Żegnamy człowieka, który jest jak ogień, który z ciemności wydobywa kształt rzeczy, w ciemnościach jakby nieobecnych, niedostrzegalnych. Ogień budzi strach, śmierć budzi strach. Żegnamy człowieka, który będzie nam towarzyszył. Koło takich wydarzeń nie da się przejść z zamkniętymi oczyma, zatkanymi uszami - mówił o Piotrze Szczęsnym ks. Adam Boniecki

„Niepotrzebna jest ta twoja męka, twój czyn nieadekwatny do sprawy, twojego krzyku i tak nikt nie słucha… Tak mówią zadowoleni z siebie, i mówią to człowiekowi, który swoją egzystencję, swoje być zamienił w krzyk, zamienił w ogień, zamienił w ból. To taka chwila, że chciałoby się powiedzieć: uważajcie sędziowie swoich racji,  żebyście kiedyś nie zostali wypluci z ust Boga” – przestrzegał ks. Adam Boniecki w homilii podczas mszy za Piotra Szczęsnego. „Mówią mi: z samobójcy robisz świętego. Nie, nie jestem od ogłaszania świętych. Myślami stoję – i myślę, że wszyscy stoimy – tam, na placu, pod Pałacem Kultury. I pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mego bliźniego, tak dramatyczny czyn?”.

14.11.2017 r. Cmentarz Salwatorski w Krakowie. Kazanie ks. Adama Bonieckiego podczas pogrzebu Piotra Szczesnego. Po lewej ks. Wojciech Lemanski, z tyłu bp Tadeusz Pieronek, Fot. Jakub Porzycki/ Agencja Gazeta.

We wtorek 14 listopada 2017 roku, na jesiennym Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie, słuchało go w skupionej ciszy, około tysiąca osób, wiele z białymi różami, symbolem obywatelskiej niezgody.

19 października 2017 Piotr Szczęsny, 54 letni chemik, zawodowo zaangażowany we wspieranie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, sam nazywający siebie „szarym człowiekiem”, ukształtowany przez doświadczenie podziemnej „Solidarności”, podpalił się na Placu Defilad w Warszawie, w proteście przeciwko naruszaniu przez PiS podstaw państwa prawa i odbieraniu wolności obywatelskich. „A ja wolność kocham ponad wszystko” – napisał w pożegnalnym liście-manifeście. 

Swój przygotowywany od miesięcy czyn zrealizował przy dźwiękach puszczonej przez głośnik piosenki „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni. 

Ciężko poparzony zmarł 10 dni później w szpitalu nie odzyskując świadomości.

Pod koniec wtorkowego pogrzebu Chłopcy z Placu Broni wykonali ten właśnie utwór, stojąc obok cmentarnej kaplicy, około 100 metrów od grobu. Było go jednak słychać na całym cmentarzu.

Mszę świętą odprawiał bp Tadeusz Pieronek. Zabrał głos: „Nie pochwalam samobójstwa, ale ten człowiek upomniał się o sprawy ważne dla nas wszystkich”.

W uroczystościach pogrzebowych zwiął udział również ks. Wojciech Lemański, który od wielu dni wspierał duchowo rodzinę Piotra i udzielił mu namaszczenia chorych. Z kaplicy za urną z prochami wyszły w pierwszym szeregu żona Piotra, Ewa oraz jego matka i teściowa. Za nimi szły dzieci: Zofia i Krzysztof.

A oto całe kazanie księdza Adama Bonieckiego:

Drodzy przyjaciele, bracia, siostry,

Jezus mówi: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. Dom Ojca, do którego zdąża Jezus, do którego nas zaprasza, to dom, którego mieszkańcy nie interesują się już metrażem, ani liczbą izb na mieszkańca. Gdy się rozpadnie dom doczesnej pielgrzymki, Twoi wierni znajdą przygotowane im w domu wiecznym mieszkanie.

  • Zobacz fragment Ewangelii, do którego odwołuje się ks. Boniecki

    Słowa Ewangelii według świętego Jana (J 14, 1-6)

    Jezus powiedział do swoich uczniów:
    «Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.
    A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».
    Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
    Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie».

    Oto słowo Pańskie.

Mieszkań wiele, znaczy bogactwo, różnorodność. Ilu jest takich, których różnorodność przeraża. Tymczasem często nie rozumiemy różnorodności, oczekujemy, że doskonałość dla wszystkich będzie taka sama. Różnorodność, inność, budzi w nas odruchy agresji.

Jezus jednak mówi wszystkim, którzy czują się w oczach ludzi inni: nie lękajcie się, mieszkań jest wiele. Jest miejsce dla każdego.

Żegnamy w modlitwie świętej pamięci Piotra, człowieka, który jest jak krzyk, który rozdziera ciszę, jak ogień, który z ciemności wydobywa kształt rzeczy, w ciemnościach jakby nieobecnych, niedostrzegalnych. Krzyk budzi strach, ogień budzi strach. Śmierć budzi strach.

Fragment Księgi Koheleta, który przed chwilą czytał ksiądz Wojciech [Lemański – red.], odnosi się do wizji

człowieka, który widzi więcej niż inni. Człowieka, który widzi rozpadający się świat. Inni jeszcze tego nie widzą, dla nich wszystko jest wciąż tak, jak było. Kohelet widzi i chce żeby ten obraz zaczynającego się rozpadu, rozkładu zobaczyli inni.

Żeby zrozumieli to, czego nie chcą zobaczyć. A już kręcą się po ulicy płaczki, zanim się przerwie srebrny sznur i stłucze się czara złota i dzban się rozbije u źródła i w studnię kołowrót złamany wpadnie… Patrzcie, coś rozsypuje, pęka.

Czy Kohelet ma rację? Może mu się tak tylko wydaje? Może brano go za szaleńca? Może mówiono, że jest niebezpiecznym defetystą? Kohelet od stuleci do dziś, pozostaje w gronie największych mędrców ludzkości.

Ośmielę się powiedzieć, że

śp. Piotr był jednym z tych, którzy widzą ostrzej, widzą to, czego większość ludzi nie dostrzega. Który czuje pierwsze, jeszcze niemal nieodczuwalne drgania sejsmiczne, których większość nawet nie odczuwa, widzi delikatne rysy na murze, który wie, co znaczy ten stłuczony dzban, kołowrót złamany, który wpadł do studni, widzą symptomy katastrofy, wierzą, że mogą ostrzec. Więcej: który wie, że musi ostrzec.

Wciąż do mnie powraca i toczy się w wyobraźni widok śp. Piotra. Te ostatnie godziny jego życia, to trwanie na placu przed Pałacem Kultury… Myślę o wewnętrznym dialogu, który ze sobą toczy, dialogu trudnym, może strasznym. Jest samotny w tym miejscu pełnym ludzi, biegnących, zajętych swoimi sprawami,

usiłuje odpowiedzieć na cisnące mu się do głowy pytanie: czy warto?

Jaki krzyk, jaki znak może ludzkie serca poruszyć? O tym może myśli siedząc tam, przed Pałacem Kultury. W pożegnalnym liście napisał: wierzcie mi, nie jest łatwo.

Powiedzieli mi: z samobójcy robisz świętego. Nie jestem od ogłaszania świętych. Myślami stoję – i myślę, że wszyscy stoimy – tam, na placu, pod Pałacem Kultury. I pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mego bliźniego, tak dramatyczny czyn? Zdumiewają mnie ci, którzy śp. Piotrowi – który przecież jest, bo życie wiernych zmienia się, ale się nie kończy, który zatem jest – rzucają teraz w twarz:

„Niepotrzebna jest ta twoja męka, twój czyn nieadekwatny do sprawy, twojego krzyku i tak nikt nie słucha”. Tak mówią zadowoleni z siebie, mówią człowiekowi, który swoją egzystencję, swoje „być” zamienił w krzyk, zamienił w ogień, zamienił w ból.

To taka chwila, że chciałoby się powiedzieć: uważajcie sędziowie swoich racji, żebyście kiedyś nie zostali wypluci z ust Boga. Tak, żeby nie usłyszeć krzyku, żeby nie zobaczyć światła w tamtym blasku, formują obrony, żeby to nie był krzyż, żeby to nie był znak. Ato jest krzyż, to jest znak.

Wszyscy znamy dobrze dwa listy, testament dla nas napisany przez śp. Piotra. Nie czas teraz na odczytywanie go, czy roztrząsanie. Ale na jeden szczegół chciałbym zwrócić waszą uwagę.

Testament Piotra jest krzykiem jego końca, jest krzykiem bezradności, jest krzykiem protestu, ale – patrzcie! – nie jest krzykiem nienawiści. Jest krzykiem miłości.

„Proszę was jednak pamiętajcie, że wyborcy PiS to nasze matki, bracia, sąsiedzi, przyjaciele i koledzy. Nie chodzi o to, żeby toczyć z nimi wojnę, ani nawrócić ich co najmniej, ale o to aby swoje poglądy realizowali zgodnie z prawem i zasadami demokracji”. Proszę bardzo. To wasi bracia, sąsiedzi, przyjaciele, koledzy, nie mamy toczyć z nimi wojny.

Jest krzykiem człowieka, który kocha Polskę.

W tym wszystkim, co pozostawił nie ma nic z osobistego interesu, ani osobistych krzywd, ani jakiś materialnych strat spowodowanych przez system panujący w Polsce.

Ten człowiek cierpiał za Polskę, z Polską. To coś wielkiego, do czego przybliżamy się z lękiem w tym człowieku, którego dziś żegnamy, a przecież to był człowiek, który kochał Polskę.

Ale On żył, tak jak my żyjemy, wśród nas, z nami, istniał. Pamiętajmy, żegnamy człowieka, nie pomnik, nie symbol, człowieka.

Pani Ewa, żona powiedziała, że byli bardzo szczęśliwym małżeństwem, kochającą się rodziną, dawał tego świadectwo przez całe życie, jako odpowiedzialny, kochający mąż i ojciec. Treść listów, które zostawił dla każdego z nich w pełni to potwierdza, tym bardziej widać, jak trudna to była dla niego decyzja [poza listami do opinii publicznej Piotr Szczęsny zostawił osobiste listy do żony, córki i syna – red.].

Należał do stowarzyszenia Mensa Polska, do tych dwóch procent populacji, którzy inteligencją wystrzeliwują wyżej niż przeciętni członkowie społeczeństwa. Był to człowiek wybitnie inteligentny i jak to bywa u ludzi inteligentnych, z niezwykłym poczuciem humoru.

Uczył ludzi, by zamiast ulegać wpływom, raczej wpływali delikatnie na innych, uczył, że fantastycznie jest mieć wpływ, ale też, że jest to bardzo trudne. Uczył o wolności, że to nie jest samowola, wolność to ogromny wysiłek. Mówił, że trzeba coś przeczytać, przyjść na spotkanie, czasem komuś się narazić [ks. Boniecki opisuje tu pracę Piotra Szczęsnego jako trenera i coacha w pracy na rzecz społeczeństwa obywatelskiego].

Dramat polega na tym – mówił – że ludzie łatwo się godzą na to, że nie mają wpływu, że łatwo przyjmują to, że ktoś za nich decyduje. Był człowiekiem pełnym dobroci,  jej ślad mogliśmy zobaczyć wchodząc na cmentar, bo to on prosił, żeby zamiast kupowania kwiatów na pogrzeb zrobić zbiórkę na opuszczone zwierzęta, naszych braci mniejszych, tak to sformułował.

Żegnamy człowieka, który będzie nam towarzyszył. Koło takich wydarzeń nie da się przejść z zamkniętymi oczyma, zatkanymi uszami. Który będzie szedł z nami.

Jezus mówi: kiedy przygotuję wam miejsce, to znowu powrócę i zabiorę was do siebie, abyście byli tam, gdzie ja jestem. Znakiem, po którym się rozpoznaje, po którym On rozpoznaje lokatorów domu Ojca, jest miłość.

Tym, którzy pytają, kiedy cię widzieliśmy, Jezus odpowie, że cokolwiek dobrego uczyniliście, to właśnie mnie spotkaliście, kiedyście świadczyli dobroć bliźniemu.

Jezus nie jest formalistą. Jego Kościół też nie chce być formalistą. Kościół jest po to, żeby w drodze na spotkanie z Jezusem towarzyszyć człowiekowi i Kościół towarzyszył Piotrowi. Towarzyszył modlitwą, żarliwą modlitwą ludzi wierzących, a na drogę do domu Ojca, umocnił go świętymi sakramentami, niewidzialnym znakiem niewidzialnej łaski, której nam udziela nasz Pan [ostatniego namaszczenia udzielił Piotrowi Szczęsnemu ks. Wojciech Lemanski].

Niech nasze serca się nie trwożą, wierzcie w Boga i wierzcie, że w domu mego Ojca jest wiele mieszkań. Tam się spotkamy.

OKO.press dziękuje pani Wandzie Ostrowskiej za spisanie kazania ks. Bonieckiego.


Sprawa samospalenia Piotra Szczęsnego podzieliła redakcję OKO.press. Część z nas nie zgadza się z przekazem kazania i decyzją o publikowaniu go w całości, uważając, że samobójstwo nigdy nie powinno być przedstawiane jako adekwatne działanie polityczne, a jego gloryfikacja może przyczynić się do samobójstw naśladowczych, czyli tzw. efektu Wertera.


Abonament na wolność słowa:


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym