Ministerstwo Anny Zalewskiej nie chce oddać Łodzi pieniędzy, które miasto wydało na dostosowanie szkół do "deformy edukacji". Prezydent Łodzi zapowiada pozew przeciw MEN. W dodatku ingerencja kuratora sprawiła, że samodzielne gimnazja zostaną w komplecie zlikwidowane

Łódź wydała pieniądze na przystosowanie szkół podstawowych do przyjęcia uczniów siódmych klas: wyposażono pracownie fizyczne, biologiczne i chemiczne w pomoce dydaktyczne, zrobiono remonty dodatkowych sal.

„Wszystkie wydatki wymieniliśmy w piśmie do MEN domagając się zwrotu. Dostaliśmy odpowiedź, że nie otrzymamy ani złotówki” – mówi Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za oświatę. W sumie samorząd wydał 3 757 400 zł.

Trela przypomina, że reforma oświaty miała być dla samorządów bezkosztowa. „Z przykrością stwierdzam, że publiczne deklaracje nijak się mają do rzeczywistości” – napisał do MEN wiceprezydent.

Łódź nie przekształciła gimnazjów w podstawówki. Pieniędzy nie będzie

W odpowiedzi na żądania łódzkiego samorządu MEN dużo pisze o konieczności wprowadzenia reformy edukacji, wsparcia samorządów w początkowym okresie i wylicza kwoty z subwencji, jakie globalnie MEN wypłaca samorządom. Czyli – nie na temat.

Do meritum odnosi się w jednym akapicie przypominając, że ministerstwo przeznaczyło z rezerwy 0,4 proc. subwencji na wsparcie samorządów wprowadzających reformę. W czerwcu i lipcu wypłacono gminom z tej puli łącznie 52,9 mln zł na wyposażenie świetlic, pomoce naukowe, meble i remonty sanitariatów w gimnazjach przekształcanych na szkoły podstawowe.

Ale Łodzi te pieniądze się nie należą. „Poinformowano nas, że zwrot przysługiwałby nam tylko, gdybyśmy przekształcili gimnazja w szkoły podstawowe”  – mówi Trela.

Dlaczego Łódź tego nie zrobiła? Winny jest nadaktywny łódzki kurator oświaty (mianowany przez minister Zalewską), który zakwestionował pierwotną uchwałę miasta o nowej sieci szkół, zakładającą utworzenie nowych szkół podstawowych na bazie Gimnazjów Publicznych nr 3, 13, 33 oraz Gimnazjum Mistrzostwa Sportowego, a także połączenie innych gimnazjów ze szkołami podstawowymi i zawodowymi.

To się nie spodobało kuratorowi, który postawił warunek: miasto ma utworzyć dodatkowe cztery nowe szkoły podstawowe i wskazał gdzie. Ponieważ takie wytyczne są przekroczeniem kompetencji kuratora, miasto skierowało sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a w życie weszła uchwała radnych bez przekształcenia gimnazjów i w  konsekwencji wszystkie samodzielne gimnazja zostaną wygaszone.

WSA przyznał rację miastu i uchylił opinię kuratora. Sąd uzasadnił, że kurator przekroczył swoje kompetencje, bo tworzenie i powoływanie szkół jest wyłączną kompetencją samorządu (co jest zapisane w ustawie samorządowej). Kurator odwołał się do NSA. Miasto czeka na rozprawę.

Łódź skorzystała z 0,4 proc. subwencji, ale z innego paragrafu, w którym nie ma mowy o gimnazjach. Miasto wnioskowało o 463 tys. zł na zakup wyposażenia do nowego budynku dla klas I-III przy jednej z podstawówek, w której dzieci przestały się mieścić. Z tej kwoty MEN przyznał zaledwie 80 tys. zł.

Łódź – miasto „gorszego sortu”?

Nie wiadomo na razie, co się stanie z budynkami po likwidowanych łódzkich gimnazjach. Na pewno w czterech zostaną utworzone od przyszłego roku nowe szkoły podstawowe (nie mylić z przekształceniem). W jednym powstanie Centrum Usług Wspólnych Oświaty, czyli wspólna księgowość wszystkich szkół i przedszkoli. W kolejnym będzie dwujęzyczne liceum angielsko-francuskie. Co z pozostałymi 30 budynkami? Na razie nie wiadomo. Samorząd ma dwa lata, bo tyle potrwa „wygaszanie” gimnazjów.

Wiceprezydent Trela komentuje: „Rząd podzielił samorządy na te lepsze i gorsze, Łódź okazała się gorszego sortu, bo wdrożyła reformę kierując się dobrem uczniów”. Miasto przyjęło rozwiązania, które uznało za optymalne.

Miejscy prawnicy analizują możliwości wytoczenia pozwu wobec MEN, które jest odpowiedzialne za reformę i ma pieniądze na jej wdrażanie. „Jak będziemy mieli cały materiał dowodowy i udokumentujemy wszystkie nakłady, złożymy wniosek do sądu. MEN od początku mówiło, że pieniądze na reformę są w rezerwach celowych rządu. No to jeżeli są, chcemy je otrzymać. Jeśli raz odpuścimy, to może się okazać, że wszystkie kolejne wydatki, będziemy musieli ponosić z budżetu, czyli pieniędzy mieszkańców” – mówi Tomasz Trela.

A tych wydatków będzie znacznie więcej. Wiceprezydent zaznacza, że reforma edukacji PiS będzie wdrażana przez pięć lat i będzie kosztować Łódź kolejnych kilkadziesiąt milionów, m.in. na odprawy dla zwalnianych pracowników „wygaszonych” gimnazjów, na przygotowanie sal lekcyjnych dla klas ósmych, czwartych klas liceów i piątych techników.

„Łódź jest dużym miastem. Mamy 86 szkół podstawowych. Od 1 września 2018 roku musimy otworzyć cztery nowe szkoły podstawowe. Gdyby nie reforma, nie byłoby takiej potrzeby. Wszystkie koszty będziemy wyliczać i wysyłać do MEN” – zapowiada wiceprezydent miasta. Pozew ma być gotowy za dwa tygodnie.



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press