03 maja 2020

Konsensus Polaków w sprawach europejskich się skończył. Nowe badania

Różnice w poglądach i emocjach Polaków wobec UE są wyraźne. Przebiegają wzdłuż głównego podziału politycznego między zwolennikami PiS (zwłaszcza jego najtwardszym elektoratem) a wyborcami partii opozycyjnych (poza Konfederacją). Co więcej, dzielą silniej niż wiele innych poglądów, np. na gospodarkę czy priorytety państwa - wynika z sondażu na zlecenie ECFR

1 maja minęła właśnie kolejna, szesnasta już, rocznica przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. I Polska, i Unia znajdują się na zakręcie. Awantura wokół wyborów prezydenckich i narastający spór z o sądy stawiają pytanie o trwałość dokonanego w 2004 roku wyboru.

Z kolei w doświadczonej kryzysem Unii widoczne są poważne napięcia dotyczące solidarności między krajami członkowskim i kompetencji instytucji unijnych.

Omawiane w tym tekście badanie opinii publicznej, przeprowadzone na początku kwietnia na zlecenie think-tanku European Council on Foreign Relations (ECFR)*, rzuca światło na poglądy Polaków na Unię i miejsce w niej Polski w tym wyjątkowym momencie.

Zajrzeliśmy pod powierzchnię rekordowej proeuropejskości Polaków, mierzonej zazwyczaj naszym wysokim przywiązaniem do członkostwa w Unii Europejskiej (87 proc. według ostatniego Eurobarometru).

Już w 2016 roku w raport Fundacji Batorego „Polacy wobec Unii” (jeden z nas był jego współautorem) pokazywał, że mimo awersji do polexitu konsensus w sprawach europejskich się skończył. W wielu sprawach kluczowych dla przyszłości integracji Polacy byli podzieleni, zaś przyzwolenie na głębszą integrację mocno ograniczone.

Wyniki naszego nowego sondażu potwierdzają tę tezę.

Różnice w poglądach i emocjach Polaków wobec Europy są wyraźne. Przebiegają zazwyczaj wzdłuż linii głównego podziału politycznego między zwolennikami PiS (zwłaszcza najtwardszym elektoratem tej partii) a wyborcami partii opozycyjnych (poza Konfederacją).

Co więcej, pytania o Unię dzielą Polaków silniej niż wiele innych poglądów, choćby na gospodarkę czy priorytety polityki państwa (częściowe omówienie naszych badań na ten temat opublikowała ostatnio "Rzeczpospolita").

Innymi słowy: pogląd na kwestie europejskie jest ważnym wyróżnikiem rywalizujących ze sobą politycznych plemion.

To nie powinno zaskakiwać. Unia Europejska była nie tylko kluczowym tłem, ale także aktorem i przedmiotem politycznego sporu rozgrywającego się w naszym kraju przez ostatnie lata.

Jednak to, co w przyspieszonym tempie dzieje się dzisiaj zarówno w Polsce, jak i w Europie, pozwala oczekiwać, że w kolejnych latach Europa dzielić nas będzie nie mniej niż dotąd – a pewnie jeszcze bardziej.

Jaka Unia po kryzysie?

Jak Polacy widzą Unię i jej znaczenie dla naszego kraju w nadchodzących latach? Doświadczenie rozpoczynającej się epidemii niewątpliwie mogło wpłynąć na nasze oczekiwania wobec integracji oraz wiarę pokładaną w instytucjach UE oraz państwach narodowych.

Ten wpływ może nie być tylko tymczasowy: wiele mówi się o tym, że sposoby radzenia z epidemią istotnie mogą zmienić nasze postrzeganie integracji, globalizacji i państw narodowych.

  • 33 procent Polaków uważa, że w przyszłości członkostwo w Unii będzie miało dla Polski większe znaczenie niż dotychczas.
  • Tylko 15 procent jest zdania, że waga integracji zmniejszy się.
  • Przeważa opinia (41 proc.), że członkostwo pozostanie tak samo ważne jak dotychczas.

