Już niedługo szczyt Unii Europejskiej w Rzymie, na którym przywódcy porozmawiają o przyszłym kształcie wspólnoty. Komisja Europejska przedstawiła pięć propozycji zmian UE. Co oznaczają w praktyce i jak wyjdzie na nich Polska? Wszystko wskazuje na to, że najlepiej bronić tego, co jest

Unia Europejska jest prawdopodobnie w najgorszym stanie od początku swego istnienia. W czerwcu ubiegłego roku obywatele i obywatelki Wielkiej Brytanii podjęli decyzję o wystąpieniu ze wspólnoty. Na pozycję unijnego wywrotowca, do tej pory okupywaną przez Węgry, weszła ostatnio Polska, a pozostałe dwa kraje Grupy Wyszehradzkiej: Czechy i Słowacja podążają tylko kilka kroków za nami. Europa Środkowa stała się hamulcowym w próbach wspólnotowego rozwiązania kwestii pomocy uchodźcom. A to wszystko, zanim jeszcze zdążyły dopalić się zgliszcza Grecji, której gospodarczy upadek obnażył słabość strefy euro i zasiał dużo wątpliwości, czy w Unii faktycznie wszyscy członkowie są równi.

O tym, między innymi, rozmawiać będą liderzy 27 państw członkowskich na szczycie w Rzymie 25 marca. Ale najważniejsze pytanie, na które będą starali się odpowiedzieć brzmi: „Co dalej?”. Komisja Europejska przygotowała tzw. White Paper z pięcioma scenariuszami na przyszłość wspólnoty. Jakie opcje proponuje?

Scenariusz I. Będzie, jak było

To najmniej rewolucyjne rozwiązanie zakłada, że członkowie UE zacisną zęby, by Unia mogła przetrwać w niezmienionej formie. Zakłada kontynuowanie obecnego kursu, czyli skupienie się wzmocnieniu gospodarki przez tworzenie miejsc pracy i stymulowanie inwestycji. Kluczowe będzie również umocnienie systemy wspólnej waluty przez wprowadzenie niezbędnych zabezpieczeń, by uniknąć niestabilności doświadczanej w ostatnich latach. Pojawiające się problemy trzeba będzie rozwiązywać ad hoc.

W polityce międzynarodowej Unia ma mówić jednym głosem: tak w sprawie walki z terroryzmem, negocjowaniu umów handlowych czy decydowaniu o uszczelnianiu granic. Największą wadą tego rozwiązania jest to, że wymaga najwięcej dobrej woli od członków. A o nią obecnie trudno.



Scenariusz II. Tylko handel

Drugie rozwiązanie oznacza wyraźny krok w tył i ograniczenie Unii wyłącznie do wspólnego rynku. Zachowane zostałyby podstawowe wolności UE: przepływ dóbr, usług, kapitału i pracowników. To dużo, ale wymagałoby również wycofania się z wielu olbrzymich osiągnięć wspólnoty: wspólne standardy produkcji – np. leków i żywności, praw konsumenta, praw pracowniczych, regulacji podatkowych czy przepisów o ochronie środowiska.

Na tym rozwiązaniu Polska traci. Stracą pracownicy i przedsiębiorcy. Polska nie mogłaby już liczyć na fundusze strukturalne, z których obecnie obficie korzysta. Straciłyby też polskie firmy, mimo dostępu do wspólnego rynku. Nie byłoby np. przepisów dotyczących państwowego wsparcia dla firm – wówczas polscy rolnicy czy przedsiębiorcy byliby bez szans na europejskim rynku w starciu z i tak już nowocześniejszymi, a do tego jeszcze wyżej dotowanymi rywalami z Niemiec, Francji czy Skandynawii. Kraje takie jak Polska, tym bardziej będą zmuszone konkurować w Europie niskimi kosztami pracy – w marnej sytuacji znajdą się wówczas pracownicy, a Unia ich nie obroni, bo takimi zagadnieniami nie będzie się już zajmować.

Przy rosnących dysproporcjach ekonomicznych między państwami strefa euro miałaby wówczas bardzo małe szanse przetrwania. Na granice najprawdopodobniej wróciłyby bardziej drobiazgowe kontrole, a Unia nie miałaby np. wspólnej reprezentacji w dyskusjach z zewnętrznymi partnerami. Nie byłoby już możliwe także wspólne działania np. w obliczu niedawnego kryzysu uchodźczego. Każde państwo musiałoby radzić sobie samo.

Scenariusz III. Kto chce, ten współpracuje

Ten pomysł jest dość osobliwą hybrydą. Zakłada oparcie Unii na wspólnym rynku, ale z dodatkową możliwością „koalicji chcących”. Oznacza to, że grupy państw z własnej woli mogłyby współpracować ściślej nad interesującymi je aspektami – państwa strefy euro mogłyby dogadywać się w sprawie np. wspólnych regulacji podatkowych czy sposobu działania Europejskiego Banku Centralnego. Inna grupa państw, mogłyby np. pogłębiać współpracę militarną.

Jest to właściwie propozycja Unii wielu prędkości. Taki scenariusz tworzy pewne problemy – nie wiadomo, co stało by się z unijnym prawem obowiązującym obecnie wszystkie państwa. Mogłoby to też doprowadzić do sytuacji, że prawa i obowiązki poszczególnych państw i ich obywateli będą w ramach jednej wspólnoty ogromnie zróżnicowane. Dla krajów takich jak Polska – słabszych dyplomatycznie i gospodarczo – ten scenariusz może oznaczać wykluczenie poza nawias przy uzgadnianiu wielu istotnych kwestii.



Scenariusz IV. Mniej, ale więcej

Czwarta propozycja Komisji zakłada ograniczenie dziedzin, w których działa UE i tym sposobem zwiększenie efektywności w tych, którymi dalej będzie się zajmować. Miałyby to być sprawy najbardziej wspólnotowe – rozwój gospodarczy, wspieranie innowacyjności czy ochrona granic. Unia przestałaby zajmować się np. kwestią ochrony zdrowia, polityką społeczną czy standardami prawodawstwa. Trudno jednak zilustrować takie rozwiązanie, bez konkretnych ustaleń, jakimi dokładnie sferami zajmowałaby się Bruksela. Nie wiadomo więc, jak dobrze wyszłyby na tym poszczególne kraje, ale Polska w tym wypadku najpewniej również pożegnałaby się z funduszami pomocowymi.

Scenariusz V. Więcej i więcej

Ostatni pomysł to droga jeszcze intensywniejszej współpracy. Unia zostaje, jaka jest i intensywnie pracuje na rzecz zacieśnienia więzi między członkami. Strefa euro jest w miarę możliwości jak najbardziej rozszerzona i wprowadzone będą jeszcze bardziej unifikujące zasady.

Gdzie w tym Polska?

Trudno wyobrażać sobie, że wygra scenariusz piąty – w europejskich społeczeństwach jest teraz zbyt dużo negatywnych sentymentów wobec dalszej integracji. Możliwe są więc raczej tylko rozwiązania I-IV.

Dla Polski długoterminowo najlepsza byłaby opcja pierwsza. Pozostałe trzy sprzyjałyby silnym państwom, do których trudno nas zaliczyć. PiS z jednej strony z pewnością pozbyłby się nadzoru Komisji Europejskiej, depczącej im ostatnio po odciskach za łamanie demokratycznych standardów. Z drugiej strony z funduszy unijnych na pewno nikt w rządzie nie będzie chciał zrezygnować. Takiej jednak propozycji nikt nam raczej nie przedstawi, dlatego w interesie Polski jest, by 25 marca w Rzymie nasi przedstawiciele nie zgodzili się na jakiekolwiek osłabienie integracji.


Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press