Międzynarodowe spotkanie w sprawie pokoju na Bliskim Wschodzie w Warszawie zostało zignorowane przez przywódców większości zaproszonych państw. Izrael reprezentuje jednak premier Benjamin Netanjahu. Chociaż polska strona twierdzi, że spotkanie nie jest antyirańskie, Netanjahu nic sobie z tego nie robi. I prowadzi swoją kampanię wyborczą

13 i 14 lutego 2019 w Warszawie odbywa się międzynarodowa konferencja o pokoju na Bliskim Wschodzie. Jej organizatorami są Polska i Stany Zjednoczone. Minister Czaputowicz powiedział przed jej rozpoczęciem:

„Konferencja nie będzie dotyczyć konkretnych państw; będzie koncentrować się na sprawach horyzontalnych, takich jak finansowanie terroryzmu, zagrożenia hybrydowe czy bezpieczeństwo energetyczne”.

Iran problemem

Warszawska konferencja jest inicjatywą Amerykanów. 14 lutego Mike Pompeo, sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych, powiedział w wywiadzie dla Polsat News:

„Iran stanowi realne zagrożenie, lecz ta konferencja ma szerszy cel: rozpoczęcie procesu wygaszania konfliktu istniejącego na Bliskim Wschodzie od lat i zmontowanie koalicji zdecydowanej wygaszać zagrożenie”.

Większość państw, które wysłały do Warszawy swoich przedstawicieli, będzie reprezentowana przez niższej rangi urzędników, a nie przez prezydenta czy premiera. Wyjątkiem jest Izrael. Obecny w Warszawie premier Benjamin Netanjahu ma zupełnie inne zdanie na temat celu konferencji:

„Najważniejszy temat rozmów to Iran – jak dalej powstrzymywać jego umacnianie się w Syrii, jak zatrzymać jego agresywną ekspansję w regionie oraz, przede wszystkim – jak uniemożliwić Iranowi wejście w posiadanie broni atomowej” – powiedział na konferencji prasowej 10 lutego.

„Dla Netanjahu spotkanie w Warszawie (o którym miał być informowany dużo wcześniej) ma przede wszystkim charakter antyirański (wbrew celom konferencji i deklaracjom organizatorów), co wielokrotnie podkreślił” – mówi OKO.press Michał Wojnarowicz, analityk do spraw Izraela w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.  „W ostatnich tygodniach można było zaobserwować zaostrzenie izraelskiej retoryki wobec Iranu. Przed samym wylotem do Warszawy Netanjahu otwarcie przyznał, że Izrael atakował irańskie cele w Syrii”.

Iran mobilizuje w Izraelu

Najważniejszy, obok wiceprezydenta USA Mike’a Penca i sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo, polityk na konferencji ma więc swoje własne założenia co do jej głównego tematu. Dla Netanjahu Iran jest podstawowym tematem jego polityki zagranicznej od lat. Podobnie – dla administracji Trumpa (obok Korei Północnej i Chin). Prezydent Stanów Zjednoczonych przywrócił sankcje ekonomiczne przeciwko Iranowi. Ich zniesienie wynegocjowano w 2015 roku po długim procesie dyplomatycznym z udziałem Chin, Francji, Iranu, Niemiec, Rosji, Unii Europejskiej, USA i Wielkiej Brytanii.

Netanjahu o Iranie wypowiada się często, uważa go za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. Islamski rząd w Iranie równie dużo uwagi poświęca Izraelowi. Rządzący w Teheranie uważają Izrael za syjonistycznego okupanta i wspierają Palestyńczyków. Stąd konflikt jest nieunikniony, choć dotychczas odbywa się on głównie w sferze ostrej retoryki. I nie jest to konflikt między obecnymi rządami – silne napięcie na linii Izrael – Iran trwa co najmniej od 1979 roku i zamiany sprzyjającej Izraelowi i Amerykanom monarchii na teokratyczny reżim.

11 lutego 2019 z okazji 40. rocznicy rewolucji islamskiej w Iranie Netanjahu opublikował na Twitterze filmik, w którym mówi: „Nie ignoruję gróźb ze strony irańskiego reżimu, ale też nie czuję się nimi zastraszony. Jeżeli ten reżim popełni fatalny błąd i spróbuje zniszczyć Tel Awiw i Hajfę, nie uda mu się to. Wówczas jednak będzie to ostatnia rocznica rewolucji, jaką świętują”.

Netanjahu szuka poparcia, przebija lewicę

Do perfekcji opanował Netanjahu granie kartą irańską w mobilizacji swoich zwolenników. A dziś to poparcie jest mu potrzebne jak nigdy.

„Po raz pierwszy od lat Netanjahu czuje się zagrożony. Nigdy przez ostatnie 10 lat jego rządów, a także wcześniej, podczas jego rządów w latach 90., jego pozycja nie była tak zagrożona” – mówi OKO.press Ofer Aderet, dziennikarz lewicowego dziennika izraelskiego „Haaretz”. „Widać, że jest spięty. Agresywnie reaguje na innych kandydatów w wyborach, szczególnie Benny’ego Gantza, który był szefem izraelskiej armii kilka lat wcześniej. Gantz założył swoją partię i stał się bardzo popularny jako alternatywa dla Netanjahu. Druga sprawa: w kolejnych tygodniach prokurator generalny powinien opublikować swoją decyzję, czy Netanjahu będzie musiał odpowiadać przed sądem za korupcję. Jeżeli tak się stanie, jego publiczny wizerunek może zostać zniszczony, a niektórzy politycy będą domagać się jego rezygnacji”.

9 kwietnia 2019 odbędą się w Izraelu wybory parlamentarne. Dla warszawskiej konferencji i wizyty Netanjahu w Warszawie to bardzo ważny kontekst. W kampanii daje mu to możliwości, jakich nie ma żaden inny kandydat.

„Może pokazać wyborcom, że jest silnym liderem, że społeczność międzynarodowa go docenia, ponieważ jest zapraszany na konferencje na całym świecie” – mówi Ofer Aderet – „Że ma dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, współorganizatorem konferencji. Że jako silny, prawicowy lider potrafi zasiąść do rozmów z arabskimi politykami. Chce pokazać, że to on jest w stanie to osiągnąć, nie lewica, która tak dużo mówi o pokoju na Bliskim Wschodzie”.

Pierwsze takie spotkanie od 1991 roku

13 lutego, podczas pierwszego dnia pobytu w Warszawie, Netanjahu spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Omanu. Minister przekazał mu zaproszenie od rządzącego Omanem sułtana Kabusa do wizyty w ich kraju. Netanjahu ogłosił swój dyplomatyczny sukces.

Michał Wojnarowicz, PISM: „Netanjahu w swojej kampanii wyborczej mocno podkreśla swoją skuteczność w dziedzinie polityki zagranicznej – bliskie relacje z obecną administracją w USA, niejawne relacje z państwami arabskimi, stanowczość wobec Iranu. Konferencja w Warszawie jest więc dla niego idealną okazją na wzmocnienie tego przekazu i wizerunku jako światowego lidera”.

Ofer Aderet: „To pierwsze tego rodzaju spotkanie krajów arabskich i Izraela od konferencji madryckiej w 1991 roku. Dla Netanjahu to duże osiągnięcie, że izraelski premier zasiądzie do rozmów z ministrami z różnych krajów arabskich, którzy zbiorą się w jednym miejscu. Dlatego konferencja jest dla niego sukcesem samym w sobie, bez względu na to, co uda się ustalić”.

Wojenna wpadka

Poza spotkaniem z omańskim ministrem Netanjahu miał pierwszego dnia konferencji sporo wolnego czasu. Nie zapomniał o kampanii wyborczej. Pod Pałacem Kultury i Nauki nagrał filmik na swoją stronę na Facebooku o prawyborach w Likudzie, jego partii. Jego ekipa medialna nie uniknęła też „wpadki”.

13 lutego o godz. 19.00 na oficjalnym koncie premiera Izraela na Twitterze napisano:

„Co ważne w tym spotkaniu – i nie odbywa się ono w sekrecie, takich spotkań jest sporo – to to, że jest to otwarte spotkanie przedstawicieli najważniejszych krajów arabskich, które usiadły wspólnie z Izraelem, aby posunąć się do przodu we wspólnym interesie, którym jest wojna z Iranem”

Po chwili wpis usunięto, a słowo „wojna” („war”) zastąpiono bardziej neutralnym sformułowaniem „walka/zwalczanie” („combating”). Wpadka czy celowe działanie?

Ofer Aderet: „To głupota, jestem przekonany, że chodzi o tłumaczenie. Słowo, które padło po hebrajsku może znaczyć „prowadzić wojnę” ale też „walczyć o coś” – w niemilitarny, nieagresywny sposób.”

Michał Wojnarowicz: „To raczej wpadka, którą zaczęto korygować z uwagi na kontekst spotkania, żeby nie antagonizować innych uczestników. Nie traktowałbym jednak tej wypowiedzi jako wezwania do »pełnoskalowego« starcia”.

Sprawa ustawy IPN zapomniana

Na porannym briefingu prasowym 14 lutego po rozmowie Netanjahu i Pompeo, sekretarz stanu USA powiedział coś, co Netanjahu chciał usłyszeć: „Nie można osiągnąć pokoju i stabilizacji na Bliskim Wschodzie bez skonfrontowania Iranu”.

Obecność Netanjahu na konferencji bliskowschodniej ma jeszcze jeden kontekst, istotny dla relacji polsko-izraelskich, nie bez znaczenia dla kwietniowych wyborów. To pierwsza wizyta izraelskiego premiera w Warszawie po kryzysie w relacjach między Polską i Izraelem z powodu zmian w ustawie o IPN.

Ofer Aderet: „To bardzo ważny komunikat od premiera Izraela do premiera Morawieckiego i prezydenta Dudy, że im wybaczył cały ten bałagan. Dla Izraelczyków to może być problematyczne, dla ocalałych z Holocaustu, dla lewicowców, którzy krytykowali polski rząd. Ale Netanjahu nie będzie się przejmował lewicowymi wyborcami. Zależy mu na pokazaniu, że jest silnym, prawicowym liderem, tak jak jego sojusznicy na Węgrzech, w Polsce, w Austrii”.

Benjamin Netanjahu, tak jak wielu izraelskich polityków, jest byłym wojskowym, brał udział w wojnie Yom Kippur w 1973 roku. W latach 80. był ambasadorem Izraela w Stanach Zjednoczonych.  W latach 90. awansował do pierwszej ligi izraelskiej polityki. Był jednym z liderów protestów przeciwko porozumieniu pokojowemu z Palestyńczykami w 1995 roku. Kulminacją ówczesnej atmosfery było zabójstwo premiera Icchaka Rabina przez prawicowego ekstremistę. W 1996 roku Netanjahu został premierem po raz pierwszy. Kolejne wybory wygrał w 2009, 2013 i 2015 roku. Zwycięstwo w kwietniu uczyniłoby z niego najdłużej urzędującego premiera w historii Izraela – dziś jest nim jeszcze Dawid Ben Gurion, jeden z założycieli państwa i przywódca syjonistycznej lewicy.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press