Dzisiaj potrzebna jest nam cisza, ale nie może oznaczać milczenia. Bo milczenie jest bliskie obojętności. Paweł nigdy nie był obojętny, nigdy nie był oportunistą. Dziś wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia. Co robiliśmy, gdy obok działo się zło, niesprawiedliwość, niegodziwość? Gdy padały złe słowa? - mówiła Magdalena Adamowicz na pogrzebie swego męża

Mówiła ponad osiem minut, spokojnym pewnym głosem, zerkając na kartkę, z podniesioną czarną woalką, do jej ramienia przytulała się ich 15-letnia córka, podobna do matki (na zdjęciu towarzyszy im brat Pawła Adamowicza – Piotr). W oficjalnych podziękowaniach nie wymieniła żadnego z poprzednich premierów czy prezydentów, ani Wałęsy, ani Komorowskiego, ani Tuska. Oni wszyscy słuchali jej, ocierając łzy. Nie wspomniała też o siedzących w ósmym rzędzie premierze Morawieckim i prezydencie Dudzie.

Głos zadrżał jej raz, gdy wspomniała o mężu, który „przy biurku pisał ręcznie swoją książkę”. Oto jej wystąpienie*:

„Dziękuję za doniosłą uroczystość kościołowi gdańskiemu. Dziękuję za przyjście przedstawicielom wszystkich religii i wyznań. Paweł życzył by sobie tego, bo zawsze organizował spotkanie ekumeniczne. Dziękuję pracownikom z Urzędu Miejskiego i współpracownikom. Dziękuję lekarzom. Z całego serca robiliście wszystko co w waszej mocy, by uratować Pawła. Dziękuję wszystkim zebranym za pożegnanie i modlitwę.

»To jest cudowny czas dzielenia się dobrym. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuje wam!«. To były twoje ostatnie słowa Pawle. Po nich odszedłeś ze światełkiem do nieba.

Ale nie chcę by dziś, na twoim pogrzebie panował przede wszystkim smutek i rozpacz. To prawda, jest nam dzisiaj bardzo ciężko, ale chcę podziękować Bogu za to, że wiele lat temu skrzyżował nasze drogi, że dzięki niemu poznałam człowieka i nasze życie się zmieniło. Miałam wspaniałego męża i cudownego ojca naszych córek, Tosi i Tereski.

Spędziliśmy ze sobą wiele cudownych lat, mamy mnóstwo cudownych wspomnień. W maju miała być nasza 20. rocznica ślubu. Od początku naszego związku wiedziałam, że

twoją miłością muszę dzielić się z Gdańskiem. I dzieliłam się. Ale nie byłam zazdrosna. Rozumiałam, że kochasz Gdańsk i potrzebujesz go, tak jak Gdańsk kocha i potrzebuje Ciebie.

Teraz zostałyśmy same. Same, ale to nie znaczy samotne. Bo są z nami tysiące gdańszczan i gdańszczanek. Bo są z nami Polacy w innych miastach, bo są przyjaciele zza zagranicy. Są z nami wspaniali, kochani ludzie.

Dziękuję za płynące zewsząd ciepłe myśli, za oddaną krew, za spływające po policzkach łzy, za nocne czuwanie pod szpitalem, za serce ze znicza i pełne prawdziwej żałoby milczenie i pożegnanie. Za wasze współczucie.

I jeśli prawdą jest, że pamięć jest nieśmiertelna, to w nas Paweł będzie zawsze.

Wierzę, że twoje idee, twoja twórczość, myśli nie umrą razem z Tobą, że Twoi przyjaciele zadbają o kontynuację twojego dzieła.

Zostaniesz oczyszczony ze wszelkich pomówień. Uczyłeś otwartość, empatii, zachęcałeś do czynienia dobra. Tu w Gdańsku, swojej małej ojczyźnie. Wierzę, że to dobro rozleje się dalej, na inne miasta, na cały świat. Że podziały zaczną się zacierać, skończy się fala nienawiści.

Kochani. Wasze myśli dają nam siłę. Ale ta siła jest nam bardzo potrzebna, bo

nadchodzi trudny czas, by się pozbierać, by na nowo uporządkować opustoszały świat, odnaleźć się w nim, oswoić osierocone miejsce przy stole, biurko, przy którym ręcznie pisałeś swoją książę i wszystkie myśli, pusty fotel.

Pawle, wiem, że to będzie dla nas trudne. Bo jak odnaleźć się w świecie, gdy nie można już ufnie przytulić się do twojego dużego ramienia? Poczuć ciepło twoich dłoni, usłyszeć twojego dobrego głosu? Wspomóc się serdecznym słowem, radą, troską?

Musimy się nauczyć żyć bez ciebie. Powoli, krok po kroku, dzień po dniu.

Chociaż jak można otrzeć łzy, skoro wciąż nowe napływają do oczu. Pawle, czasami powtarzałeś, że potrzeba ci chwili wyciszenia, spokoju. Rozumiałam to.

Ale nie rozumiem, dlaczego ta chwila ma trwać wieczność? Wiem, że spotkamy się kiedyś znowu. Tym razem już na zawsze.

Cisza.

Dzisiaj potrzebna jest nam cisza, ale nie może oznaczać milczenia. Bo milczenie jest bliskie obojętności. Paweł nigdy nie był obojętny, nigdy nie był oportunistą. Dzisiaj wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia. Co robiliśmy, gdy obok nas działo się zło, niesprawiedliwość, niegodziwość? Gdy padały złe słowa?

Pawła, naszą rodzinę, dotknęło wiele niegodziwości i złych słów. To nas bolało, ale Paweł brał to na swoje barki. Niech już nigdy się nie powtórzy tragedia, która spotkała Pawła, całą naszą rodzinę i okryła Gdańsk żałobą.

W ciszy przygotowywał słowa, które budowały dobro”.

* Wystąpienie Magdaleny Adamowicz, spisane z nagrania w Katedrze Gdańskiej podczas pogrzebu prezydenta Pawła Adamowicza 19 stycznia 2019.


 

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Masz cynk?