05 lutego 2019

Łódzki PiS zabiera in vitro, bo to "nie leczenie, a omijanie problemu niepłodności"

Radni PiS wykreślili in vitro z budżetu woj. łódzkiego na rok 2019. Wolą finansować naprotechnologię, bo ona leczy, a in vitro "omija problem". To bzdura. "W przypadku cukrzycy podaje się insulinę, a na wady wzroku ordynuje okulary - komentuje ekspertka. - W przypadku niepłodności celem jest wyleczenie choroby, czyli umożliwienie urodzenia dziecka"

Zaledwie przez rok województwo łódzkie cieszyło się miejskim programem dofinansowania in vitro. W 2018 r. w pilotażu, który kosztował 200 tys. zł, wzięło udział 39 par, a w ciążę zaszło 14 kobiet. W 2019 r. program miał być rozszerzony. Jeszcze w poprzedniej kadencji - przed wyborami samorządowymi w regionie - rządząca wówczas koalicja PO-PSL zapisała w budżecie 2 mln zł na ten cel.

29 stycznia 2019 r. radni PiS wykreślili in vitro z budżetu. Połowa pieniędzy (1 mln zł), które miały sfinansować program, trafi do Kliniki Diagnostyki i Leczenia Niepłodności Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. To jeden z ośrodków referencyjnych w rządowym programie kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego, który PiS stworzył po likwidacji dofinansowania dla in vitro Kopacz i Tuska. Chodzi o tzw. naprotechnologię. W 2018 r. klinika w Centrum Zdrowia Matki Polki objęła leczeniem 400 par. W ciąże zaszło 38 kobiet. To i tak "spektakularny" wynik, bo kontrola programu PiS przeprowadzona przez NIK w 2017 r. mówiła o 98 parach w skali kraju, które rozpoczęły diagnostykę. Z nich tylko dwie zostały skierowane do postępowania terapeutycznego.

PiS: "in vitro omija problem"

Decyzja ma ściśle ideologiczny charakter. Najlepszym dowodem jest wypowiedź szefa klubu PiS w Łodzi, Piotra Adamczyka. Zapytany, dlaczego druga połowa środków nie mogła pójść na in vitro odpowiedział:

"Zależy nam, by dofinansować taki program, w wyniku którego te pary będą mogły mieć wyleczoną niepłodność. Zależy nam, żeby wyleczyć, a nie ominąć problem. Dlatego chcemy sfinansować program, który leczy".
Zależy nam, by dofinansować taki program, w wyniku którego te pary będą mogły mieć wyleczoną niepłodność. Zależy nam, żeby wyleczyć, a nie ominąć problem. Dlatego chcemy sfinansować program, który leczy.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Powiedzieć, że in vitro omija problem, bo nie leczy niepłodności, to tak jakby krytykować kardiologa, który wszczepia bajpasy osobie z przewlekłą chorobą wieńcową. Jeszcze dosadniej dla OKO.press komentuje słowa radnego dr Katarzyna Kozioł, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii.

Dr Kozioł: "Większość leczenia w medycynie opiera się na leczeniu objawowym, bo często nie da się usunąć przyczyny choroby. Na przykład w cukrzycy podaje się insulinę a nie przywraca czynność trzustki a w przypadku wady wzroku zaleca się okulary. Podobnie dzieje się w przypadku niepłodności. Należy sobie zadać pytanie jaki jest cel leczenia. Przecież nie chodzi o np. udrożnienie jajowodów kobiety tylko o posiadanie przez nią dziecka.

I to jest celem leczenia niepłodności i tego oczekują pacjenci szukający pomocy – ciąży zakończonej urodzeniem dziecka.

Przyczyną niepłodności bywa np. zmniejszająca się liczba plemników w nasieniu mężczyzn. Mimo chęci i deklaracji pana radnego Adamczyka nie ma obecnie możliwości, aby usunąć tę przyczynę. Jedyną metodą , która pozwala na posiadanie dziecka a więc wyleczenie z niepłodności w takiej sytuacji jest zapłodnienie pozaustrojowego –in vitro metodą mikroiniekcji plemnika do komórki jajowej".

Skuteczność in vitro ponad oczekiwania

Nie możemy obliczyć skuteczności łódzkiego programu, bo nie wiemy ile z 14 ciąż zakończy lub zakończyło się żywym urodzeniem. Z drugiej strony skuteczność programu z pewnością wzrośnie, bo dojdą drugie ciąże z zamrożonych zarodków.

Wiadomo natomiast jakie były efekty zainicjowanego w 2013 roku programu "rządowego in vitro" Tuska i Kopacz, w którym wzięło udział 19 617 par. Do września 2018 r. z urodziło się aż 21 666 dzieci. Jak wyliczyło OKO.press prawie połowa z nich – ok 10 tys. – to ciąże z zamrożonych zarodków.

Okazuje się bowiem, że lepsze warunki dla rozwoju zarodka i całej ciąży da się osiągnąć podczas podania rozmrożonego zarodka w naturalnym cyklu. Dr Kozioł: „Na świecie jest dziś tendencja do dzielenia procedury zapłodnienia pozaustrojowego na etapy, nazywane jest to segmentowanym zapłodnieniem pozaustrojowym. Okazuje się że niejednokrotnie lepsze warunki do zagnieżdżenia istnieją w naturalnym cyklu, a nie stymulowanym hormonalnie w celu wytworzenia wielu pęcherzyków jajnikowych i komórek jajowych. Dlatego w jednym cyklu stymuluje się hormonalnie, pobiera komórki jajowe, zapładnia je i wszystkie powstałe zarodki mrozi. A z transferem ich, czyli podaniem do macicy czeka się na kolejny naturalny cykl miesiączkowy, w którym śluzówka w macicy jest optymalnie przygotowana na zagnieżdżenie rozmrożonego zarodka".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne