20 grudnia 2019

Filiks (KO) o nocnej komisji: Sadystyczne przeżycie. Nic nie było zgodne z prawem, nic nie było normalne

O przewodniczącym Aście: "nie pamiętał nad czym głosujemy", "w najprostszych sprawach posiłkował się opiniami Biura Legislacji Sejmowej". O przeżyciu: "Mieliśmy poczucie bezsilności i złości"; "Tak po ludzku byliśmy zwyczajnie zmęczeni. Część z nas nie spała 30 godzin, nie jedliśmy niczego od śniadania (...) w nocy skończyła nam się nawet woda"

O przebiegu nocnej Komisji Praw Człowieka i Sprawiedliwości, na której posłowie PiS, "poprawili" ustawę dyscyplinującą sędziów, rozmawialiśmy już z posłem Nowej Lewicy Krzysztofem Śmiszkiem.

Tuż przed drugim czytaniem, które powinno zacząć się 20 grudnia o 12:30 o wrażenia pytamy jedną z najaktywniejszych uczestniczek 10-godzinnej debaty, Magdalenę Filiks, działaczkę KOD i posłankę Koalicji Obywatelskiej.

Anton Ambroziak, OKO.press: Złość, nadzieja? Co napędzało was przez te 10 godzin prac w komisji?

Magdaelna Filiks, KOD, KO: To było bardzo trudne dla nas wszystkich. Mieliśmy poczucie bezsilności i złości na to, że musimy uczestniczyć w tym chaosie.

Podstawowym odruchem było: wstać i wyjść. W pracach komisji nic nie było zgodne z prawem, nic nie było normalne.

Tak po ludzku byliśmy też zwyczajnie zmęczeni. Część z nas nie spała 30 godzin, nie jedliśmy niczego od śniadania, czyli przez dobę. W nocy skończyła nam się nawet woda, ale przewodniczący nic sobie z tego nie robił. Można powiedzieć, że to przeżycie było wręcz sadystyczne.

Czy po Komisji już wiemy kto jest autorem ustawy dyscyplinującej?

Posłowie PiS nie wiedzieli jakie poprawki zgłaszają. Za każdym razem, gdy sobie nie radzili, z odsieczą przychodzili pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości. To najlepiej pokazuje, że ustawa ma być poselska, ale naprawdę powstała w resorcie Zbigniewa Ziobry.

Gubili się nie tylko posłowie PiS, ale też przewodniczący Komisji poseł Ast.

Przebieg posiedzenia komisji był przykładem chaosu i dezorganizacji. Przewodniczący nie pamiętał, którą ścieżkę procedowania kontynuujemy, a czasem nawet, nad czym w ogóle głosujemy. Sytuację ratowali pracownicy Biura Legislacji Sejmowej. Ich opiniami przewodniczący posiłkował się w najprostszych sprawach. Nie dziwi mnie to, że sobie nie radził. Proces legislacyjny powinien trwać kilka tygodni, a nie kilka godzin.

Pracownicy Biura Legislacji Sejmowej wielokrotnie wskazywali na wadliwość ustawy, ale w zasadzie pozwolili przewodniczącemu na prowadzenie Komisji z pominięciem procedur. Czy to nie była forma asekurantyzmu?

Nie odniosłam takiego wrażenia. Uważam, że bardzo starali się zachować bezstronność. To są prawnicy, którzy przeprowadzili setki procesów legislacyjnych i robili tyle, ile mogli. Wiadomo, że ich rola była ograniczona.

A czy strategia opozycji zadziałała?

Ciężko mówić o strategii w sytuacji, w której wiemy, że PiS ma większość, a ich zadaniem jest przepchnięcie wadliwej ustawy bez względu na koszty wizerunkowe, prawne i społeczne. Przecież głównymi ofiarami bubla prawnego PiS będą Polki i Polacy. Naszym celem było zatrzymanie ustawy, co z wiadomych względów się nie udało.

To, co mogliśmy robić, to merytorycznie argumentować, wytykać błędy, pokazywać, w których punktach ustawa łamie Konstytucję i sędziowskie kręgosłupy. Naszym zadaniem było też pokazanie, że ustawa wymierzona jest w obywateli, bo koniec końców to oni trafiają do sądów ze swoimi sprawami, a Konstytucja gwarantuje im prawo do niezawisłych sędziów i niezależnych sądów.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne