0:00
Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...
12 października 2016

Likwidację gimnazjów popierają głównie ci, którzy do nich nie chodzili

Plan likwidacji gimnazjów podoba się połowie Polaków i Polek, ale w grupie 18-29, która jako jedyna wie, o czym mowa, przeważa pogląd, że to zły pomysł

Wydrukuj

Wyniki sondażu IPSOS dla OKO.press pokazują, że mimo szerokiej krytyki obecnej reformy edukacji, a także protestów opozycji, ZNP, samorządów, dyrektorów szkół i wielu organizacji pozarządowych, likwidacja gimnazjów cieszy się poparciem społecznym połowy obywateli (50 proc.), a krytykuje ją tylko 38 proc.

W sondażu IBRiS tuż przed wyborami (15–16 października 2015) przeciwników gimnazjów było aż 68 proc., we wcześniejszych sondażach (np. SW Research) przeciw była zwykle połowa lub nieco więcej, a około jedna trzecia za.

Wyniki sondażu OKO.press wskazują, że antygimnazjalne nastroje są trwałe, a jeśli opadły, to niewiele. Inna rzecz, że wciąż mamy do czynienia tylko z zapowiedzią „wygaszania” gimnazjów od września 2017 roku, więc ludzie nie wiedzą jeszcze, jakie to będzie miało skutki.

Doświadczenie gimnazjum nie było złe

Od lat publicyści i eksperci spierają się, czy gimnazjum jest korzystnym dla młodych ludzi urozmaiceniem, wzbogaceniem i wyrównaniem szans w edukacji, czy niepotrzebną i wręcz szkodliwą komplikacją, która edukację spłyca i utrudnia wychowanie. Interesujące jest, jak doświadczenie nauki w gimnazjum wpływa na takie oceny. Nasz sondaż daje tu klarowną odpowiedź.

Pierwsi uczniowie i uczennice poszli do gimnazjów we wrześniu 1999 roku mając 13 lat, czyli dziś mają lat 30. Oznacza to, że badani w sondażu IPSOS z kategorii wiekowej 18-29 lat w komplecie kończyli gimnazja, a niemal nikt z wyższych kategorii wiekowych nie ma takiego doświadczenia.

Okazuje się, że w grupie 18-29 lat - jako jedynej! - zwycięża pogląd, że likwidacja gimnazjów to zły pomysł. Może to oznaczać, że doświadczenie gimnazjum było raczej pozytywne. Dwudziestolatkowie są i będą zapewne bardziej odporni na krytykę wygłaszaną przez polityków - nie tylko partii rządzącej - którzy krytykując gimnazja odwołują się do swego doświadczenia życiowego, w którym gimnazjów nie było.

Eksperci sobie, ludzie sobie

Od początku wprowadzenia gimnazjów w 1999 roku oceny większości ekspertów i opinii publicznej rozmijały się.

Eksperci zwracali uwagę, że gimnazja - i związane z ich wprowadzeniem wydłużenie obowiązkowej dla wszystkich edukacji ogólnej do dziewięciu lat - wyrównują szanse edukacyjne i poprawiają wyniki polskich nastolatków, które awansowały do światowej czołówki edukacyjnej.

Sukcesy polskich 15-latkach w słynnych badaniach PISA zachwyciły ekspertów całego świata. Zwracano też uwagę, że gimnazja to szkoły najbardziej dynamiczne i twórcze, "oczko w głowie" wielu gmin, które inwestowały poważne pieniądze w ich wyposażenie czy zajęcia dodatkowe dla uczniów.

Przeczytaj także:

Według raportu Eurostatu (s. 125) nauczyciele i nauczycielki polskich gimnazjów wyróżniają się – także na europejskim tle – dobrym wykształceniem, chęcią uczenia się i młodszym wiekiem: 51 proc. nie ma jeszcze 40 lat. Badania nie potwierdziły też, że w gimnazjach kumulują się kłopoty wychowawcze i dochodzi na nasilenia przemocy. W badaniach Instytutu Badań Edukacyjnych najwięcej patologii odnotowano w szkołach podstawowych.

Wyrok opinii publicznej był inny. Gimnazja cieszyły się złą sławą jako miejsca, gdzie kumulują się kłopoty wychowawcze, a trzyletni okres jest zbyt krótki, by nauczyciele nawiązali kontakt z dziećmi w trudnym wieku.

Popularne było przekonanie, że obniżenie poziomu edukacji wynika właśnie z tego, że nie ma już czteroletnich liceów zakończonych tradycyjną maturą. Pewną rolę odgrywało tu idealizowane przez dorosłych (w tym polityków od prawa do lewa) wspomnienie własnej licealnej edukacji.

Gimnazjum dla liberałów

Bliższe spojrzenie na wyniki sondażu OKO.press wskazuje, że likwidację gimnazjów popiera w największym stopniu "elektorat ludowy", choć to właśnie dzieci z gorzej wyposażonych kulturowo domów na ich wprowadzeniu mogły skorzystać najwięcej. Za likwidacją jest aż 57 proc. ludzi z wykształceniem podstawowym (w porównaniu z 39 proc. z wyższym ) i 58 proc. mieszkańców wsi (34 proc. z największych miast). Najwyraźniej nie działa tu racjonalna ocena własnego interesu klasowego, w grę wchodzą głębsze podziały kulturowe, które znajdują wyraz w postawach politycznych.

Kryteria socjoekonomiczne wpływają na wybory polityczne, które z kolei prowadzą do wyostrzenia postaw. Prowadzi to do wyrazistej polaryzacji - profilu wyborców PiS z jednej strony i wyborców opozycji liberalne PO i Nowoczesnej, z drugiej.

Ludowemu elektoratowi PiS bliski jest model edukacji, w którym dzieci przez osiem lat uczą się w tej samej szkole. Wielkomiejski, lepiej wykształcony i dynamiczny elektorat liberalnej opozycji opowiada się za modelem, w którym nastolatki przechodzą do niższej szkoły średniej. Zmiana szkoły nie jest tu spostrzegana jak zagrożenie lecz raczej szansa.

Sondaż IPSOS dla „OKO.press” 28-30 września, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1001 osób

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne