Wojna hybrydowa czy atomowa? Stany Zjednoczone czy NATO? Analizujemy strategie obronne obozów PiS i PO. Różni je wiele

W trakcie szczytu NATO sprawdzamy, co na temat wojny i pokoju, bezpieczeństwa, zagrożeń dla Polski i świata, najważniejszych sojuszników i wrogów mają do powiedzenia ekipy rządzące: poprzednia i obecna.

Analizę oparliśmy na oficjalnych dokumentach rządowych i wypowiedziach najważniejszych polityków. W przypadku PO sprawy obronności zdominował ośrodek prezydencki.

W następnych częściach, które opublikujemy w dniach szczytu NATO przeanalizujemy:

  • misje zagraniczne
  • stosunek do armii profesjonalnej i obrony terytorialnej
  • wydatki na zbrojenia, modernizację armii i przemysł zbrojeniowy.

fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Platforma Obywatelska

Największe zagrożenie: konflikt asymetryczny. Potencjalnym sprawcą konfliktu jest militaryzująca się Rosja. Nie grozi nam „konflikt zbrojny na dużą skalę” („mniej prawdopodobny” – Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP z 2014 roku) albo „wojna na wielką skalę” (Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego RP z 2013 roku). Realnie najgroźniejszy („duże prawdopodobieństwo”) jest konflikt aterytorialny, tzw. wojna hybrydowa, której towarzyszyłaby wojna informacyjna. Idzie tu  nieregularną agresję zbrojną toczącą się poniżej progu otwartej wojny, jaką Rosja zastosowała wobec Ukrainy. Skutkiem wojny hybrydowej byłoby „«rozbrojenie» prawnych mechanizmów bezpieczeństwa i w ten sposób zmuszenie zaatakowanego [Polski] do prowadzenia samodzielnych działań zbrojnych w warunkach międzynarodowej izolacji”. „Szczególnie groźna byłaby agresja poniżej progu wojnypodkreśla główny teoretyk obronności związany z obozem PO, prof. Stanisław Koziej – która kreując tzw. sytuację trudno-konsensusową, utrudniłaby lub wręcz uniemożliwiła wspólną reakcję sojuszniczą w ramach art. 5 traktatu waszyngtońskiego”.

Polskie kły, czyli 10-letni plan modernizacji sił zbrojnych.

„Na sojuszników może liczyć ten, kto sam potrafi się bronić” – mówił premier Donald Tusk.

To najlepsze streszczenie logiki obronnej PO. Większy własny potencjał równa się większa „waga” Polski w relacjach sojuszniczych, w ramach NATO, UE i w relacjach z USA. Polska armia miała zyskać cztery zdolności:

  1. odstraszymy ich – zanim nas zaatakują, trzy razy się zastanowią, a to dzięki arsenałowi rakiet średniego i dalekiego zasięgu wystrzeliwanych z systemów nabrzeżnych i samolotów F16, na morzu przez okręty podwodne, na lądzie przez rozwój wojsk specjalnych oraz wyposażenie wszystkich rodzajów sił zbrojnych w bezzałogowe, rozpoznawcze i uderzeniowe statki powietrzne;
  2. nie zaskoczą nas – temu miała służyć rozbudowa obrony powietrznej, przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, w tym tzw. tarcza antyrakietowej; utworzenie zintegrowanych systemów rozpoznania i wsparcia dowodzenia, a także informacyjnych systemów zobrazowania pola walki, rozwój służb specjalnych i wdrożenie najnowszych zinformatyzowanych systemów wywiadowczych i kontrwywiadowczych;
  3. będziemy zdolni do projekcji (pokazu) siły – do tego potrzebne są: rozbudowa mobilności śmigłowcowej, wdrożenie tzw. systemu systemów, czyli zintegrowanego, sieciocentrycznego systemu zarządzania polem walki i wsparcia dowodzenia, rozbudowa infrastruktury umożliwiającej przyjęcie wojsk sojuszniczych;
  4. nie pozwolimy, żeby wtargnęli na terytorium RP – temu ma sprzyjać przede wszystkim rozwój wojsk specjalnych, włączenie Narodowych Sił Rezerwowych w roli uzupełniającej, włączenie formacji pozawojskowych w system obronności państwa.

Główny sojusznik: NATO. Priorytet w ramach Sojuszu: „wzmocnienie wschodniej flanki”. PO opowiadała się za wdrażaniem postanowień szczytu NATO w walijskim Newport, przede wszystkim – Planu na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan). Plan zakłada utworzenie tzw. szpicy, czyli Połączonych Zadaniowych Sił Bardzo Wysokiej Gotowości (VJTF, a więc brygady lądowej, której trzon byłby gotowy do działania w ciągu 48 godzin), a także wzmocnienie Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, utworzenie sześciu wielonarodowych jednostek dowodzenia i kontroli w Europie Wschodniej (tzw. NFIU), stałą rotację sił sojuszniczych i organizację regularnych ćwiczeń wojsk NATO w regionie, a także przygotowywanie baz oraz infrastruktury dla przyjęcia wojsk.

