Minister Anna Zalewska konsekwentnie nie chce słuchać o zwolnieniach nauczycieli i redukcji etatów, choć problem ten dotknął ponad 32 tys. pracowników oświaty. Wiadomo, że w budżecie na 2018 rok szuka jednak pieniędzy na podwyżki dla tych, którzy przetrwają walec reformy edukacji. Podwyżki mają wynieść 5 proc., ale to nie odpowiada postulatom związkowców

Z projektu budżetu na 2018 rok, do którego dotarł „Dziennik Gazeta Prawna” wynika, że jedną z grup, która otrzyma podwyżki będą nauczyciele. Ma ona wynosić 5 proc., a to oznacza, że w budżecie trzeba zabezpieczyć ok. 2 mld zł na ten cel. Obecnie subwencja wynosi 42 mld zł, a 90 proc. pochłaniają pensje nauczycieli. 28 kwietnia 2017 minister Anna Zalewska zapowiedziała, że w ciągu trzech najbliższych lat pensje wzrosną w sumie o 15 proc. Jednak do deklaracji minister Zalewskiej należy podchodzić ostrożnie, bo brakuje w nich szczegółów. Nie wiadomo, czy chodzi o podwyżkę pensji zasadniczej czy całości wynagrodzenia.

Minister Zalewska nie spełniła też innych obietnic. W styczniu 2017 mówiła, że w związku z reformą „żaden nauczyciel nie straci pracy”.

Z danych zbieranych przez ZNP wiadomo, że pracę straciło przynajmniej 9 702 nauczycieli, a kolejne 22 413 straciło część etatu. Wśród nich aż 1 318 będzie pracować na mniej niż pół etatu.

A to wciąż szacunkowe dane. Pełne poznamy pod koniec września, gdy spłyną informacje z arkuszy organizacyjnych szkół. Przez wakacje ZNP prowadził monitoring w wybranych szkołach – wynika z niego, że skala zwolnień i redukcji etatów może być większa niż zapowiadały dane z czerwca. Wiadomo też, że to dopiero pierwsza fala zwolnień. Kolejna będzie w 2019 roku, gdy dojdzie do „wygaszenia” (MEN-owski eufemizm oznaczający likwidację) gimnazjów.

Jak rosły pensje nauczycieli

W latach 2008-2012 doszło do skokowego wzrostu płac nauczycieli – w sumie o 44 proc.

Zarobki nauczycieli. Rok 2007 = 100

Przez te lata podwyżek płac nauczycieli było sześć:

  • w 2008 roku – o 10 proc.,
  • w 2009 dwie, za każdym razem o 5 proc.,
  • w 2010 – o 7 proc.,
  • w 2011 – także o 7 proc. i wreszcie
  • w 2012 roku – o 3,8 proc.

Jak podaje ZNP, średnie zarobki (wszystkie elementy uposażenia) po serii podwyżek 2008-2012 zł wynoszą:

  • nauczyciela stażysty – 2 718 zł,
  • kontraktowego – 3 017 zł,
  • mianowanego – 3 913 zł i
  • dyplomowanego – 5 000 zł.

Średnia zarobków wszystkich nauczycieli to 3662 zł (w 2014). Jednak to kwota teoretyczna – obejmuje wszystkie możliwe składniki nauczycielskiego uposażenia. Jak pisze ZNP: „Nie jest możliwe, aby jakikolwiek nauczyciel w Polsce miał prawo do wszystkich składników wynagrodzenia na raz (tzn. miał prawo jednocześnie do zasiłku na zagospodarowanie i odprawy emerytalnej)”.

Natomiast średnia płaca zasadnicza to zaledwie 2314 zł brutto.

Po czteroletnim skoku, kolejne podwyżki zostały zamrożone. Rząd Donalda Tuska uznał, że wzrost w latach 2008-2012 był znaczący. Trwały też negocjacje z ZNP na temat ograniczenia takich wydatków, jak urlopy dla poratowania zdrowia (do roku po minimum siedmiu latach pracy).



Prezes ZNP: kiełbasa wyborcza

Prezes ZNP Sławomir Broniarz mówi OKO.press: „Wydaje mi się, że to jest przysłowiowa kiełbasa wyborcza, która ma uspokoić środowisko. Cały czas obracamy się w atmosferze spekulacji. Dla nauczyciela dyplomowanego, który zarabia 3 200 zł brutto wynagrodzenia zasadniczego, 5-procentowa podwyżka oznacza dodatek 150 zł do pensji. To nie jest kwota, która powala. Istotne jest to, czego dokładnie będą dotyczyć podwyżki. Jeżeli przyjmiemy, że wzrost wynagrodzeń o 5 proc. ma obejmować wszystkie składniki uposażenia, to kwota ta będzie wyglądać zupełnie inaczej. Wtedy wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o 2,5 proc. Pamiętajmy, że mówimy o grupie zawodowej, która ma jeden z najniższych poziomów uposażeń.

Płaca zasadnicza nauczyciela stażysty jest zaledwie o 50 zł wyższa od wynagrodzenia minimalnego. 5 procent to nie jest wartość, która poruszy środowisko albo zmotywuje młodego, ambitnego studenta, by podjął trud pracy nauczyciela”.

Broniarz zaznaczył, że już w 2016 roku podczas pierwszego spotkania z minister Zalewską związek postulował wzrost wynagrodzenia nauczycielskiego o 10 proc. Mówi: „Minister wymyśliła 15 proc. rozłożone na trzy lata. Nie ma lepszej strategii na kampanię wyborczą. Warto też przypomnieć, że zapowiadane podwyżki będą szły w parze z dwoma falami zwolnień. Jednej już jesteśmy świadkami, kolejna czeka nas w 2019 roku.”

Dodał też, że kluczowy głos ws. podwyżek powinien płynąc z resortu finansów, a nie MEN. Mówi: „Przechodząc do kuchni tworzenia płac nauczycielskich trzeba jasno zaznaczyć, że środki muszą być zagwarantowane w budżecie państwa, a nie budżecie samorządów. Nie chcemy żeby nasze płace zależały od poziomu zamożności gmin czy empatii oświatowej konkretnych samorządowców.

W tej sprawie wolałbym usłyszeć deklaracje ze strony ministra Morawieckiego, a nie minister Zalewskiej”.

Morawiecki: nie rozmawialiśmy o podwyżkach

Już w kwietniu 2017 roku minister Anna Zalewska miała ujawnić harmonogram podwyżek. Jednak wicepremier Mateusz Morawiecki 25 kwietnia 2017 wykręcał się od jasnych deklaracji. Przyznał jedynie, że nie odbyły się jeszcze żadne rozmowy na ten temat z MEN.

Sytuacja się zmieniła 28 sierpnia 2017, gdy podczas konferencji prasowej na przejściu granicznym Świecko-Frankfurt minister Morawiecki ogłosił, że środki na podwyżki dla nauczycieli zostały zabezpieczone w budżecie. Mówił, że podwyżki „są możliwe wyłącznie dzięki sukcesom, które służby skarbowe osiągnęły na polu uszczelnienia systemu podatkowego”.


[Ale jest szansa na podwyżki dla nauczycieli?]
Oczywiście. Wszystko jest kwestią tylko uzgodnienia w jakiej skali. Tutaj w ogóle jeszcze nie było rozmów na ten temat. Na pewno w ciągu paru miesięcy będziemy więcej konkretów znali

Mateusz Morawiecki, Jeden na jeden, TVN24 - 25/04/2017

20.06.2016 Warszawa . Minister rozwoju w rzadzie PiS Mateusz Morawiecki podczas konferencji " Od papieru do cyfryzacji ". Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta *** Local Caption *** .


Morawiecki może nawet kręci, ale pieniędzy na razie nie daje




500 plus dla nauczycieli

Na liście obietnic minister Zalewskiej pojawił się też program „500 plus dla nauczycieli”. Jego szczegóły ma ujawnić 1 września 2017 roku premier Beata Szydło. Wiadomo, że pieniądze mają trafić wyłącznie do nauczycieli dyplomowanych. Z danych GUS na rok szkolny 2013/2014 wynika, że ci stanowili 52 proc. wszystkich nauczycieli. To znaczy, że na wsparcie nie mogłaby liczyć niemal połowa nauczycieli:

  • mianowani – 26,7 proc. kadry;
  • kontraktowi – 15,6 proc. kadry;
  • stażyści – 3,3 proc. kadry;
  • nauczyciele bez stopnia awansu – 2,5 proc. kadry.

Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym