Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...
04 grudnia 2016

Macierewicz znów przekręca historię. Dawną, ale politycznie drażliwą

W wystąpieniu na Dzień Podchorążego w rocznicę powstania listopadowego 29 listopada 2016 minister obrony Antoni Macierewicz nie powiedział podchorążym prawdy o powstaniu - a dokładniej o tym, jak wówczas podchorążowie zabijali swoich dowódców

Minister Macierewicz chwalił męstwo i patriotyzm podchorążych, którzy zbuntowali się przeciwko carowi, rozpoczynając 29 listopada 1830 r. powstanie. Mówił, że „musieli przejść drogę dla każdego żołnierza straszną.

Drogę wydobycia ducha niepodległości z wojska, które było wspaniałe, znakomite, jedno z najlepszych w Europie. Ale ducha niepodległości nie miało. Bo nie miało go dowództwo”.

Potem jednak Macierewicz dopuścił się bardzo interesującej manipulacji na przeszłości - mówiąc do dzisiejszych podchorążych, nie powiedział im, co naprawdę zrobili ich przodkowie.

Idąc do pałacu namiestnikowskiego, a później idąc do arsenału musieli zmierzyć się ze swoimi dowódcami.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Na czym polega manipulacja? Otóż podchorążowie nie tyle „zmierzyli się”, ile zabijali swoich dowódców, którzy albo próbowali walczyć z powstaniem, albo kazali im wracać do koszar.

Sprawa nie była dla ówczesnych Polaków jednoznaczna: car Aleksander I był równocześnie legalnym, konstytucyjnym królem Polski, uznawanym zarówno przez Zachód, jak i przez dużą część polskiego społeczeństwa. Generałowie - z których wielu miało za sobą długą służbę w armii polskiej jeszcze od czasów przedrozbiorowych - zdawali sobie doskonale sprawę z dysproporcji sił między Polską i Rosją, uznając bunt młodych żołnierzy za ryzykowny i skazany na porażkę. Powstańcy m.in. zabili:

  • generała Józefa Nowickiego - przez pomyłkę, ponieważ miał podobne nazwisko do rosyjskiego gubernatora Warszawy Michaiła Lewickiego;
  • generała Maurycego Hauke - żołnierza służącego jeszcze w armii I Rzeczypospolitej, zabitego przed Pałacem Namiestnikowskim na oczach żony i dzieci;
  • generała Stanisława Floriana Potockiego - żołnierza Powstania Kościuszkowskiego i wojen napoleońskich, adiutanta ks. Józefa Poniatowskiego (nie wiadomo, jak zginął);
  • generała Stanisława Trębickiego, którego najpierw chcieli zmusić do objęcia dowodzenia nad oddziałem powstańców, a kiedy odmówił i zaczął powstańcom wyrzucać złamanie przysięgi złożonej królowi, zastrzelili go na rogu ul. Długiej.

W 1841 r. władze carskie postawiły 7 zabitym w noc listopadową oficerom pomnik, który warszawiacy uznawali za symbol hańby (rozebrano go w 1917 r. za przyzwoleniem niemieckich władz okupacyjnych).

Nie wdając się w rozważania, kto w tej historii był większym patriotą - czy młodzi powstańcy, którzy chcieli w pełni wolnej Polski, czy starzy generałowie, którzy wiedzieli, jak się powstanie skończy i uważali ich za głupców - warto odnotować to charakterystyczne niedomówienie ministra Macierewicza. Wychwalając patriotyzm powstańców, minister chwali przed podchorążymi ich starszych kolegów, którzy zabijali na ulicach Warszawy swoich przełożonych - bo uznali, że nie są wystarczającymi patriotami. Macierewiczowi mogła nie przejść przez gardło taka lekcja dla młodych żołnierzy, którymi sam teraz dowodzi.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne