0:00
0:00

0:00

Po poniedziałkowej (14 września) wizycie Łukaszenki w Soczi, którą opisywaliśmy, Łukaszenka ruszył z propagandową ofensywą w państwowych białoruskich mediach. Mediach, przypomnijmy, opanowanych przez przysłanych z Moskwy rosyjskich pracowników z doświadczeniem pracy w Russia Today albo Ruptly.

Najpierw próbował przekonać Białorusinów, że tortury były wyłącznie wymysłem demonstrantów prezentując propagandowy materiał nakręcony w areszcie na Akreścina, a później zaprezentował siedmiopunktowy plan przejęcia Białorusi, rodem ze słabej powieści political-fiction, który jego zdaniem próbują realizować zewnętrzne siły w tym kraju.

W czwartek 17 września Łukaszenka „niezapowiedziany” wystąpił na Mińsk Arenie podczas zorganizowanego na szybko, pokazowego forum Kobiety za Białoruś. Podczas niego również kontynuował narrację zaproponowaną w środę, która mogłaby przekonać niezdecydowanych o tym, co mają myśleć na temat bieżących protestów.

Przekonywał między innymi, że nie da się przekłamać 80 proc. wyniku w wyborach oraz prosił kobiety, by te powstrzymały swoich mężów od dalszej eskalacji sytuacji w kraju. Łukaszenka znowu użył pojęcia Państwa Związkowego, którego po fiasku własnego projektu przez lata unikał jak ognia.

Niewiadomą pozostaje liczba osób, które jeszcze nie wyrobiły sobie zdania o sierpniowych wydarzeniach. Równie dobrze może być tak, że nie ma ich w ogóle. Jak powiedziała jedna z bardziej znanych w kraju sportowczyń, Melita Stanyuta, każda białoruska rodzina ma teraz kogoś, kto albo trafił do więzienia, albo został pobity.

Wielu ekspertów jeszcze przed wyborami podejrzewało, że Łukaszenka może żyć w rzeczywistości podawanej mu w teczkach, w których nikt nie ma odwagi umieścić prawdziwych informacji.

W porównaniu do innych krajów resorty siłowe stanowią w Białorusi znaczną część społeczeństwa - Tut.by szacuje, że 120-260 tys. na niecałe 10 milionów mieszkańców, co razem z rodzinami stanowi kilka procent obywateli. Ludzie powiązani z resortami siłowymi nie wyznaczają jednak grupy osób z nie wyrobioną opinią, tylko tych lojalnych wobec władzy. I to prawdopodobnie nie w całości. Trudno natomiast wskazać jakąkolwiek inną grupę społeczną, która w dzisiejszych realiach mogłaby uwierzyć w nową, propagandową rzeczywistość.

Palenie mostów

Jednym z głównych fragmentów jego czwartkowego przemówienia na kobiecym forum, takim, które szybko obiegło media w całym regionie, była deklaracja o zamknięciu białoruskich granic z Polską i Litwą oraz „umocnieniu” granic z Ukrainą.

Mimo że ta deklaracja nie weszła jeszcze w życie (a wielu sądzi, że w ogóle nie wejdzie), to już teraz można ją rozumieć dwojako. Z jednej strony ma wspomagać tę nową karkołomną narrację o ataku z zewnątrz, a z drugiej strony ma być jednoznacznym sygnałem dla Zachodu, że w tym momencie Łukaszenko nie cofnie się przed niczym.

Udowodnił już przecież kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich tygodni, że może tak być. Pisaliśmy o kilku takich bezprecedensowych sytuacjach – o niewpuszczeniu do kraju Tadeusza Kondrusiewicza, obywatela Białorusi, albo o niedawnym przeszukaniu samochodu ambasadora Ukrainy. Teraz okazało się, że paszport wspomnianego metropolity mohilewsko-mińskiego został po prostu unieważniony, co również samo w sobie stanowi niepokojący przypadek.

Jeśli rzeczywiście dojdzie do zamknięcia granic może to oznaczać też absolutnie desperacką, wręcz kuriozalną próbę zatrzymania siłą białoruskich prywatnych przedsiębiorstw w kraju, szczególnie tych z branży IT. Bo te przecież już masowo opuszczają Białoruś.

Łukaszenka paląc mosty w relacjach z sąsiadami próbuje ugasić pożar wewnątrz kraju. To rzecz jasna krótkofalowa polityka, ale prawdopodobnie też krótkowzroczna. Sam „uzurpator” być może też to rozumie, bo pod koniec przemówienia w Mińsk Arenie wymknęło mu się też, że „nie padniemy na kolana, nawet gdy zostaniemy pozostawieni sami sobie” – co dla każdego Białorusina może oznaczać tylko jedno, że „oni” zostali pozostawieni sami sobie.

