Ks. Henryk Zieliński minimalizuje zjawisko molestowania dzieci przez kler i twierdzi, że winne jest raczej kościelne "homolobby". Podkreśla, że misją Kościoła jest "stać w awangardzie walki o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży", także w świecie laickim. Wygląda to na podszytą homofobią "ucieczkę do przodu" przed odpowiedzialnością

„Ten film nie pomoże w oczyszczeniu Kościoła. Ludziom walczącym o to oczyszczenie ten film przeszkodzi. Wytrwałem do końca. Czuję zawód, spodziewałem się po panu Smarzowskim czegoś artystycznie lepszego” – tak o filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler” mówił Polsat News 25 września 2018 ks. Henryk Zieliński, naczelny katolickiego tygodnika „Idziemy”. I dalej:

„My musimy stać w awangardzie walki o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży, czy to w parafii, czy na katechezie, czy w ośrodkach opiekuńczych prowadzonych przez Kościół, a także np. w harcerstwie, taka jest misja Kościoła. Nawet jeżeli padają oskarżenia nierzadko wyolbrzymione i instrumentalizowane”.

Zieliński podawał przykłady zabezpieczeń przed pedofilią, jakie zostały wprowadzone w Kościele, m.in. zakaz podwożenia dzieci przez księży samochodem.

Zdaniem ks. Zielińskiego większość przypadków rzekomego molestowania to akty homoseksualne i to raczej na dorosłych np. klerykach. Powołał się na przykład byłego metropolity poznańskiego Juliusza Paetza dodając z wyraźnym żalem, że prawo nie zakazuje „grzechu homoseksualizmu” i dlatego Paetz uniknął kary.

Naczelny „Idziemy” od dawna stoi na stanowisku, że problem pedofilii jest przykrywką dla prawdziwego problemu Kościoła, jakim jest opanowanie tej instytucji przez „homolobby”. W artykule „Pułapka na Kościół” 28 sierpnia 2018 pisał:

„Wrogom Kościoła o to przecież chodzi, żebyśmy w imię otwartości i miłosierdzia nigdy nie uwolnili się od homoseksualnego lobby, a przez to sami dawali powody do ciągłych ataków na Kościół za »pedofilię«. Taki szach i mat”.

Podobne tezy głosi skrajnie konserwatywny publicysta Tomasz Terlikowski, ale on jednak przyznaje, że „są miejsca w Polsce, gdzie nadal nie wyciąga się konsekwencji wobec sprawców przestępstw seksualnych księży albo wyciąga się je, a gdy zmienia się biskup, kary są zdejmowane”.

Przypisanie winy „zboczeńcom”, czyli homofobiczna negacja

Ks. Zieliński najwyraźniej minimalizuje problem molestowania w Kościele, przy okazji zmieniając jego definicję. Wskazanie na winę „homolobby” zdejmuje odium z księży hetero, którzy  – nawet według jego homofobicznych obsesji – stanowią większość kleru.

Podkreślanie, że ofiary są pełnoletnimi mężczyznami także osłabia winę Kościoła, bo nie są to „niewinne dzieci”. Zieliński zapomina, że molestowanie seksualne dotyczy też osób dorosłych znajdujących się w sytuacji podległości.

Zieliński najwyraźniej wyraża tu „postawę obronną”, o jakiej mówił OKO.press ks. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Episkopacie Polski.

„Jesteśmy na początku drogi. Zupełną naiwnością byłoby oczekiwanie, że możemy być na poziomie Niemiec.

Instytucjonalizacja problemu nie postępuje za szybko, dlatego że jeszcze jesteśmy w fazie negacji problemu we własnych szeregach”.

Według Żaka dotyczy to nie tylko kleru, ale

„skoncentrowanie mediów na Kościele czy duchowieństwie sprawia, że rośnie wewnętrzny opór środowiska”.

Kościół jest sprawcą, ale chce być uzdrowicielem

Umieszczając winę niejako poza Kościołem, a przynajmniej zbiorowością księży heteroseksualnych, Zieliński rozwija naukę o misji Kościoła, jaką jest i powinna być ochrona dzieci i młodzieży przed molestowaniem, także w świecie laickim.

To brzmi jak pełen pychy paradoks, gdy przyjąć, że – jak pokazuje ujawniona skala przestępstw kleru w Irlandii, Australii, USA czy Niemczech – Kościół instytucjonalny nie potrafi sobie radzić z molestowaniem we własnych szeregach, a wręcz przeciwnie skutecznie rozwija mechanizmy ukrywania okrutnych praktyk wykorzystywania seksualnego.

Przypisanie Kościołowi misji uzdrowieńczej stanowi mechanizm obronny polegający na odwracaniu sensu: symboliczny sprawca występuje w roli obrońcy, niemoralny przypisuje sobie rolę naprawiającego grzechy.

Kościołowi trudno przyjąć inna perspektywę, nawet bardziej samokrytyczny o. Żak mówił OKO.press, że „bliska jest mi teologiczna lektura tego, co dzieje się obecnie.

Kościół jest postawiony pod pręgierzem przez Opatrzność, która upomina się o krzywdę dzieci, aby oczyszczając się w swoim wnętrzu, był w stanie przyczynić się do ich ochrony wszędzie”.

Polski Kościół zaczyna przepraszać, ale jeszcze nie ujawnia prawdy

Postawa ks. Zielińskiego kontrastuje z podejściem niektórych hierarchów, jak bp płocki Piotr Libera. 17 września 2018 publicznie oświadczył, że wobec „bolesnych wydarzeń związanych z pedofilią, doświadcza przygnębienia, zawstydzenia i gniewu”.

„Przepraszam za łzy i cierpienia spowodowane przez księży, którzy sprzeniewierzyli się swemu powołaniu. Będę nadal z determinacją stawał po stronie ofiar tego rodzaju przestępstw”.

Poinformował, że w czasie 11 lat jego biskupstwa (od 31 maja 2007 roku) „o nadużycia seksualne wobec nieletnich oskarżonych zostało 9 księży. Żaden z nich nie pracuje z dziećmi i młodzieżą, a część została usunięta ze stanu duchownego”.

To dopiero pierwszy – nieśmiały – etap rozliczeń. Kościołowi polskiemu daleko jeszcze do tego, by dokonać choćby rzetelnej oceny skali zjawiska.

O. Żak stawia tu za wzór Niemcy, które są „jedynym krajem, w którym ten problem został rozwiązany w sposób modelowy. Zaproszono tam do okrągłego stołu niezależnych ekspertów, przedstawicieli kościołów, związków młodzieżowych, sportowych i rządu. Ta inicjatywa była możliwa, bo uznano, że istnieje problem społeczny, który trzeba rozwiązać”.

Episkopat niemiecki zamówił też (w 2015 roku) raport, który opracowali naukowcy z czterech świeckich ośrodków badawczych, specjalizujących się w psychiatrii, kryminologii i gerontologii. Według ich ustaleń katoliccy księża i zakonnicy w Niemczech wykorzystywali seksualnie dzieci i młodzież na masową skalę. W latach 1946-2014 co najmniej 1670 duchownych katolickich, czyli 4,4 proc. kleru, molestowało 3677 dzieci i nastolatków. Ponad połowa ofiar nie miała więcej niż 13 lat, najczęściej byli to chłopcy. W co szóstym przypadku dochodziło “do różnych form gwałtu”.

Oskarżani o przestępstwa seksualne duchowni byli przenoszeni do innych parafii, gdzie ich nowi parafianie nie byli informowani o powodach ich przenosin. Tylko w jednej trzeciej przypadków wszczęto postępowania kanoniczne, choć zgodnie z watykańskimi procedurami, każdy ze sprawców powinien być osądzony. Procesy kanoniczne kończyły się zwykle minimalnymi karami.

Gdyby w polskim Kościele skala zjawiska molestowania była podobna, oznaczałoby, że polskim klerze po wojnie sprawców było wiele tysięcy. A ich ofiar kilkanaście tysięcy, w tym połowa poniżej 14 lat.

 

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!