Jednak różnice między elektoratami są wyraźne. O rosnącym znaczeniu Unii przekonana jest ponad połowa wyborców Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Podziela ten pogląd ledwie co czwarty wyborca Andrzeja Dudy.

Jakie wnioski Unia powinna wyciągnąć z kryzysu?

  • Za zwiększeniem kompetencji Unii opowiada się jedna trzecia Polaków (35 proc.).
  • Co czwarty z nas (26 proc. ) jest temu przeciwny.

Największe poparcie postulat wzmocnienia Unii zyskuje w elektoratach Kidawy-Błońskiej i Biedronia (po 45 proc.), zdecydowanie najmniejsze u zwolenników kandydata Konfederacji (13 proc.).

Wśród popierających urzędującego prezydenta dominują przeciwnicy rozszerzania kompetencji Unii (38 proc.).

Gdyby istniała opcja odwrotna – zwiększenia swobody działania państw narodowych względem Brukseli – wówczas poparłoby ją 60 proc. wyborców Andrzeja Dudy. Mniej niż jedna trzecia któregokolwiek z kandydatów opozycyjnych (poza Krzysztofem Bosakiem) byłaby za.

Zamknięte granice?

Dużym zaskoczeniem może być wysokie poparcia dla większych restrykcji na granicach, gdy już epidemia koronawirusa się skończy. Niemal połowa Polaków (46 proc.) wyciąga z trwającego kryzysu wniosek, że granice wewnętrzne Unii powinny być lepiej kontrolowane.

Tylko 28 proc. jest zdania, że po zakończeniu epidemii powinny zostać otwarte na dotychczasowych zasadach.

Jedynie w elektoracie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zwolennicy otwartości (40 proc.) przeważają nad tymi, który życzą sobie większych restrykcji w przemieszczaniu się po Europie (35 proc.).

Największa dysproporcja występuje w elektoracie Andrzeja Dudy. Za zwiększeniem kontroli na granicach opowiada się 56 proc. jego wyborców (tylko 18 proc. jest przeciwna).

Dlaczego są to zaskakujące wyniki? Swoboda przemieszania się po Europie była, jak dotąd, przywoływana w wielu państwach członkowskich (szczególnie tych, które dołączyły do UE w 2004 roku) jako główne osiągnięcie integracji europejskiej.

Wygląda jednak na to, że koronawirus to zmienił – nie wiadomo tylko, na jak długo. W ECFR prowadzimy obecnie badania w dziesięciu innych krajach UE, które powinny dać nam odpowiedź na pytanie, czy inne społeczeństwa wyciągnęły z kryzysu podobne wnioski.

Resentyment wobec Europy

W stosunku do Unii istotną rolę odgrywają emocje. W debacie publicznej często pojawiają się spory o to, czy Polska jest traktowana w Unii jak równy partner; czy jesteśmy dostatecznie doceniani przez inne kraje; oraz, czy polskość i europejskość to przeciwieństwa, czy raczej dwie strony tego samego medalu.

W którą stronę przechyla się wahadło w odniesieniu do tych pytań? Odpowiedź na nie może pozwolić oszacować skalę resentymentu wobec Europy, który – co nieoczywiste – może swobodnie współistnieć z poparciem dla członkostwa w UE.

We wspomnianym już raporcie Fundacji Batorego pisaliśmy, że około jednej trzeciej Polaków mieści się w tej kategorii: jest teoretycznie za Europą, ale w praktyce pod wieloma względami przeciw. Znajduje to potwierdzenie w naszym nowym badaniu.

37 proc. Polaków uważa, że „polskie wartości są w Europie zagrożone”, podczas gdy ledwie 31 proc. odrzuca taki pogląd.

Znowu, najsilniej przekonani są o tym wyborcy Andrzeja Dudy (51 proc.) i Krzysztofa Bosaka (48 proc.). Ale, co ciekawe, także w elektoracie Szymona Hołowni przeważają ci, którzy w Europie dostrzegają zagrożenia dla polskości (35 proc.).

Wśród wszystkich badanych około 1/3 nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.

Co trzeci Polak (32 proc.) uważa także, że „Europa powinna okazywać Polsce większą wdzięczność”. To nieco więcej niż przeciwników takiego poglądu (27 proc.). Także tutaj zwraca uwagę wyraźna różnica między elektoratem Andrzeja Dudy, w którym ponad połowa (56 proc.) ma do Europy urazy (tylko 9 proc. nie widzi w ogóle takiego problemu), a wyborcami Kidawy-Błońskiej i Kosiniaka-Kamysza, gdzie proporcje są niemal dokładnie odwrotne.

Także w tym wypadku elektorat Szymona Hołowni sytuuje się pomiędzy dwoma biegunami, z bardziej równomiernym rozłożeniem poglądów.

Komu ufamy, na kogo liczymy

Epidemia skłania licznych obserwatorów do postawienia tezy o renesansie państwa narodowego jako najlepszego lub nawet jedynego gwaranta bezpieczeństwa obywateli. W takim duchu wypowiadali się także przedstawiciele polskich władz, w tym Jarosław Kaczyński, który stwierdził w niedawnym wywiadzie dla Gazety Polskiej, że UE zawiodła w kryzysie.

Gdy zapytaliśmy Polaków o to, na kogo „najbardziej mogą liczyć w dzisiejszym świecie”

  • 48 proc. (i 60 proc. wyborców Dudy) wskazało na państwo polskie;
  • tylko 34 proc. widzi opatrzność w Unii Europejskiej;
  • 14 proc. chciałoby szukać „nowych sojuszy”,
  • zaś 4 proc. wskazuje Stany Zjednoczone jako główne oparcie.

Dysproporcja między orientacją na UE a wskazaniami na USA może sugerować, że Polacy znacznie szerzej myślą o swoim bezpieczeństwie niż tylko w kategoriach wojskowych, w której to dziedzinie USA są bezkonkurencyjne.

Ważne jest rozłożenie akcentów przez poszczególne elektoraty. Na Unię wskazuje 64 proc. zwolenników Kidawy-Błońskiej i 61 proc. Kosiniaka-Kamysza, zaś tylko 17 proc. popierających Dudę i stosunkowo mało (30 proc.) deklarujących chęć oddania głosu na Hołownię.

To kolejny przykład o wiele mniej entuzjastycznej postawy wobec UE u zwolenników kandydata niezależnego w porównaniu z elektoratami pozostałej trójki kandydatów spoza prawicy.

Jednak najbardziej zaskakujące jest to, że niemal połowa Polaków twierdzi, że musimy liczyć sami na siebie – a zatem nie na Europę lub kogokolwiek innego.

Być może to jest właściwsza miara polskiej wiary w Europę od tych wskaźników, którymi co pół roku uspokaja nas Eurobarometr?

Unia wypada odrobinę lepiej, gdy zapytamy o poziom zaufania do różnych instytucji.

Zaufanie do Komisji Europejskiej deklaruje 30 procent Polaków, choć nie ufa jej nieco więcej, bo 37 procent ankietowanych.

Niemniej ufność pokładana w Komisji jest i tak większa niż ta, jaką Polacy obdarzają większość instytucji z polskiego życia publicznego. Aż 60 proc. nie ufa rządowi, 53 proc. Kościołowi, 45 proc. sądom, zaś 48 proc. opozycji.

Nie sposób w tym kontekście pominąć teoretycznego scenariusza polexitu, którym na różne sposoby szermuje wielu uczestników debaty publicznej: mówi się o wypadnięciu Polski z Unii, wyjściu Unii z Polski czy prawnym polexicie. Celowo nie pytaliśmy o chęć wyjścia z Unii – wiemy ze wszystkich innych badań, że ogromna większość Polaków taką opcję odrzuca.

To wystarczający powód, by być przekonanym, że w przewidywalnej perspektywie taka katastrofa jest bardzo mało prawdopodobna.

Ale pamiętać należy o dwóch kwestiach.

Po pierwsze, wychodzenie ze wspólnoty to nie jakieś pojedyncze wydarzenie (takie jak referendum), lecz dłuższy proces.

Po drugie, ten proces nie wymaga wcale formalnej legalizacji, aby stać się realnie odczuwalnym faktem. W naszym niedawnym komentarzu dla "Rzeczpospolitej" zauważyliśmy, że o brexicie przesądziły w 2016 roku dwa warunki.

Wielka Brytania od dawna trzymała się na dystans od głównego nurtu integracji europejskiej, nie będąc członkiem strefy euro czy strefy Schengen; jednocześnie zaś Europa wyrosła z czasem na główną oś polaryzacji politycznej na Wyspach.

Trudno byłoby udawać, że te dwa czynniki nie odgrywają w Polsce żadnej roli. Jesteśmy poza jądrem Unii, które stanowi strefa euro. Z kolei nabrzmiewający konflikt o Europę (na jaki wskazują nasze badania) stanie się jeszcze bardziej toksyczny w przypadku wyboru prezydenta o wątpliwej legitymizacji demokratycznej i traktowanego podejrzliwie w Europie.

W samej UE dokonuje się zaś właśnie redefinicja solidarności, na której opiera się cały unijny gmach (co szerzej wyjaśniamy we wspomnianym wyżej komentarzu).

Chwila próby nadchodzi

Dlatego dla deklarowanego przez Polaków przywiązania do Europy chwila próby dopiero nadchodzi. Można domniemywać, że pięć lat rządów Prawa i Sprawiedliwości zdążyło już odcisnąć swoje piętno na tym, w jakim stanie umysłu podchodzimy do tego egzaminu.

Być może kryzys związany z epidemią koronawirusa ujawnia zmiany, jakich nasz wcześniejszy euroentuzjazm doświadczył przez ostatnie lata? A może wydobywa na światło dzienne płytkość tego euroentuzjazmu, która była w nim zaszyfrowana już dużo wcześniej?

Świadczyć mogłyby o tym odpowiedzi na pytania dotyczące praworządności, migracji, klimatu oraz współpracy ekonomicznej, czyli obszarów, w których decydować będzie się przyszły kształt Unii i nowe zasady solidarności.

Solidarność na nowo

Elektoraty kandydatów różnią się w ocenie tego, czy polskie prawo powinno mieć zawsze pierwszeństwo przed unijnym.

Z takim poglądem zgadzają się dwie trzecie wyborców Andrzeja Dudy (a także Krzysztofa Bosaka).

Ledwie 7 proc. sympatyków Kidawy-Błońskiej podziela ich zdanie.

Ważniejsze jest jednak to, że aż 37 proc. ogółu społeczeństwa uważa, że polskie prawo powinno być ważniejsze od unijnego – zawsze!

Cóż z tego, że dominuje (51 proc.) pogląd pośredni, zgodnie z którym prawo unijne czasem może przeważać nad tym polskim. To przecież jest tak samo sprzeczne z tym, na co zgodziliśmy się przystępując do UE.

W przypadku polityki migracyjnej i klimatycznej chodzi nie tyle o to, do czego się zobowiązaliśmy – ale do czego bylibyśmy gotowi się zobowiązać. Tu zaś pojawiają się poważne wątpliwości co do naszej chęci zaangażowania się w kluczowe europejskie inicjatywy.

Nie powinno dziwić nikogo, że wyborcy Kidawy-Błońskiej, Kosiniaka-Kamysza i Biedronia byliby znacznie częściej od sympatyków urzędującego prezydenta gotowi poprzeć dobrowolne przyjęcie uchodźców przez Polskę (pytaliśmy o przyjęcie niewielkiej ich liczby spośród przebywających aktualnie w obozach w Grecji).

Natomiast połowa społeczeństwa uważa, że nie jest to w ogóle problem, którym należałoby się teraz zajmować. Nie widzi więc potrzeby wykazania się solidarnością z tymi krajami członkowskimi, na których barki wyzwanie migracyjne spadło w ponadprzeciętnej mierze.

Owszem, czworo na dziesięciu Polaków byłoby gotowe wesprzeć te państwa finansowo i logistycznie. Wciąż jednak jest to pogląd mniejszościowy. I nie wiadomo, na jak poważne wsparcie finansowe w praktyce bylibyśmy w stanie się zgodzić: co innego symboliczna pomoc, a co innego zgoda na znaczące przewartościowanie priorytetów unijnego budżetu i zasad jego dystrybucji.

Nie jest zaskoczeniem, że ponad połowa wyborców Kidawy-Błońskiej, Biedronia i Kosiniaka-Kamysza deklaruje poparcie dla unijnej polityki klimatycznej – podczas gdy dotyczy to ledwie 11 proc. wyborców Andrzeja Dudy.

W skali całego społeczeństwa dominuje (39 proc.) jednak podejście transakcyjne, zgodnie z którym Polska mogłaby tę politykę wesprzeć tylko pod warunkiem otrzymania wysokiego wsparcia finansowego.

Co więcej, dominuje ono nawet w elektoracie Szymona Hołowni – i podziela je jedna trzecia wyborców Kidawy-Błońskiej, Biedronia i Kosiniaka-Komysza.

Na koniec, warto jeszcze przywołać pytanie o wejście Polski do strefy euro. Nie ma i nie było od dawna poparcia większości społeczeństwa dla takiego pomysłu – a nawet wśród polityków opozycji i sympatyzujących z nią ekspertów budzi on niesłabnące kontrowersje.

Wydaje się jednak, że poziom euro-entuzjazmu już dawno nie był w Polsce tak niski. Zgodnie z wynikami naszego badania, wzmocnienie starań o wejście do euro poparłby ledwie co czwarty wyborca, natomiast 45 proc. jest temu przeciwne.

Dwie trzecie zwolenników euro to wyborcy czworga kandydatów demokratycznej opozycji.

Tymczasem, chcąc pozostać w głównym nurcie integracji europejskiej, Polska powinna z czasem, na nowo, zmierzyć się również z tym pytaniem. Stwierdzenie, że wokół euro wzmacnia się obecnie rdzeń integracji europejskiej – w kontekście brexitu z jednej strony, a rysującego się na horyzoncie kryzysu gospodarczego z drugiej – należy już do publicystycznych truizmów.

Pozostawanie poza strefą euro może mieć przykre konsekwencje – polityczne i finansowe – co najmniej w równym stopniu, jak nasza niechęć do demonstrowania solidarności w polityce migracyjnej i klimatycznej, nie mówiąc już o pełnym rezerwy podejściu do prymatu prawa europejskiego nad krajowym.

Najbliższe wybory prezydenckie mogą w ponadprzeciętnym stopniu skomplikować relacje Polski z Europą. To, co dzieje się w Polsce A.D. 2020, nie umyka uwadze naszych unijnych partnerów.

Inne trudne decyzje dotyczące Europy pozostaną przed nami niezależnie od tego, kto akurat będzie u władzy. Dla europejskiej przyszłości Polski kluczowe będą zmiany zachodzące w UE na naszych oczach, gdy my akurat zajęci jesteśmy naszymi wewnętrznymi sprawami.

Autorzy: Piotr Burasszef warszawskiego biura i Senior Policy Fellow w think-tanku European Council on Foreign Relations (ECFR) Paweł ZerkaPolicy Fellow i koordynator programu w ECFR

* Badanie wykonano w dniach 2-12 kwietnia 2020, na próbie 1,500, metodą CAWI, przez firmę 4P research mix, na zlecenie ECFR.

Od redakcji: Autor zrezygnował z honorarium, wyrażając w ten sposób wsparcie dla OKO.press. Dziękujemy!

Udostępnij:

Paweł Zerka

Ekspert (Policy Fellow) w paryskim biurze Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) - https://ecfr.eu/profile/pawel_zerka/

Piotr Buras

szef warszawskiego biura think-tanku European Council on Foreign Relations, współautor wydanej we wrześniu 2022 analizy „Survive and thrive. A European plan to support Ukraine in the long war against Russia"

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne