13 lipca, w dziesięciolecie tragicznej śmierci Bronisława Geremka opublikowano wspomnienia i reportaże o tym wybitnym historyku i polityku. Przy okazji napisano też i powiedziano rzeczy krzywdzące i nieprawdziwe. Prostujemy niektóre insynuacje i nieprawdy. I przypominamy, za co prawica tak prof. Geremka nie znosi

Jeśli mierzyć wpływ człowieka na polskie życie publiczne ilością pomyj wylewanych na niego w internecie – tym gorszych, że człowiek ten nie żyje od dekady – to można sądzić, że Bronisław Geremek w Polsce rządzi. 10. rocznica jego śmierci – zginął w wypadku samochodowym 13 lipca 2008 roku – wzbudziła wobec zmarłego falę agresji, której mogliby profesorowi pozazdrościć Donald Tusk czy Adam Michnik.

OKO.press nie polemizuje z anonimowym hejtem w internecie. W rocznicę śmierci prof. Geremka wypowiedział się jednak inny historyk, prof. Jan Żaryn, senator PiS. W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl tłumaczył czytelnikom, że wprawdzie Geremek był wielkim historykiem, ale jednak nie do końca:

„Pokolenie zdolnych i bardzo zdolnych historyków, które wyrastało w czasach stalinowskich niewątpliwie miało przewagę nad swoimi równolatkami, którzy nie mogli w latach 50 i 60. nabrać takiego rozkwitu naukowego, ponieważ nie zapisywali się do partii komunistycznej, nie akceptowali porządku aksjologicznego, który wprowadzał marksizm. Pokolenie prof. Geremka i on sam podjął wtedy inną decyzję życiową i był jej beneficjentem.

Mógł wyjeżdżać zagranicę i zdobywać umiejętności językowe. (…) Wszedł w pewną zbiorowość europejskiej nauki lewicowo-liberalnej, która stworzyła mu pewną pozycję przynajmniej na terenie Polski i Francji”.

Tyle Żaryn. A teraz wyjaśnijmy, jak było naprawdę. Bronisław Geremek był uczniem prof. Mariana Małowista, prawdopodobnie najbardziej znanego na świecie w XX wieku polskiego historyka, specjalisty od historii gospodarczej (w szczególności badacza przyczyn zacofania gospodarczego naszego regionu). Prof. Małowist jest powszechnie cytowany przez historyków na całym świecie, należy do światowej klasyki. Na jego pracach opierał się m.in. Immanuel Wallerstein, znany teoretyk polityki z Uniwersytetu Yale. 

Żaryn taktownie przemilcza te drobne detale. Bycie uczniem Małowista nie było uniwersalną przepustką do światowej kariery akademickiej, ale też bardzo ją ułatwiało – przede wszystkim dlatego, że mistrz był postacią wielkiego formatu, nawet w czasach izolacji nauki w PRL w pierwszej połowie lat 50. 

Małowist – i w tym miejscu Żaryn ma nieco racji – był marksistą jako naukowiec. Nie należy przez to jednak rozumieć, że był człowiekiem perelowskiego reżimu: istnieli wówczas marksiści, którzy nie byli zwolennikami reżimu. Sam Geremek w 1992 roku tak wspominał Małowista:

„Małowist był moim mistrzem marksistowskim, który nigdy nie należał do partii komunistycznej i odmówił wstąpienia do niej po wojnie. (…) Marksizm uważał za teorię żywą i otwartą, zarówno w oglądzie świata, który go otaczał, jak i w odniesieniu do przeszłości, którą badał.

To uchroniło mnie, być może, od tego skostniałego marksizmu, skażonego zakłamaniem i duchem śmierci, rozpowszechnianego w dyskursie oficjalnym”.

Żaryn mówi dalej, że owszem, „kariera naukowa Geremkowi jak najbardziej się należała”, ale zaraz się dowiadujemy, że naprawdę zawdzięczał ją PRL-owi. Narzeka, że historyk o poglądach katolickich takiej kariery by nie zrobił. Potem wbija szpilę profesorowi:

„Oczywiście prof. Geremek był bardzo zdolnym człowiekiem i historykiem zajmującym się tematyka miejską w średniowieczu. Chwała mu za to.

Jednak jego pozycja jako historyka, profesora i autorytetu wyrastała w dużej mierze z  totalitarnego systemu, który nie dopuszczał wolnej konkurencji innych osób o przeciwnych światopoglądach”.

O ile można przyznać Żarynowi nieco racji, że w PRL historyk o katolickich poglądach miałby trudniejszą drogę życiową, to istniał jednak wówczas Katolicki Uniwersytet Lubelski, na którym karierę naukową mógłby zrobić. Tak się też zabawnie składa, że po 1989 roku, kiedy nikt już nie marginalizował osób wierzących, polskie uczelnie katolickie nie wydały żadnego historyka o porównywalnym do Małowista czy Geremka statusie międzynarodowym, chociaż miały na to już blisko trzy dekady. Pech?

Na ile jednak sam Geremek zawdzięczał sławę PRL? Ile był warty jako naukowiec? W 2013 roku zapytałem o to innego wielkiego historyka, prof. Jerzego Jedlickiego (zmarł 31 stycznia 2018; wypowiedź ukazała się w „Gazecie Wyborczej”):

„Zaraz po studiach zacząłem pracę w Instytucie Historii PAN. Geremek przyszedł tam krótko po mnie. W 1956 roku byliśmy razem w Paryżu – ja w grupie 30 polskich humanistów, którzy na zaproszenie rządu francuskiego i UNESCO pojechali na sześć tygodni do Francji. Ten wyjazd – którego inicjatorem był wybitny historyk Ferdnand Braudel, jeden z twórców szkoły Annales – rozpoczął bliskie naukowe kontakty polsko-francuskie. Geremek miał wówczas stypendium w Paryżu. Chodziliśmy razem na seminarium Braudela na Sorbonie. Od tego czasu bardzo się przyjaźnił z historykami francuskimi z grupy Annales – z samym Braudelem, z Jacquesem Le Goffem, z Georgesem Duby, z którym potem wydał razem książkę. (…) Geremek orientował się na historię mentalności i kultury, której był chyba jednym z najlepszych znawców w Europie. Jego zainteresowania się obracały w kierunku grup marginesowych w społeczeństwie średniowiecznym: trędowatych, żebraków, przestępców.

Jako jeden z pierwszych zdał sobie sprawę, jak wielką wagę mają badania ludzi z marginesu dla poznania społeczeństwa, które pewne grupy wyklucza albo skazuje na pogardę”. 

Jak to ujął prof. Żaryn? „Zajmował się tematyką miejską”. Otóż Geremek zajmował się czymś znacznie większym i ważniejszym. Przyjaźnił się także z najwybitniejszymi światowymi autorytetami w historii średniowiecza; co więcej, publikował wspólnie z nimi. Jego książki są do dziś czytane i cytowane w Polsce i za granicą.

To wszystko katolicko-narodowemu historykowi nie przechodzi przez gardło. Znając doskonale dorobek Geremka — bo trudno go nie znać, zawodowo zajmując się historią — celowo go umniejsza. 

Na zakończenie senator PiS zarzuca zmarłemu politykowi, że „założył kaganiec narodowi”. Naprawdę!

„Na przełomie lat 80 i 90. pan profesor Bronisław Geremek był utożsamiany jako główny lider tej części środowiska solidarnościowego, które doszło do wniosku, że należy podtrzymać kontrakt okrągłego stołu z wiosny 1989 roku. Uważali, że jego zlikwidowanie po 1990 roku może grozić wybuchem nacjonalizmu, szowinizmu i innych izmów, które miały być rzekomo w naszym narodzie konsekwencją istnienia pobożności chrześcijańskiej.

W obawie przed takim wybuchem uważali, że należy trzymać w swoistym kagańcu społeczeństwo”. 

Tutaj znajduje się sedno zarzutów prawicy wobec prof. Geremka i jeden z głównych powodów nienawiści wobec niego. (Żaryn szczęśliwie nie wspomina o żydowskich korzeniach Geremka, które powraca w niezliczonych antysemickich hejtach w internecie.)

Geremek był wykształconym na Zachodzie intelektualistą, liberałem, obrońcą świeckiego państwa i demokratycznych wartości. Z punktu widzenia PiS te wszystkie cechy to antywartości.

Nie wiadomo też, o jaki kaganiec Żarynowi chodzi – może o to, że katolicko-narodowa prawica nie rządzi nieprzerwanie od 1989 roku. W sprawie rzekomego „kontraktu okrągłostołowego” głos możemy oddać samemu Geremkowi. Przed wyborami 4 czerwca 1989 roku pisał w „Gazecie Wyborczej” (11 maja 1989 roku):

„Wybory, w które wchodzimy, nie są wyborami demokratycznymi. Ani polityczna umowa zapewniająca koalicji rządzącej 65 proc. miejsc w Sejmie (…) ani i tak szybki termin wyborów nie zapewniają aktowi wyborczemu demokratycznego charakteru. Ale jednocześnie te wybory mogą stać się w powojennych dziejach Polski wydarzeniem o niezwykłym znaczeniu. Zależy to od tego, czy będziemy w nich uczestniczyć, czy też przeważy apatia, zniechęcenie, przekonanie o niereformowalności systemu.

(…) Porozumienie okrągłego stołu zapowiada przyszłe całkowicie wolne wybory, spełnienie obywatelskich praw Polaków. Żeby taka perspektywa się zrealizowała, potrzebny jest odpowiedni układ sił, w którym społeczeństwo zorganizuje się tworząc niezależne związki zawodowe, stowarzyszenia, organizacje polityczne, w którym dokona się ewolucja całej sceny publicznej.

Od tej ewolucji zależy, czy przyrzeczenie wolnych wyborów się spełni. Historia nie zna przykładów natychmiastowego przejścia od systemu totalitarnego do demokracji, ale zna przykłady przechodzenia ewolucyjnego, w których silą łagodzącą przejście były czasem monarchia, czasem Kościół, czasem polityczne porozumienie partii lub grup. Obecne wybory stwarzają szansę takiego zabudowania sfery wolności, żeby demokracja stała się nieuchronna.

Pojawia się możliwość zmiany systemu. Czy zmiany tej dokonać można na drodze ewolucji? Na to pytanie odpowiadamy w wyborach. Próbujemy – bez rozlewu krwi, bez wybuchu, bez przemocy – uzyskać zmianę systemu i wytworzyć taką przestrzeń, w której polskie aspiracje do niepodległości, do demokracji i do przyzwoitego ładu gospodarczego będą mogły się realizować”.

Ten artykuł Geremek zatytułował „Akt nadziei”. Jego nadzieja się spełniła: Polska stała się wolnym i demokratycznym krajem, co w 1989 roku wcale nie było dla nikogo oczywiste. M.in. dzięki Geremkowi prof. Żaryn został dziś senatorem – i dzięki Geremkowi może w wolnych mediach opowiadać na temat wybitniejszego historyka i polityka nawet największe bzdury.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?