To paradoks: referendum bywa traktowane jako środek korekty braków demokracji pośredniej. Ale dobrze może funkcjonować jedynie tam, gdzie taż demokracja ma się dobrze, gdzie grupy o rożnych poglądach nie mają skłonności do fundamentalizmu - pisze prof. Ewa Łętowska w związku - ale nie tylko - z planowanym przez prezydenta Dudę referendum konstytucyjnym

Referendum, będąc kulawym dzieckiem demokracji, jest tym bardziej ułomne, im bardziej jego matkę – demokrację, charakteryzuje brak zdrowia i tężyzny. Już sama demokracja pośrednia, upartyjniona, nosząca w sobie wadę wynikającą z przeliczania głosów na mandaty wedle zasad z natury rzeczy fałszujących reprezentatywność wyboru, nie gwarantuje zdrowia referendum.

Gdzie nienadzwyczajnie funkcjonuje demokracja pośrednia, także jej bezpośrednie formy (referendum, inicjatywa obywatelska) nie działają wzorowo.

To paradoks: referendum bywa traktowane jako środek korekty braków demokracji pośredniej. Ale dobrze może funkcjonować jedynie tam,

  • gdzie taż demokracja ma się dobrze,
  • gdzie grupy o rożnych poglądach nie mają skłonności do fundamentalizmu,
  • gdzie obywatele są aktywni i gdzie walka polityczna się bardziej „o coś”, a nie „przeciw komuś”,
  • gdzie władza wykonawcza i ustawodawcza są biegłe profesjonalnie w sztuce rządzenia i stanowienia prawa,
  • gdzie po prostu mniej jest okazji do poprawiania błędów, bo się ich popełnia nie tak dużo i nie tak często.

Sedno tkwi w sposobie sformułowania pytań

Referendum służy dobrze tam, gdzie idzie o poznanie zdania społeczeństwa w kategoriach czysto ilościowych, o odpowiedź na pytanie kto jest „za”, a kto „przeciw”. Wynik daje wtedy precyzyjną odpowiedź o istnieniu lub braku poparcia społecznego dla jakieś sprawy.

Pytania muszą zatem dotyczyć kwestii dających się jednoznacznie ująć w kategoriach zero – jedynkowych. Muszą – gdy idzie o referendum „konsultacyjno-konstytucyjne” – być zrozumiałe w jednoznaczny sposób dla pytanych.

Pytanie w takim referendum o to, „czy zmienić mają się zasady funkcjonowania sądów i działanie samorządu terytorialnego” nie spełnia takiego warunku. Wszak nie wiadomo jak i w jakim segmencie miałyby się zmienić owe zasady funkcjonowania sądów i działanie samorządu; kwestie te zależą od całego, złożonego mechanizmu prawnego, w referendum nieujawnianego.

Równie dobrze, z pewnością stuprocentowej aprobaty możemy pytać o to „Czy chcesz sprawnych sądów”, „dobrze funkcjonującej służby zdrowia” czy „uczciwie rozliczanych funkcjonariuszy”, „Czy jesteś za zmianą konstytucji”?

Takie pytanie prowadzi donikąd. Każdy przecież uważa, że istniejący stan rzeczy można i należy poprawiać. Każdy więc będzie za reformą.

Jeżeli pytania będą „mdłe”, nieinteresujące, niezrozumiałe, odległe – istnieje inne niebezpieczeństwo. Gdy temat referendalny ekscytuje mniejszość, a większość ma do niego stosunek obojętny , wówczas ci ostatni zostaną w domach, zaś wynik będzie dziwacznie zniekształcony.

Pasywność społeczeństwa z jednej strony, przy jednoczesnym fundamentalizmie w pojedynczych kwestiach, może doprowadzić do tego, że nie poznamy autentycznych poglądów całego społeczeństwa. Bo wynik „zrobi” głosująca mniejszość.

Mają racje ci, którzy ostrzegają, że referendum nie mówi o tym „jak myśli naród”. Ono powie co myślą ci, którzy przyszli i zagłosowali.

Jak i o co chce pytać prezydent

Przy referendum sedno tkwi w sposobie sformułowania pytań. I tu nasuwa się pytanie. Podobno referendum konsultacyjne w sprawie konstytucji, proponowane przez Prezydenta, ma się odbyć w listopadzie. To już za pół roku. Tymczasem nie wiadomo jak będą sformułowane pytania. Bez skutku szukałam o tym informacji.

Podobno jest ich 60, ale mają być zredukowane do 10. Podobno zmiany w ustawie zasadniczej powinny dotyczyć

  • sposobu wyboru prezydenta
  • oraz Sejmu i Senatu,
  • zakresu kompetencji głowy państwa w relacji do premiera i obu izb parlamentu,
  • a nadto wspomnianych już zasad funkcjonowania sądów,
  • działania samorządu terytorialnego,
  • odpowiedzialności funkcjonariuszy,
  • kwestii socjalnych.

Szczegółów jednak brak – nawet strona internetowa Kancelarii Prezydenta prezentuje się nad wyraz ubogo. Podano tam jednak, że Prezydentowi zależy„aby Polacy określili jaka ma być pozycja Prezydenta RP względem rządu: czy powinien być wybierany w wyborach powszechnych i w związku z tym otrzymać silny mandat w sprawach dotyczących bezpieczeństwa i obrony państwa, jak i w sprawach polityki międzynarodowej, czy może Polacy chcą systemu kanclerskiego, z głową państwa wybieraną przez Zgromadzenie Narodowe”.

Tak sformułowane pytanie oczywiście jest i jednoznaczne, i precyzyjne. Mogłoby być zatem (z punktu widzenia udatności) przedmiotem referendum. Konserwacja obecnego wyboru prezydenta w wyborach powszechnych i doposażenie go kompetencjami znajdującymi się w rękach innych ośrodków egzekutywy – oczywiście żywo interesuje prezydencki ośrodek władzy. Zarazem – z oczywistych względów – kwestia ta tłumaczy także brak entuzjazmu dla referendum ze strony aktualnego ośrodka partyjnej dyspozycji politycznej.

Ten brak niepokoi

Jeżeli jednak referendum jest (ma być) oznaką troski o zainteresowanie ustrojem konstytucyjnym szerokich mas społecznych, to brak na pół roku przed planowanym terminem pytań – poza tym jednym wyrażającym spór o kompetencje prezydenta – jest niepokojący.

Uruchomienie kampanii społeczno-informacyjnej (otwarte spotkania przeprowadzane w poszczególnych regionach Polski, z udziałem „organizacji społecznych, mediów, instytucji edukacyjnych, związków zawodowych, organizacji przedsiębiorców, związków wyznaniowych, a także do osób, które z własnej inicjatywy chcą podjąć działania w zakresie społecznej debaty konstytucyjnej”) jest oczywiście sposobem mobilizacji społecznej.

Jestem jak najdalsza lekceważenia pytań

  • Jakiej chcemy Konstytucji?
  • W jaki sposób Konstytucja ma chronić interesy Państwa Polskiego i obywateli Rzeczypospolitej?
  • Jak nasza Konstytucja ma odpowiedzieć na wyzwania współczesnego świata?

„Wspólne rozmowy o Konstytucji” z pewnością są pożyteczne i kształcące. Czy i na ile jednak przekładają się na sensowne, traktowane na serio demokratyczne referendum konsultacyjne? To można byłoby jednak ocenić na podstawie ostatecznego zestawu pytań referendum.

Tych jednak (a ma być ich dużo, 10) nie znamy – i to na pół roku przed zapowiedzianym terminem głosowania.

Rodzi to obawy, czy aby sens referendum nie miałby być ograniczony do kwestii wzmocnienia prezydenckiego ośrodka władzy.

Jak dalece ta kwestia jest paląca wewnątrz różnych ogniw egzekutywy, widzieliśmy przy przesunięciach kompetencji względem sądownictwa, gdy dokonywano w 2017 roku reform wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli jednak reszta pytań nie byłaby dostatecznie ważka społecznie, a zarazem jednoznaczna, wówczas demokratyczny sens referendum jako zwrócenia się do narodu – zniknie utopiony w ich wieloznaczności i braku konkluzywności, a dialog ze społeczeństwem kolejny raz okaże się iluzoryczny.

Orzeł z czekolady [poparty przez prezydenta Bronisława Komorowskiego pomysł świętowania Dnia Flagi 2 maja 2013 roku przy wielkim orle z czekolady ustawionym przed Pałacem Prezydenckim] okazał się nienadzwyczajnym instrumentem wzbudzania uczuć patriotycznych.

Dziś deficyt traktowania na serio suwerena – nie pomaga dostrzeżeniu w referendum zdrowego dziecka demokracji.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym