Ostra kampania wyborcza w USA. Według Demokratów Donald Trump długo ignorował zagrożenie koronawirusem, a Ameryka jest nieprzygotowana na epidemię. Sam Trump jeszcze niedawno twierdził, że „wirus zniknie” - i że tylko jego polityczni przeciwnicy podsycają panikę. "Niech ktoś go zamknie" - odpowiada Bernie Sanders, demokratyczny senator z Vermont

Donald Trump – który w styczniu 2018 roku sam siebie nazwał „bardzo stabilnym geniuszem” (ang. „very stable genius”) – długo nie traktował koronawirusa poważnie.

22 stycznia 2020 amerykański prezydent wypowiedział się na temat koronawirusa po raz pierwszy. W wywiadzie dla telewizji CNBC przeprowadzanym w szwajcarskim kurorcie w Davos na postawione wprost pytanie – „Czy obawia się pan w tym momencie pandemii?” – Trump odpowiedział:

„Nie. W ogóle. I mamy to totalnie pod kontrolą. To tylko jedna osoba, która przyjechała z Chin i mamy to pod kontrolą. Wszystko będzie świetnie”.

„The Washington Post”, dziennik krytyczny wobec administracji Trumpa, przygotował zestawienie jego wypowiedzi na ten temat. (Drugie przygotował „The New York Times”). Trump stale marginalizował zagrożenie i twierdził, że jest ono „pod kontrolą”:

22 stycznia: „Mamy to całkowicie pod kontrolą”.

7 lutego: „Nic nie jest łatwe, ale [chiński prezydent Xi Jinping] odniesie sukces, zwłaszcza kiedy pogoda się zacznie ocieplać & wirus miejmy nadzieję osłabnie, a potem zniknie”.

24 lutego: „Koronawirus jest jak najbardziej pod kontrolą w USA… Giełda ma się świetnie” [od tego czasu kursy akcji na giełdzie amerykańskiej przeszły załamanie nienotowane od 1987 roku – przyp. OKO.press]

28 lutego: „Zniknie. Pewnego dnia, to będzie jak cud, zniknie”.

9 marca: „Fejkowe Media oraz ich partner, Partia Demokratyczna, robią wszystko, co w ich całkiem sporej mocy (była większa!), żeby rozniecić sytuację z koronawirusem, dużo ponad to, do czego skłaniałyby fakty”.

Dopiero 13 marca Trump ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego, uwalniając 50 mld dol. na walkę z epidemią. Zamknął też granice USA przed podróżnymi z Europy (z pewnymi wyjątkami).

Zmienił zdanie w ciągu 48 godzin – m.in. pod wrażeniem katastrofalnych spadków na amerykańskiej giełdzie. Tylko w poniedziałek 16 marca – kiedy Trump oświadczył, że epidemia w USA może potrwać do sierpnia 2020 – indeks Dow Jones spadł o kolejne kilkanaście procent, do poziomu z maja 2017 roku (w chwili pisania tego artykułu Dow spadł o 13 proc., ale giełda jeszcze była otwarta i kursy cały czas pikowały).

Fantazje prezydenta Trumpa

Trump sam dostarczał nieprzychylnym mediom amunicji. Nie tylko bagatelizował zagrożenie, ale też wprowadzał Amerykanów w błąd.

Mówił np. że wielkie firmy ubezpieczeniowe zdecydowały się pokrywać koszty leczenia Covid-19, choroby wywołanej przez wirusa. To nieprawda: ubezpieczyciele oświadczyli, że tylko będą za darmo wykonywać testy.

Leczenie w USA – nawet dla osób ubezpieczonych – może kosztować dziesiątki tysięcy dolarów (w ramach tzw. „co -payment”, kiedy ubezpieczony pokrywa część kosztów; zasady różnią się w zależności od planu ubezpieczeniowego).

Trump oświadczył także, że „jego intuicja” podpowiada, iż śmiertelność będzie mniejsza niż 1 proc. zakażonych wirusem — podczas gdy dane statystyczne z Chin i Włoch sugerowały wyższe odsetki (nawet 3-4 proc.).

Mówił również, że grypa „jest gorsza” oraz twierdził, że każdy, kto chce, może zrobić sobie test na obecność koronawirusa.

To nieprawda – rząd USA obiecał obywatelom 6 marca aż 1 mln testów, ale dostęp do nich ograniczają liczne wprowadzone przez władze stanowe i ubezpieczycieli zasady. W praktyce dostęp do testów jest w USA trudniejszy niż w wielu krajach Europy.

Tymczasem liczba potwierdzonych przypadków choroby w USA zaczęła szybko rosnąć – w poniedziałek 16 marca wieczorem (według stale aktualizowanego licznika na stronie Johns Hopkins University) wynosiła już 4454.

Z pewnością jest to ułamek prawdziwej liczby zakażonych. 12 marca dyrektor Departamentu Zdrowia stanu Ohio oszacowała, że w stanie (liczącym 11,7 mln mieszkańców) chorych jest już 1 proc., czyli ponad 100 tys. osób.

Prowadzenie przez USA spójnej polityki walki z wirusem jest utrudnione także dlatego, że część kompetencji mają władze stanowe. Np. Nowy Jork bardzo późno – dopiero w niedzielę 15 marca – nakazał zamknięcie barów i restauracji.

Jeszcze w sobotę 14 marca w Nowym Orleanie i w Chicago celebrowano dzień św. Patryka, patrona Irlandii i irlandzkiej imigracji w USA. Chociaż parady z okazji święta zostały odwołane, bary były pełne.

Demokraci: karygodne zaniedbanie

Krytycy Donalda Trumpa z partii Demokratycznej – oraz z tych mediów, które są mu niechętne – nie pozostawili na prezydencie suchej nitki. David Leonhardt, publicysta „The New York Timesa”, ujął te zarzuty tak:

„Trump musiał dokonać serii wyborów. Mógł podjąć agresywne działania, aby spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa. Mógł nalegać, aby USA przyspieszyły produkcję najnowszych testów. Mógł podkreślać ryzyko związane z wirusem i nalegać, aby Amerykanie przestrzegali zasad ostrożności, jeśli mieli powód wierzyć, że są chorzy. Mógł wykorzystać władzę, którą daje urząd prezydenta, aby zmniejszyć liczbę osób, którzy się ostatecznie rozchorują. Nic z tego nie zrobił”.

Politycy Demokratów zarzucają Trumpowi nie tylko zaniechanie, ale aktywne wprowadzanie w błąd opinii publicznej.

„Zamknijcie w końcu tego bełkoczącego prezydenta” – wołał jeden z dwóch głównych kandydatów Demokratów, Bernie Sanders, w niedzielę 15 marca podczas telewizyjnej debaty z Joe Bidenem, drugim pretendentem do tego, aby zmierzyć się z Donaldem Trumpem w wyborach w listopadzie 2020. Biden mówił o potrzebie lepszych przygotowań i konieczności zwiększenia liczby dostępnych testów.

Powoli zaczynają także zmieniać front wspierające Trumpa media, w tym zwłaszcza telewizja Fox News. Fox 13 marca usunął z anteny – oficjalnie zawiesił – prezenterkę Trish Regan, która tłumaczyła widzom, że koronawirus to „kolejna próba Demokratów, aby usunąć prezydenta”.

Amerykańscy komentatorzy mówią też o wywołanej koronawirusem głębokiej recesji – która zacznie boleć obywateli w sam raz na wybory w listopadzie.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Marta Materna

    Gdybym była Amerykanką i musiała dzień w dzień słuchać debilnych wynurzeń tego tępaka, chyba albo wpadłabym w depresję albo dla własnego dobra zaszyła się gdzieś w Górach Skalistych, gdzie nie ma dostępu do jakichkolwiek środków przekazu.

    • Jan Helak

      Tyle że jesteś Polką, a u nas Trump jest najwyższym autorytetem dla Przewodniej Siły Narodu, czyli miłościwie nam rządzącej Partii PiS. No i góry mamy jakieś mikre, niestety…

  2. Lech Słomianowski

    Czy naprawdę zadaniem OKO jest publikowanie artykułów przepisywanych z Guardiana, Washington Post, NYT etc.etc. metodą ctrl+c/ctrl+v???? Analizy i komentarze tych gazet są bardzo ciekawe między innymi dlatego, że nie są przepisywane ctrl+c/ctrl+v z pana Leszczyńskiego.

  3. Krzysztof Skladanowski

    Medycyna w USA jest na najwyższym poziomie. Zdecydowanie jest lepsza niż w Europie. Przypuszczam że głównym czynnikiem jest jej oparcie się na prywatnej przedsiębiorczości. Szpitale leczą dla zysku, laboratoria pracują dla zysku, prywatne kliniki leczą dla zysku. A bogaty naród daje im wszystkim zarobić. Ciekawe czy tamten system lepiej poradzi sobie z epidemią, czy europejski – oparty na powszechnej, państwowej opiece zdrowotnej.

    • Leszek Karlik

      Medycyna w USA jest na takim poziomie, że raport OECD Health at a Glance stwierdził że w krajach OECD są tylko trzy, gdzie ludzie nie mają dostępu do służby zdrowia i są to USA, Polska i Grecja po austerity.

      Każdego roku w USA bankrutuje pół miliona ludzi z uwagi na rachunki za leczenie chorób przewlekłych. Większość z nich w momencie zachorowania miała jeszcze ubezpieczenie.

      (No ale ubezpieczenia to jest biznes zbierania składek a nie wypłacania odszkodowań, w USA np. ubezpieczalnie mają prawników specjalizujących się w maksymalnie długim odwlekaniu wypłaty ubezpieczonemu z ciężką chorobą, bo jest szansa że umrze zanim trzeba będzie zapłacić)

      • Krzysztof Skladanowski

        Zgadza się. Moja bratowa miał ciężki wypadek. Leczenie kosztowało krocie. Ubezpieczenie pokrywało koszty powyżej 20 tysięcy, a te 20 trzeba było jakoś zdobyć. Rodzina, banki, znajomi – nie ważne, ale zdobyli.
        Natomiast ad rem: Jednak to z Polski co rusz, ktoś wyrusza na leczenie do tego przeklętego USA. Na odwrót nigdy.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press