Mark Hamill, aktor grający Luke Skywalkera w „Gwiezdnych wojnach”, zaapelował na twitterze o obserwowanie konta Muzeum Auschwitz. „To jedno z najbardziej łamiących serce, wstrząsających kont. I jedno z najważniejszych, bo przypomina jeden z najciemniejszych okresów w historii ludzkości, o którym nigdy nie możemy zapomnieć”

27 stycznia 2020 na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz Birkenau odbędą się uroczystości w związku z 75. rocznicą wyzwolenia obozu przez oddziały Armii Czerwonej. Transmisje z uroczystości będzie można obserwować na profilu Auschwitz Memorial na Twitterze, Instagramie i Facebooku.

Profil Muzeum Auschwitz Memorial (@AuschwitzMuseum) na Twitterze powszechnie uważany jest wśród użytkowników tego medium społecznościowego za najlepiej prowadzony. Każdego dnia przypomina o ofiarach Holokaustu, które zginęły w tym obozie.

Prostuje też fake newsy i interweniuje, kiedy w polskich i światowych mediach pojawią się błędy. A także podnosi świadomość o Zagładzie i zachowaniu się w miejscach pamięci. Można zobaczyć jak to wygląda nawet nie mając swojego konta na Twitterze.

Kiedy zaczynałam to zdanie, profil obserwowało 930 753 internautów. Kiedy stawiałam kropkę przybyło pięciu. Celem Pawła Sawickiego, pracownika biura prasowego Muzeum, który administruje jego mediami społecznościowymi, było 750 tys. obserwujących na Twitterze w dniu 75. rocznicy wyzwolenia obozu. Udało się wcześniej, ma więc nowe zadanie: zwiększyć tę liczbę o 250 tys.

Milionowa wspólnota

W rozmowie z OKO.press Paweł Sawicki wszystkich użytkowników Internetu, którzy śledzą działalność Muzeum na Twitterze, Facebooku i Instagramie, a łącznie jest ich już ponad milion, nazywa wirtualną wspólnotą pamięci.

„Zaczęliśmy – jako pierwsza tego typu instytucja na świecie – od strony na Facebooku. Zauważyliśmy bowiem, iż użytkownicy szukają tam informacji o historii Auschwitz, a także trafiają na różne – lepsze lub gorsze – strony poświęcone historii obozu. Uznaliśmy zatem iż, jako Miejsce Pamięci, powinniśmy być tam obecni po to, aby ludzie mogli do nas dotrzeć, zadać pytania i poznawać historię. Kilka lat później uruchomiliśmy konta na Twitterze i Instagramie. Teraz, znów jako pierwsza tego typu instytucja, osiągnęliśmy milion obserwujących” – wyjaśnia Paweł Sawicki na stronie Muzeum.

Do celu jakim było zainteresowanie profilem 750 tys. użytkowników Twittera Paweł Sawicki przybliżył się kiedy we wrześniu zeszłego roku Muzeum Auschwitz polecił obserwować aktor Mark Hamill, a więc nie kto inny jak Luke Skywalker z „Gwiezdnych wojen”, idol kilku pokoleń (sam ma 3,6 mln obserwujących).

Aktor zaskoczył pracowników Muzeum, była to jego własna inicjatywa. „Jest to trudne, jednak @Auschwitzmuseum to najważniejsze konto, jakie obserwuję. Wszystkich namawiam do tego samego” – napisał.

Drugi raz Hamill poprosił Internautów o śledzenie profilu Muzeum na prośbę samego Muzeum. „Czy to łatwe obserwować @AuschwitzMuseum? Nie. Tak naprawdę, to jedno z najbardziej łamiących serce, wstrząsających kont na Twitterze. Jest także jednym z najważniejszych, bo przypomina jeden z najciemniejszych okresów w historii ludzkości, o którym nigdy nie możemy zapomnieć. Proszę, śledźcie je”.

O obserwowanie konta Muzeum zaapelowali także m.in. dziennikarze w jednym z nadawanych na żywo programów telewizji La7 we Włoszech.

27 stycznia 2020 na stronie internetowej oraz na Facebooku, Twitterze i YouTubie Muzeum  transmitowane będą obchody upamiętniające 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz, w których weźmie udział ponad 200 byłych więźniów.

„To ich słów będzie słuchał świat” – mówi nam Paweł Sawicki.

Wirtualna wspólnota pamięci

Rozmowa z administratorem mediów społecznościowych Muzeum Auschwitz.

Paweł Sawicki pracuje w Muzeum Auschwitz od 2007 roku. Wcześniej dziennikarz Programu II Polskiego Radia. Autor cyklu audycji „Auschwitz — między zbrodnią a świętością”, w którym wykorzystywał dźwiękowe relacje byłych więźniów pochodzące z Archiwum Miejsca Pamięci Auschwitz. Administruje mediami społecznościowymi Muzeum.

Estera Flieger: Mark Hamill, czyli Luke Skywalker, dwukrotnie polecił użytkownikom Twittera obserwowanie profilu Muzeum Auschwitz. Jak to się stało?

Paweł Sawicki: Za pierwszym razem nieoczekiwani. 17 września 2019 roku napisał: „Jest to trudne, jednak @AuschwitzMuseum to najważniejsze konto, jakie obserwuję. Wszystkich namawiam do tego samego”. Byłem zaskoczony. Wymieniliśmy kilka wiadomości, zaprosiliśmy do odwiedzenia Miejsca Pamięci. Za drugim razem, to Muzeum poprosiło go o pomoc.

Celem było 750 tys. obserwujących na 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz.

Jego osiągnięcie w kilka miesięcy wydawało mi się mało realne. Udało się wcześniej. Teraz celem jest milion.

Mieliśmy dylemat czy wyznaczać kolejny cel, ale zachęcali do tego użytkownicy Twittera. Z jednej strony nie chcę nadużywać mediów społecznościowych do tego typu akcji, z drugiej jednak misją Miejsca Pamięci jest edukacja.

Dlatego zależy nam, by konto Muzeum na Twitterze i nasze inne strony w mediach społecznościowych, obserwowało jak najwięcej ludzi. Tak samo jest z lekcjami internetowymi i z samą wizytą w Muzeum.

Wierzę, że robimy coś bardzo ważnego. Konto na Twitterze prowadziliśmy z tym samym zaangażowaniem kiedy miało 100 obserwujących, bo realizujemy misję upamiętniania. Ale jeśli chcemy edukować, to liczba śledzących nas internautów ma znaczenie.

Muzeum Auschwitz odwiedza rocznie ponad 2 mln ludzi. Oznacza to, że kilka miliardów nas nie odwiedziło i tak naprawdę nigdy nie odwiedzi. Internet, pozwala dotrzeć do części z nich.

Jednak obserwowanie to krok pierwszy. Zadaniem jest utrzymać ich zainteresowanie. Zwłaszcza tych użytkowników Twittera, którzy trafili do nas nie dlatego, że interesują się historią i chcą wiedzieć więcej, ale dotrzeć z tą trudną historią do zupełnie nowych osób.

Ile osób odwiedza profile Muzeum Auschwitz w mediach społecznościowych?

Przed naszą rozmową sprawdziłem statystyki: w ciągu ostatnich 28 dni wpisy na Twitterze zobaczyło 141 mln ludzi. To ogromna odpowiedzialność. Na Facebooku obserwuje nas 300 tys. internautów, na Instagramie 80 tys.

Liczby oczywiście nie są najważniejsze, ale są ważne dla tego co chcemy osiągnąć.

Na czym polega ta odpowiedzialność?

W pewnym sensie Twitter i media społecznościowe są dla nas wielką salą wykładową. Ale to coś więcej. Bo to nie tylko fakty historyczne, ale opowieść o ludzkim cierpieniu, pokazywanie twarzy ofiar. Możemy więc mówić o symbolicznym przedłużeniu fizycznej przestrzeni Miejsca Pamięci, które istnieje na terenie byłego obozu. Dlatego to, co stworzyliśmy w mediach społecznościowych, nazywamy wirtualną wspólnotą pamięci.

Największe wyzwania na Twitterze, oprócz utrzymania uwagi użytkowników?

Pierwsze to zmieścić się w 280 znakach. Bo opowiadamy historię niezwykle skomplikowaną i wielowymiarową. Wyjaśnienie jej w tak krótkim komunikacie jest trudne.

W jednym tweecie można zmieścić mikrohistorię jednego człowieka, wydarzenia. Kolejnym wyzwaniem jest dobór słów. Każde ma znaczenie. Ludzie używają innego języka w mediach społecznościowych. My jesteśmy Miejscem Pamięci i poprzez słowa, których używamy także oddajemy szacunek ofiarom.

Profil Muzeum Auschwitz uznawany jest za najlepszy w polskim Twitterze. Jest stawiany za wzór kiedy sprawnie interweniuje, np. w sytuacji błędów w artykułach publikowanych przez zagraniczne (to np. określenie „polskie obozy”) i krajowe media.

To najmniejsza część naszej pracy, ale zauważalna w publicznej debacie. Zawsze to robiliśmy, tylko narzędzia się zmieniły. Kiedyś znalezienie artykułu opublikowanego w Stanach Zjednoczonych, Japonii czy gdziekolwiek indziej z błędem było bardzo trudne, bo trzeba było dotrzeć do gazety, zadzwonić lub napisać do redakcji.

Sprostowanie pomyłki trwało więc długo, jeśli w ogóle dochodziło do skutku. Dziś możemy zareagować natychmiast: napisać na Twitterze do autora tekstu lub oznaczyć medium. Ma to duże znaczenie, bo praca dziennikarzy jest ważna we wspieraniu naszej misji. Dlatego chcemy podawać dalej ich materiały, ale nie możemy tego zrobić jeśli są w nich błędy faktograficzne.

W jakich jeszcze sytuacjach reaguje Muzeum?

Twitter pomaga w budowaniu świadomości. Pokazaliśmy np. zdjęcia ludzi balansujących na torach kolejowych przy rampie wyładowczej w byłym obozie Birkenau. Ludzie robią w Miejscu Pamięci różne zdjęcia, ale to było przekroczeniem pewnej granicy i nie jestem w stanie przyjąć argumentów, że ktoś odreagowywał w ten sposób wizytę w Muzeum.

Wpis był wielokrotnie podawany dalej. W mediach społecznościowych trzeba być bardzo ostrożnym, bo użytkowników pobudzają negatywne komunikaty i później dojść może do nieprzyjemnych ataków np. na autora takiego zdjęcia. Dlatego też zanim udostępnię zdjęcie będące przykładem zachowania nielicującego z Miejscem Pamięci, staram się napisać wiadomość prywatną do osoby, która je publikuje.

Mają Państwo jakąś strategię?

Uczymy się każdego dnia. Kiedy zaczynaliśmy naszą obecność w mediach społecznościowych ponad 10 lat temu, ktoś zapytał nas o to, jak opracowaliśmy strategię. Tego nie da się zaplanować, bo ów element „społecznościowy” jest nieprzewidywalny.

Czy ktoś pomyślałby, że profil Muzeum poleci filmowy Luke Skywalker? Dziś mamy duże doświadczenie i dzięki temu postanowiłem spróbować raz jeszcze, i tym razem zwrócić się do niego bezpośrednio o pomoc. Stąd jego drugi wpis, w którym polecił obserwowanie naszego konta, a fala zainteresowania, którą wywołał przyniosła kilkadziesiąt tysięcy nowych obserwujących.

Każdego dnia przypominają Państwo na Twitterze historie konkretnych ofiar Auschwitz.

Robimy to od dawna przypominając o dacie śmierci czy uwięzienia, ale od kilku tygodni skupiliśmy się na opowiadaniu o losach ludzi urodzonych danego dnia. Co godzinę na Twitterze pojawia się nowa historia, nowa twarz pojedynczej osoby.

Pokazujemy Żydów, którzy zginęli natychmiast po przybyciu do obozu i po selekcji – a w historii Auschwitz było to ok. 900 tys. osób. Celem Zagłady było także zatarcie ich tożsamości.

Wspominamy także więźniów obozu – tych zarejestrowanych i oznaczonych numerami: Żydów, Polaków, Romów, jeńców sowieckich, ale także przedstawicieli innych narodowości, czy grup prześladowanych przez niemieckich nazistów, jak np. Świadkowie Jehowy czy homoseksualiści.

Te dwie ostatnie grupy to niewielki fragment historii Auschwitz, kilkaset osób, jednak Miejsce Pamięci to miejsce wielu Pamięci, o które należy dbać. To pamięć wszystkich dzieci, kobiet i mężczyzn, pamięć o 1,3 miliona osób deportowanych do Auschwitz.

Muzeum ma w swoich zasobach 40 tys. fotografii stykowych, korzystamy też ze zbiorów fotograficznych Yad Vashem i wielu innych instytucji.

Zagłada pochłonęła 6 mln ofiar. Liczba ofiar Auschwitz to 1,1 miliona osób. Jak Pan wybiera konkretne historie?

To zajmuje sporo czasu. Często poprzedzone jest badaniem: w bazach danych znajduję informacje o konkretnej osobie, ale często są one niekompletne, znam np. datę urodzin lub deportacji, ale nie znam daty śmierci. Czasami nie ma żadnej daty. Czasem wiem o danej osobie więcej, czasem mniej.