Pokłosie przemocy

Trudno, żeby było inaczej, kiedy do świata docierają coraz bardziej uporządkowane informacje o okropieństwach, które działy się w Białorusi między 9 i 12 sierpnia. Potwierdzają się historie o gwałtach milicyjną pałką popełnianych na mężczyźnie, bo ten nie chciał odblokować swojego telefonu.

Ze szpitali powoli wychodzą osoby poszkodowane w ciągu pierwszych, powyborczych protestów. Dziennikarka Naszej Niwy Natalia Łubnieuska spędziła 38 dni w szpitalu po tym, jak nieznany żołnierz wojsk wewnętrznych postrzelił ją w kolano podczas protestu. W białoruskim internecie krążą zdjęcia mężczyzny, który stracił stopę w wyniku eksplozji granatu hukowo-błyskowego, albo 18-letniej dziewczyny, która ma całe nogi poparzone w wyniku podobnego wybuchu.

Podobnych historii są dziesiątki, dopiero teraz udaje się je zbierać i weryfikować, a przecież tak jak informowaliśmy zatrzymanych z każdym tygodniem przybywało, a po chwilowym złagodzeniu, na białoruskie ulice znowu wróciły ostre represje.

Miedzy innymi dlatego Swiatłana Cichanouska oficjalnie ogłosiła, że we współpracy z odpowiednimi organizacjami sporządza "listę Tarajkouskiego", wcześniej nazywaną Czarną Księgą.

"Przekazano nam imiona i nazwiska tych, którzy torturują i biją ludzi. Dlatego przygotowujemy oddzielną listę urzędników i funkcjonariuszy, którzy uczestniczyli i dalej uczestniczą w arbitralności milicji.

Nazwaliśmy to Listą Tarajkouskiego. Aleksandr Tarajkouski stał się pierwszą ofiarą milicyjnej przemocy. Do listy sankcyjnej będą dodane osoby zaangażowane w tortury, nielegalne aresztowania i znęcanie się nad zatrzymanymi.

Aktywnie współpracujemy z działaczami na rzecz praw człowieka oraz projektem Czarna księga Białorusi, aby zidentyfikować sprawców. Lista zostanie opublikowana i będzie stale poszerzana.

Ja proponuję »siłownikom« zatrzymanie przemocy i przejście na stronę białoruskiego narodu. W przeciwnym razie nie uda się wam uniknąć uczciwego procesu ani kary".

Lista ma być przekazana między innymi Unii Europejskiej i to właśnie na jej podstawie mają być wprowadzane personalne sankcje wobec osób bezpośrednio związanych z reżimem.

Pomocni sąsiedzi

Sami Białorusini zorganizowali kolejny ogólnokrajowy strajk, do którego przyłączyło się wiele prywatnych przedsiębiorstw z całego kraju, w większości z Mińska. Oprócz nich kolejny raz stanęło kilka cechów w dużych państwowych przedsiębiorstwach. Zresztą znane są już pierwsze dane, które podsumowują efekty opisywanego przez nas wcześniej strajku włoskiego – efektywność w wielu zakładach spadła do kilkunastu procent planowanej normy.

Branża IT zaczęła z kolei korzystać z preferencyjnych warunków oferowanych jej przez Ukrainę i Łotwę. Kilkadziesiąt białoruskich firm i startupów z tej branży już zdecydowało się na przeniesienie swojej działalności poza granice kraju.

Także Polska próbuje jak najbardziej ułatwić wjazd Białorusinom. Z wprowadzonych ułatwień, skorzystały już dwie szanowane w Białorusi redakcje narażone na represje ze strony reżimu – Kyky.org i The Village, które przy pomocy prężnie działających organizacji pozarządowych i organizacji zrzeszającej białoruską diasporę chwilowo przenoszą swoją działalność do Warszawy.

Na potrzeby zaistniałej obecnie sytuacji wdrażana jest nawet specjalna, niedostępna wcześniej wiza humanitarna, która pozwala na przebywanie w Polsce przez rok oraz umożliwia podjęcie pracy. Podobnego rozwiązania domagały się organizacje wspierające migrantów już od lat, ale te zostały wprowadzone właśnie teraz, przy okazji kryzysu w Białorusi.

Wiele wskazuje na to, że temat Białorusi wciąż pozostaje pierwszym wydarzeniem od lat, które było w stanie zjednoczyć wszystkie opcje polityczne w Polsce.

;

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze