanie długów Unii, to frakcja ta nie widzi innego wyjścia, jak tylko postawić na zwiększenie inwestycji. Weber apelował też do rządów "oszczędnej czwórki":

"Wasze firmy nie będą działać dobrze bez dobrze funkcjonującego jednolitego rynku. To jest w waszym interesie. Po kryzysie lat 2008-2010 mieliśmy w Europie stracone pokolenie. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne" - podkreślił.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne