Reformy Anny Zalewskiej, która zlikwidowała gimnazja, nie da się już cofnąć, ale jest dużo możliwości, jak kształtować szkołę po deformie. Dajmy samorządom i nauczycielom więcej swobody, pozwólmy im na tworzenie elastycznych struktur szkolnych, podzielmy matury, zorganizujmy "ogólną" po trzech latach - o reformie po deformie rozmawiamy z Katarzyną Lubnauer

W sobotę 27 kwietnia 2019 nauczyciele zawiesili strajk. Szef ZNP Sławomir Broniarz zaproponował, aby do strajku wrócić we wrześniu, kiedy w wyniku deformy Zalewskiej w szkołach pojawi się podwójny rocznik. To dobry moment, aby zastanowić się nad skutkami zmian.

O propozycjach korekty po Zalewskiej rozmawiamy z przewodniczącą Nowoczesnej Katarzyną Lubnauer.

Jakub Szymczak, OKO.press: Załóżmy, że opozycja wygrywa wybory w październiku i przejmuje bałagan w edukacji, który stworzyła minister Anna Zalewska. Co można z tym wszystkim zrobić?

Katarzyna Lubnauer: Nie da się już odwrócić reformy edukacji minister Zalewskiej. To są niepowetowane szkody, które zostały wyrządzone polskiej edukacji. Szczególnie dzieciom ze straconych roczników oraz – na lata – młodzieży z obszarów wiejskich.

Mogę natomiast przedstawić koncepcję na reformy po deformie. Zacznijmy od kwestii ustroju szkolnego. Główna idea to elastyczna struktura szkolna. Pozwalamy samorządom dzielić ośmioletnią szkołę podstawową na poszczególne segmenty. Np. czteroletnią szkołę podstawową blisko ucznia, klasy 1-4. To ważne w mniejszych miejscowościach – mamy mniejsze klasy, uczeń nie musi daleko dojeżdżać, szkoła ma szansę być też ważnym centrum życia społecznego.

Kolejna możliwość to szkoła z klasami 1-8 albo 5-8 w zależności od potrzeb samorządu w większej miejscowości, mająca charakter zbiorczy, na wzór gimnazjów. Musi jednak spełniać określone warunki lokalowe i kadrowe. Takie rozwiązanie musi pozwolić na wyrównanie szans między dziećmi z terenów wiejskich oraz większych ośrodków. Pozwala też samorządom ograniczyć koszty. Teraz gminy są zmuszane do utrzymywania kilkuosobowych klas.

Szkoła podstawowa nie powinna funkcjonować tylko od godziny ósmej do np. czternastej. Musi być otwarta na zajęcia pozalekcyjne. Te wyrównawcze, ale też kształtujące zainteresowania, zdolności ucznia, czy sportowe. Tak, żeby z jednej strony zapobiec masowości korepetycji, a z drugiej zapewnić rozwój oraz opiekę dzieciom, których rodzice często pracują do godziny 16-17. A potem powrót do domu bez zadań domowych.

Reforma znacznie ograniczyła też możliwość edukacji dwujęzycznej

Z 550 klas dwujęzycznych w gimnazjach, „udało się” skutecznie zejść do 290 na poziomie siódmej klasy. To spadek prawie o połowę! Klasy dwujęzyczne to duże wyzwanie organizacyjne, poza najlepszymi specjalistami od języków, potrzebują też nauczycieli innych przedmiotów, którzy poprowadzą przynajmniej częściowo zajęcia w obcym języku. Dlatego te zniszczenia naprawiać się będzie latami.

Można to naprawić w następujący sposób – pozwalamy tworzyć klasy siódmą i ósmą szkoły podstawowej przy liceum. Przez kształtowanie na nowo takiej elastycznej struktury jesteśmy w stanie wszystko to, co było dobre w poprzednim systemie odtworzyć. Podobnie można tworzyć przy liceum klasę siódmą i ósmą – artystyczną, przyrodniczą, czy matematyczną. To stwarza też możliwość liceom na pozyskanie przyszłych kandydatów na olimpijczyków. Jeśli Polska ma się liczyć w olimpiadach międzynarodowych z matematyki, chemii czy fizyki, potrzebna jest edukacja 6-letnia, a nie tylko 4-letnia.

