Rzecznicy dyscyplinarni znani ze ścigania niezależnych sędziów zostali przeniesieni z małych sądów rejonowych do największego sądu w Polsce. Skierował ich tam resort ministra Ziobry bez konkursu i oceny pracy tych sędziów, choć jeden z awansowanych miał dyscyplinarkę

Przeniesienie do stolicy dostali Przemysław Radzik i Michał Lasota. Obaj w ubiegłym roku zostali  zastępcami rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych z nominacji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Przez ten czas dali się poznać jako gorliwi tropiciele materiałów na dyscyplinarki dla sędziów znanych z obrony niezależności sądów.

Od miesiąca obaj sędziowie orzekają w X wydziale karnym odwoławczym w Sądzie Okręgowym w Warszawie, największym sądzie w Polsce. Radzik i Lasota orzekają tam na delegacji, którą minister dał im na czas nieokreślony. Rozpoznają apelacje od wyroków wydanych przez stołeczne sądy rejonowe.

Radzik oraz Lasota pracę na delegacji łączą nie tylko z pracą zastępcy rzecznika dyscyplinarnego, ale też z funkcjami prezesów sądów rejonowych. Radzik jest prezesem Sądu Rejonowego w Krośnie Odrzańskim, a Lasota w Nowym Mieście Lubawskim. Na prezesów powołał ich minister Ziobro.

Bez konkursu

OKO.press ustaliło, że ich delegowania nie poprzedzał oficjalny konkurs na te stanowiska, w którym swoje kandydatury mogliby zgłosić inni sędziowie. Brak konkursu spowodował, że dotychczasowa praca orzecznicza Lasoty i Radzika nie została poddana ocenie.

A to właśnie wynik oceny pracy powinien decydować, czy nadają się do wydawania wyroków w sądzie okręgowym. Do tej pory delegacja była dla najlepszych sędziów, którzy byli typowani do awansu. A delegacja była po to, by sprawdzić w praktyce, czy na awans zasługują.

Gdyby był konkurs, zbadano by też dokładnie, za co Radzik miał dyscyplinarkę. Jak ujawniliśmy w OKO.press, miał przynajmniej jeden prawomocny wyrok dyscyplinarny związany z jakością jego pracy jako sędziego. W przeszłości dyscyplinarka co do zasady blokowała możliwość awansu sędziego, ale dla resortu Ziobry to nie jest przeszkodą. O dyscyplinarce Radzika pisaliśmy tutaj:

OKO.press wystąpiło z pytaniami do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (tam mieści się właściwy sąd dyscyplinarny), czy Radzik miał więcej dyscyplinarek, ale odmówiono nam odpowiedzi, powołując się na przepisy o zatarciu ewentualnych kar dyscyplinarnych.

OKO.press ustaliło też, że o delegowanie Radzika i Lasoty nie występowała prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanna Bitner (też z nominacji ministra Ziobry).

Stołeczni sędziowie są przeciw

Co więcej, przysłaniu do sądu „spadochroniarzy” – tak mówi się o Radziku i Lasocie w środowisku prawników – sprzeciwili się sędziowie ze stołecznego sądu okręgowego. W połowie stycznia tego roku Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie podjęło stosowną uchwałę.

Sędziowie – członkowie Kolegium – podkreślili, że „wedle informacji przekazywanych z Ministerstwa Sprawiedliwości pion karny Sądu Okręgowego w Warszawie posiada nadmierną obsadę, co więcej delegowanie [sędziów – red.] odbyło się bez ogłoszenia stosownego konkursu i możliwości zgłoszenia się na delegację innych sędziów okręgu, a jednocześnie uniemożliwiło zbadanie merytorycznych kompetencji do orzekania w Sądzie Okręgowym”.

Warszawscy sędziowie nie chcą też współpracować z Radzikiem i Lasotą z powodu tego, jak zachowują się jako rzecznicy dyscyplinarni. Sędziowie uważają, że wszczynane przez nich sprawy przeciwko niezależnym sędziom mają charakter szykan i represji.

Obecnie na liście sędziów do ścigania jest 10 sędziów, w tym znani jak Waldemar Żurek, Igor Tuleya, Jarosław Gwizdak czy Bartłomiej Przymusiński. OKO.press pisało wielokrotnie kogo ściga Radzik i Lasota.

Ulgowa praca

Ministerstwo sprawiedliwości pozostało jednak głuche na głosy sprzeciwu. Radzik i Lasota nie mają dużo pracy w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Jak podaje biuro prasowe sądu dostają tylko 14 proc. spraw z wpływających spraw. Pozostali dostają po 100 proc. spraw.

Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanna Bitner nie ocenia decyzji ministra o przysłaniu jej Radzika i Lasoty. Nie wypowiada się też na temat starej dyscyplinarki Radzika.

OKO.press zapytało ministerstwo sprawiedliwości o ich delegację. Biuro prasowe resortu odpowiedziało: „W przypadku sędziów sądów spoza Warszawy pełnienie funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych ze stałym miejscem pracy w Warszawie, jest nie do pogodzenia z orzekaniem poza Warszawą. Od lat deleguje się sędziów spoza stolicy do orzekania w SO w Warszawie, jeśli pełnią funkcje wymagające stałego przebywania w tym mieście. Zgodnie z art. 77 ustawy o ustroju sądów powszechnych delegowanie zawsze jest delegowaniem z urzędu”.

Biuro prasowe ministerstwa tłumaczy też, dlaczego Radzik i Lasota dostają tak mało spraw do osądzenia: „Przydział spraw dla rzecznika [dyscyplinarnego – red.] i jego zastępców to 10 proc. spraw, jakie dostaje sędzia orzekający w tym wydziale, który nie pełni żadnej funkcji. To pozwala na łączenie orzekania z funkcją rzecznika [dyscyplinarnego – red.]” – podkreśla biuro prasowe.

Jak Radzik i Lasota pogodzą pracę rzeczników i orzekanie w stolicy z funkcjami prezesów sądów rejonowych, z których pochodzą, nie wiadomo.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press