Niemcy zniszczyli ponad 90 proc. dokumentacji obozowej. Kolegom z Repozytorium Cyfrowego udało się ustalić 60 proc. nazwisk zarejestrowanych więźniów Auschwitz. Niedługo do dostępnej na naszej stronie bazy danych dołączonych zostanie ponad 400 tysięcy nazwisk Żydów z list transportowych.

Kiedy wpisuję w bazę danych datę naszej rozmowy, a więc 9 stycznia, pojawiają się 884 rekordy – z nich wybieram historie, które tego dnia opowiem, starając się, żeby były różne i oddawały przekrój skomplikowanej historii Auschwitz, więźniów, ofiar perspektywę wielu pamięci. Nie jesteśmy w stanie fizycznie pokazać wszystkich ofiar, oddać ogromu tej tragedii.

Jak reagują na te historie internauci?

Widzę, że ta praca przynosi efekty. Jest duża fala zapytań o konkretne dokumenty. Ludzie pytają np. o to, czy mamy zdjęcie ich babci, która zginęła w Auschwitz. Albo czy możemy opublikować fotografię kogoś z ich rodziny – zaplanowałem już dwa takie wpisy.

Użytkownicy Twittera zobaczyli co jest za liczbami, statystykami. Poruszamy emocje. Widzę też komentarze np. „Nie wiedziałem, że Romowie też ginęli w obozie”. Ma to więc sens edukacyjny.

A jakaś konkretna sytuacja z tych ośmiu lat na Twitterze, która zapadła Panu szczególnie w pamięć?

W zeszłym roku wypłynęło do sieci zdjęcie młodych ludzi przed szkołą w mieście Baraboo w stanie Wisconsin. Wykonywali oni gest nazistowskiego pozdrowienia. Kiedy zareagowało Muzeum, sprawa była komentowana w światowych mediach. To oczywiście dobrze, bo publiczne napiętnowanie takiego działania ma znacznie edukacyjne.

Ale to nie był dla nas koniec tej sprawy. Nawiązaliśmy kontakt ze szkołą i do tego miasta pojechała nasza wystawa panelowa poświęcona historii Auschwitz, która podróżuje po Stanach Zjednoczonych. Była pokazywana w zarówno w samej szkole, jak i w miejskim ratuszu. O tym – niestety – nie było już tak głośno.

Jak przygotowują się Państwo na przypadającą 27 stycznia 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz? Zwłaszcza, że sytuacja międzynarodowa jest trudna.

Główne uroczystości są zaplanowane przed Bramą Śmierci byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Przypominamy w mediach społecznościowych o ich najważniejszych uczestnikach: byłych więźniach Auschwitz i ocalałych z Holokaustu.

Przyjedzie ich najprawdopodobniej ponad 200 i to ich słów będzie słuchał świat. Publikujemy też informacje o kolejnych delegacjach – zdarza się, że ludzie z różnych krajów pytają, czy będą tam ich przedstawiciele.

Obchody będą w całości transmitowane na Twitterze, Facebooku, YouTubie z symultanicznym tłumaczeniem na angielski. Wszyscy, którzy tworzą wirtualną wspólnotę pamięci będą mogli z nami w ten sposób w nich uczestniczyć.

Zachęcamy do tego, żeby spotkać się w jakiejś sali i oglądać transmisję razem, zaprosić na takie spotkanie byłych więźniów, którzy nie mogą przyjechać tego dnia do Miejsca Pamięci. Spotkajmy się w ten sposób tego dnia. Dla pamięci.

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarka, przez blisko cztery lata związana z „Gazetą Wyborczą”, obecnie redaktorka naczelna publicystyki w portalu organizacji pozarządowych ngo.pl, publikowała w „The Guardian”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Newsweeku Historii” i serwisie Notes From Poland.


Komentarze

  1. Wojciech Kowalski

    Jeśli chcecie być rzetlni to zamiast rusycyzmu "sowiecki" należy poprawnie mówić i pisać "radziecki". Czyli radzieccy żołnierze byłi więźniami Auschwitz.
    Widziałem kolumne tych jeńców brutalnie pędzoną ulicą przez Niemców. To był pochód ludzkich nieszczęśników. Mam ten straszny obraz w pamięci i bicie kolbą jednego z nich gdy upadł.
    W Auschwitz zamordowano mego teścia, inżyniera górniczego. Był jednym z setek tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji, która była metodycznie likwidowana przez okupantów.

Masz cynk?