0:000:00

0:00

"Skoro ojciec ma płacić alimenty, to powinien mieć prawo decyzji czy zabić dziecko czy nie", powiedział Korwin-Mikke Sławomirowi Jastrzębowskiemu z SE. I za chwilę dodał:

Feministki mówią, że kobiety są tym żywotnie zainteresowane. Podstawowe prawo rzymskie mówiło, że nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Jeżeli feministki mówią, że ciążą to sprawa kobiety to ona nie powinna się wypowiadać.
Bzdura. Korwin-Mikke przeczy temu, co powiedział dwa zdania wcześniej
"Więc jak?", Super Express TV,20 października 2016

Dzień później, złapany na korytarzu sejmowym przez redakcję portalu pudelek.pl, powrócił do swojej pierwotnej koncepcji:

"Jest sprawą skandaliczną, że kobiety uważają, że to jest ich sprawa. To nie jest sprawa ich. Dziecko jest i ojca, i matki, a jeżeli jest i ojca, i matki, to również ojciec powinien o tym decydować w ten czy w inny sposób. Kobieta nie ma prawa decydować o tym, bo to nie jest jej ciało.

Jeżeli w ogóle ma być aborcja, to ojciec też powinien mieć coś do powiedzenia, a nie tylko kobieta".

Korwin - Mikke przedstawia zatem, w ciągu dwóch minut, dwie przeciwstawne sobie koncepcje. Według pierwszej człowiek powinien mieć możliwość decydowania o sobie, gdy sprawa go dotyczy ("ciąża jest też sprawą mężczyzny, więc powinien mieć głos"). Według drugiej, jest dokładnie odwrotnie: jeżeli jakaś sprawa człowieka dotyczy, to nie powinien się na ten temat wypowiadać, bo nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Te dwie opinie wzajemnie się znoszą, dlatego do analizy wybraliśmy tylko jedną z nich, tę drugą.

Rzymska zasada, którą, niezbyt zresztą wiernie, cytuje europoseł, odnosi się do sytuacji procesu sądowego, gdy ma zapaść decyzja - winny lub niewinny. Jest absurdem odnosić ją do sytuacji, gdy chodzi nie o uznanie winy, ale decydowanie o własnej przyszłości, własnej sytuacji lub własnych działaniach.

Użycie zasady "nikt nie może być sędzią we własnej sprawie" w rozumieniu Korwin-Mikkego, rodzi dość specyficzne konsekwencje. Na przykład: w tej samej rozmowie z SE europoseł usprawiedliwia zmianę nazwy partii (z KORWiN na Wolność w skrócie KORWiN) głosowaniem podczas kongresu: "prezydium zgłosiło wniosek, żeby zmienić nazwę na inną. (...) 50 z hakiem głosów dostała wolność i wygrała".

Wydaje się, że, zgodnie z "podstawowym prawem rzymskim", byłoby lepiej gdyby prezydium jakiejś innej partii, np. Razem, wybrało KORWiNowi nową nazwę.

Co jeszcze? Czy w związku z tym powinniśmy pochopnie zgodzić się na to, by Polakami rządzili Polacy? A nawet jeden Polak, dyktator? Czy nie lepszym sędzią w polskich sprawach byłby obcokrajowiec lub cały parlament obcokrajowców?

Przeczytaj także:

Ta zasada mogłaby też utrudnić życie w wielu drobniejszych sprawach. Czy wybierając miejsce zamieszkania, np. konkretną ulicę i dom nie powinniśmy oddać się w ręce fachowców z zupełnie innej ulicy? Słuszne byłoby, gdyby to oni zadecydowali, bo ani my, jako przyszli mieszkańcy, ani nawet mieszkający już w tym domu ewentualni przyszli sąsiedzi, nie mogą być sędziami we własnej sprawie.

W kwestii samej ciąży i aborcji też nie będzie łatwo. Kto zadecyduje, czy kobieta powinna zajść w ciążę czy nie? A o przerwaniu tej ciąży nie będzie mogła zdecydować ani kobieta ani mężczyzna, bo, jak twierdzi Korwin-Mikke, to także jego sprawa.

Co gorsza, w tej sytuacji wydaje się niemożliwe głosowanie w Sejmie w sprawie dopuszczalności przerywania ciąży. Do takiego głosowania mogliby być dopuszczeni jedynie ci posłowie i posłanki, którzy nie są, nie byli i nie będą w niechcianej ciąży, ani nie są, nie byli i nie będą tej ciąży sprawcami. Jak to sprawdzić?

OKO.press przyznaje Januszowi Korwin-Mikkemu zbity zegar, bo ta wypowiedź nie zmieściła się na fałszomierzu. Może dlatego w sondażu preferencji partyjnych (IPSOS dla OKO.press) partia Wolność w skrócie KORWiN nie uzyskała ani jednego głosu kobiet.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej przez 15 lat pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Przeczytaj także:

Komentarze