Wzrost globalnej temperatury o 2 st. C dla Polski oznacza jeszcze więcej susz i upałów. A nawet możliwość pojawienia się chorób tropikalnych. Ale są państwa, dla których taka zmiana to kwestia życia i śmierci - po prostu zaleje je ocean. Spór o 0,5 st. C dzieli uczestników COP24

„Mimo postępów w negocjacjach na szczycie klimatycznym w Katowicach, pozostało jeszcze wiele do zrobienia. Kluczowe kwestie nie zostały jeszcze rozwiązane. Nie jest to zaskakujące, ale kończy nam się czas” – mówił w środę 12 grudnia 2018 podczas COP24 Antonio Guterres. W ten dyplomatyczny sposób sekretarz generalny ONZ wyraził niepokojącą prawdę, że negocjacje w Katowicach utknęły w martwym punkcie.

Jedną z kwestii, które dzieli uczestników COP24 jest to, na jakim poziomie należy zatrzymać ocieplenie klimatu do 2100 roku. Porozumienie Paryskie mówi, że powinny to być 2, a najlepiej 1,5 st. C w porównaniu do epoki przedprzemysłowej (dziś jest to nieco ponad 1 st. C). Naukowcy z Międzynarodowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wskazują drugą opcję jako bezpieczniejszą dla ludzkości. Ale nie wszyscy politycy chcą się temu podporządkować, bo to oznacza ambitniejsze cele w odchodzeniu od paliw kopalnych w gospodarce.

Nie wiemy dokładnie, jaką różnicę robi te pół stopnia dla Polski. Jak mówi nam prof. Zbigniew Karaczun z SGGW, wynika to z tego, że nie mamy dla naszego kraju gotowych modeli klimatycznych, które by pokazywały rozbieżność między 1,5 a 2 st. C. Dlatego możemy jedynie prognozować na podstawie danych międzynarodowych. „Ale jednej rzeczy możemy być pewni – z pewnością nie będą to zmiany pozytywne i pogłębią te problemy, z którymi borykamy się się już dziś” – mówi OKO.press uczony.

Ale są na świecie kraje, dla których te 0,5 st. C jest kwestią przetrwania.



2 st. C więcej – co stanie się w Polsce?

„Będziemy doświadczali większej liczby tzw. ekstremalnych zjawisk pogodowych. Mam na myśli susze, fale upałów, nawalne deszcze i huragany, które już dziś zaczynają być dla nas problemem” – mówi prof. Karaczun. Jeszcze bardziej wydłuży się sezon wegetacyjny, choć w ostatnich latach zaczyna się on nawet już w lutym.

„A to oznacza większe straty w rolnictwie z powodu wiosennych przymrozków” – dodaje uczony.

Profesor dwa stopnie więcej dla Polski oznaczają również zaburzenia gospodarski wodnej – zaczną się problemy z dostarczeniem wody. „Już teraz obserwujemy, że zmienił się przebieg opadów, w zasadzie nie mamy długotrwałych, trwających kilka dni deszczy o niskim natężeniu. Wzrosła natomiast liczba ulewnych opadów, w trakcie których w kilka godzin spada taka ilość wody, jak kiedyś w okresie całego miesiąca” – mówi naukowiec. „Zjawisko to może się jeszcze bardziej pogłębić. A to oznacza ogromne problemy, nie tylko dla rolnictwa, ale także w zakresie zaopatrzenia ludzi w wodę pitną” – dodaje.

Czeka nas wzrost zachorowań na choroby zakaźne, w tym te o pochodzeniu tropikalnym.

„Nie wykluczałbym nawet powrotu do Polski malarii. Może nawet pojawi się denga, czyli gorączka krwotoczna” – mówi prof. Karaczun.

Powód? Przy skoku o 2 st. C większa będzie przeżywalność owadów przenoszących te choroby oraz chorobotwórczych wirusów i bakterii.



Wyrok śmierci

„Są na świecie kraje, dla których te 0,5 st. C, o które toczy się spór, jest kwestią życia i śmierci” – mówi prof. Karaczun. To państwa wyspiarskie leżące na Pacyfiku – jak Fidżi, Malediwy i Vanuatu. I o ile wzrost średniej temperatury do 1,5 st. C jeszcze nie oznacza ich zatopienia, to w przypadku 2 st. znajdą się pod wodą.

„Nie dziwi więc, że to te kraje najbardziej zabiegają o ograniczenie globalnego ocieplenia do poziomu 1,5 st. C. I jeśli tego nie zrobimy, to będziemy po prostu mieli je na sumieniu” – ostrzega uczony.

Te krytyczne pół stopnia dla wielu krajów o ciepłym klimacie – azjatyckich, afrykańskich czy południowo-amerykańskich – może to oznaczać głód. „Już teraz w wyniku zmian klimatu produkcja rolna stała się w nich niestabilna, a wzrost temperatury jeszcze bardziej naraża uprawy i hodowle na skutki braku wody. Jeszcze większy wzrost temperatury, nawet jeśli będzie to pół stopnia, może dla nich stanowić prawdziwą katastrofę” – mówi prof. Karaczun.



Arktyka bez lodu

Zestawienie potencjalnych skutków wzrostu średniej temperatury o 2 st. C przygotował portal Nauka o Klimacie. Taka zmiana temperatury oznacza m.in.:

  • zabójcze dla ludzi i rolnictwa fale upałów – niektóre części Afryki i Bliskiego Wschodu staną się niezdatne do zamieszkania przez ludzi;
  • zmiany opadów i związane z nimi problemy z dostępnością wody;
  • obumarcie prawie całej rafy koralowej;
  • topnienie lodu w Arktyce – przez kilka miesięcy w roku Ocean Arktyczny nie będzie zamarznięty, co jeszcze bardziej przyśpieszy ocieplanie się klimatu;
  • śmierć 25 proc. z 80 tys. monitorowanych gatunków zwierząt i roślin żyjących na szczególnie cennych przyrodniczo obszarach, np. w Amazonii i na wyspach Galapagos.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press