Zróbmy to na zasadzie dowolności. Nie zmuszajmy samorządów, aby tworzyły takie czy inne układy – dajmy im swobodę. Ale dajmy też określone wymogi, jakie szkoła powinna mieć pracownie, sale gimnastyczne. W ten sposób można zmusić samorząd, aby strukturę kształtował pod potrzeby uczniów.

Co z liceami?

Liceum pozostaje czteroletnie, ale też warto pomyśleć nad jego strukturą. Nasza młodzież bardzo późno kończy szkołę średnią. Moment, w którym idzie na studia, jest jednym z późniejszych, jeżeli spojrzymy na inne kraje. Z drugiej strony, wcześnie wybiera profil.

Można pomyśleć, czy nie warto po trzech klasach liceum zorganizować matury „ogólnej”, podobnej do obecnej podstawowej, natomiast po kolejnym roku dać możliwość matury specjalistycznej, rozszerzonej. Ta byłaby wybrana świadomie, jako przedmioty, które będą kształtować ich przyszły zawód, zgodne z wyborem studiów. Potrzebne dla tych, którzy chcą podjąć najtrudniejsze kierunki studiów, jak np. medycyna czy prawo.

To bardzo duże zmiany, a słowo „reforma” kojarzy się w edukacji źle.

Rzeczywiście, to zmiana ewolucyjna, którą należy przedyskutować. Tego rodzaju propozycje trzeba wprowadzać w formule szerszej debaty, inaczej niż robiła to Anna Zalewska, wprowadzając deformę z udawanymi konsultacjami. Bez pozytywnych opinii ekspertów.

Zróbmy to inaczej, po debacie fachowców. Warto też przeprowadzić pilotaż.

Obecnie szkoły średnie mają problemy z podwójnymi rocznikami – do liceów startują absolwenci ośmioletnich szkół podstawowych i gimnazjów jednocześnie, a niektóre szkoły średnie nie mają miejsca dla tylu uczniów.

To trzeba przetrzymać. Samorządy bardzo dobrze amortyzują zmiany Zalewskiej, robią, co mogą. Cały system by padł, gdyby nie samorządy. Potrafią w porę znaleźć miejsca dla uczniów, np. wcześniej zmniejszając, żeby teraz zwiększyć liczbę klas pierwszych. Również dzięki temu, że pootwierały oddziały licealne w byłych gimnazjach. Pozwalają też dobrym liceom zwiększać liczebność samych klas. Jakoś sobie radzą. Oczywiście i tak wielu uczniów nie dostanie się do wymarzonego liceum.

Niektóre szkoły, np. dwa z czterech najlepszych liceów w Poznaniu, nie mają fizycznie miejsca dla tylu uczniów i zmniejszają ilość oddziałów.

Z tym się niestety nie da nic zrobić. To są odebrane przez minister Zalewską marzenia młodych ludzi, one zostały trwale zniszczone. Spośród 20 najlepszych polskich liceów, w 11 nie udało się zdublować liczby klas pierwszych w roku 2019/20, budynki nie są z gumy.

Co z wiekiem rozpoczęcia edukacji w pierwszej klasie?

Obowiązkowa edukacja dla 5 i 6 latków. Oczywiście 5-latki w przedszkolu, a sześciolatki powinny mieć możliwość zajęć na terenie szkoły lub przedszkola, bo rodzice muszą mieć też większą dowolność, żeby nie było znowu akcji pod tytułem „ratujmy maluchy”. Szczególnie, że opieka w przedszkolu jest wygodniejsza dla pracujących opiekunów. W większości krajów 6-latki uczą się już czytać i pisać. Wtedy można zorganizować edukację, która pozwoli na to, żeby to był jeden rok zerówki plus 8 lat edukacji ogólnej, czyli 9 lat i potem trzy lata – w przypadku matury „ogólnej”, czyli praktycznie tak jak było z gimnazjum, ale bez gimnazjum.

To wszystko, o czym Pani mówi, nie pojawia się w „deklaracji na rzecz oświaty”, którą  Koalicja Obywatelska zaprezentowała 19 kwietnia.

Ta deklaracja jest bardzo ogólna. Ja mówię o autorskiej koncepcji, stworzonej z naszym zespołem ekspertów. Program Nowoczesnej powstawał jeszcze w czasach sprzed reformy. Wówczas nie znaliśmy kierunku zmian wprowadzonych przez PiS i skupialiśmy się nie na kwestii struktury, a przede wszystkim na treściach programowych. Tym, co jest najważniejsze dla edukacji.

Przede wszystkim na tym, co ja nazywam „praktyczną edukacją”. Chodzi o kwestie związane z nauką praktycznych rzeczy. Trzeba wprowadzać takie rozwiązania w szkole, jak nauka umiejętności wypowiadania się, umiejętności spod znaku „show and tell”, gdzie młody człowiek potrafi się zaprezentować od najmłodszych lat. Ważne jest, aby w budynkach szkolnych były dobrze wyposażone pracownie chemiczne, biologiczne, fizyczne. Bez doświadczeń, zajęć praktycznych, trudno rozbudzić naukową pasję.

Polska szkoła jest nielubiana przez uczniów, bo jest nudna, teoretyczna. Tablice interaktywne nie zastąpią prawdziwych doświadczeń robionych przez uczniów. Musimy zadbać też, żeby było więcej tego, do czego dąży edukacja na całym świecie, tzn. zajęć manualnych: technicznych, plastycznych, artystycznych, okazuje się, że mają one podstawowe znaczenie dla ogólnego rozwoju dzieci. Praca w grupach, rozwijająca zdolności interpersonalne, to one też są podstawą osiągania sukcesów, konkurowania z rówieśnikami z całego świata.

Czyli musimy gonić światowe trendy?

Tak. Dziś świat się zmienia i zmienia się też to, czego powinna uczyć szkoła, bo każdy w kieszeni ma encyklopedię w postaci telefonu. Nawet najlepsze systemy, jak fiński, dalej się reformują. U nas też trzeba zmienić formułę nauki. Nauka ma bardziej zaciekawiać, ma wdrażać do uczenia się przez całe życie. Potrzebujemy umiejętności krytycznego myślenia, czyli np. oceniania, czy treści, które znajdujemy w Internecie, są prawdziwe, czy może ktoś próbuje nas oszukać. Potrzebujemy umiejętności stosowania informacji, a nie tylko bezmyślnego ich zapamiętywania.

Trzeba stawiać też na większą autonomię nauczyciela, tak, żeby treści nauczania, np. lektury, mógł lepiej dostosować do zainteresowań uczniów. Sztywny kanon lektur oznacza zawsze uczenie się z bryków.

Co z obszernymi podstawami programowymi?

Nauczyciele od lat wnioskują o większą autonomię i trzeba im to zagwarantować. Realizacja podstawy programowej nie może zajmować stu procent czasu lekcji. Musi być czas na ciekawostki, doświadczenia, zadania grupowe.

Umiejętności interpersonalne, ciekawość świata, wiedza o swoich mocnych stronach, chęć uczenia się całe życie staje się dziś ważniejsza niż pamiętanie 100 dat z historii, czy wszystkich dopływów Wisły.

Nie zrobimy tego wszystkiego nie zapewniając edukacji najlepszych specjalistów, dlatego ważne jest godne płacenie nauczycielom, przywrócenie prestiżu zawodu i dobre kształcenie młodych nauczycieli. Edukacja jest podstawą rozwoju kraju, warto w nią inwestować.


Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press