Najbardziej wyrazistym łącznikiem między NATO a USA w Polsce jest baza obrony przeciwrakietowej w podsłupskim Redzikowie, będąca częścią projektu European Phased Adaptive Approach (EPAA), tzn. amerykańskiej „tarczy” chroniącej między innymi terytorium Europy przed atakami rakietowymi.

USA: od platonicznej miłości do proporcjonalnego partnerstwa – to określenie prof. Kozieja. Do ochłodzenia stosunków Polska-USA doszło w trakcie negocjacji tzw. tarczy antyrakietowej w roku 2008. Ewentualne polskie koncesje na rzecz USA (w rodzaju zgody na budowę „tarczy”) miały być ściśle powiązane z realizacją bezpośrednich interesów naszego kraju.

Od 2014, a zwłaszcza po aneksji Krymu przez Rosję, bezpośrednie zaangażowanie Stanów w Europie Środkowo-Wschodniej znowu stało się priorytetem.Wzmocnienie obecności USA w regionie zaczęło być postrzegane przez rząd i prezydenta jako jednoznacznie zbieżne z bezpieczeństwem RP. Wyrazem zbliżenia była tzw. Inicjatywa na rzecz Gwarancji Bezpieczeństwa dla Europy ogłoszona przez prezydenta USA w czerwcu 2014. Zakładała zwiększenie rotacji amerykańskiego personelu wojskowego w naszym regionie, budowę infrastruktury dla wojska i rozmieszczenie sprzętu, a także intensyfikację wspólnych ćwiczeń.

Unia Europejska, czyli sojusznik numer dwa. Celem miało być ustalenie katalogu wspólnych i niesprzecznych interesów oraz celów strategicznych państw członkowskich, które „złożyłyby się w sumie na misję Unii Europejskiej w dziedzinie bezpieczeństwa, gdzie wszystkie państwa deklarowałyby z góry wolę pełnego zaangażowania w realizację interesów wspólnych, a w odniesieniu do interesów niesprzecznych – gotowość udzielenia politycznego poparcia dla ich realizacji, bez deklarowania z góry włączenia się w bezpośrednie działania”.

Ważnymi kierunkami współpracy w okresie rządów PO były też państwa regionu Europy Środkowej (wyszehradzka Grupa Bojowa UE), Litwa i Ukraina (Wielonarodowa Brygada w Lublinie, powołana do życia umową z 2014 roku) oraz państwa skandynawskie.

 

fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwość

W kontrze do poprzedników. Ze względu na sytuację polityczną w Polsce w ostatnich latach (trzyletnia kohabitacja PO i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, następnie pięcioletnia dominacja Platformy z PiS-em w roli najsilniejszej partii opozycyjnej) koncepcje bezpieczeństwa i obrony PiS najczęściej były krytyczne wobec doktryny i praktyki rządów PO.

Zagrożenie numer jeden: wojna atomowa. Zdaniem PiS ze strony Rosji grożą nam nie tylko działania „poniżej progu regularnej wojny”. Najgroźniejszą formą agresji może być atak nuklearny. Wnioski z takiej diagnozy powinna wyciągnąć nie tylko Polska, ale też nasi sojusznicy: „Stany Zjednoczone i NATO wciąż nie odpowiedziały adekwatnie na dysproporcję w potencjale taktycznej broni nuklearnej po stronie Rosji” – głosi wypowiedź PiS w ankiecie wyborczej dla branżowego portalu Defence24.pl.

Kontrowersje w tej sprawie wzbudziła daleko idąca wypowiedź wiceministra obrony narodowej Tomasza Szatkowskiego. Pytany o przystąpienie Polski do programu Nuclear Sharing odpowiedział, że „konkretne kroki są obecnie rozważane”. Program ten umożliwia użyczenie – na wypadek wojny – broni jądrowej państwu sojuszniczemu. Minister zadeklarował, że rząd PiS nie rozważa działań na rzecz uzyskania własnego potencjału nuklearnego ze względu na podpisany przez Polskę traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT).

Ministerstwo Obrony Narodowej oświadczyło, że „w MON nie trwają obecnie żadne prace nad przystąpieniem naszego kraju do natowskiego programu Nuclear Sharing”, a wypowiedź Szatkowskiego rzecznik MON nazwał „opinią”.

Najważniejszy sojusznik: USA. PO stosunki ze Stanami schładzało, PiS uważa, że powinny być bezwzględnym priorytetem. Nawet kosztem relacji z europejskimi członkami NATO i partnerami w UE. Najjaskrawiej różnice między podejściami PO i PiS były widać w trakcie negocjacji tzw. tarczy antyrakietowej w tzw. wariancie I, kiedy chronić miała wyłącznie terytorium amerykańskie. Prezydent Lech Kaczyński ostro krytykował wówczas ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego za niedoprowadzenie do realizacji projektu. Ostatecznie baza antyrakietowa w Redzikowie powstanie w 2018 roku, w ramach nowego planu przygotowanego przez administrację Baracka Obamy i będzie chronić terytorium europejskie. Konflikt na wschodzie Ukrainy przyniósł ocieplenie w relacjach z USA i intensyfikację starań o „wzmocnienie wschodniej flanki NATO”. Od tego czasu PiS krytykuje z jednej strony zbyt małe osiągnięcia i niedostateczne starania w ramach ogólnie słusznego kierunku, z drugiej – zły dobór instrumentów działania i niepełną diagnozę sytuacji. Krytyka dotyczy również posunięć sojuszników Polski, zwłaszcza Niemiec.

NATO to za mało. Potencjał odstraszania NATO jest zdaniem PiS „niewystarczająco wiarygodny” wobec zagrożenia ze strony Rosji. Jeszcze przed wyborami PiS głosił, że na terytorium Polski należy rozmieścić „twardą infrastrukturę strategiczną”. Taka deklaracja pojawiała się w kontekście programu Nuclear Sharing, co mogłoby sugerować, że PiS chce zainstalowania w Polsce broni jądrowej – mimo sprzeczności takiego postulatu z podpisanym przez Polskę traktatem NPT.

Słuszny kierunek, ale nie wystarczy – to opinia PiS o ustaleniach szczytu z Newport. Polska powinna dążyć do stworzenia na naszym terytorium pełnowymiarowych baz i stałej obecności żołnierzy NATO (najlepiej amerykańskich), a nie tylko infrastruktury do ich ewentualnej dyslokacji, rozmieszczenia samego sprzętu i rotacji wojsk. PiS zamierza też wspierać politykę wzmacniania ogólnej siły wojsk NATO, a nie tylko wyznaczonych jednostek szybkiego reagowania.

Sojusznicy: pojedyncze kraje, a nie wielkie koalicje. Kreśląc mapę potencjalnych sojuszników, PiS większy nacisk kładzie na relacje bilateralne, w duchu tzw. realistycznego podejścia do stosunków międzynarodowych. Obok USA jako filaru NATO i najważniejszego partnera, do kluczowych sojuszników należą inni reprezentanci świata anglosaskiego: Kanada i Wielka Brytania (tak w ramach UE, jak i NATO). Podobna do polskiej „wyobraźnia geopolityczna” czyni z jakiegoś kraju sojusznika Polski. A tak naprawdę – analogiczny stosunek do Rosji i przywiązanie do tradycyjnych kategorii hard security, niezależnie od ogólnego profilu ustrojowego, usytuowania międzynarodowego itp.  Są to na przykład: Norwegia, Dania, flirtujące z NATO Szwecja i Finlandia (co PiS ocenia pozytywnie i z nadzieją na wzmocnienie Sojuszu bliską polskiej kulturą strategiczną), a także zagrożona przez Rosję Ukraina. Wobec państw spoza Sojuszu Polska widzi się w roli „państwa ramowego”, które miałoby być pomostem między nimi a resztą NATO.

Co interesujące, Grupa Wyszehradzka nie jest według PiS oczywistym militarnym sojusznikiem Polski. Niejako wbrew podstawowej narracji krajowej jeszcze w listopadzie 2015 autor wypowiedzi PiS w ankiecie o obronności wskazywał, że nie można stawiać „początkowo zbyt ambitnych celów” współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej.

Skąd ten sceptycyzm? Ze względu na rozbieżną percepcję ryzyk, wyzwań i zagrożeń w kontekście rosyjskim – co dotyczy z pewnością Słowacji i Węgier, do pewnego stopnia także Czech. Polska mogłaby tu stanowić raczej „pomost do przenoszenia bardziej dojrzałych doświadczeń i praktyk regionalnej współpracy obronnej ze Skandynawii”, ale nie ośrodek jakiejś trwałej koalicji obronnej.

Podobnie ostrożny stosunek można dostrzec w przypadku krajów bałtyckich (z wyjątkiem Estonii, pierwszego kraju, jaki po swym wyborze na Prezydenta RP odwiedził Andrzej Duda), wobec których Polska jest raczej „dostarczycielem bezpieczeństwa”, a to głównie ze względu na słabości ich sektora obronnego.


Masz cynk?