Szef MON Antoni Macierewicz przegrał we wtorek proces z Aleksandrem Makowskim, byłym oficerem wywiadu. Ma go przeprosić za wypowiedź sprzed trzech lat - że tacy ludzie jak Makowski odpowiadają za śmierć polskich żołnierzy w Afganistanie.
W sądzie, jak zwykle w wytaczanych mu procesach, minister usiłował zasłaniać się immunitetem poselskim

Wyrok wydał we wtorek 5 grudnia 2017 Sąd Okręgowy w Warszawie. Antoni Macierewicz ma przeprosić  Aleksandra Makowskiego za słowa, które padły podczas jego konferencji prasowej w Sejmie, w styczniu 2014 roku.

„Za śmierć polskich żołnierzy odpowiedzialni są talibowie i odpowiedzialni są tacy ludzie jak Aleksander Makowski i reklamujący ich ludzie, wynoszący ich na wyżyny” – mówił wówczas.

Pułkownik Makowski do służb trafił jeszcze w czasach PRL. W III RP związał się z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi i budował siatkę agentów w Afganistanie. Jego kontakty wykorzystywali m.in. Amerykanie po ataku na WTC z 11 rześnia 2001 roku i wkroczeniu do Afganistanu.

W Polsce zrobiło się o nim głośno w 2007 roku po publikacji raportu z likwidacji WSI. Szefem komisji likwidacyjnej, która opracowała dokument był Macierewicz. Ujawniono w nim tożsamość Makowskiego i szczegóły prowadzonej przez niego tajnej operacji o kryptonimie „Kandahar”.

Były szpieg oskarżał później Macierewicza, że przez jego raport doszło do dekonspiracji polskich agentów wśród Talibów.

Wytoczył też proces Ministerstwu Obrony Narodowej, domagając się przeprosin za podanie w raporcie nieprawdziwych informacji o jego rzekomych nadużyciach i „hochsztaplerstwie” oraz za ujawnienie szczegółów jego działalności. Sąd nakazał wówczas resortowi przeprosić emerytowanego szpiega.



Sąd: naruszenie dóbr bezsporne

Podczas konferencji w 2014 roku Macierewicz mówił, że trwa kampania reklamowa, która przedstawia Makowskiego jako polskiego Jamesa Bonda, który uratował ojczyznę. Informował o swoich zastrzeżeniach do pracy Makowskiego dla WSI. Powołał się na oceny jego pracy formułowane przez byłego szefa UOP Zbigniewa Siemiątkowskiego, oraz oficerów prowadzących Makowskiego jako agenta WSI. Były one niekorzystne dla ex-szpiega.

Słowa, za które Makowski wytoczył Macierewiczowi proces padły w odpowiedzi na pytania ówczesnego posła Ruchu Palikota, Artura Dębskiego.

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że minister naruszył dobra osobiste ex-szpiega. Uznał, że jest to na tyle bezsporne, że zbędne jest przeprowadzenie postępowania dowodowego.

Zrezygnował też z przesłuchania Macierewicza, jako strony tego cywilnego procesu. Jako dowód wystarczyło nagranie z zapisem konferencji. Sąd uznał, że jej wydźwięk jest oczywisty.

Macierewicz nie dostarczył żadnych dowodów na potwierdzenie tezy, że Makowski odpowiada za śmierć polskich żołnierzy. Chciał, by sąd przesłuchał szereg świadków. Składał też wniosek, by sąd wystąpił do służb specjalnych, m.in. SKW, z pytaniem czy mają w tym zakresie jakieś informacje o Makowskim.

Sąd oddalił te wnioski podkreślając, że w procesie cywilnym o ochronę dóbr osobistych to pozwany ma obowiązek przedstawić dowody na poparcie prawdziwości swoich twierdzeń.

Macierewicz bronił się przekonując sąd, że konferencję zorganizował w ramach wykonywania mandatu posła, więc chroni go immunitet parlamentarny. Ale już wcześniej sąd uznał, że w tym przypadku immunitet Macierewicza nie chroni.

Najpierw Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje ochronę parlamentarzyście podczas zgłaszania wniosków w Sejmie, wystąpień lub głosowania na posiedzeniach Sejmu i klubów, a także w związku z inną działalnością związaną nieodłącznie ze sprawowaniem mandatu. Tymczasem Macierewicz mówił o Makowskim na konferencji prasowej. Dzielił się podczas niej wiedzą zdobytą podczas sprawowania innych funkcji i jego wypowiedź nie dotyczyła pracy w Sejmie. To stanowisko podtrzymał w tym roku Sąd Apelacyjny w Warszawie. Orzekł, że Macierewicz nie wykazał czy informacje o Makowskim zdobył jako poseł, czy jako weryfikator WSI. Uznał też wypowiedź ministra za jego „osobiste przekonanie”, którego ogłoszenie nie było realizacją obowiązków poselskich.

Macierewicz ma przeprosić Makowskiego w kilku gazetach i portalach. Ma też wpłacić 25 tys. zł na fundację wspierającą byłych żołnierzy Grom. Wyrok nie jest prawomocny. Macierewicz może złożyć apelację.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym